Wyszukiwanie zaawansowane
Relacje
do poprzedniego artykułudo końca stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
1933-08-01 | Warszawa | Bohdan Koziorowski
Z Szesnastką w Gödöllö

Lilijka Jamboree Godollo 1933Z moich wspomnień okresu harcerskiego chyba najsilniej utkwiło mi w pamięci wzięcie udziału w Jamboree 1933 w Gödöllö na Węgrzech. Takie zloty odbywały się raz na cztery lata jako wielkie święto skautingu światowego.

 

Gospodarze postawili organizację zlotu na doskonałym poziomie. Nasza Drużyna dostała reprezentacyjne miejsce na rozbicie obozu w narożniku dwóch krzyżujących się arterii komunikacyjnych – głównych ulic czy dróg leśnego terenu zlotowego. Porządek, jak zwykle na obozach Szesnastki, efektowna bramka z żerdzi, maszt z biało-czerwoną banderą, namioty ustawione w idealne półkole. Eleganckie ścieżki i ciekawe ozdoby z kamyków na trawnikach. Kontrastowało to bardzo  z obozami skautów na przykład anglosaskich, gdzie w niskich zaroślach poustawiane były w dowolnym położeniu namiociki, wokół suszyły się na sznurach części garderoby, a rynsztunek obozowy w wielkim nieładzie porozkładany był na trawie.

 

Brama do obozu 16 WDH

Wejście do obozu Szesnastki - "słynna brama w stylu Gödöllö"

 

Pewne obyczaje budziły nie tylko naszą wesołość, ale wywoływały nawet zdziwienie. Na przykład drużyny szkockie paradowały, a jakże, w spódniczkach, lecz u niektórych skautów widzieliśmy… fajki pozatykane za sięgające do kolan skarpety.

 

W naszym obozie był jeden namiot przeznaczony w całości na wystawę etnograficzno-informacyjną o Polsce. Ze względu na położenie naszego obozu odwiedzało nas wiele osób. Byli to nie tylko skauci różnych narodowości, lecz i cywile przyjeżdżający specjalnie do Gödöllö, zwłaszcza z pobliskiego Budapesztu. W godzinach popołudniowych, gdy rozpoczynało się zwiedzanie, dwóch naszych harcerz (jeden znający francuski, drugi niemiecki) pełniło służbę w namiocie wystawowym jako przewodnicy. Miałem też takie dyżury i w celu ułatwienia sobie zadania nauczyłem się węgierskich słów objaśniających przedmioty. Do nich należała m.in. eksponowana tam ciupaga.

 

Podczas wykonywania przez nas obowiązków kucharzy, sporo osób zwiedzających przyglądało się naszemu przyrządzaniu potraw, wdając się nawet w dyskusje, a wielu z nas umiało gotować zupełnie dobrze. Wszystkie obozu dostawały codziennie jednakowe przydziały żywności. Te same produkty były przygotowywane w różnych obozach zgodnie ze zwyczajami czy tradycjami narodowymi. W przydziałach dostawaliśmy węgierskim zwyczajem pewne ilości papryki. Wtedy jednak papryka nie była u nas tak popularna jak obecnie, więc z braku amatorów dyżurni kucharze cichcem ją zakopywali, gdyż wstydziliśmy się wyrzucać to warzywo na śmietnik. Nie można też było jej zwrócić, żeby nie robić przykrości gospodarzom.

 

Dodać trzeba, że od pierwszej chwili przekroczenia granicy na stacji Hidas Nemeti (komendant Jurek Kozłowski, dotąd zwany Midasi został od razu przechrzczony na Midas Niemyty) aż do drogi powrotnej wszyscy Węgrzy, mali i więksi, okazywali nam wielką sympatię i gościnność.

 

Bardzo nam się podobał wspaniały i zielony Budapeszt. Mosty, pomniki, niezliczone stadiony pływackie – również z podgrzewaną wodą i sztucznymi falami. Węgrzy byli potęga pływacką w Europie, był to ich sport masowy – narodowy. Ta przyjaźń i serdeczność Madziarów sprawiły, że nasze „Czuwaj!” stało się powitaniem całego wielkiego obozu.

 

16 WDH w Godollo

Zbiórka Drużyny podczas Jamboree

 

Podobóz VII stanowiła Warszawa, a reszta drużyn polskich – podobóz I. Zauważyliśmy, że Komenda Chorągwi Warszawskiej, czyli naszego podobozu, bardzo często wyznaczała nasze zastępy i całą Drużynę do przeróżnych zajęć. Byliśmy też kierowani do wykonywania różnych zadań także w I podobozie, zwłaszcza gdy trzeba było robić intensywne porządki i doprowadzić teren czy obiekt do stanu reprezentacyjnego. Robiliśmy to wszystko sprawnie, szybko i wesoło. Dlatego błyskawicznie zleciały nam dwa tygodnie Jamboree, urozmaicone jeszcze kinem, teatrem, wystawą skautową, lodami, wycieczkami, na przykład nad Balaton czy do uroczych miasteczek węgierskich – z obowiązkową wspaniałą pływalnią.

 

Żal było wracać z tego pięknego i gościnnego kraju.

 

Plakietka Jamboree w GodolloŹródło: Szkoła im. Stanisława Staszica 1906 – 1950, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, str. 420-422, przepisał hm. Dyzma Zawadzki

do poprzedniego artykułudo początku stronydo strony głównejpowrót do spisu treścido następnego artykułu
©2000 - 2017  16WDH