|
Marek Gajdziński
1973 rok
W styczniu dziewczęta
zorganizowały "Bal Gałganiarzy", czyli karnawałowy bal
przebierańców.
W lutym odbyła się
tradycyjna Choinka gromadząc większe niż zwykle grono Zawiszaków, którzy
licznie na nią przybyli wiedzeni ciekawością i chęcią zobaczenia na własne
oczy, jak prezentuje się nowa żeńska drużyna w Szesnastce.
Wiosną w Drużynie
działo się nie wiele. Próbowano przeprowadzić jakieś elementy chorągwianej
"Akcji Kopernik", mającej na celu popularyzację postaci
wielkiego polskiego astronoma w 500-tną rocznicę jego urodzin.
Generalnie jednak chłopcy nie mieli większego zapału do wyszukiwania
wiadomości i robienia szablonowych albumów prezentujących znaną postać.
Akcja zakończyła się wręczeniem znaczków z podobizną astronoma, które
przez rok były noszone na mundurze. Życie polowe ograniczyło się do
jednej wycieczki Drużyny zorganizowanej w maju. Praca odbywała się w
zastępach i polegała na teoretycznym przygotowaniu do obozu. W Drużynie
było bowiem sporo nowicjuszy, którzy latem wybierali się na swój
pierwszy obóz harcerski i musieli zaznajomić się z wymogami życia pod
namiotem.
XLIV letni obóz
Szesnastki został rozbity nad jeziorem Sośno koło Brodnicy, na
malowniczym zalesionym cyplu. Nie był to jeszcze w pełni samodzielny obóz,
choć już nie w ramach zgrupowania hufcowego. W niedalekim sąsiedztwie
rozbił swoje namioty Szczep 223 WDH ze szkoły na ulicy Barskiej. Oba
obozy miały wspólne kwatermistrzostwo. Był to pierwszy w historii
Szesnastki koedukacyjny letni obóz Szczepu. W jednym kręgu rozbito
"dziesiątki" zastępów męskich i żeńskich. Obie drużyny,
"Grunwald" i "BCO", pozostawały pod jedną wspólną
komendą i uczestniczyły w tych samych zajęciach. Komendę obozu
tworzyli: komendantka całości - pwd. Zofia Jasińska, zastępca
komendantki - pwd. Jarosław Kopaczewski, oboźny - org. Tadeusz Gacki
oraz instruktor komendy - org. Ewa Hołodowicz.
W obozie poza komendą uczestniczyło 17-tu harcerzy w trzech zastępach:
XIII Manipuł Reński - zastępowy Marek Tumiłowski - "Mikuś"
VII Bobovita Jazdy Partyjskiej - zastępowy Ryszard Kukuła
Manipuł Spartakusa - zastępowy Jan Malanowski
oraz 14-cie harcerek w dwóch zastępach:
IV Sprzymierzony Manipuł Mameluków - zastępowa Iwona Wróbel, a później
E.Berlińska
I Sprzymierzony Maqnipuł Gladiatorek - zastępowa Małgorzata Leja.
We współzawodnictwie między zastępami zwyciężył XIII Manipuł Reński
Marka Tumiłowskiego.
W drużynie męskiej zdobyto następujące stopnie: 2 ochotnika, 5
tropiciela, 2 odkrywcy i 2 przodownika, zaś w drużynie żeńskiej - 6
ochotniczki i 2 tropicielki.
