Wyszukiwanie zaawansowane
Kronika
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
1985-12-31 | Warszawa | Marek Gajdziński
Rok 1985

12 stycznia rozpoczęto w kurs zastępowych starszych. W IV Plutonie było już sporo harcerzy z trzyletnim stażem. Kilku z nich dochodziło pełnoletności, a nadal byli szeregowymi. Szykowano się do kolejnej próby przeprowadzenia naboru i powołania nowych zastępów. Jednak atmosfera panującą ówcześnie w środowiskach młodzieżowych zupełnie nie sprzyjała tym planom. Najbardziej ideowa młodzież nadal z wyraźnym obrzydzeniem podchodziła do wszelkich oficjalnych form aktywności, wietrząc w nich komunistyczną inspirację. Mimo często podejmowanych prób pokazania się tej młodzieży z zupełnie innej strony, nie przynosiło to większych rezultatów. W ciągu trzech lat działania IV Plutonu w Kołłątaju, tylko kilku chłopców przystąpiło do Szesnastki z pełną świadomością roli, jaką spełnia Drużyna na Ochocie i z chęcią aktywnego uczestniczenia w prowadzonej przez nią niezależnej działalności. I to właśnie oni, po zdobyciu niezbędnego harcerskiego doświadczenia, zostali skierowani na prowadzony w Drużynie kurs zastępowych. Mimo braku znaczących sukcesów ilościowych nie załamywano rąk. Tym razem postanowiono skoncentrować się na działalności specjalizacyjnej, aby w ten sposób przyciągnąć młodzież do harcerstwa. Inspiracją dla tego kierunku działania stał się sukces zastępu Leszczy, który od początku tworzony był specjalnie z myślą o chłopcach zainteresowanych żeglarstwem. Idąc tym śladem planowano utworzyć kolejne zastępy o sprecyzowanych z góry specjalnościach. Poza żeglarską miały to by być specjalności: fotograficzna (AFS), dziennikarska (Sulimczyk), muzyczna, komputerowa i ratownicza. Pod tym właśnie kątem prowadzono zajęcia na kursie zastępowych.

W dniach od 27 stycznia do 4 lutego odbyło się w Małym Cichym kolejne, XXXIII zimowisko Szesnastki. Komendę stanowili: ćw. Marek Talacha – komendant, ćw. Adam Lenarcik – oboźny i wyw. Rafał Lipski – kwatermistrz. Oprócz komendy w obozie wzięło udział 11 harcerzy. Dominował program narciarski uzupełniony kilkoma, głównie wieczornymi i nocnymi grami terenowymi. Zimowisko urządzono bez zgłoszenia i akceptacji władz hufca. Nietrudno domyśleć się dlaczego. W komendzie nie było ani jednego harcerza, który posiadałby stopień instruktorski. Ze względów formalnych Drużyna nie otrzymałaby zgody na taki wyjazd. Obydwaj mianowani instruktorzy, z uwagi na obowiązki szkolne i studenckie, nie mogli wziąć udziału w obozie. Na uczelniach przesunięto bowiem terminy sesji egzaminacyjnych, tak że wypadały właśnie w czasie ferii szkolnych. Problem ten dotknął większość drużyn w Polsce. Szesnastka żeńska w ogóle zrezygnowała z organizacji zimowiska. Szesnastkę męską organizacyjnie było na to stać. Pojawił się jednak problem z obsadą kadrową. Był to, co prawda, problem całkowicie sztuczny o charakterze wyłącznie formalnym, ale był i po raz kolejny zwrócił uwagę kierownictwa Szesnastki na lekceważony dotąd aspekt kształcenia instruktorskiego najstarszych harcerzy oraz braku nowych stopni instruktorskich.

Była już o tym mowa przy okazji likwidacji działalności zuchowej w 1983 roku. Zjawisko było dokładnie to samo. Harcerze, którzy już dawno powinni ukończyć oficjalne kursy instruktorskie, odbyć próby i zostać mianowani przewodnikami – unikali tego, jak ognia. Powód był prosty. Kursy prowadziła komenda Hufca lub komenda Chorągwi. Tam też prowadzono próby na stopnie instruktorskie. Żaden z harcerzy Szesnastki nie chciał przełamać obrzydzenia i poddać się „obróbce" dokonywanej przez obcy ideowo i znienawidzony personel tych instytucji. Żeby ukończyć kurs i próbę trzeba byłoby kłamać i udawać kogoś innego, niż się jest. Ujawnienie własnych poglądów i przekonań, przyznanie się do kultywowanego w Drużynie modelu harcerstwa, oznaczałoby poważne kłopoty i utratę szansy na podkładkę instruktorską. Harcerze nie chcieli kłamać i udawać. Dlatego w Szesnastce zahamowany został naturalny proces wymiany kadr instruktorskich. Mimo, że w Drużynie było około 10 harcerzy, którzy w normalnych warunkach już dawno zostaliby mianowani instruktorami, zaś poziom ich wyrobienia był naprawdę bardzo wysoki - Szesnastka nadal dysponowała tylko jednym przewodnikiem i jednym podharcmistrzem. To był problem nie tylko tego zimowiska. Po raz kolejny uświadomiono sobie, że ten stan rzeczy może nie tylko zahamować dalszy rozwój Drużyny, ale wręcz spowodować poważny kryzys. W lutym 1985 roku, na skutek problemów z zimowiskiem, zdano sobie wreszcie sprawę z powagi sytuacji. W tym sensie był to impuls pozytywny. Postanowiono rozwiązać jakoś ten problem. W krótkim czasie okazało się, że w podobnej sytuacji była większość warszawskich drużyn należących do Ruchu. Potrzeba często bywa matką wynalazku. Tak stało się i w tym przypadku. Na skutek sygnalizowania przez Szesnastkę ważkiego problemu, drużyny ruchowe postanowiły doprowadzić do powstania własnego kursu instruktorskiego i znalezienia formuły do jego zalegalizowania w jednym z warszawskich hufców. Tajne przygotowania do jego powołania rozpoczęły się już wiosną.

Tymczasem po powrocie z zimowiska rozpoczęto w IV Plutonie prace zmierzające do rozszerzenia działalności specjalizacyjnej. Na pierwszy ogień poszła bardzo w Szesnastce popularna i stojąca na wysokim poziomie specjalizacja fotograficzno – filmowa. I tak 19 lutego w Liceum Kołłątaja nastąpiło otwarcie wielkiej fotograficznej wystawy dorobku Agencji Fotograficznej Szesnastki (AFS). Jednocześnie na terenie szkoły urządzono ciemnię fotograficzną. Jej wyposażenie sfinansował w połowie komitet rodzicielski, a w połowie Drużyna. W ciemni odbywały się zajęcia praktyczne nowouruchomionego kursu fotograficznego, które prowadzili harcerze z AFS. Zajęcia miały charakter otwarty, tzn. mógł z nich korzystać każdy zainteresowany uczeń; cieszyły się one dużym powodzeniem. Przez kilka kolejnych lat ciemnia wykorzystywana była nieomal codziennie do późnych godzin wieczornych.

