|
Marek Gajdziński
1976 rok
Kolejny, 65-ty rok
działania Szesnastki rozpoczął się od pierwszego po wielu latach
zimowiska. Zorganizowano je w Nowym Mieście Lubawskim. Komendę
stanowili: pwd. Ewa Hałodowicz - komendantka, Ewa Wronkowska (żona
Marka) - zastępczyni i Marek Traczyk (instruktor zuchowy sprowadzony z
hufca) jako oboźny. Uczestniczyło 7 harcerzy i 10 harcerek w trzech zastępach:
Zastęp męski Bałwaniątek - zastępowy Krzysztof Przygoda
Zastęp żeński Pingwiny - zastępowa Joanna Wojtala
Zastęp mieszany Yeti - zastępowa Anna Kuczyńska
W punktacji między zastępami zwyciężył zastęp Bałwaniątek Krzysia
Przygody.
Program i charakter zimowiska nie miał nic wspólnego z zimowiskami
organizowanymi dawnej w Zakopanem. Nie było jazdy na nartach. Zajęcia
dostosowane były do bardzo młodego wieku uczestników. Warto zauważyć,
że na zimowisku, poza Ewą Hołodowicz, w ogóle nie było kadry drużyn
ani starszych harcerek i harcerzy. Spowodowane to było warunkami
obiektywnymi. Komunistyczne władze oświatowe wpadły bowiem na
"genialny" pomysł rozdzielenia terminów ferii zimowych w szkołach
podstawowych i średnich. Jaki był prawdziwy cel tej reformy, możemy się
tylko domyślać analizując jej efekty. Głównym zaś efektem było to,
że rodziny posiadające dzieci w różnym wieku nie mogły spędzić
zimowej przerwy razem. Straciło na tym również harcerstwo poprzez brak
możliwości organizacji normalnych zimowisk drużyn. Chłopcy, którzy
ukończyli szkołę podstawową i zostawali w swoich młodszoharcerskich
drużynach, czy to w specjalnych zastępach starszych czy na funkcjach
zastępowych, przybocznych i drużynowych, byli teraz na czas ferii od
swoich drużyn izolowani. Jeżeli chcieli jechać na zimowisko, pozostawało
tylko wzięcie udziału wyjazdach organizowanych przez hufcowe i chorągwiane
referaty HSPS, bądź w kursach instruktorskich. W obydwu przypadkach
oznaczało to wystawienie się na planowe działanie władz ZHP zmierzające
do upolitycznienia organizacji w myśl założeń przyświecających
nowemu socjalistycznemu programowi. Tak więc powrót Szesnastki do
tradycji organizowania własnych zimowisk nie przypadł na czas sprzyjający
tym zamierzeniom.
W trakcie ferii szkół średnich kadra drużyn i starsi harcerze zostali
wysłani na zimowisko instruktorskie hufca do Biłgoraju. Tam przez dwa
tygodnie usiłowano różnymi sposobami rozpalić w nich gorące uczucia
do HSPS-u, czyli Harcerskiej Służby Polsce Socjalistycznej. Nie można w
tym miejscu obejść się bez dygresji i wyjaśnienia czym była ta
"socjalistyczna służba".
Otóż komuniści, którzy w tym właśnie czasie robili wszystko by
upodobnić Polskę do "niedościgłych radzieckich wzorców"
organizacji życia społecznego (a nawet prywatnego) nie ograniczali się
wyłącznie do czczych, wiernopoddańczych deklaracji zawartych w
poprawkach do konstytucji PRL-u. Po 1974 roku zabrano się za realną
przebudowę wszystkich aspektów życia. Dotyczyło to także i tak już
bardzo "czerwonego" Związku Harcerstwa Polskiego. Utworzono
federację socjalistycznych organizacji młodzieżowych wzorowaną na
zasadach radzieckiego komsomołu. Pierwszym szczeblem wiekowym tej
federacji był właśnie ZHP. Życiowa droga każdego polskiego dziecka
miała wyglądać następująco. Najpierw zuchy i drużyna harcerska w
szkole podstawowej, później w szkole średniej obowiązkowa przynależność
do struktur HSPS, której celem było nauczyć młodzież, w jaki sposób
myślą, słowem i czynem wyrażać poparcie dla programu partii. Następnie
zabawa w politykę w ramach ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży
Polskiej) lub SZSP (Socjalistyczny Związek Studentów Polskich), w zależności
od tego czy młody człowiek po szkole trafił do pracy, czy na studia.
