|
Roman Różycki
1931 rok
Tegoroczna "Choinka" została uświetniona uroczystością otwarcia i poświęcenia
Izby, której gospodarzem został mianowany dh. "Pepuś" Leinweber. Przy udziale
b. licznie zgromadzonych gości poświęcenia dokonał prefekt gimnazjum ks.
Prałat Korsak, poczem został podpisany "akt otwarcia" następującej treści:
"W dniu 10 stycznia 1931 roku o godzinie 17-ej odbyło się uroczyste
poświęcenie Izby harcerskiej 16-ej drużyny warszawskiej imienia Zawiszy
Czarnego, wybudowanej w siedzibie Gimnazjum im. Staszica przy ul. Polnej 60.
Izba powstała staraniem i kosztem Koła Przyjaciół Harcerstwa, przy 16-ej W.D.H. Budowę uchwalono na walnym zebraniu K.P.H. odbytym w dniu 13 maja
1930 roku pod przewodnictwem prezesa inż. Jana Girtlera, aby młodzież
skupiając się we własnej siedzibie, urabiała się duchowo i fizycznie do spełnienia
swych przyszłych obowiązków obywatelskich. Koszta budowy wynosiły 6. 500
zł.
Przy pomocy materialnej Ministerstwa W.R. i O.P. bezinteresownej współpracy
inż. Bohdana Pniewskiego, oraz ofiarności rodziców harcerzy, zamierzone
przedsięwzięcie doszło do skutku.
Poświęcenia dokonał w obecności władz szkolnych i harcerskich ks. Korsak, -
przewodniczący przekazał Izbę drużynie, życząc jej owocnej pracy ku Chwale
Ojczyzny, a obecni położyli podpisy na pamiątkę chwili."
Izba odrazu rozpoczęła gorliwą służbę dla drużyny, stając się poprostu ośrodkiem
jej życia. Księga Izby, do której wszyscy przebywający w Izbie obowiązani byli
się wpisywać z podaniem powodów swego pobytu, została zapełniona w
przeważnej części podpisami ludzi, którzy przychodzili, żeby popatrzeć...
posiedzieć sobie... pogadać... Poza tym odbywały się tu, oczywiście wszystkie
zbiórki zastępów, rady, komisje, zebrania towarzyskie i w ogóle bez przesady
można napisać, że wszystkie imprezy Drużyny miały z tą Izbą choćby pośredni
związek.
Znalazły wreszcie przytułek narzędzia i inwentarz obozowy, warsztaty, biblioteka
i archiwum; na honorowym miejscu został umieszczony sztandar, porozwieszane
zostały zbierane przez lat kilkanaście pamiątki.
Krótko mówiąc, Izba zrosła się od razu z życiem Szesnastki, stając się jednym z
najważniejszych "członków" 16-ej W.D.H.
13 stycznia został mianowany podharcmistrzem dh. Hellmann Włodzimierz - drużynowy.
1 lutego odbył się (drugi z rzędu) wieczorek Drużyny, który znalazł głęboki
oddźwięk w "Sulimczyku" w postaci licznych, świetnych artykułów.
Pod koniec lutego sekcja siatkówkowa otrzymała zaproszenie od samopomocy
koleżeńskiej przy gimnazjum w Piotrkowie na odbycie paru meczów z
miejscowym światem młodzieży sportowej. Po uzyskaniu odpowiedzi
przychylnej od naszej reprezentacji, piotrkowianie wpadli w szał. Wszystkie
miejscowe gazety zamieściły artykuły, w entuzjastycznych słowach opisując
zaszczyt, jaki spadł na ich miasto. By nie narazić się na zarzut przesady
zamieszczamy poniżej wycinek z gazety piotrkowskiej następującej treści:
"Przyjazd warszawskiego mistrza siatkówki do Piotrkowa.
Zwolenników sportu
czeka niespodzianka. Oto, w najbliższą niedzielę przyjeżdża do Piotrkowa
słynny zespół 16-ej drużyny harcerskiej im. Zawiszy Czarnego, w celu
rozegrania zawodów w piłkę siatkową z reprezentacjami miejscowych szkół
średnich. Samopomoc gimnazjum T.S.Ś. chcąc dać możność
zademonstrowania naszym zwolennikom sportu prawdziwej gry w siatkówkę - sprowadza jeden z najsilniejszych zespołów warszawskiej klasy
"A". Mili
goście mają za sobą wspaniałą przeszłość sportową. Wystarczy nadmienić, że
zajmują obecnie czołowe miejsce, nietylko w Warszawie, ale w Polsce. 16-
stka bije wszystkie zespoły warszawskich szkół średnich, ma za sobą
zwycięstwo ze słynną "YMCA", " POLONIĄ", wychodzi z honorem z walki z
Akademickim Sportowym.