Program obozu, w myśl wytycznych władz ZHP, "obudowany" był
fabułą zabawy tematycznej. Jej motywem był starożytny Rzym. Obóz nosił
nazwę "V Legia Zaalpejska i I Kohorta Wolnych Rzymianek" . Większość
zajęć takich, jak gry terenowe, olimpiada sportowa itp. wymagały
odpowiednich strojów i "fabuły". Było to novum na obozach
Szesnastki. Dziewczęta przyniosły ze sobą do Szczepu modę, a raczej
wzorce programowe, które od jakiegoś czasu były powszechnie w
harcerstwie stosowane, a przed którymi Szesnastka, jak dotąd, skutecznie
się broniła. Jeszcze poprzedni obóz mimo, że organizowany w ramach
zgrupowania hufca, był wolny od tego typu zajęć obozowych. Niby
oficjalnie, na zewnątrz, obóz miał swój formalny temat zabawy, jakim
byli Wikingowie. Ale zajęcia nie miały z tym nic wspólnego i utrzymane
były w tradycyjnym charakterze polowych ćwiczeń harcerskich. Zabawa w
Wikingów była tylko na użytek ewentualnych wizytacji i komendy
zgrupowania, aby stworzyć wrażenie, że Drużyna dostosowała się do
wymagań władz harcerskich. W tym roku ton obozowi nadawała Zofia Jasińska,
wychowana i wykształcona na hufcowych wzorcach, szczerze wierząca w ich
wyższość nad według niej "zacofanym", "twardym",
harcerskim stylem Szesnastki. Obóz dostosował się więc pod tym względem
do obowiązującej normy. Efekty były czasem komiczne. Wystarczy wyobrazić
sobie grę terenową, na której harcerze, zamiast dołożyć wszelkich
starań, by być jak najlepiej zamaskowanymi i niewidocznymi dla
przeciwnika, występowali w tandetnych "tunikach" sporządzonych
naprędce z białych prześcieradeł wyszarpniętych spod koca. Wszystko
to było bardzo dalekie od atmosfery puszczaństwa. Przypominało raczej
infantylną zuchową albo kolonijną zabawę i tak też było przez
starszych chłopców odbierane. W efekcie, obóz niewiele różnił się
charakterem od zwykłych dziecięcych kolonii organizowanych przez zakłady
pracy, tyle tylko, że mieszkało się w namiotach, pełniło warty i służby
w kuchni. Trudno sobie wyobrazić, aby atmosfera ta odpowiadała chłopcom,
przywykłym do poważnego traktowania obozu jako swoistej szkoły
przetrwania. Wyrażane na ten temat opinie nie znajdowały jednak żadnego
oddźwięku u przekonanej o słuszności swojej koncepcji komendantki.
Niespodziewanie okazało się, że kadra Drużyny męskiej ma minimalny wpływ
na charakter i przebieg obozu oraz, że w żaden sposób nie może
swobodnie kształtować programu, tak by odpowiadał zwyczajom Drużyny i
aspiracjom chłopców. Postawa Zośki wynikała po części z jej cech
charakteru (była to dziewczyna zadufania w sobie i apodyktyczna), a po części
z autentycznego przejęcia się misją, która polegała na "nawróceniu
na nową wiarę" tego "zacofanego i reakcyjnego" środowiska.
Decydujące znaczenie miało jednak poparcie okazywane jej demonstracyjne
przez władze hufca. W rezultacie, wśród starszych chłopców (kadry i
zastępowych), z dnia na dzień narastało olbrzymie rozgoryczenie. Musiało
to doprowadzić do konfliktu. Mimo, że obie strony starały się usilnie,
by te różnice zdań nie były eksponowane poza komendą i radą obozu,
wszyscy jego uczestnicy wyczuwali, że atmosfera na obozie staje się
coraz bardziej napięta. Można to było wnioskować po wisielczych
nastrojach zastępowych i odgłosach gwałtownych awantur dochodzących z
namiotu komendy.
