|
Roman Różycki
1928 rok
Na początku 1928 roku drużynowym jest zasadniczo Pietrek Pawlikowski, ale
właściwie drużynę prowadzi, jako zastępca, Włodek Boerner. Wszakże już 15
stycznia zostaje on mianowany p. o. drużynowym przez Kom. Chor., a Pietrek
otrzymuje urlop, z którego do czynnej służby w Drużynie już nie powraca.
W tym czasie zostaje rozwiązany zastęp Orłów, prowadzony początkowo przez
Romcia Narbutowicza, potem Jurka Klarnera. Silna indywidualność zastępu i
wielkie przywiązanie do Drużyny, sprawiły, że zastęp ten zwykle przodował w
pracy Drużyny. Chłopcy z Zastępu poszli na stanowiska kierownicze,
początkowo zastępowych, później zaś przybocznych i drużynowych (Gryzmuś
Piaskowski, Włodek Hellmann).
Praca jest teraz prowadzona pod znakiem przygotowań do Zlotu Narodowego
Skautów Łotewskich, na który drużyna 16-sta została wyznaczona, jako
reprezentacja Związku. Pierwszy to raz uczyniono taką próbę, żeby na
reprezentację wyznaczać całą drużynę; dawniej tworzono w takich wypadkach
t. zw. "drużyny reprezentacyjne", do których wybierano najlepszych ludzi z całej
Chorągwi. To uznanie Szesnastki w całości za godną reprezentowania
Harcerstwa Polskiego, było dla niej wielkim zaszczytem i dowodziło najlepiej,
jaką markę potrafiła sobie Drużyna w tak krótkim czasie wyrobić, szczególnie,
jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze pod koniec 1924 r. była jedną z najsłabszych
w Chorągwi.
Komendantem ekspedycji został, bardzo drużynie życzliwy, dh. Harcmistrz
Ignacy Wołkowicz. W marcu został przydzielony do druha Wołkowiecza Zdzisław
Broncel, jako sekretarz do spraw związanych z ekspedycją i jako łącznik między
osobą komendanta, a Drużyną.
Tymczasem w Szesnastce wrzała wytężona praca nad podniesieniem poziomu i
nad wyćwiczeniem zgranego zespołu.
Na Wielkanoc został zorganizowany 5-dniowy kurs w Piasecznie pod komendą
drużynowego, liczący 11 ludzi. Kurs miał swoją siedzibę w willi p. inż. Girtlera i
pracował szczególnie nad terenoznawstwem, pionierką i łącznością. Warunki
były bardzo trudne, bo niespodziewanie nastąpiło znaczne oziębienie i spadł
śnieg, tak, że praca w terenie była bardzo ciężka. Mimo tego, kurs dał uczestnikom bardzo dużo korzyści. Podczas kursu został opracowany
"plan okolic
Piaseczna" w skali 1:20.000, wydany później nakładem Drużyny.
17 kwietnia dh. Boerner został mianowany podharcmistrzem, a tym samym
przestał być p. o, drużynowym, bowiem dopiero instruktorzy mieli prawo do
tytułu drużynowego.
Poza wyszkoleniem swoich ludzi musiała jeszcze Drużyna przygotować
instruktorów dla urządzenia kursu harcerskiego podczas obozu na Łotwie dla
tamtejszych harcerzy Polaków, co zostało jej nakazane pismem z dnia 30.V.
przez Wydział Zagraniczny G,K,M.
 |
|
1928r. Drużyna na Zlocie Chorągwi w Wawrze. |
W czerwcu odbył się zlot Chorągwi w Wawrze, na którym Drużyna zdobyła (po
raz pierwszy) tytuł "reprezentacyjnej drużyny Stolicy" i tabliczkę na sztandar,
jako nagrodę przechodnią, zajmując dn. 24.VI. pierwsze miejsce w zawodach
organizowanych podczas Zlotu. (Głównie punktowano obozownictwo i wygląd
zewnętrzny, t. zw. "dziarskość drużyny").
 |
|
1928r. Tabliczka - nagroda zdobyta na zlocie. |
23 czerwca został zamknięty uroczystą zbiórką zimowy okres pracy w
Drużynie. Rozpoczęły się bezpośrednie przygotowania do wyjazdu.