Pod koniec lutego IV pluton przystąpił do służby społecznej, której nadano kryptonim „Celinka". Przez wiele lat taki właśnie lakoniczny zapis figurował w kronice Drużyny. Można go było rozszyfrować dopiero po wielu latach, gdy upadły rządy komunistyczne i Polska odzyskała niepodległość. Na czym polegała ta służba? 
W ciągu dwóch lat działalności, konspiracyjna organizacja instruktorów o kryptonimie „Ruch" okrzepła na tyle, że jej działania nabrały coraz większego rozmachu. Jedną z najważniejszych dziedzin tej działalności były podziemne wydawnictwa. Wydawano podręczniki harcerskie i instruktorskie, opracowania historyczne oraz dużą liczbę najróżniejszego rodzaju czasopism i gazetek. Była to spontaniczna reakcja na brak wolności słowa, charakterystyczna dla całego tzw. niezależnego społeczeństwa. W podziemnym harcerstwie reakcja ta przybrała rozmiary imponujące. Druk odbywał się w podziemnych drukarniach na terenie całego kraju, powstawały mniejsze i większe wydawnictwa. Różnorodność i naturalna decentralizacja procesu produkcyjnego miała swoje ogromne walory, ze względu na możliwość pełniejszego zakonspirowania tej działalności. Problemem stawał się jednak kolportaż. Byłoby absurdem, gdyby każdy z wydawców utrzymywał własną sieć dystrybucji tylko dla swoich wydawnictw. Potęgowałoby to niebezpieczeństwo wpadki, a także koszty kolportażu. „Komenda Hufca", czyli tajne naczelnictwo Ruchu, zorganizowało więc w Warszawie centralny magazyn wydawnictw oraz centralną sieć ich kolportażu. Szesnastka otrzymała zadanie zorganizowania sieci łączności krajowego kolportażu wydawnictw niezależnych. Zadaniem „Celinki" było utrzymywanie stałej łączności pomiędzy wydawnictwami, a magazynem centralnym oraz pomiędzy magazynem, a regionalnymi centrami kolportażu. Łącznicy „Celinki" odpowiadali za sprawne i terminowe przekazywanie zamówień, rozliczeń i pieniędzy. Oczywiście nie każda informacja wymagała fizycznej obecności w innym mieście. Wypracowano system haseł, sygnałów i kryptonimów pozwalający na posługiwanie się pocztą i telefonem. Nawet pieniądze przesyłano przekazami pocztowymi przez podstawione osoby. Bezpośrednie kontakty były konieczne tylko okresowo, przy okazji ustalania nowych haseł i skrzynek kontaktowych. Tu drobne wyjaśnienie dla młodszych czytelników. W połowie lat osiemdziesiątych nie było jeszcze internetu i telefonów komórkowych. Nie każdy miał też w domu linię telefoniczną. Służba Bezpieczeństwa mogła kontrolować wszelkie rozmowy telefoniczne i przesyłki pocztowe. Robiła to na wielką skalę. Tak więc porozumiewanie w tak poufnych sprawach, jak kolportaż nielegalnych wydawnictw nie było w cale proste i bezpieczne. Była to najbardziej zakonspirowana forma działalności Ruchu. Zupełnie inna komórka odpowiadała za prowadzenie samego magazynu, a jeszcze inna za fizyczne dostarczanie „bibuły" na wyznaczone punkty. Zgodnie z klasycznymi zasadami konspiracji zadań tych nie powinno się łączyć i nawet wewnątrz tej „maszynerii" nie było wiadomo kto jakie pełni funkcje. Często jednak wbrew zasadom harcerze Szesnastki dostawali zadania pomocy w przewiezieniu niektórych transportów. Działo się tak w chwilach znacznego spiętrzenia pracy, gdy „etatowe mrówki" nie nadążały z robotą. Trzykrotnie też uczestniczono w alarmowych ewakuacjach magazynów w Warszawie, Katowicach i w Gdańsku. Jeden z alarmów ogłoszono na skutek aresztowania z walizką pełną bibuły jednego z kolporterów i współpracowników Niezależnego Wydawnictwa Harcerskiego (NWH). Po niedługim czasie okazało się zresztą, że niebezpieczeństwo było znacznie bliższe „Celinki", niż początkowo przypuszczano, gdyż aresztowanym harcerzem okazał się brat jednej z harcerek z zaprzyjaźnionej 29GDH-ek, z którą Szesnastkę łączyło wiele przyjacielskich kontaktów. Ewakuację zarządzono zgodnie ze standardową procedurą przewidzianą w tego typu sytuacjach. Okazała się jednak zupełnie niepotrzebna, gdyż Tomek (późniejszy Naczelnik Harcerzy ZHR) nie załamał się w śledztwie i niczego nie wydał.

W rozpoczętej właśnie służbie „Celinka" brali udział tylko najstarsi harcerze IV Plutonu. Do 1987 roku kierował nią osobiście drużynowy, a następnie dowództwo przejął Jakub Skrzyński. W ciągu czterech lat działalności (do wiosny 1989 roku) w służbie tej brali udział Andrzej Karwan, Szymon Majewski, Leszek Sawicki, Jakub Skrzyński, Jacek Kajak, Maciek Piątkowski i Marek Talacha i oczywiście Marek Gajdziński. „Celinka" utrzymywała łączność z lokalnymi sieciami kolportażu w Krakowie, Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi, Bydgoszczy i Trójmieście. Między innymi dzięki poświęceniu i odwadze tych harcerzy, do drużyn w całej Polsce docierała harcerska bibuła oraz inne pozaharcerskie, podziemne i drukowane na zachodzie wydawnictwa. Warto też rozszyfrować sam kryptonim „Celinka": „ce" – od centralnego, „link" – od angielskiego „łączyć się". Brzmienie kryptonimu miało też być swoistym memento w sprawie konieczności zachowania najwyższej ostrożności, której brak mógłby grozić dłuższym urlopem od uciech tego świata, spędzonym w więziennej celi.

2 marca odbyła się tradycyjna Choinka Szesnastki. Zorganizowano ją wspólnie z 16WDH-ek. Podczas apelu zakończona została akcja „Grunwald" prowadzona w II Plutonie. Przyznano plakietki plutonu i przyjęto do drużyny kilku kandydatów po okresie próbnym, wręczając im krajki i kostki. Zakończona została również analogiczna akcja prowadzona w IV Plutonie o kryptonimie „Sulima". Taką właśnie nazwę w dniu Choinki przyjął pluton starszoharcerski 16WDH.

Było to w pełni świadome nawiązanie do tradycji Roju „Sulima" – czyli hufca Szarych Szeregów, w który przekształciła się konspiracyjna Szesnastka po przystąpieniu w 1944 roku do tej organizacji. Już po raz czwarty w swojej historii harcerze Szesnastki, aby móc wypełniać nakazaną Prawem Harcerskim służbę Polsce, musieli podjąć pracę w konspiracji. Za każdym razem konspiracja ta miała inny charakter i w innych była prowadzona warunkach. Ale jej cel zawsze był ten sam – niepodległość Polski i zachowanie ducha narodowego. Toteż przyjęta przez IV Pluton nazwa była odzwierciedleniem nastroju panującego wśród harcerzy ówczesnej Szesnastki poczuwających się nie tylko do organizacyjnej, ale także ideowej łączności z poprzednikami, którzy dla tych samych celów gotowi byli oddać nie tylko osobistą wolność, ale nawet własne życie.