Zwieńczeniem tej drogi miała być legitymacja PZPR.
Aby przystosować harcerstwo do nowych zadań, przeprowadzono gruntowną
reformę ZHP. Na razie ''odpuszczono'' jeszcze zuchom i młodszym
harcerzom. Uznano, że szkoła podstawowa to jeszcze za wcześnie na
urabianie świadomości klasowej metodami bezpośrednimi. Natomiast tzw.
starsze harcerstwo, do którego zaliczano wszystkich uczniów szkół średnich,
dostało się już w tryby komunistycznych reform. Po pierwsze uznano, że
nie ma sensu silić się na atrakcyjność zajęć, by w ten sposób
przyciągać chętnych do drużyn. Po co tyle zachodu, kiedy można po
prostu wprowadzić przymus przynależności do HSPS. Tak też się stało.
W każdej szkole średniej starano się utworzyć Szczep HSPS, na czele którego
stawiano wyznaczonego nauczyciela. Najczęściej był nim osobiście
dyrektor szkoły. Każda klasa była jednocześnie drużyną HSPS, na której
czele stanął nauczyciel będący jej wychowawcą. Kadra pedagogiczna była
dodatkowo wynagradzana z tytułu pełnienia funkcji harcerskich, co dawało
komunistom tę korzyść, że mogli oczekiwać pełnej lojalności i
dyspozycyjności ze strony źle opłacanych nauczycieli. W ten sposób
stan organizacyjny ZHP zwiększył się w krótkim czasie do ok. 3 milionów
członków, co reklamowano jako wielki sukces Związku. Żeby jednak nie
urzekła tej młodzieży niebezpieczna poetyka dawnego, tradycyjnego
harcerstwa, co mogłoby wywołać skutki wręcz przeciwne do zamierzonych,
w ogóle nie przygotowywano nauczycieli do pełnienia ich funkcji, a nawet
zakazywano stosowania typowo harcerskich form zajęć. Wprowadzono też
nowe umundurowanie drużyn HSPS, które w niczym nie przypominało
tradycyjnego munduru harcerskiego. Piaskowa koszula, czerwona krajka wiązana
jak krawat i czerwony beret kojarzyły się bardziej z dawnym uniformem
stalinowskiego ZMP i przypominały stroje organizacyjne komunistycznych
organizacji młodzieżowych działających w państwach obozu
socjalistycznego.
Zimowisko, na które wysłano kadrę drużyn Szesnastki, okazało przedsięwzięciem
mającym na celu zaznajomienie jego uczestników z programem HSPS. Do tego
swoistego "stręczenia" używano wielu różnych, czasem bardzo
oryginalnych metod. Jedną z nich było zaopatrzenie pobliskiego sklepu w
specjalne tanie wino tzw. ''alpagę'' noszące "swojską" nazwę
"HARCERSKIE", którego etykieta opatrzona była gustowną
stylizowaną lilijką. Spożywanie tego napoju miało przyczynić się do
pogłębienia więzi pomiędzy uczestnikami zimowiska, zwłaszcza więzi
damsko-męskich, które ze swojej natury, przeżywane gwałtownie, musiały
prowadzić do akceptacji płaszczyzny organizacyjnej, która te przeżycia
umożliwiała. Trzeba jednak z dumą podkreślić, że harcerki i harcerze
Szesnastki do końca zachowali się godnie i nie ulegli planowej
demoralizacji. Pomimo wielu, często brutalnych nacisków nie zgodzili się
także na włożenie mundurów HSPS i manifestacyjnie odmawiali czynnego
uczestnictwa w poniżających zajęciach i prelekcjach na tematy
polityczne. Postawa ta legła u podstaw dwóch zjawisk, które na wiele
kolejnych lat zdeterminowały stan stosunków pomiędzy Szesnastką, a
resztą Hufca Ochota. Po pierwsze, w Szesnastce zdano sobie w pełni sprawę
z tego, czym jest ówczesne harcerstwo i jaką obrzydliwą rolę pełni
wobec młodzieży. Młoda kadra, która do tej pory w ogóle nie znała
harcerstwa poza tym, które miała okazję przeżywać w Drużynie,
zorientowała się, że Szesnastka jest piękną enklawą, której zasad
funkcjonowania i charakteru trzeba za wszelką cenę bronić przed
zgubnymi wpływami zewnętrznymi. Stąd trwająca wiele lat tendencja
izolacjonistyczna i bojkotowanie hufca. Z drugiej strony, władze hufca,
ale nie tylko, bo także kadra większości drużyn z Ochoty, która
takich obiekcji wobec HSPS-u nie miała i nie rozumiała postawy Zawiszaków,
ugruntowała przeświadczenie o jakiejś nadzwyczaj wrednej wyniosłości
harcerzy Szesnastki wobec innych. Przeświadczenie to było umiejętnie
podsycane przez władze harcerskie, a Szesnastka przez lata pełniła rolę
dyżurnej "czarnej owcy" w hufcu.