W związku z tem zaszedł pewien, dość komiczny, wypadek. Mianowicie, gdy
przyszło do wyrabiania paszportów i załatwiania różnych formalności
związanych z pozwoleniem na wyjazd, urzędnik paszportowy, zaczął robić
trudności, mówiąc, że on tych spraw nie może szybko załatwić, bo nie ma ani
ludzi, ani czasu na to. Sytuacja stawała się poważna, bo czas uciekał, a uparty
urzędnik nie dawał się przekonać.
Energiczny Włodek postanowił "zgnębić" go jakimś niespodziewanym czynem.
Nie namyślając się wiele, zrobił alarmową zbiórkę zastępowych przed swoim
mieszkaniem, wpakował nic nie rozumiejących w taksówkę, przywiózł ich do
Ministerstwa i tam wysypał zdziwioną gromadę przed niemniej zdziwionym tą
harcerską inwazją, urzędnikiem.
- Ludzie do roboty są, panie sekretarzu!
Każdy z zastępowych dostał elegancki stolik, plikę papierów i zabrał się do, tak
mało mającej wspólnego z wyszkoleniem harcerskim, pracy.
Trudności zostały
zlikwidowane.
Z takim samym rozmachem i energią "likwidował" Włodzio pozostałe
przeszkody, doprowadzając wreszcie do pomyślnego załatwienia wszystkich
przygotowań. Ogólny budżet obozu wynosił 7.000 zł. Kierownikiem ekspedycji
został dh. hm. Wołkowicz, jego zastępcami dh. hm. Wierzbowski i Stawecki,
komendantem obozu dh. phm. Boemer, oboźnym dh. ćw. Janusz Klarner. Ludzi
42 podzielonych na 4 zastępy. Jako kwatermistrz drużyny wyjechał dh. hm.
Stawecki.
Na ostatniej zbiórce przed wyjazdem zostali mianowani "Honorowymi
Zawiszakami" dh. Ignacy Wołkowicz i dh. Tomasz Piskorski, których Drużyna
zaliczyła w poczet swych Honorowych Członków za niezmienną życzliwość i
zainteresowanie, z jakimi się zawsze do jej pracy odnosili.
Ponieważ zlot miał trwać od dn. 20 do 30 lipca, postanowiono na Łotwę
wyjechać już w pierwszych dniach lipca, aby w ciągu 2 tygodni przygotować się
do zawodów na miejscu.
"Wyjazd nastąpił 4 lipca. Odprowadzał nas Prezes Zarząd Oddziału
Warszawskiego p. sędzia Kamieński, oraz przedstawiciele K.P.H. z p. inż.
Girtlerem na czele.
W Dźwińsku spotkało Drużynę dwóch delegatów L.S.C.O. (Latwijas Skautu
Centrala Organizacija), towarzyszących następnie aż do miejsca obozu, a w
Turmontach - drużyna polska, należąca do L.S.C.O. Nastąpiły obustronne
przemowy, przy czym przemówienia łotewskie były tłumaczone na polski i
odwrotnie. Tutaj też dostaliśmy album pamiątkowy i urnę z ziemią latgalską (w
formie skrzynki, która stoi obecnie w izbie) od tamtejszych skautów - Polaków.
W Rydze witał nas dh. Naczelnik Wydz. Zagr. G.K.M. I tu nastąpiły
przemówienia, po czym zaprowadzono nas do szkoły polskiej. Tam zjedliśmy
śniadanie w bardzo serdecznym nastroju. (Serdeczność nastroju popsuł później
trochę fakt, że goście musieli za śniadanie zapłacić, ale - ostatecznie - co kraj to
obyczaj).