W trakcie uroczystości po raz pierwszy przyznano plakietki „Sulima". Otrzymało je 15 harcerzy IV Plutonu. Plakietka projektu Marka Gajdzińskiego przedstawiała herb Zawiszy Czarnego wpisany w pole o kształcie tradycyjnej lilijki harcerskiej. 
Oto wyjątek z rozkazu LS7/84/85 z dnia 2.3.1985r. 
"...1. IV Plutonowi 16WDH nadaję nazwę „Sulima". Herb rodowy patrona 16WDH – Zawiszy Czarnego niech stanie się również symbolem naszego harcerskiego honoru. Pamięć o harcerzach Szesnastki działających w Szarych Szeregach jako Rój „Z" o kryptonimie „Sulima" niech będzie źródłem siły i wytrwałości w pełnieniu służby Bogu i Polsce, niesieniu pomocy bliźnim i pracy nad ukształtowaniem własnym charakterów w myśl Prawa Harcerskiego. ... 
...2. Zatwierdzam wzór i symbolikę plakietki Plutonu Sulima. Herb Zawiszy Czarnego – Sulima (czarny orzeł na złotym polu, a poniżej trzy złote kamienie na czerwonym tle), wycięty w kształcie lilijki harcerskiej i umieszczony w tarczy o czarnym polu. Na ramionach orła napis: 16WDH i 1911r. Znak ten informuje, że harcerze Szesnastki uzbrojeni w ideały harcerskie, symbolizowane przez lilijkę, mając za przykład honor i męstwo patrona Drużyny, czego symbolem jest herb Sulima, i wierni tradycjom istniejącej od 1911 roku 16 Warszawskiej Drużyny Harcerzy – dążą do wyplenienia zła w otaczającym nas świecie. Symbolizowane jest to dominacją rysunku lilijki nad otaczającym ją czarnym polem. ..."

16 i 17 marca miał miejsce biwak Rady Drużyny oraz trwającego już od dwóch miesięcy kursu zastępowych starszoharcerskich i rozpoczynającego się właśnie kursu zastępowych młodszoharcerskich. Zorganizowano go w domku letniskowym należącym do wdowy po drużynowym konspiracyjnej Szesnastki z czasów okupacji niemieckiej, Michale Woynicz-Sianożęckim, z którą od zeszłego roku Drużyna utrzymywała stały kontakt. Nawiązano go podczas letnich prób na stopnie ćwika, kiedy to doszło do przypadkowego spotkania przy grobie Michała. Od tamtego czasu spotykano się kilkakrotnie.

W ramach prowadzonej jesienią ubiegłego roku w IV Plutonie akcji „Sulima", harcerze starsi starali się poznać zwłaszcza historię Szesnastki z okresu II wojny światowej. Postać jej drużynowego, Michała Woynicz-Sianożęckiego, miała dla tej historii kluczowe znaczenie. Wspomnienie o nim, usłyszane z ust najbliższej mu osoby, jeszcze bardziej przybliżyło harcerzom postać tego wybitnego Zawiszaka. Obok znanych już wcześniej zasług na polu działalności harcerskiej i wojskowej, odsłonięta została również jego postawa, którą prezentował w życiu prywatnym. Dzięki opowieściom żony zobaczyliśmy obraz człowieka w normalnym ludzkim wymiarze, nie spiżowego bohatera stającego na cokole pomnika pamięci narodowej, ale zwyczajnego młodego mężczyzny, tak jak my - uczącego się, tak jak każdy z nas - zakochanego w swojej dziewczynie. I obraz ten jeszcze bardziej sugestywnie przekonywał, że był to człowiek w najwyższym stopniu godny naśladowania.

W dniach od 22 do 24 marca Szesnastka zorganizowała w szkole podstawowej nr 9 bazę noclegową dla 200 harcerzy uczestniczących w rajdzie Arsenał. Ten organizowany corocznie przez Hufiec Mokotów im. Szarych Szeregów rajd, od samego swego początku gromadził drużyny pragnące kultywować tradycyjny model harcerstwa. Po wprowadzeniu stanu wojennego stał się doskonałą, bo w pełni legalną okazją do spotkań drużyn ruchowych z całego kraju. Tym bardziej, że centralną postacią tego rajdu był legendarny dowódca Akcji pod Arsenałem, hm. Stefan Broniewski „Orsza", będący jednocześnie duchowym przywódcą „Ruchu". Możliwość spotkania się z nim i innymi szaroszergowymi instruktorami miała ogromne znaczenie, zwłaszcza dla drużyn spoza Warszawy, dla których była to niecodzienna okazja kontaktu ze środowiskiem uznawanym za w pełni autorytatywne dla prawdziwego harcerstwa. Poza drużynami ruchowymi w Rajdzie Arsenał uczestniczyło też wiele drużyn nie związanych organizacyjnie z konspiracją instruktorską. Jeżeli przyjeżdżały na rajd, oznaczało to, że w jakimś sensie poczuwały się do ideowej łączności ze środowiskiem instruktorów Szarych Szeregów, czyli wyznawały zasady podobne do tych, o które walczył Ruch. Dawało to bardzo dogodne możliwości dla poszerzenia bazy oddziaływania Ruchu. Idealną zaś okazją do szczerych rozmów i nawiązywania kontaktów organizacyjnych były wspólne kwatery i czas przeznaczony na odpoczynek po dniu pełnym zadań i aktywności. Drużyny związane z Ruchem postanowiły więc włączyć się aktywnie w organizację rajdu. Pomagając organizatorom zyskiwano też możliwość takiego rozdzielenia kwater, aby drużyny pozaruchowe znalazły się w towarzystwie drużyn ruchowych. Baza noclegowa przygotowana przez Szesnastkę była jedną z trzech zorganizowanych przez Ruch. Dzięki temu nawiązano wiele nowych kontaktów.

1 kwietnia zmarł Wiesław Szeliski - Zawiszak, harcerz okupacyjnej Szesnastki, a później w latach 40-tych i 50-tych instruktor Drużyny, do ostatnich dni życia związany z nią uczuciowo. Następnego dnia rozkazem specjalnym w Drużynie zarządzono żałobę na przeciąg dwóch tygodni.

3 kwietnia w fatalnych nastrojach spowodowanych niedawną stratą, Pluton Sulima wyjechał na VII wiosenny obóz wędrowny w Gorce i Pieniny. Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, oboźnym ćw. Adam Lenarcik, a kwatermistrzem mł. Michał Tomczyk. Oprócz nich w obozie uczestniczyło 7 harcerzy z zastępów Dzików i Leszczy. Obóz nie był nigdzie rejestrowany. Wspaniała pogoda i trudy wędrówki pozwoliły na jakiś czas zapomnieć o bolesnej stracie. Jednak obóz skrócono o jeden dzień po to, aby wziąć udział w pogrzebie Wieśka.
Pogrzeb odbył się 9 kwietnia. Wzięła w nim udział Drużyna wraz z pocztem sztandarowym.

15 kwietnia rozpoczął się kilkutygodniowy kurs ratownictwa wodnego organizowany przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (WOPR). Wzięło w nim udział trzech harcerzy z Plutonu Sulima. Był to kolejny element planu intensyfikacji działalności specjalizacyjnej w plutonie starszoharcerskim.

18 kwietnia odbyła się zbiórka całej Drużyny. Przeprowadzono na niej tzw. bieg gąsienicowy zastępów. Ćwiczono techniki harcerskie i samą formułę organizacyjną biegu „podpatrzoną" u drużyn krakowskich.