Tymczasem po powrocie z zimowisk czekała na harcerzy Szesnastki jeszcze
jedna "niespodzianka". Ni z tego ni z owego, bez żadnej
zapowiedzi i bez jakichkolwiek konsultacji, dowiedzieli się z choinkowego
rozkazu, że mają już oficjalnie mianowanego, nowego drużynowego. Został
nim pwd. Zbyszek Kot, mąż szczepowej. Powiedzmy sobie szczerze: nie było
tak źle. Można było oczekiwać ze strony Zośki decyzji znacznie
gorszej, na przykład sprowadzenia z hufca jakiegoś karierowicza
zauroczonego ideologią HSPS-u. Tymczasem Zbyszek, choć kompletnie nie
czuł harcerstwa ani specyficznego stylu Szesnastki, choć miał do swojej
przyszłej pracy przygotowanie wyłącznie teoretyczne, to w gruncie
rzeczy był człowiekiem inteligentnym i co ważniejsze - poczciwym.
Przypomnijmy, że pojawił się w Szczepie w 1974 roku jako narzeczony Zośki
i od razu na obozie w Lutówku złożył zobowiązanie instruktorskie z
pominięciem jakiegokolwiek stopnia i bez złożenia Przyrzeczenia
Harcerskiego. Był też formalnie przybocznym(ą) w Drużynie BCO u swojej
dziewczyny. Było to przez lata przedmiotem drwin i złośliwych docinków,
jako że tego typu zwyczaje i szybkie "kariery" były w dawnej
Szesnastce nie do pomyślenia.
Mianowanie drużynowego nastąpiło w momencie, gdy zakończył się właśnie
kurs zastępowych i można było odtworzyć system zastępowy. Tak też się
stało. Powołano następujące zastępy:
Jerzyki - zastępowy Jerzy Wójtowicz - stan 6-ciu harcerzy
Orlęta - zastępowy Krzysztof Przygoda, a później Sylwester Lewandowski
- stan 7-miu harcerzy
Jowitna - zastępowy Jacek Augustyniak - stan 7-miu harcerzy
Gołębiarze - zastępowy Jerzy Lemański - stan 7-miu harcerzy
W dwa miesiące później powstał jeszcze zastęp Jastrzębi - zastępowy
Wojciech Szymański (stan 4-ech harcerzy).
Przybocznymi byli nadal odkr. Lesław Kuczyński i odkr. Marek Gajdziński.
W tym czasie odbyła się tajna narada w mieszkaniu Tadka Gackiego.
Zastanawiano się co robić w tej nowej dla Drużyny sytuacji. Przyjęto
taktykę gry na przeczekanie. Ustalono, że przyboczni mają zachowywać
się lojalnie wobec narzuconego z zewnątrz drużynowego, nie drażnić Zośki
bez potrzeby i czekać na bardziej pomyślny rozwój sytuacji, starając
się jednocześnie w jak największym stopniu wpływać na utrzymanie i
odbudowę dawnego etosu Szesnastki.
Trzeba sprawiedliwie przyznać, że Zbyszek specjalnie nie utrudniał
przybocznym tego zadania. Nie był też wrogo nastawiony do tradycji
Szesnastki i autentycznie chciał ją poznać. Zabrał się do swoich
nowych obowiązków z dużym zapałem, ale że był człowiekiem
inteligentnym i dość wobec siebie krytycznym, wyręczał się gdzie mógł
przybocznymi. Dzięki temu ich wpływ na kształt Drużyny wcale nie uległ
drastycznemu ograniczeniu.