Następnie wyjechaliśmy na miejsce obozu do Bulli (pod Rygą). Myśleliśmy, że
obóz będzie można rozbić od razu, tymczasem okazało się, że przydzielony nam
teren jest tak pagórkowaty, że o ustawieniu dużych namiotów nie może być
nawet mowy. Po dłuższych pertraktacjach (te "dłuższe pertraktacje" odbyły się po
prostu w ten sposób, iż Zyg Wierzbowski oświadczył, że jeżeli nie zostanie
przydzielony teren, umożliwiający rozbicie dużych namiotów, to Drużyna
zmuszona będzie zrezygnować z udziału w Zlocie) - wy znaczono nam płaską
część lasu sosnowego, oddaloną od brzegu o 200 m. Od wiatrów morskich były
namioty zasłonięte diunami. Cała powierzchnia obozu wyniosła około 2500
m2.
W dwa dni po przyjeździe dh. Zygmunt Wierzbowski i dh. Włodzimierz
Boerner pojechali do Rygi, gdzie zameldowali się u p. ministra Łukasiewicza, posła Rzeczpospolitej w Łotwie.
 |
|
1928r. Zlot w Bulli (Łotwa) - Przyrzeczenie. |
Przy układaniu programu obozu jako cel postawiono sobie: 1) reprezentację, 2)
połączenie obozu normalnego ze zlotem, 3) nawiązanie kontaktu z harcerzami
polskimi na Łotwie, przez udział ich w naszym obozie i zorganizowanie dla nich
kursu techniczno-ideowego. Dlatego też przeciąg czasu 35 dni podzielono na 3
okresy: 1) rozkładanie obozu - 4 dni, 2) normalna praca, obozowa - 21 dni,
3) udział w zlocie - 10 dni.
Podczas okresu drugiego odbyto kursy z zakresu terenoznawstwa, sygnalizacji,
obozownictwa i ratownictwa, oraz treningi sportowe, w celu przygotowania
zawodników do odpowiednich konkurencji na zlocie. Poza tym został
zorganizowany dla zastępu Łosiów, składającego się z harcerzy - Polaków
zamieszkałych w Łotwie i należących do L. S. C. O., specjalny kurs
techniczno -
ideowy prowadzony przez dha Staweckiego.
(Z albumu: "Sprawozdania z 9 obozu 16 WDH").
W czasie trwania normalnego obozu, Drużyna nasza była bardzo popularna
wśród wszystkich interesujących się ruchem harcerskim.
"W prasie codziennej łotewskiej, rosyjskiej i niemieckiej ukazały się liczne
wzmianki i fotografie o naszej reprezentacji. Obóz nasz odwiedzili: Prezydent
Łotwy, poseł polski w Rydze p. Łukasiewicz i prezes Polskiej Delegacji do
rokowań z Litwą, p. Hołówko z żoną. Ponadto byli: Przewodniczący Łot, Skaut.
Centr. Org. generał Goppers, Naczelny Skaut Łotwy Dh. Vscm. Baltpurvins
(kilkakrotnie) i szereg instruktorów łotewskich i zagranicznych, a przede wszystkim różni korespondenci pism łotewskich i zagranicznych, oraz różni zawodowi
fotografowie, którzy robili przedziwne ewolucje na drzewach, byle tylko
sfotografować całość obozu, a zwłaszcza "arcydzieło" - stół obozowy.
 |
|
1928r. Zlot w Bulli (Łotwa). Widok obozu. |
W czasie organizowania obozu zlotowego nasi chłopcy zastępami wyruszyli na
spełnianie dobrych uczynków. Pomagali przy rozstawianiu i okopywaniu
namiotów, przenoszeniu bagaży i t. p. Wszędzie, gdzie mogli, nieśli ochotnie
pomoc harcerską. Najserdeczniej odnosili się do nas Węgrzy. Zaraz po
przyjeździe jeden z ich wodzów, gdy zobaczył naszego chłopca, podszedł do
niego, uścisnął mu rękę i powiedział łamaną polszczyzną: "Polak-Węgier dwa
bratanki". My naturalnie też natychmiast udaliśmy się, by ich przywitać. Odbyła
się wspólna fotografia, a następnie wzajemne uroczyste odwiedziny w obozach.