Weekend z 20 na 22 kwietnia był dla Drużyny bardzo pracowity. Reprezentacja Plutonu Sulima udała się na Kaszuby, w okolice ostatniego obozu letniego, aby wziąć udział we wspólnym biwaku kilku trójmiejskich drużyn ruchowych zorganizowanym dla uczczenia 3 rocznicy powstania zaprzyjaźnionej z Szesnastką 29GDH-ek. Okazało się tam, że żeńska drużyna starszoharcerska ma spore grono wielbicieli wśród trójmiejskich harcerzy. Dla kilku Zawiszaków był to sygnał mocno niepokojący.

20 kwietnia Drużyna pełniła służbę przy rozdziale darów w parafii św. Jakuba. Jak zwykle w chwilach wielkiego spiętrzenia pracy charytatywnej ksiądz proboszcz prosił Szesnastkę o pomoc. Tak było i tym razem. Do parafii dotarły bowiem ogromne transporty pomocy żywnościowej i odzieżowej z Zachodu. Trzeba je było bardzo szybko rozdzielić, gdyż brakło miejsca na ich zmagazynowanie.

Następnego dnia Drużyna wzięła udział w święcie hufca. Harcerze starsi stanowili obsadę biegu zastępów młodszoharcerskich. Decyzja o wzięciu udziału w święcie hufca podjęta została nie bez oporów. Poprzedziło ją wiele dyskusji w gronie kadry Drużyny. Mimo ogromnych różnic ideowych dzielących Szesnastkę od reszty hufca, postanowiono zakończyć trwająca od początku stanu wojennego izolację. Zdecydowano się na to z dwóch powodów. Po pierwsze, miano na względzie możliwość propagowania wśród drużyn i szczepów hufca ideałów przyświecających Ruchowi. Po drugie zaś, kierowano się względami praktycznymi. Rozpoczęto proces wzajemnego oswajania się, by wypracować możliwą do przyjęcia dla obu stron formułę otwarcia kilku harcerzom Szesnastki prób na stopnie instruktorskie. Bez przyznania kolejnych stopni instruktorskich funkcjonowanie Szesnastki, jako drużyny harcerskiej w ramach ZHP, stałoby się wkrótce zupełnie niemożliwe. Komenda hufca nie mianowałaby kolejnych drużynowych i komendantów obozów. Gdyby zabrakło obecnych dwóch instruktorów, władze ZHP rozwiązałyby Drużynę, zmuszając ją do przejścia do podziemia lub znalezienia zupełnie innej formuły w ramach innej organizacji np. PTTK. Żadne z tych potencjalnych rozwiązań nie byłoby dobre dla Szesnastki, dlatego zdecydowano się na poszukiwanie jakiegoś kompromisu.

Rozpoczął się wiosenny sezon wycieczkowy. W obu plutonach nastała moda na biwaki zastępów. W związku z tym nieco mniej było wypraw całymi plutonami czy Drużyną.

W dniach 6-8 maja Pluton Grunwald brał udział w pracach remontowych boiska szkolnego przy ul. Białobrzeskiej. Inicjatywę pomocy szkole podjęto, aby naprawić nieco w ostatnim czasie pogorszone stosunki z dyrekcją. Powodem napięć było duże natężenie zbiórek zastępów w okresie zimowym. Z powodu nakładania się ich terminów nie wszystkie mogły odbywać się w izbie harcerskiej. Często więc, z konieczności, organizowano je na korytarzach szkolnych. Ich przebieg i skutki nierzadko były powodem konfliktów z woźnymi, którzy skarżyli się dyrekcji szkoły na niezrozumiałe dla nich zachowanie harcerzy i bałagan. Nie zawsze były to pretensje słuszne. Bieganie po korytarzach i związany z tym hałas był najczęściej zaplanowanym elementem zbiórki. Ale czasem też, zwłaszcza po początkowych skargach, zwykłą szczeniacką złośliwością. Apogeum konfliktu przypadło na marzec, kiedy to na dwa tygodnie wydano nawet harcerzom zakaz wstępu do szkoły w godzinach popołudniowych. Później stosunki układały się nieco lepiej, ale wciąż dalekie były od ideału. Rada Drużyny postanowiła więc wykorzystać remont boiska szkolnego, wykonywany w dużej mierze w tzw. czynie społecznym, jako okazję do złożenia „ofiary przebłagalnej" i naprawienia popsutych stosunków z dyrekcją szkoły.

W dniach od 11 do 13 maja odbył się bardzo udany biwak II Plutonu w formie zgrupowania biwaków zastępów nad rzeką Korabiewką w Puszczy Bolimowskiej. W nocy miały miejsce bardzo emocjonujące podchody pomiędzy zastępami.

W tym samym czasie IV pluton gościł w Warszawie 29 GDH-ek. W annałach Drużyny wizytę tę określono mianem „rewolucji kulturalnej". I rzeczywiście, harcerki trójmiejskie nauczyły harcerzy Szesnastki zupełnie nowych piosenek. Do tej pory w Drużynie dominował repertuar piosenek bogu-ojczyźnianych: powstańczych, partyzanckich, wojskowych, harcerskich i tzw. protest songów. Śpiewano je przeważnie w rytmie marszowym wykrzykując co pikantniejsze (antysocjalistyczne i antyradzieckie) frazy. Zaprzyjaźnione harcerki preferowały piosenki zupełnie odmienne – bardzo melodyjne i pełne afirmacji życia. Stanowiło to bardzo atrakcyjną odmianę. Nagła popularność tego typu repertuaru w Drużynie wynikała też z rzadko uświadamianej sobie potrzeby nieco radośniejszego spojrzenia na świat. Otaczająca nas rzeczywistość była aż nazbyt ponura, nasze reakcje nazbyt może poważne. Wszystko to wymagało odreagowania. Determinacja harcerzy Sulimy i zaproszonych na spotkanie harcerek z żeńskiej Szesnastki była ogromna. Cały jeden dzień poświęcono bowiem na naukę tekstów i melodii nowych „sprawadzonych z Trójmiasta" piosenek, np.: „Gdy słońce rano wstaje nad jeziorem".

W dniach od 16 do 19 maja, 21-dnoosobowa reprezentacja Drużyny wzięła udział w IV Zlocie UNDHR zorganizowanym przez drużyny krakowskie na Polania Malinowej w paśmie babiogórskim. Marszałkiem zlotu i całej Unii na kolejny rok działalności został drużynowy Szesnastki – Marek Gajdziński. Program zlotu został niestety pokrzyżowany przez fatalną pogodę. W sobotę, z uwagi na trwającą drugi dzień ulewę, zlot został ewakuowany do Krakowa. W niedzielę wzięto udział w uroczystej mszy świętej odprawionej na Wawelu z okazji 50-tej rocznicy śmierci Marsz. Józefa Piłsudskiego. Była to ogromna i bardzo wzruszająca uroczystość patriotyczna, w której brały udział dziesiątki tysięcy krakowiaków.

Zwyczajem ostatnich kilku lat, wykorzystując przerwę w zajęciach szkolnych z powodu Bożego Ciała, Pluton Sulima udał się na kolejny spływ kajakowy rzeką Rozpudą. Komendantem wyprawy, która obyła się w dniach od 5 do 10 czerwca był phm. Marek Gajdziński, a kwatermistrzem mł. Michał Tomczyk. W spływie brały udział cztery załogi – razem 8 harcerzy. Dziewcząt w tym roku niestety zabrakło.