Warszawiacy przybywają do Piotrkowa z dh. podharcmistrzem Piaskowskim
na czele. Liczyć należy, że sala gimnastyczna II-go gimnazjum w niedzielę o
godz. 4-ej pp. zapełni się widzami po brzegi".
Entuzjazm Piotrkowa wzmógł się jeszcze więcej, po odbyciu 3-ch meczów, w
których, według pism piotrkowskich, reprezentacja 16-ej W.D.H. została zdrowo
pobita. Sytuację ratuje "nasza" prasa, która w osobie "Sulimczyka" stwierdziła
wygraną w stosunku 2: 1 i według wszelkich danych "Sulimczyk" miał
informacje lepsze...
Ponieważ Komenda Chorągwi zaczęła prowadzić na szeroką skalę
przysposobienie do obrony przeciwgazowej, w Drużynie został wyznaczony
zastęp obrony przeciwgazowy w składzie: kierownik - H. R. Mechanicki Ryszard -
członkowie: zastęp "Srebrnych Lisów" (rozk. z dn. 7.III. w myśl instrukcji rej.
O.P.L. i G. przy K. C.
Poza tym cała Drużyna przeszła wyszkolenie przeciwgazowe, zaś 4 chłopców
zostało zgłoszonych na kurs O. P. G., który ukończyli dnia 18.III. z wynikami
b.
dobrymi i dobrymi. Byli to dh. Ryszard Mechanicki, Jerzy Piaskowski, Zygmunt
Łada i Zdzisław Radwański.
W marcu zwrócił się do Drużyny dh. Hm. J. Wołkowicz, kier. wydz.
zagranicznego Z.H.P. z propozycją wyjazdu jako reprezentacja Związku na
dwutygodniowy zlot narodowy skautów szwedzkich podczas lata 1931 r.
Propozycja ta spowodowała zupełną zmianę tegorocznych projektów obozowych.
Opierając się bowiem, na wynikach ankiety, projektowano urządzić obóz na
Podolu, co byłoby zarazem realizacją programu obozowego Drużyny, według
hasła: każdy obóz w innej dzielnicy Polski. Wobec zaś możności wyjazdu do
Szwecji, postanowiono zrobić obóz w miejscowości nadmorskiej blisko Gdyni,
celem ułatwienia wyjazdu na Zlot.
22 marca odbył się w sali Stowarzyszenia Techników Koncert - Rewja, z którego
dochód został przeznaczony na kupno masek przeciwgazowych. Z okazji tej
imprezy "Sulimczyk" wydał nadzwyczajny dodatek (koncertowy), który był
sprzedawany zgromadzonym widzom.
Podczas świąt Wielkanocnych wyjechali na zbadanie miejsca pod obóz letni
dhowie: Włodzimierz Hellmann i Gustaw Radwański. Były to pierwsze święta
Wielkanocne od 1925 roku, podczas których Drużyna nie organizowała żadnej
wycieczki.
Na rewii 3-go maja męskie harcerstwo i Chorągiew Warszawską zarazem,
reprezentowały dwie drużyny: 3 W.D.H. i 16-ta W.D.H. Obie te drużyny, jak
również i inne oddziały otrzymały pochwałę od pierwszego wiceministra Spraw
Wojsk. i Komendy Chorągwi za świetną postawę podczas defilady.
W maju odbyła Drużyna obóz pokazowy (w dniu 23, 24 i 25 maja) w Piasecznie
dla kursu komendantów obozów, organizowanego przez Komendę Chorągwi i
otrzymała pochwałę "za wzorowe pełnienie obowiązków na obozie próbnym"
(rozk. K.Ch. z dn. 15.X. 31).
6 czerwca odbyła się druga impreza dochodowa: pokaz-rewia, organizowana tym
razem tylko przy współudziale "artystów" z Drużyny. "Clou" pokazu była
,"musztra zreformowana w duchu salonowym", który to numer został wykonany
przez oddział ludzi, ubranych w cylindry "z kostkami", w czarne marynarki, w
kamizelki i koszule ze sztywnymi gorsami, wreszcie spodnie mundurowe,
pończochy czarne, i półbuciki. Całą tę imprezę również uświetnił "Sulimczyk"
wydaniem nadzwyczajnego, dodatku "pokazowego".
Podczas święta P.W. i W.F. w Spale w dn. 12, 13 i 14 czerwca, Drużyna nasza
obozowała wespół z innymi drużynami warszawskimi przez dwa dni w lasach
spalskich i brała następnie udział w defiladzie przed p. Prezydentem.
20 czerwca został zamknięty zimowy okres pracy, zaś 29.VI. nastąpił wyjazd na
obóz.
12 obóz letni Drużyny został rozbity w gminie Karwińskie Błota (poczta
Krokowo, pow. Morski) w odległości ok. 30 mtr. od morza, od którego zasłaniało
obóz pasmo piaszczystych wydm, porośniętych sosnowym zagajnikiem. W
porównaniu z Niedzicą obóz był nieliczny, brało w nim bowiem udział 41 ludzi,
w pięciu zastępach. Komendantem był Włodek Hellmann, oboźnym - Doliwa,
instruktorem techniki Gryzmuś Piaskowski i gospodarzem Gucio Radwański.
 |
|
1931r. Karwieńskie Błota - fragment obozu. |
Charakterystyczną cechą tego obozu był b. wysoki poziom pionierki, którą
potraktowano jak najbardziej praktycznie. Najlepszym tego przykładem było
wybudowanie skoczni w morzu, w odległości ok. 30 mtr. od brzegu. Część
budowli zrobiono na brzegu, po czym zaholowano w morze i tam, pracując kilka
godzin bez przerwy w zimnej wodzie, wykończono. Fale mocno utrudniały pracę,
pchając całą skocznię do brzegu, i zalewając pracujących. Gwoździe wbijano pod
wodą i w ten sposób robiono wiązania pionierskie. Wysoko stało także
obozownictwo. Padł tam między innymi rekord w ustawianiu namiociku
dwuosobowego, składającego się z trzech osobnych płacht (wtedy jeszcze
namiocików angielskich w Drużynie nie było). Więc rozstawienie namiociku,
okopanie go, wykopanie kuchni na zboczu i dołu na śmiecie zajęło 4 minuty
czasu.
 |
|
1931r. Szorowanie garów. |
Na tym obozie odbył się także pierwszy alarm gazowy; - Drużyna przywiozła
około 40 masek. Alarm został zorganizowany w ten sposób, że do każdego
namiotu wrzucono zapaloną świecę dymną i parę probówek z bromkiem ksylilu.
Po czym rozległo się bicie w kotły kuchenne i w bęben. Przebudzeni chłopcy
znaleźli się w chmurach gryzącego dymu. Gaz zmuszał do nałożenia naprzód
maski, co ogromnie utrudniało dalsze ubieranie się i orientację. Jednak cała
Drużyna stanęła w dobrym stosunkowo czasie. Po ulotnieniu się dymu odbyła się
nocna gra.
 |
|
1931r. Fanfarzyści. |
Wszakże największą i najnieprzyjemniejszą niespodziankę miała komenda. Oto
jeden z chorych chłopców (zresztą sprawca dotąd nie wykryty) pozostających w
obozie, zakradł się do namiotu komendy i tam poumieszczał pod pryczami parę
probówek z bromkiem ksylilu. Niespodziewająca się niczego i zmęczona nocną
bieganiną komenda ułożyła się do łóżek i dopiero... rozpoczął się płacz i
zgrzytanie zębów, zwłaszcza, że nie można się było z początku zorientować, skąd
się bierze gaz.
Na tym też obozie były przeprowadzone szczególnie "krwawe" karne ćwiczenia
nocne. Celował w nich "Pipcia" Jurek Suchenek podówczas zastępowy
"Lisów".
15 lipca odbył się wyjazd części Drużyny (28 ludzi) na Zlot do Szwecji.
Komendantem wyprawy był dh. Zygmunt Wierzbowski. poza tym brali udział dh.
hm. Artur Hirszband i dh. Włodzimierz Hellmann. Cała podróż miała charakter
raczej wycieczki "krajoznawczej", bo na samym zlocie w Kulla (pod
Halsinkbergiem) drużyna przebywała zaledwie pół dnia.
 |
|
1931r. Wyprawa do Szwecji - na s/s
"Polonia". |
Zwiedzono Gdynię,
następnie statkiem "Polonia" udano się do Danii, gdzie zwiedzono Kopenhagę,
po czym przeprawiono się przez cieśninę do Szwecji.
 |
|
1931r. Zwiedzanie Kopenhagi. |
Po "zwizytowaniu" zlotu,
udano się w podróż powrotną, tym razem na "Pułaskim". Powrót do obozu
nastąpił 22 lipca. Szczególnie miłe wspomnienia wyniesiono z podróży na
okrętach, których luksusowe urządzenie i jedzenie po obozowych specjałach,
było miłym kontrastem.
 |
|
1931r. Wejście na Zlot Skautów Szwedzkich w
Kulli. |
Jeszcze przed zakończeniem obozu wyjeżdżają: phm. Hellmann Wł. i Piaskowski
Z. na wigierski kurs dla harcmistrzów.
Pod koniec obozu odbył się szereg bardzo pięknych wycieczek po okolicy - szczególnie piękna trasa prowadziła na nadmorskich odcinkach.
Podczas drugiego miesiąca wakacji poniosła Drużyna ciężką stratę; w czasie swej
praktyki wakacyjnej, ginie w dopływie Pilicy, ratując tonącego kolegę,
podharcmistrz i były drużynowy 16-stki dh. Zygmunt Piaskowski. Została
zarządzona 6-o tygodniowa żałoba, zaś na zbiórce dn. 26 września odbyła się
uroczystość przybicia do drzewca sztandaru srebrnej tabliczki upamiętniającej
bohaterską śmierć ś. p. dh-a Zygmunta Piaskowskiego. Została także utworzona
kasa pożyczkowa im. ś.p. Zygmunta Piaskowskiego, służąca dla pomocy
finansowej niezamożnym członkom i na wszelkie imprezy samej Drużyny.
Fundusz jej tworzy się z procentów od dochodów K. P. H. i samej Drużyny.
Dn. 17 sierpnia zginął w wypadku lotniczym pchor. rez. lotn. Andrzej Ujejski,
były Zawiszak i zastępowy zast. "Kruków" z 1925-6.
We wrześniu zostało wskrzeszone "Koło Zawiszaków", które po zawiązaniu go w
kwietniu 1927r. wkrótce przerwało swoją działalność. Obecnie z inicjatywy
Dzidka Eberhardta, który został wybranym prezesem na rok 1931/32 Koło "postanowiło podjąć współpracę z Drużyną, nawiązanie łączności z byłymi
członkami 16-ki, pracę społeczną i życie towarzyskie. W myśl tych założeń
zorganizowano szereg odczytów w stowarzyszeniu młodzieży chrześcijańskiej
przy parafii Zbawiciela. Na zebraniach Koła, odbywających się co dwa tygodnie,
odczytywano referaty i dyskutowano kwestie aktualne z najrozmaitszych dziedzin. W części zaś towarzyskiej umacniano łączność między członkami Koła.
Większość członków podjęła czynną pracę w Drużynie, spełniając tym samym
jeden z punktów programu pracy".
(Sulimczyk Nr. 17 r. 1932. "Z Koła Zawiszaków").
We wrześniu został przeprowadzony nowy podział na 2-a plutony, które objęli
phm. Jerzy Kozłowski i phm. Ryszard Mechanicki. W każdym plutonie znalazło
się po cztery zastępy, składające się przeciętnie z 8 do 10 chłopców.
"Jako
naczelne zamierzenia w pracy wysunięto dwie dziedziny; na okres zimowy - narciarstwo, na okres letni
- sport żeglarski i kajakowy. Ponieważ wielu chłopców
nie posiadało sprzętu narciarskiego, został zorganizowany w izbie warsztat
stolarski, w którym chłopcy samodzielnie robili sobie narty. W związku zaś z
zamierzeniami żeglarskimi podjęto budowę kajaka w nowozałożonym warsztacie
kajakarskim.
Ze względu na całkowity brak doświadczenia w dziedzinie narciarskiej, na obóz i
kurs narciarski mieli jechać tylko starsi chłopcy z I-go plutonu. Miejsce obozu
zostało ustalone w pobliżu Zakopanego, u górala, który oddał za niską opłatą do
dyspozycji kursu, willę złożoną z dwóch izb i kuchni. Góralem tym był, dobrze
znany uczestnikom późniejszych obozów zimowych, gazda Dudłak
Ustupski - zaś wynajętą willą - dzisiejsza "Wierzbianka". Na
kurs (trwający od 24.XII, do 8. I) pojechało 12 chłopców - komendantem był
drużynowy phm. Włodzimierz Helllmann, Właściwy zaś
kurs narciarski poprowadził zaproszony instruktor, pod którego
fachowym kierownictwem odbywała się nauka jazdy, a potem dalsze wycieczki. Na kursie 3-ch uczestników posługiwało się nartami
własnego wyrobu.
(Ze sprawozdania rocznego za 1931/32 rok).
Z punktu widzenia literackiego zostało zamieszczone w Sulimczyku krótkie sprawozdanie z tego obozu o następującej treści.
Bajka nie - Krasickiego
Był Instruktor, co życie wstrzemięźliwe pędził,
Był Midas, który nigdy nie łajał nie zrzędził,
Był Włodek, co podwładnym życia nie zatruwał,
Był Lulu, co na nartach jak Mecenas fruwał.
Był Cherubin, co z Hali nie wracał sankami,
Stiti, co się nie krzywił za okularami,
Był As, co nart nie łamał, Basza co nie gadał,
Gucio co nie gotował, Musiek co nie jadał.
A cóżto jest za bajka? Wszystko to może być
prawdą: jednakże ja to między bajki włożę.
(Nr. 2 Sulimczyka z 1932r.)
Roman Różycki - "Kronika 25 lat dziejów
Szesnastki 1911-1936"- Warszawa 1936r.
Pisownia zgodna z oryginałem. Przepisał wyw. Daniel Karkowski.
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1921-1939 W Wolnej Polsce
|