Pod koniec obozu konflikt nabrał już charakteru otwartego i sięgnął
nawet szeregowych harcerzy. Stało się tak z powodu wyników biegu
harcerskiego na stopnie. Okazało się bowiem, że w obydwu drużynach
obowiązują inne kryteria przyznawania tych samych stopni harcerskich. Do
tej pory do wymagań na stopnie przywiązywano w Szesnastce dużą wagę i
traktowano je bardzo poważnie. Oznaczało to trudne biegi i rygorystyczne
egzekwowanie wymaganej wiedzy i umiejętności. W efekcie, zdobycie
kolejnego stopnia było nie lada wyczynem i nie każdemu harcerzowi sztuka
ta udawał się rok po roku. Dlatego rzadko który harcerz, z trzyletnim
nawet stażem w Drużynie, mógł obnosić się z II stopniem
"tropiciela".
Na obozie zorganizowano jeden wspólny bieg harcerski dla obu drużyn. Ta
sama trasa, te same przeszkody i niby te same wymagania. Okazało się
jednak, że do wyników harcerzy i harcerek przyłożono inne miary. Drużynowy
harcerzy potraktował rzecz poważnie i zgodnie z zawiszacką tradycją,
przyznał stopnie tylko tym, którzy faktycznie na nie zasłużyli. W drużynie
żeńskiej postąpiono inaczej, tj. zgodnie z ówczesnymi zaleceniami władz
harcerskich, by przyznanie stopnia uzależnić od wieku, a nie faktycznych
umiejętności i postawy harcerki. Niektóre z nich mimo, że w
harcerstwie były dopiero niecały rok, że był to ich pierwszy obóz i,
że ich wiedza i umiejętności pozostawiały wiele do życzenia, co wyraźnie
odzwierciedlały wyniki uzyskane na biegu, otrzymały od razu drugi stopień
"tropicielki". Wiele dziewcząt mimo, że w opinii chłopców
zupełnie na to nie zasługiwało, otrzymało stopnie
"ochotniczki". Dla chłopców, którzy swoje stopnie harcerskie
traktowali serio, był to cios tym bardziej bolesny, że wielu z nich,
mimo wyraźnie większego wyrobienia harcerskiego, posiadało teraz równe
bądź nawet niższe stopnie. Poczucie niesprawiedliwości było tym większe,
że dziewczęta wyczuwając przewagę swojej kadry (a więc i swojej drużyny),
specjalnie prowokowały chłopców, wyniośle okazując swoją wyższość.
Tego było już za wiele. Seria nieprzyjemnych incydentów, do jakich doszło
na tym tle, doprowadziła do powstania silnego antagonizmu między drużynami.
Jego przezwyciężenie okazało się niemożliwe przez kilka kolejnych
lat, jako że postawa wzajemnej wrogości stała się udziałem już nie
tylko kadry, ale nawet najmłodszych harcerek i harcerzy. Atmosfera, jaka
się właśnie wtedy wytworzyła w Szczepie, nie miała już nic wspólnego
z braterstwem harcerskim. To była otwarta wojna. Kilku ochotników i
tropicieli potajemnie zaprzysięgło sobie, że nie opuszczą, Szesnastki
dopóki pozostanie w niej choć jedna "baba". W takiej
atmosferze Szczep powrócił ze swojego pierwszego koedukacyjnego obozu.
Jesienią praca nie
szła dobrym tempem. Część starszych harcerzy odeszła z Drużyny.
Ponieważ drużynowy i przyboczny zdawali w tym roku szkolnym maturę i
nie mogli poświęcić Drużynie zbyt wiele czasu, mianowano drugiego
przybocznego. Został nim wyróżniający się dotąd zastępowy - Marek
Tumiłowski "Mikuś" .
Stan Drużyny w
dniu 31.12.1973r.
Komendant Szczepu - hm. Stanisław Korwin-Szymanowski
16WDH-y "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Jarosław Kopaczewski
I Przyboczny - pwd. Tadeusz Gacki
II Przyboczny - pion. Marek Tumiłowski
Zastępy:
Zastęp I - Lesław Kuczyński
Zastęp II - Andrzej Konaszewski
Zastęp III - Ryszard Kukuła
Stan ogółem - 30 harcerzy
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1970-1980 W Obronie Tożsamości
|