Przed obozem zakończone zostały kursy zastępowych zarówno w IV jak i II Plutonie. Zakończono też kurs ratownictwa wodnego. 

 
Kolejny LVI obóz letni Szesnastki zorganizowano nad jeziorem Bukowo Duże koło Trzcianki w dniach od 3 do 30 lipca. Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, a kwatermistrzem ćw. Marek Talacha. Było to zgrupowanie podobozów poszczególnych plutonów. 
Komendantem podobozu Grunwaldu był pwd. Jacek Kajak, a oboźnym ćw. Szymon Majewski. Poza komendą w podobozie było 35 harcerzy w 5 zastępach:
Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski – 6 harcerzy
Sokoły – zastępowy mł. Paweł Marecki – 8 harcerzy
Byki – zastępowy mł. Krzysztof Zbytniewski – 7 harcerzy
Kormorany – zastępowy mł. Piotr Kaleta – 6 harcerzy
Wydry – zastępowy mł. Tomasz Czop – 7 harcerzy (samodzielny zastęp Szesnastki z Tomaszowa Lubelskiego).

Współzawodnictwo między zastępami wygrał zastęp Wydry Tomka Czopa. Warto w tym miejscu poświęcić kilka zdań temu zastępowi. 
Jego powstanie było efektem obozu na Roztoczu w 1981 roku. Założył go jeden z miejscowych chłopców – Robert Turzyniecki – syn właściciela prywatnej piekarni, która dostarczała pieczywo do kuchni obozowej. Robertowi, który od pierwszych dni przyjeżdżał wraz z ojcem do obozu, tak spodobało się harcerstwo, że wkrótce pozostał w obozie na stałe. Zdobył nawet stopień młodzika. W następnym roku znów przyjechał na obóz Szesnastki, po czym, na jesieni 1982 roku w szkole, w której się uczył w Tomaszowie Lubelskim, skrzyknął kilku kolegów i namówił ich do wstąpienia do harcerstwa. Nie wyobrażał sobie przyłączenia się do żadnej z miejscowych drużyn. Jego upór zaowocował zgodą Szesnastki na utworzenie zamiejscowej filii. Od tej pory samodzielny zastęp Wydry działał z różnym powodzeniem. Wizytowany był kilka razy w roku przez instruktorów i starszych harcerzy. Zawsze spełniał podstawowe wymagania stawiane przed zastępami Szesnastki. W kolejnych obozach brał udział zastępowy i podzastępowy. Jesienią 1984 roku Robert wyjechał do szkoły średniej do innego miasta i pozostawił zastęp dotychczasowemu podzastępowemu – Tomkowi Czopowi. Ten zabrał się do pracy jeszcze bardziej energicznie i na obóz w 1985 roku zameldował się z całym zastępem i w dodatku tak świetnie zgranym i wyszkolonym, że w obozowej rywalizacji między zastępami, chłopcy z Tomaszowa okazali się lepsi od wszystkich warszawskich zastępów.

Drugi podobóz tworzyły zastępy Plutonu Sulima. Komendantem był phm. Marek Gajdziński, a oboźnym ćw. Adam Lenarcik. Poza komendą w podobozie uczestniczyło 16 harcerzy w 4 zastępach:
Dziki – zastępowy wyw. Paweł Szadkowski – 4 harcerzy
Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz – 5 harcerzy
Piżmaki – zastępowy wyw. Rafał Lipski – 4 harcerzy
Zastęp kwatermistrzowski – zastępowy ćw. Marek Talacha – 3 harcerzy.

Obóz stał pod znakiem świetnej słonecznej pogody. Zorganizowano wiele udanych gier terenowych i manewry między zastępami. Chatce Robinsona nadano trudniejszą, niż dotychczas formułę. Na przetrwanie dwóch dni pod szałasem zastępy otrzymały prowiant tylko w postaci podstawowych produktów żywnościowych tj. mąka, sól, tłuszcz. Żeby przetrwać chłopcy zbierali owoce leśne, grzyby i łapali ryby na zaimprowizowane wędki. Rajd pieszy przeprowadzono zastępami. Każdy z nich udał się w innym kierunku z zadaniem odwiedzenia jak największej liczby obozów harcerskich, podpatrzenia ciekawych rozwiązań. Jak zwykle zorganizowano dwa biegi harcerskie – na młodzika i bardzo wyczerpujący, trwający 72 godziny bieg na wywiadowcę. Odbyły się też próby końcowe na stopień ćwika. Zdobyto 15 stopni młodzika, 2 wywiadowcy i 3 ćwika. Przeprowadzono udane podejście obozu Szczepu 199 WDH. Na święcie obozu pojawiło się wielu harcerskich gości, w tym kilka harcerek z zaprzyjaźnionej 29 GDH-ek.

10 sierpnia w Warszawie miał miejsce kolejny zawiszacki ślub. Pobrali się Lesław Kuczyński i Alicja Pietrzak. Wychodząc z kościoła przechodzili pod laskami skautowymi wzdłuż szpaleru utworzonego przez Drużynę.

15 sierpnia Pluton Sulima w składzie 12 harcerzy starszych wybrał się na 10-ciodniową wyprawę wakacyjną. Pierwszym etapem wyprawy był obóz Szczepu 21 WDH nad jeziorem Gardyńskim na Mazaruch, gdzie we wspólnym podobozie żeńskim obozowały 21 WDH-ek i 16 WDH-ek. Przyjemność odwiedzenia dziewcząt z żeńskiej Szesnastki połączono ze służbą polegającą na wprowadzeniu Dwudziestej Pierwszej do Ruchu. Jednemu z instruktorów tego Szczepu zamknięto trwającą od roku próbę na stopień HO, którą przeprowadzał w Kapitule Szesnastki oraz przyznano mu ten obowiązujący w Ruchu stopień harcerski. W obozie drużyny męskiej 21WDH Młode Żbiki harcerze Sulimy zorganizowali też pokazową całodzienną grę terenową. Traktując obóz zaprzyjaźnionego szczepu jako bazę wypadową, przeprowadzono w IV Plutonie czterodniowe szkolenie żeglarskie na jeziorach Śniardwy i Bełdany. Posłużono się wypożyczonym do tego celu jachtem. Szkolenie prowadził ćw. Adam Lenarcik, zastępowy Leszczy, który zaraz po obozie stałym, w ramach własnej próby na stopień HO, odbył dwutygodniowy kurs specjalistyczny i zdobył stosowny patent żeglarski. W ten sposób wzmocniono kolejny element pracy specjalizacyjnej, której zalążkiem był żeglarski zastęp Leszczy. Nowy kierunek pracy Szesnastki okazał się tak bardzo atrakcyjny, że postanowiono kontynuować go w sposób bardziej zdecydowany. Między innymi podjęto decyzję, aby kolejny letni obóz Drużyny zlokalizować nad jeziorem nadającym się do żeglugi i wpleść zajęcia żeglarskie w program pracy obozu. Cztery wspaniałe dni spędzone na łódce były dla wszystkich uczestników wyprawy niezapomnianym przeżyciem.