Obóz nasz odwiedzili również przedstawiciele innych organizacji, jak Niemcy,
Estończycy, oraz w pełnym składzie hufiec Malienski Łotewski i 5-ta drużyna
morska z pod Libawy pod wodzą dha Winklera (l miejsce w zawodach wśród
drużyn łot.). Powszechnie wyrażano zdanie, że obóz nasz i węgierski były
najładniejsze i najracjonalniej rozplanowane i urządzone. W naszej kapliczce
kapelan reprezentacji ks. Mączyński odprawiał co niedziela Mszę św., na którą
przybywały liczne drużyny zagraniczne.
W dn. 20 lipca przybyła do naszego obozu grupa 10 chłopców z 35 WDH z dhem
Zaleskim na czele, która wespół z nami miała reprezentować Związek.
21 lipca rozpoczęły się zawody, zaś 29 lipca nastąpiło zakończenie, ogłoszenie
wyników i wręczenie nagród zawodnikom łotewskim; - żadna z reprezentacji
zagranicznych nagród nie otrzymała, ponieważ stawały tylko poza konkursem.
Reprezentacja nasza uzyskała w ogólnej klasyfikacji II miejsce (403 pkt), I
miejsce zajęli Węgrzy 450 pkt), III - Niemcy (325,5 pkt.), IV - Łotwa (314 pkt.).
Szczegółowa tabela przedstawiała się następująco:
Ogólny wygląd Drużyny i zachowanie w obozie: max. 70 p.; Węgrzy 70, Polska
70, Niemcy 70.
Urządzenia obozowe: max. 70 p.; Węgry 70, Polska 70, Niemcy 70.
Gotowanie: max. 60 p.; Węgry 60, Polska 60, Niemcy 60.
Popisy przy ognisku: max. 30 p.: Węgry 30, Polska 30, Niemcy 30.
Bieg 1 km. max. 10 p.; Węgry 9, Polska 9, Niemcy 10.
Pływanie: max. 40 p.; Węgry 36, Polska 8, Niemcy O,
Rzuty piłek do woreczka: max. 10 p.; Węgry O, Polska O, Niemcy 0.
Sygnalizacja: max. 30 p. ; Węgry 9, Polska 8, Niemcy 8,5.
Pierwsza pomoc: max. 50 p.; Węgry 40, Polska 50, Niemcy 35.
Marsz harc. z przeszkodami: max. 70 p.; Węgry 63, Polska 42, Niemcy 0.
24 godz. wycieczka: max. 70 p.; Węgry 63, Polska 56, Niemcy 48.
Rozpatrując szczegółowo ową tabliczkę widzimy tutaj nasze zasługi, ale widzimy
też i nasze braki. Nie zawsze jednak należy je przypisywać nieprzygotowaniu. W
kilku wypadkach była wadliwa organizacja zawodów.
Np. w marszu harcerskim z przeszkodami i 24 godzinnej wycieczce zastępu
otrzymaliśmy mniejsze ilości punktów wskutek niejasno sformułowanego
zadania, które było dane w jęz. łotewskim i następnie wadliwie przełożone przez
tłumacza na jęz. polski. Z tego powodu zastęp polski zmylił trasę i zamiast 40
km. zrobił 70 km. drogi. W sygnalizacji, polegającej na podaniu i odebraniu
depeszy alfabetem Morse'a i semaforem, tak nasza jak i węgierska grupa zrobiła
to bardzo dobrze i dlatego niezrozumiała jest tak niska ocena, tym bardziej, że
Niemcy, którzy wcale Morse'a nie znali i nadali depeszę semaforem, otrzymali
punktów więcej. Po wyjeździe zostawili oni straszny śmietnik na miejscu
obozowania. W drużynach łotewskich bardzo dodatnio kwalifikowano urządzenia
już gotowe, przywiezione do obozu, wykończone wcześniej u siebie w drużynach. Były to wszelkiego rodzaju bramki, ozdoby blaszane lub
piłeczkowej
roboty. Zawody w "niesieniu pierwszej pomocy" wypadły dla nas świetnie, jak to
podkreślili sami lekarze, należący do komisji.
Słabo wypadły dla nas zawody pływackie. Polegały one na rozebraniu się w
wodzie z munduru i przepłynięciu 50 m, stylem dowolnym. Najlepszy czas w
tych zawodach był 42 sek. (5 morska łotewska w Libawie), II miejsce 56 sek.
Węgier. Nasi zawodnicy zużytkowali na ten cel 1,5 i 2,5 min.
Najgorzej było w zawodach w rzucaniu piłeczek do worka, gdzie nie tylko
zagranica, ale i Łotwa miały bardzo marne wyniki. Trzeba było 5 piłeczek rzucić
do worka o średnicy 50 cm, z odległości 20 m, Celność rzutów wszystkich
organizacji równała się zeru.
Na ogół wypadły dla nas dobrze. Przeważnie do zawodów stawały zespoły 18-
letnich chłopców, nasz zespół składał się z 16-letnich.
 |
|
1928r. Zlot w Bulli (Łotwa). 16WDH na plaży. |
Że zagranica na ogół dodatnio oceniła naszą reprezentację, może posłużyć jako
dowód opinia prasy, a między innymi i zaproszenie na przyszły rok na 3 miesiące
naszej reprezentacji na koszt największego pisma chicagowskiego "Chicago
Tribune", uskutecznione przez korespondenta tegoż pisma p. J. Th. Hiltona.
Podczas obozu wychodziło nasze pisemko obozowe słynna "Wielka Umfa"
protoplasta wszystkich pisemek obozowych drużyny.
31 lipca obóz został zlikwidowany. Już w pociągu odczytany został olbrzymi
rozkaz, podpisany przez dha hm. Wołkowicza, zawierający podziękowanie za
wydatną pracę całej Szesnatce, a szczególnie komendzie obozu".
(Z artykułu dh Wołkowicza w "Harcmistrzu").
Podczas Zlotu przybył Drużynie jeszcze jeden "Honorowy Zawiszak". Był nim
Józef Pancer, drużynowy 121 ryskiej polskiej drużyny, który bardzo się zżył z
Drużyną i opiekował się nią podczas pobytu na Łotwie.
We wrześniu, jak zwykle, odbyło się uroczyste otwarcie nowego roku
harcerskiego.
W listopadzie Kom. Chor. Warsz. T. Piskorski zwrócił się do Szesnastki z prośbą
o przydzielenie kandydata na drużynowego 36 drużyny przygotowawczej im. H.
Sienkiewicza, nad którą Szesnastka objęła opiekę jeszcze w zeszłym roku,
ponieważ dh Józef Girtler, który był dotychczas drużynowym
(odkomenderowany z 16 WDH), musi obecnie ustąpić z powodu nawału zajęć
szkolnych.
Na Nowy Rok drużyna otrzymała list od dha Pancera, następującej treści:
"Kochani Bracia!
Rozpoczynając Rok Nowy, życzę, abyście i nadal trzymali swój sztandar Polaka i
Harcerza wysoko i byście zawsze i wszędzie przodowali w pracy Harcerskiej!
Czuwaj!
Józef Pancer, Zawiszak".
Roman Różycki - "Kronika 25 lat dziejów
Szesnastki 1911-1936"- Warszawa 1936r.
Pisownia zgodna z oryginałem. Przepisał wyw. Daniel Karkowski.
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1921-1939 W Wolnej Polsce
|