Jednocześnie dało się zauważyć, że atmosfera w Szczepie uległa
znacznej poprawie. Napięte dotąd stosunki między drużynami nabierały
powoli zupełnie innego, w pewnym sensie nawet przyjaznego charakteru. Miało
na to wpływ aż kilka czynników. Warto je wymienić, gdyż pozwoli to
lepiej zrozumieć zjawiska i procesy, które miały zachodzić w
Szesnastce w najbliższej przyszłości.
Po pierwsze, Zośka uzyskawszy funkcję Komendantki Szczepu zrezygnowała
z wojowniczej postawy, która do niczego nie była jej już potrzebna.
Po drugie, kadra szczepu zorientowała się, że ZHP dryfuje w absurdalnym
kierunku. Mimo, że dotychczas ich związki z hufcem były silniejsze od
związków z Szesnastką, to teraz dostrzegli w Szesnastce pewnego rodzaju
azyl, który pozwalał im uciec od całkiem już kretyńskich pomysłów władz
związku. Zaczęto więc w pewnym zakresie doceniać odrębność i własną
drogę Szesnastki.
Po trzecie, drużynową BCO została Ewa Hołodowicz, dziewczyna
inteligentna, bardzo uczciwa i serdeczna. Jej bezkonfliktowy styl bycia w
krótkim czasie udzielił się pozostałym dziewczętom, a brak agresji
wobec chłopców, złagodził również i ich postawy. Ponadto Ewa w coraz
większym stopniu uniezależniała się od Zośki i zyskiwała coraz większy
wpływ na sprawy dotyczące całego Szczepu.
Po czwarte, do akcji wkroczyła sama natura. W 1973 roku, gdy tworzył się
silny antagonizm pomiędzy drużynami, przeciętny wiek harcerek i
harcerzy wynosił 11-13 lat. Jest to wiek, w którym występuje naturalny
antagonizm płci. Dziewczynki wolą bawić się i współdziałać z
dziewczynkami, a chłopcy z chłopcami. Koedukacja jest w tym wieku nie
tylko niecelowa, ale wręcz nieatrakcyjna, zarówno dla dziewcząt jak i
dla chłopców. Nieliczenie się z tym musiało prowadzić do problemów,
które wzmacniały i tak już konfliktową sytuację spowodowaną
apodyktyczną i wrogą postawą Zośki wobec tradycji Szesnastki
uosabianej przez męską kadrę Drużyny "Grunwald". W 1976 roku
sytuacja była już diametralnie inna. Aktorami tego przedstawienia byli
ci sami harcerze i te same harcerki tyle tylko, że ich przeciętny wiek
wynosił teraz 14-16 lat. Musiało to oznaczać wzrost wzajemnego
zainteresowania. Tworzyły się pierwsze sympatie i pierwsze
"pary". Atmosfera w Szczepie uległa znacznemu
"ociepleniu".
W maju Rada Szczepu wzięła udział w obchodach Jubileuszu 60-ciolecia
Szczepu 22 WDH. Dla wszystkich było to bardzo ważne przeżycie.
"Dwudziesta Druga" znana była w Szesnastce od dawna, ale tylko,
jeśli można się tak wyrazić, "z widzenia". Spotykano się wyłącznie
na obowiązkowych pochodach pierwszomajowych, na które "spędzane"
były drużyny z całej Warszawy. W fatalnie umundurowanym "spędzie"
trudno było odróżnić drużynę od drużyny. Na tym tle bardzo
korzystnie wypadały drużyny dobrze umundurowane. Takich było tylko
kilka w Warszawie, między innymi Szesnastka i Dwudziesta Druga. To już
wystarczyło do okazywania zainteresowania. Ale w przypadku tych drużyn
zainteresowanie graniczyło wręcz z fascynacją. Były to bowiem jedyne w
Warszawie drużyny harcerskie, które zamiast chust nosiły krajki łowickie,
w dodatku bardzo do siebie podobne. Udział Szesnastki w święcie 22 WDH
przekonał harcerzy z obu drużyn, że podobieństwa nie kończą się na
krajkach i porządnym umundurowaniu. Okazało się, że pomimo wielu
przeciwieństw losu, obie drużyny kultywują dawne zwyczaje i tradycje
harcerskie. Widać to było po podobnym, tradycyjnym stylu obozownictwa i
pionierki obozowej, nacisku na wyszkolenie techniczne, ambicji utrzymania
wysokiego poziomu wymagań na stopnie i wielu innych aspektach pracy.
Harcerzom Szesnastki spotkanie to dodało otuchy wynikającej z odkrycia,
że nie są samotną wyspą w bezmiarze oceanu tandety i draństwa.
Niezwykle krzepiąca okazała się świadomość, że gdzieś na drugim końcu
Warszawy istnieje drużyna harcerska tak bardzo do nas podobna i borykająca
się z podobnymi trudnościami związanymi z zachowaniem własnej tożsamości.
|

|
|

|
|
1976r.
Wiosna. Spotkanie drużyn na biwaku. Od lewej Ania Kuczyńska,
Marek Gajdziński i Lesław Kuczyński. Atmosfera w Szczepie
znacznie się "ociepliła".
|
|
1976r.
Maj. W harcówce Szczepu 22WDH. Zofia Jasińska, Marek Gajdziński
i Lesław Kuczyński słuchają opowieści oprowadzającej ich
harcerki z Dwudziestej Drugiej.
|
W lipcu odbył się pierwszy po wielu latach obóz wędrowny. Uczestniczyło
w nim, poza komendą, 7-u najstarszych harcerzy (zastępowi i przyboczni)
oraz 6 harcerek i dwie osoby kadry zuchowej. Komendę stanowili pwd. Ewa
Hołodowicz - komendantka, wędr. Ryszard Kukuła - oboźny i org. Włodek
Sikora "Karakan" (instruktor zuchowy wypożyczony z hufca) jako
kwatermistrz. Trasa obozu przebiegała przez Góry Sowie i Stołowe.
Nocowano w zarezerwowanych wcześniej schroniskach PTSM. Trudy wspólnej wędrówki
znacznie zbliżyły uczestników obozu i jeszcze bardziej przyczyniły się
do poprawy atmosfery w Szczepie.
|

|
|

|
|
Lipiec
1976r. Harcerze 16WDH "Grunwald" na obozie wędrownym w
Sudetach. Od lewej stoją: Lesław Kuczyński, Wojtek Szymański,
Jurek Wójtowicz, Tadek Witkowski, Marek Gajdziński, Jacek
Augustyniak, Marek Wyszyński.
|
|
Lipiec
1976r. Harcerki z BCO na obozie wędrownym w Sudetach. Od lewej idą
Beata Smoleńska, Joanna Wojtala, Ewa Łękawska, Hanna Moczkowska.
|
W czasie jednego z trudniejszych etapów Marek Gajdziński "Szwejk"
ułożył słowa do piosenki znanej później pod tytułem "Szwejkowa
Ballada". Piosenka ta została po raz pierwszy wykonana
publicznie miesiąc później na obozie w Karwieńskich Błotach i przez
kilkadziesiąt lat należała do piosenek najchętniej śpiewanych w Drużynie
i Szczepie.
Kolejny XLVII obóz
stały Szesnastki odbył się w sierpniu i został zlokalizowany w Karwieńskich
Błotach. Przypomnijmy, że jest to jedyne miejsce na świecie, do którego
Szesnastka co jakiś czas wracała ze swoimi namiotami. Był to już
czwarty obóz zorganizowany na wydmach obok tej nadmorskiej osady
rybackiej. Komendantką obozu była phm. Zofia Jasińska-Kot, jej zastępcą
pwd. Ewa Hołodowicz, oboźnym - org. Włodzimierz Sikora , a
kwatermistrzem pwd. Zbyszek Kot. W skład komendy wchodzili też w
charakterze instruktorów wędr. Ryszard Kukuła i b.s. Leszek
Kossakowski. Na obozie był też hm. Marek Wronkowski w identycznej, jak
rok wcześniej, roli.
W obozie, poza komendą, uczestniczyło 18 harcerzy w 3-ech zastępach:
Wachta Króla Dawida - zastępowy odkr. Lesław Kuczyński
Świta Posejdona - zastępowy odkr. Marek Gajdziński
Wilki Morskie - zastępowy trop. Tadeusz Witkowski
i 21 harcerek w 4-ech zastępach:
Marsjanki - zastępowa Małgorzata Biesiadowicz
Czarownice - zastępowa Ewa Łękawska
Delawerowie - zastępowa Anna Kuczyńska
Haneczki - zastępowa Hannna Moczkowska
Punktacja między zastępami była w tym roku naprawdę bardzo emocjonująca,
gdyż po raz pierwszy w historii żeński zastęp Delawerowie miał realne
szanse na zajęcie pierwszego miejsca. Do ostatniego dnia trwała
emocjonująca rozgrywka między nim, a zastępem Świta Posejdona.
Ostatecznie zwyciężyła jednak Świta Posejdona Marka Gajdzińskiego,
nie dopuszczając do przełamania tradycyjnie wiodącej pozycji zastępów
męskich w tej konkurencji.
Charakter obozu nie różnił się zbytnio od poprzedniego. Podobnie jak
rok wcześniej nie pozwolono na urządzenie Chatek. Nadal zakazana była
kara menażki. Biegi harcerskie i próby na sprawności także były
parodią tego, co dawniej obowiązywało w Szesnastce. Znów podstawową
formą sprawdzania umiejętności były pisemne testy. Komendantka
obsesyjnie kładła nacisk na zdobywanie tzw. "sprawności zespołowych",
czyli nowych tworów metodycznych mających na celu gloryfikację
kolektywizmu oraz stworzenie przeciwwagi dla tradycyjnych sprawności
indywidualnych i stopni wzmacniających tak szkodliwe dla komunistów
postawy indywidualistyczne. Jeszcze bardziej niż w roku poprzednim dawał
się odczuwać "urzędniczy" charakter komendy. Znów okazywało
się, że instruktorzy mają prawo do "jubli" po ciszy nocnej.
Tendencję tą wzmacniał dodatkowy bardzo "imprezowy" kompan
nocnych biesiad, czyli "Karakan", instruktor zuchowy sprowadzony
z hufca, którego po cichu szykowano na funkcję drużynowego Grunwaldu.
Nocne życie kadry budziło sprzeciw już nie tylko najstarszych harcerzy.
Również niektóre zastępowe i starsze harcerki zaczęły dostrzegać w
takim zachowaniu pierwiastki "belferskiego" stosunku do pełnionych
funkcji. W ten sposób rodziły się podstawy solidarnego buntu przeciwko
nieharcerskim praktykom członków komendy, co dodatkowo zbliżało chłopców
i dziewczęta. Obóz odwiedził legendarny Zawiszak, były drużynowy
Szesnastki dh. Tadek Sułowski "Suła", bardzo lubiany przez
harcerzy za swój prostolinijny, żołnierski stosunek do rzeczywistości.
Suła usiłował zwracać uwagę komendy obozu na te zjawiska, które
szczególnie stały w sprzeczności z tradycją Szesnastki. Niestety -
bezskutecznie. Mimo tych wszystkich złych okoliczności obóz w Karwieńskich
Błotach miał jednak jakąś inną niż poprzednie atmosferę. Funkcje
zastępowych pełnili harcerze i harcerki z długim stażem i doświadczeniem.
Ich wyrobienie pozwalało stworzyć w zastępach specyficzną harcerską
atmosferę, jakże różną od tej, którą świadomie czy nie świadomie
wytwarzała kadra Szczepu. Można śmiało powiedzieć, że życie obozu
toczyło się w zastępach, które z powodu dużego wyrobienia zastępowych
cieszyły się znacznie większą niż w latach wcześniejszych
samodzielnością (między innymi, rajd pieszy został przeprowadzony zastępami,
które wyszły na czterodniowe wędrówki pod dowództwem zastępowych).