20 sierpnia Pluton Sulima, najstarszy zastęp z Szesnastki żeńskiej oraz reprezentacja Szczepu 21 WDH wyruszyły na coroczny zlot Ruchu, tym razem zlokalizowany na Kaszubach pod kryptonimem CZ'85. W Chojnicach oraz na innych stacjach kolejowych, gdzie przybywające na zlot patrole miały od łączników uzyskać informacje o lokalizacji zlotu, zaszły nieprzewidziane komplikacje. Okazało się, że milicja i Służba Bezpieczeństwa zaczęły wykazywać nadmierne zainteresowanie przybywającymi w te rejony grupami harcerskimi. Harcerzy legitymowano i spisywano oraz wypytywano o cel podróży. W tej sytuacji, kierownictwo gdańskiego szczepu Ruchu zdecydowało się na odwołanie zlotu i wycofanie łączników mających oczekiwać na przyjazd patroli na stacjach wzdłuż linii kolejowej Chojnice – Gdynia. Powstało ogromne zamieszanie, jako że harcerze z całej Polski, nie poinformowani o odwołaniu zlotu i docierający według instrukcji do wyznaczonych stacji, nie mogli od nikogo uzyskać żadnych informacji o miejscu koncentracji. Po pewnym czasie potwornego bałaganu, gdy władze Ruchu zorientowały się, że sygnał o odwołaniu zlotu nie dotarł do drużyn i że na miejscu, na poszczególnych stacjach, kłębi się bez celu kilkuset harcerzy, postanowiono jednak cofnąć wcześniejszą decyzję. Ponownie rozprowadzono łączników i z dużym opóźnieniem biwakujące „na torach" patrole otrzymały dalsze instrukcje. Zlot został jednak rozśrodkowany, tzn. utworzono kilka biwaków zlotowych. W biwaku, do którego trafiła Szesnastka, oprócz przybyłej z nią 21-szej oraz Jedynki ze Skarżyska-Kamiennej, były drużyny, z którymi dotychczas nie utrzymywano ściślejszych kontaktów, poza sporadycznymi spotkaniami przy okazji pełnionych służb. Pozwoliło to znacznie poszerzyć dotychczasowy krąg przyjaciół. Zwłaszcza cenną okazała się zawarta wtedy znajomość z drużyną z Zielonki koło Warszawy oraz z Zambrowa, w których kładziono duży nacisk na wychowanie religijne. Wcześniej zaplanowany program zlotu musiał zostać zmieniony i przydzielone zadania miały przeważnie charakter polowy. Jedynym wspólnym dla wszystkich spotkaniem była niedzielna msza święta odprawiona w małym wiejskim kościółku przez miejscowego biskupa. W trakcie zlotu zamknięto prowadzone w Kapitule Szesnastki próby na stopień HO dla harcerzy z Czarnej Jedynki ze Skarżyska oraz oficjalnie wprowadzono instruktorów 21WDH w struktury organizacyjne Ruchu.

Na jesieni Drużyna działała w niezmienionej obsadzie kadrowej z tym, że po urlopie i odbyciu służby wojskowej dołączył do niej w charakterze przybocznego Sulimy pwd. Tomek Rokicki.

Rozwiązano wyróżniający się zastęp Żubrów, który rozpoczął działalność jeszcze jako Wikingowie w 1980 roku i odnosił wiele znaczących sukcesów zarówno w Drużynie jak i poza nią. W trakcie swojego pięcioletniego istnienia zastęp ten stale był osłabiany, będąc dla II Plutonu kopalnią zastępowych. Aż jego możliwości działania całkowicie się wyczerpały. Jego zastępowy, wyw. Paweł Burakowski, został przybocznym Plutonu Grunwald. Był to jeden z najlepszych zastępów w powojennej historii Szesnastki.

We wrześniu, w obydwu szkołach stanowiących teren działania Drużyny, jak zwykle prowadzona była intensywna akcja poborowa. W jej wyniku w Plutonie Grunwald pojawiły się dwa nowe próbne zastępy złożone z kandydatów do harcerstwa. W Sulimie kulminacja akcji poborowej przewidziana została na koniec września.

Wcześniej jednak nastąpił ciąg wydarzeń o wielkim znaczeniu dla warunków działania Drużyny. W Hufcu ZHP Warszawa Ochota doszło do wyraźnej zmiany kursu. Do głosu doszła młodsza kadra, która rozpoczynała swoją instruktorską drogę już po1980 roku. Ludzie ci mieli zupełnie inny stosunek do tradycji harcerskiej i stosowanych metod pracy niż stara partyjna kadra wywodząca się z kręgów ideowych zbliżonych do HSPS. W ogromnej mierze było to efektem oddziaływania Kręgu Instruktorów Szesnastki „Zawrat", który przez cały prawie rok 1981 prowadził bardzo intensywną działalność uświadamiającą wśród ówczesnych uczestników kursów instruktorskich hufca i młodszych drużynowych. Byli to ci sami ludzie, którzy odbierali od kolporterów Szesnastki ogromną ilość wydawanej wtedy harcerskiej bibuły historycznej i metodycznej. Najwyraźniej też ją czytali, co nie mogło pozostać bez wpływu na ukształtowanie się ich poglądów. Instruktorzy ci w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych prowadzili swoje drużyny i szczepy. Będąc jednak pod ogromnym wpływem władz hufca i presją istniejącego w PRL systemu politycznego, nie odważyli się wprowadzać w czyn zasad, które mogli uznawać za słuszne, ale które stały w jawnej sprzeczności ze statutem i regulaminami obowiązującymi w ZHP. Dopiero teraz, gdy pewna ich część przekazała swoje drużyny następcom i awansowała do władz hufca, „poczuli siłę i czas". Nie bez znaczenia był też przykład Szesnastki i Trzynastki, które jako jedyne z pełną konsekwencją stosowały u siebie zasady ideowe i metodyczne wypracowane przez KIHAM i obowiązujące w Ruchu. Efektem tego była widoczna gołym okiem przewaga tych Drużyn nad innymi środowiskami hufca. To musiało dawać do myślenia i prowadziło do wniosków, że stosowane w Ruchu zasady być może są nie tylko słuszne, ale także i skuteczne.

Pierwszym zaskoczeniem był wprowadzony na początku września podział hufca na pion męski i żeński. Był to ewenement na skalę ogólnopolską. Formalnie, z powodów statutowych, hufiec nie mógł podzielić się na dwa odrębne jednopłciowe hufce. Ale wewnętrznie wprowadzono bardzo konsekwentny rozdział organizacyjny i programowy. Był to bardzo wyraźny ślad świadczący o wyciągnięciu wniosków z doświadczeń Szesnastki, która działa w ten sposób już od trzech lat i, co było bardzo wyraźnie widoczne, uzyskała w tym czasie ogromną sprawność organizacyjną i wypracowała bardzo atrakcyjny program. Pobudzeni tym przykładem instruktorzy hufca postanowili iść tym samym tropem. W połowie września odbyła się w Komendzie Hufca rozmowa pomiędzy jego władzami, a kadrą obu Szesnastek męskiej i żeńskiej. Była to wielka prośba o czynne włączenie się Szesnastki w pracę hufca i pomoc przy programowaniu i prowadzeniu działalności obydwu jego pionów. Strona hufcowa wykazała także ogromne zainteresowanie przeniesieniem na teren całej Ochoty kihamowsko-ruchowego systemu stopni harcerskich stosowanego od lat w Szesnastce. Ustalono też ustnie, że władze hufca nie będą stosować wobec Szesnastki żadnych represji w związku z używanym w niej Prawem i Przyrzeczeniem Harcerskim, a nawet nie będą się sprzeciwiać jawnym dyskusjom na ten temat w gronie instruktorów hufca.

Nic lepszego nie mogło spotkać Drużyny. Na ofertę tego typu czekano od lat i wieloma różnymi sposobami starano się przekonywać hufiec do zastosowania w życiu zasad tradycyjnego harcerstwa. Teraz otworzyły się przez Szesnastką nowe, ogromne możliwości wpływania na pracę hufca i postawy jego instruktorów. Przyjęcie tak sformułowanej oferty współpracy oznaczało także koniec dokuczliwego impasu w sprawie nowych stopni instruktorskich dla harcerzy Szesnastki. Zaistniały możliwości udziału w programowaniu kształtu i treści kursów instruktorskich organizowanych w hufcu. Co jeszcze ważniejsze, harcerze Szesnastki mogli nie tylko przyznawać się do wyznawanych wartości, ale także czynnie je propagować wśród reszty tzw. „towarzystwa hufcowego". Znikły więc wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne przeszkody dla rozpoczęcia procedury nadania kilku harcerzom Szesnastki stopni instruktorskich ZHP.

W dniach od 20 do 22 września odbyło się w lasach nadarzyńskich Jamboree drużyn męskich hufca. W zawodach między Drużynami zwyciężyła oczywiście Szesnastka, zdobywając 144 punkty podczas, gdy druga w kolejności drużyna zdołała zdobyć zaledwie 35 punktów. Uzyskano także wyróżnienie za zdobnictwo obozu. Wszystko to potwierdzało ogromną przewagę Szesnastki w konfrontacji z pozostałymi drużynami. Przez ostatnich kilka lat Drużyna nie brała udziału w żadnych tego typu zawodach organizowanych przez „reżimowy", jak go określano, hufiec. Tak więc do tej pory można było wmawiać, że istniejące powszechnie przekonanie o wyjątkowości Szesnastki na terenie hufca jest tylko mitem bez pokrycia. Teraz najwięksi nawet przeciwnicy Drużyny musieli przyznać, że Szesnastka zdystansowała pozostałe drużyny pod względem poziomu prowadzonej pracy. Dowód tego, w postaci druzgoczącego zwycięstwa w zawodach był po prostu niepodważalny.

26 i 27 września Pluton Sulima zorganizował w Liceum Kołłątaja wielki pokaz video charytatywnego koncertu amerykańskich gwiazd rocka „USA for Africa". Koncert ten był wielkim wydarzeniem artystycznym i społecznym. W całym wolnym świecie odbił się wielkim echem. Niestety, reżimowa telewizja w Polsce nie chciała pokazać go społeczeństwu. W propagandzie komunistycznej polityka krajów Zachodu wobec trzeciego świata przedstawiana była jako pełna dążeń neokolonialnych i imperialnych. Wydźwięk tego koncertu, nacechowanego miłością i współczuciem, nie pasował do tak kreowanego obrazu Ameryki. Stąd głucha cisza wokół samego koncertu i jego przesłania. W radiu puszczano tylko niektóre wykonywane tam utwory. Ale całości nie można było wysłuchać ani obejrzeć. Na szczęście nowoczesna technika video kpiła już sobie z komunistycznej cenzury. Kasety z zakazanymi w Polsce i innych krajach socjalistycznych programami i filmami docierały coraz szerszym strumieniem zza żelaznej kurtyny. Problemem był tylko powszechny brak sprzętu do ich odtwarzania. Stąd popularne w kręgach społeczeństwa niezależnego było organizowanie zbiorowych pokazów video. Harcerzom Szesnastki udało się zdobyć kasety z nagranym koncertem, który budził tyle emocji. Wypożyczono też sprzęt z dużym, jak na owe czasy, ekranem do pokazów publicznych, co było wielką i niezwykłą atrakcją. Pierwszego dnia pokazano pierwszą, dwugodzinną część koncertu, a drugiego – drugą. Oba pokazy zgromadziły ogromną ilość młodzieży pragnącej posmakować zakazanego owocu i zobaczyć na własne oczy zapis wielkiego i sławnego na całym świecie wydarzenia.

28 i 29 września odbył się biwak dla pierwszych klas Liceum Kołłątaja, zorganizowany przez IV Pluton w lasach nadarzyńskich. Zlokalizowano go w tym samym miejscu, w którym tydzień wcześniej odbywało się Jumboree drużyn męskich hufca. Drużyna wypożyczyła od hufca cały zgromadzony tam sprzęt obozowy: namioty, kuchnię i ekwipunek pionierski. Przez cały tydzień najstarsi harcerze pilnowali tego sprzętu rozstawionego w podwarszawskim lesie. Z uwagi na trwające już zajęcia szkolne było to dość skomplikowane organizacyjnie przedsięwzięcie. Ale opłacało się. Zaoszczędzono sporo pieniędzy, które trzeba byłoby wydać na transport oraz stworzono efekt wielkiego rozmachu organizacyjnego. Obozowisko składało się z kilku dziesięcio-osobowych namiotów. Posiadało własne zdobnictwo i regularną kuchnię. Zrobiło to ogromne wrażenie na uczniach. Program biwaku był ciągiem prostych, ale wspaniale udanych gier terenowych. W efekcie do Drużyny zgłosiło się 12 kandydatów, z których utworzono dwa próbne zastępy poborowe. Drugie tyle dziewcząt zgłosiło się do żeńskiej Szesnastki.

4 i 6 października kilku śmiałków stanowiących reprezentację Szesnastki wzięło udział w specyficznym rajdzie na orientację zorganizowanym w labiryncie podziemnych bunkrów poniemieckich w okolicy Międzychodu. Było to ogromnie trudne, ale rozpalające wyobraźnię wyzwanie. Aby pokonać trasę trzeba było wykazać się nie tylko doskonałą orientacją w terenie, znajomością mapy i umiejętnością posługiwania się busolą. Wyprawa wymagała także ogromnego hartu ducha, odwagi i wytrzymałości fizycznej. Niektóre odcinki korytarzy były zalane. Trzeba było pokonywać je przy pomocy pontonu. Pokonanie innych wymagało umiejętności wspinaczkowych. Ze wszystkimi trudnościami i niewygodami uporano się jednak godnie i ukończono trasę, choć nie zdobyto żadnego liczącego się miejsca.

12 i 13 października w domku letniskowym należącym do rodziców Rafała Lipskiego nad rzeką Świder koło Warszawy, odbyło się spotkanie towarzyskie harcerzy Sulimy oraz harcerek z 16WDH-ek i 29GDH-ek. Spotkanie zorganizowano z okazji urodzin Lipy oraz Aty - harcerki z Trójmiasta, która potrafiła fantastycznie grać na gitarze i jeszcze piękniej śpiewać. Spotkanie to trudno nawet nazwać biwakiem harcerskim, gdyż nie zawierało w sobie żadnych zajęć wynikających z programu drużyny. Po prostu - upłynęło na świetnej i kulturalnej zabawie, wypełnionej śpiewem i tańcami.