Na obozie harcerze zdobyli 8 stopni ochotnika, 1 tropiciela, 3 odkrywcy i
1 przodownika, a harcerki - 7 ochotniczki, 5 tropicielki, 1 odkrywczyni i
1 przodowniczki.
|

|
|

|
|
Lipiec
1976r. Nieoficjalny zastęp "Wichry" czyli trzej zastępowi
z obozu w Karwieńskich Błotach, od lewej: Tadek Witkowski, Lesław
Kuczyński i Marek Gajdziński
|
|
Sierpień
1976r. Wycieczka do Rozewia. Spotkanie na plaży dwóch rywalizujących
ze sobą zastępów Delawerów i Świty Posejdona.
|
Po obozie Komendantka Szczepu podjęła zaskakującą decyzję i zwolniła
z funkcji przybocznego Lesława Kuczyńskiego. Było to echo scysji, do
jakich dochodziło na obozie. Lesław, człowiek porywczy, niejednokrotnie
nie potrafił utrzymać języka za zębami i otwarcie krytykował szczególnie
bezsensowne i niesprawiedliwe decyzje komendy. Zwolnienie z funkcji było
nie tyle zemstą Zośki, co ułatwieniem życia drużynowemu, czyli jej mężowi,
który szczególnie nie potrafił znaleźć z Lesławem wspólnego języka.
Oficjalna "banicja", na jaką skazano Lesława, trwała dopóki
Zośka była komendantką Szczepu. Jednak Lesław nigdy, nawet na chwilę,
nie rozstał się z Drużyną. Pełniąc najprzeróżniejsze funkcje w
Szczepie, cały czas uczestniczył w życiu Drużyny i choć nieoficjalnie
- miał na nią ogromny wpływ. Na jego miejsce Zośka mianowała nowego
przybocznego. Został nim Leszek Kossakowski, fajny chłopak, tyle tylko,
że zupełnie nie wiadomo skąd i po co, w wieku ponad osiemnastu lat,
pojawił się w Szczepie. Nie mając wcześniej żadnych doświadczeń
harcerskich czuł się kompletnie zagubiony, ale postanowił zdobyć
stopień harcerski i złożył Przyrzeczenie. Zośka mianując Leszka na
miejsce zwolnionego Lesława postawiła go w bardzo niezręcznej sytuacji.
Przez długi czas był, tak samo jak Zbyszek Kot, traktowany jako
"obcy agent" i wręcz bojkotowany. Dopiero po kilku miesiącach
okazało się, że był to "równy facet", który za późno
odkrył harcerstwo i chciał je autentycznie przeżyć.
|

|
|

|
|
Wrzesień
1976r. Biwak Szczepu. Zastęp Świta Posejdona odbiera nagrodę za
zwycięstwo w punktacji na obozie.
|
|
Wrzesień
1976r. Drużyna żeńska na biwaku Szczepu.
|
Począwszy od jesieni tego roku w Szesnastce rozpoczęło się intensywne
życie polowe. Na początku września odbył się poobozowy biwak Szczepu
na polanie Łubiec w Puszczy Kampinoskiej. Następnie aż 5 patroli wzięło
udział w XXIII rajdzie Świetlików w Górach Świętokrzyskich. W nocnym
marszu azymutowym na dystansie ok. 30 km zdobyto wiele cennych nagród i
pierwsze miejsce na jednej z tras.
W październiku Rada Drużyny żeńskiej "BCO" zdobyła pierwsze
miejsce i puchar przechodni w Rajdzie Rad Drużyn Hufca, co było niewątpliwie
zasługą atmosfery jaką w tej drużynie wytworzyła nowa drużynowa, Ewa
Hołodowicz i dużej sprawności organizacyjnej będącej spuścizną po
poprzedniej drużynowej.
Również w październiku wznowiono wydawanie Sulimczyka, jako pisma
Szczepu. Reaktywowana redakcja pod kierownictwem Ryśka Kukuły zaplanowała,
że tradycyjne pisemko Szesnastki będzie miesięcznikiem i rzeczywiście
przez kilka miesięcy słowa dotrzymywała. Do końca roku ukazały się
bowiem trzy numery pisma.
W połowie października rozpoczęła się duża akcja zarobkowa Szczepu
pod kryptonimem "Znicz". Polegała ona na sprzedaży zniczy
nagrobkowych przed Świętem Zmarłych. Przez dwa tygodnie, każdego popołudnia,
w kilku ruchliwych miejscach Ochoty stawały harcerskie stoiska, na których
harcerki i harcerze sprzedawali "deficytowy" towar
"wyrwany" wcześniej od producenta. Podobnie było pod
cmentarzami w dniach 1 i 2 listopada. Dwutygodniowy ogromny wysiłek
przyniósł oszałamiająco duże zyski, które postanowiono wydać w większości
na... nowy sztandar Szczepu.
Akcja "Znicz" była w całości zaplanowana, zorganizowana od
strony formalnej i handlowej, a także kontrolowana i rozliczana przez
reaktywowane Koło Przyjaciół Harcerzy. Na jego czele stanął niezwykle
operatywny ojciec Lesława i Ani Kuczyńskich, płk.Tadeusz Kuczyński.
Kasą KPH opiekowała się mama Marka Gajdzińskiego, Hanna Gajdzińska-Drozd.
To dzięki ich szlachetnej i bezinteresownej pracy, którą kontynuowali
przez kilka kolejnych lat, Szczep uzyskał solidne materialne podstawy
bytu.
Aktywna praca w KPH rodziców Lesława Kuczyńskiego i Marka Gajdzińskiego
stanowiła dla nich skuteczny parasol ochronny. Szczególnie Lesław, który
często popadał w konflikty z Zośką i Zbyszkiem Kotami, miał prawo
oczekiwać zemsty z ich strony. Gdyby nie autorytet wyższego oficera LWP
i wielkie korzyści, jakie Szczep odnosił z pracy jego ojca w KPH, Lesław
szybko podzieliłby los swoich poprzedników i zostałby przez Zośkę
usunięty z Szesnastki. Nie mógł, co prawda, pełnić funkcji
przybocznego w Drużynie, ale ze Szczepu nie "wyleciał".
Tworzono dla niego różne dziwne funkcje w Radzie Szczepu, po których
"pętał" się przez dwa lata "banicji". Ale dzięki
temu mógł być stale blisko Drużyny i razem z Markiem, w tajemnicy
przed narzuconym drużynowym, odbudowywać ducha dawnej Szesnastki.
7 listopada została zorganizowana uroczystość 65-cio lecia Szesnastki.
Na obchody jubileuszu przybyli licznie starzy Zawiszacy, rodzice i
reprezentacje zaproszonych drużyn. Uroczystość miała formę podobną
do Choinki, a więc składała się z apelu, krótkiego programu
przygotowanego przez Drużynę Grunwald i tradycyjnego spotkania pokoleń
Zawiszackich przy herbatce. Na tą okazję została wydana okolicznościowa
plakietka, którą noszono na prawym rękawie munduru.
11 listopada odbyła się nieoficjalna wycieczka kadry Drużyny Grunwald.
Nieoficjalna, gdyż wyjechano bez wiedzy drużynowego po to, by pooddychać
"świeżym powietrzem" i omówić z zastępowymi pewne sprawy
związane funkcjonowaniem Drużyny pod obcym panowaniem. Wycieczka zakończyła
się wypadkiem Lesława Kuczyńskiego, który poważnie skręcił nogę i
to w samym środku Puszczy Kampinoskiej. Trzeba go było nieść na
noszach przez wiele kilometrów. Jednak zdarzenie to uprzytomniło
wszystkim obecnym jak silne i cenne są więzi przyjaźni, które ich łączą.
W grudniu Zbyszek Kot usiłował przeprowadzić w Drużynie jakieś
elementy chorągwianej kampanii politycznej pod nazwą Turniej Wiedzy
Obywatelskiej. Jednak akcja ta spotkała się z demonstracyjną obstrukcją
zastępowych i po krótkiej awanturze incydent uznano za niebyły.
Stan Drużyny w
dniu 31.12.1976r.
Komendantka Szczepu - phm. Zofia Jasińska-Kot
16WDH-y "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Zbigniew Kot
I Przyboczny - przod. Marek Gajdziński
II Przyboczny - b.s. Leszek Kossakowski
Stan ogółem - 25 harcerzy w czterech zastępach.
Dziki - zastępowy odkr. Jacek Augustyniak
Jastrzębie - zastępowy odkr. Wojtek Szymański
Orły - zastępowy och. Wojtek Pasieka
Tarkus - zastępowy och. Maciek Rurarz
16WDZ "Zielone
Pantery"
Drużynowy - odkr. Jurek Wójtowicz
Stan 17 zuchów.
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1970-1980 W Obronie Tożsamości
Śpiewnik - Szwejkowa Ballada
|