23 października odbyła się zbiórka Drużyny w formie wielkiej gry miejskiej pomiędzy zastępami. W miejscach związanych z historia Szesnastki; przy kościele z tablicą poświeconej Zawiszakom, przy budynku dawnego gimnazjum Staszica, w którym Drużyna działała do 1949 roku, w miejscu gdzie w czasie Powstania Warszawskiego poległ Drużynowy Szesnastki oraz w budynku, gdzie zakopano jej sztandar, znajdowały się wiadomości zawierające elementy hasła służącego do odczytania miejsca koncentracji zastępów. Był to Rynek Starego Miasta. Zadaniem zastępów było przekraść się do środka. Aby to zrobić, trzeba było zmylić czujność obstawiających wszystkie wyloty wartowników – kadry i najstarszych harcerzy Sulimy. Grę wygrał zastęp Kormoranów przed Łosiami.

W dniach od 24 do 27 października na plebani kościoła w Zielonce koło Warszawy odbył się tajny kurs instruktorski Ruchu o kryptonimie „Szkoła przed lasem". Jego powstanie było między innymi efektem stałych nacisków Szesnastki na rozpoczęcie regularnego kształcenia instruktorów przez Ruch. W kursie wzięło udział 20 harcerzy, w tym dwóch harcerzy Szesnastki. Kurs nie dawał żadnych oficjalnych uprawnień uznawanych w ZHP, ale warto było go ukończyć ze względu na poziom i jakość wykładanej tam wiedzy. Wykładowcami byli bowiem najwybitniejsi ówcześni instruktorzy warszawskiego szczepu Ruchu z najlepszych ówcześnie drużyn harcerskich. Pierwszego dnia kursu cała Szesnastka obstawiała grę policyjną zorganizowaną dla kursantów. Harcerze kontrolowali wszystkie drogi prowadzące do Zielonki, przystanki autobusowe i kolejowe. Zadaniem uczestników kursu było ominąć zastawione na nich czujki. Znakiem rozpoznawczym była plakietka kursu przyczepiona na prawej piersi wierzchniego okrycia. Każdy kursant, który został zatrzymany - tracił swoją plakietkę. Do plebani dotarło tylko sześciu uczestników kursu, którym udało się ominąć czujki i zachować plakietki. Pozostałych wyłapali harcerze Szesnastki.

7 listopada delegacja Drużyny ze sztandarem wzięła udział w dorocznej mszy świętej w intencji poległych i zmarłych Zawiszaków, odprawionej tradycyjnie w kościele Św. Jacka. Rozpoczął także pracę zawiszacki komitet obchodów 75–ciolecia Szesnastki. Poza drużynowymi, w skład komitetu weszli: Zbigniew Klarner, Stanisław Korwin- Szymanowski, Wojciech Bogusławski, Zygmunt Łada, Włodzimierz Dusiewicz oraz Bogdan Stefański i Marek Wronkowski, którzy wspólnie objęli przewodnictwo. Do końca roku odbyło się kilka zebrań komitetu, na których rozpatrywano propozycję uczczenia jubileuszu zgłoszoną przez Drużynowego. Kalkulowano, czy wystarczy sił na zrealizowanie ambitnego zamiaru zorganizowania w wolskim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Stołecznego Warszawy profesjonalnej wystawy, prezentującej historię harcerstwa warszawskiego. Przedstawiony przez Drużynę projekt i wstępny scenariusz zakładał wciągnięcie do wspólnego przedsięwzięcia wszystkich warszawskich drużyn należących do UNDHR, a także innych środowisk, ale główny ciężar pracy miał spoczywać na barkach Drużyny i Zawiszaków. Ostatecznie zdecydowano się podjąć to ambitne wyzwanie. Postanowiono także przygotować do druku owoc wieloletniej kronikarskiej i archiwizacyjnej pracy Wojtka Bogusławskiego w postaci opracowanej przez niego Kroniki 75-ciolecia Drużyny.

W listopadzie uruchomiono w Plutonie Grunwald zastęp zastępowych. Po raz kolejny w historii Drużyny okazało się, że poziom przygotowania zastępowych do pełnionych funkcji jest niewystarczający. I to pomimo regularnie organizowanych kursów. Postanowiono więc zastosować sprawdzoną metodę polegającą na utworzeniu specjalnego zastępu z chłopców posiadających już własne zastępy. Jego zastępowym był plutonowy. Praca polegała na organizowaniu wzorcowych zbiórek, które następnie miały być powielane w normalnych zastępach. Wprowadzenie tego systemu pracy od razu przyniosło dobre rezultaty i jakość zbiórek znacznie się poprawiła.

19 grudnia odbyła się zbiórka Drużyny kończąca akcje Grunwald i Sulima prowadzone równolegle w obu plutonach Szesnastki. Połączono ją z opłatkiem. Przyjęto do Drużyny, po zaliczonym okresie próbnym, sześciu harcerzy w II Plutonie i dwóch w IV Plutonie. Wręczono im krajki i kostki. Przyznano też kolejne plakietki plutonów.

26 grudnia, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, Pluton Sulima wyjechał na kolejne zimowisko sylwestrowe do swojej stałej już kwatery w połowie stoku na Butorowym Wierchu. Było to XXXIV z kolei zimowisko Drużyny. Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, oboźnym – ćw. Rafał Lipski, a kwatermistrzem – wyw. Paweł Szadkowski . W obozie wzięło udział 9 harcerzy Szesnastki oraz gościnnie 3 dziewczęta z 16WDH-ek i 2 z 29GDH-ek. Chłopcy realizowali program narciarski, a dziewczęta turystyczny. Obóz, jak zwykle, nie był nigdzie rejestrowany. Panowała na nim doskonała, choć może nieco rozluźniona atmosfera. Tradycyjnie objeżdżono wszystkie zakopiańskie stoki narciarskie i zorganizowano ogromnie huczną zabawę sylwestrową.

Stan Drużyny w dniu 31.12.1985r.
drużynowy – phm. Marek Gajdziński HR
kwatermistrz – ćw. Andrzej Karwan
z-ca kwatermistrza – ćw. Marek Talacha
II Pluton Grunwald
plutonowy – pwd. Jacek Kajak HO
przyboczny – ćw. Szymon Majewski
przyboczny – wyw. Paweł Burakowski
Kormorany – zastępowy mł. Paweł Dulla – stan 7 harcerzy
Byki – zastępowy mł. Ireneusz Bogatko – stan 9 harcerzy
Wilki – zastępowy mł. Krzysztof Lach– stan 8 harcerzy
Łosie – zastępowy mł. Wojciech Talacha – stan 7 harcerzy
Wydry – zastępowy wyw. Tomasz Czop – stan 7 harcerzy (zastęp działający jako filia Szesnastki w Tomaszowie Lubelskim)
Stan ogólny II Plutonu wynosił: 1 instruktor i 40 harcerzy.
IV Pluton
plutonowy – phm. Marek Gajdziński HR
przyboczny – pwd. Tomasz Rokicki
szef AFS – wyw. Paweł Szadkowski
Rysie – zastępowy ćw. Leszek Sawicki – stan 8 harcerzy
Piżmaki – zastępowy ćw. Rafał Lipski – stan 6 harcerzy
Leszcze – zastępowy ćw. Adam Lenarcik – stan 6 harcerzy (zastęp o specjalności żeglarskiej)
I próbny – zastępowy wyw. Jakub Skrzyński – stan 6 kandydatów
II próbny - zastępowy mł. Michał Tomczyk – stan 5 kandydatów
Stan ogólny IV Plutonu wynosił: 2 instruktorów i 23 harcerzy.
Stan Drużyny ogółem: 3 instruktorów, 65 harcerzy i 11 kandydatów.


____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -   Lata 1981-1989 W Służbie Rzeczypospolitej

 

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH