|
Marek Gajdziński
1978 rok
Kolejny rok rozpoczął
się tradycyjną Choinką, w trakcie której nastąpiło przekazanie
kierownictwa Szczepu w ręce phm. Ewy Hołodowicz. Zofia Jasińska, która
pochłonięta obowiązkami rodzinnymi od dłuższego już czasu nie brała
czynnego udziału w działalności harcerskiej, ustąpiła definitywnie z
funkcji Komendantki Szczepu i całkowicie wyłączyła się z pracy.
Podsumowując okres jej kilkuletniego "panowania" trzeba
sprawiedliwie podkreślić, że w tym czasie Szczep, głównie za jej
sprawą, nabrał dużego rozmachu organizacyjnego, przekształcając się
z "papierowego" tworu jakim był na początku lat 70-tych, w duży
i sprawnie działający organizm. Rozwinięta została i trwale się
ugruntowała działalność zuchowa. Utworzona przez nią drużyna żeńska
okrzepła na dobre, była uznawana za jedną z najlepszych drużyn hufca i
zdołała wykształcić własną kadrę, co dawało jej solidne podstawy
do optymistycznego patrzenia w przyszłość. Szczep rozwinął też w
sposób istotny materialną bazę swojego działania, tworząc skuteczną
praktykę zarobkowania, powiększając w sposób istotny własne zasoby
sprzętowe i co może najważniejsze, wykształcając własny pion
kwatermistrzowski. W ten sposób Szczep 16WDHiZ upodobnił się
organizacyjnie do standardów obowiązujących szczepy młodszoharcerskie
(nie HSPS-owskie) w Chorągwi Warszawskiej ZHP. Ale sukcesom
organizacyjnym Szczepu towarzyszyły niestety zjawiska dla Szesnastki
negatywne. W początkowym okresie swojej działalności w Szczepie, na
skutek intryg i skwapliwego korzystania z poparcia niechętnych Szesnastce
władz ZHP, doprowadziła do całkowitego wyeliminowania z pracy dawnej
kadry Drużyny męskiej. Po przejęciu absolutnej władzy w Szczepie
pozbawionym już dawnych instruktorów i najstarszych harcerzy Zośka oparła
się na kadrze "importowanej" z hufca, przy czym głównym
kryterium doboru było należyte okazywanie posłuszeństwa. W tym względzie
praktyka ta niczym nie odbiegała od obowiązującej w całym PRL-u zasady
doboru nomenklatury partyjnej wyrażającej się określeniem
"mierny, bierny ale wierny". Kadra ta, nie mając zupełnie pojęcia
o dawnym stylu działania Szesnastki, tworzyła i narzucała Szczepowi
jakiś zupełnie inny, obcy styl pracy będący dokładną kalką ówczesnych
metod, programu i co najgorsze, ideologii obowiązującej w ZHP. Akcję
oczyszczania Szesnastki z najstarszych harcerzy mogących pamiętać jej
dawny styl i metody pracy, Zośka zakończyła na wyrzuceniu 14-sto,
16-stoletnich zastępowych. Idąc dalej w procesie tej eliminacji trzeba
byłoby usunąć wszystkich harcerzy z Drużyny. To jednak oznaczałoby
jej likwidację, co z kolei mogłoby zostać odczytane przez promujące ją
władze jako porażka organizacyjna i naruszyć jej wizerunek skutecznego
realizatora polityki hufca. W Drużynie pozostawiono więc najmłodszych
12-sto i 13-stoletnich harcerzy. Z punktu widzenia Zośki i władz ZHP był
to poważny błąd, który w rezultacie zniweczył misternie zaplanowaną
akcję, której celem była unifikacja Szesnastki do standardów obowiązujących
w ZHP. Nie doceniono bowiem siły oddziaływania tradycyjnego etosu
Szesnastki. Okazało się, że nawet ci najmłodsi zdążyli już poznać
i przesiąknąć atmosferą swojej Drużyny na tyle, że nie wyobrażali
sobie harcerstwa innego jak te, które już znali i pokochali. To zupełnie
inne, "hufcowe" harcerstwo serwowane w Szczepie, rodziło
sprzeciw w Drużynie. Sprzeciw przerodził się w konflikt, a ten z kolei
zrodził obustronną, otwartą wrogość. Osoba Zośki, a zwłaszcza jej
charakter i styl bycia, wrogość tę potęgowała. W rezultacie harcerze
Szesnastki byli w Szczepie 16WDHiZ kierowanym przez Zośkę grupą wyraźnie
dyskryminowaną i stanowili bardziej lub mniej jawną opozycję.
Traktowali swoją Drużynę i samych siebie jako
"depozytariuszy" tradycji Szesnastki, uznając jednocześnie
Szczep i jego tworzone przez obcych instruktorów władze za obcą i wrogą
czapkę organizacyjną dążącą do unicestwienia drogiej im tradycji.
Taka sytuacja była zaprzeczeniem idei harcerskiej i stawiała pod znakiem
zapytania cały sens rozwoju organizacyjnego Szczepu.
Nowa komendantka, mimo że również nie wywodziła się z dawnej
Szesnastki, była jednak osobą zupełnie innego formatu.
W młodości, nie przeżyła harcerstwa na własnej skórze. To powodowało,
że nie czuła do końca, potrzeb harcerek i harcerzy, a przez to jej
propozycje mijały się często z ich oczekiwaniami. Sama tylko
teoretyczna wiedza pochodząca z podręczników metodycznych (choćby
najlepszych) nie daje tego, co osobiste harcerskie doświadczenie. Jej
styl pracy przypominał raczej wyuczony, szablonowy schemat
nauczycielskiego podejścia do harcerstwa. Ale jednocześnie, włączając
się do harcerstwa i przychodząc do Szczepu jako uczennica liceum, nie
miała żadnych złych nawyków, które mogłaby by wynieść z pracy w
tzw. hufcowym środowisku. Uczyła się harcerstwa od Zofii Jasińskiej,
ale także z dobrych podręczników. Chcąc nie chcąc, uczestniczyła w
konfliktach wstrząsających Szesnastką, ale że była dziewczyną otwartą
i inteligentną wyciągała z nich własne wnioski i uznawała część
racji środowiska zawiszackiego. Z tego również czerpała naukę. Brak
jej było specyficznej fantazji i polotu charakterystycznego dla męskiej
Szesnastki, ale przy tym wszystkim rozumiała, że harcerze mają prawo do
kształtowania swojej własnej wizji pracy Drużyny. Można było z nią
dyskutować. Przemawiały do niej rozsądnie formułowane argumenty.
Potrafiła przyznawać rację, a nawet przyznać się do popełnionych błędów.
Przy tym wszystkim była osobą ciepłą, nie ''siała wiatru'', więc i
nie ''zbierała burzy''. Nieuniknione w każdej zespołowej pracy
konflikty starała się rozwiązywać metodami kulturalnymi, poszukując
konsensusu w drodze dyskusji. W dodatku bardzo krytycznie oceniała
oficjalną ideologię i metody pracy ówczesnego ZHP. Dostrzegała też
draństwo sytuacji politycznej, w jakiej znalazła się Polska. Wszystko
to otwierało przed Drużyną nowe, mniej ograniczone możliwości. W ciągu
kolejnych 2,5 lat jej przywództwa w Szczepie, kadra Drużyny dobrze i z
pożytkiem dla Szesnastki możliwości te wykorzystała.
Przede wszystkim, z chwilą objęcia przez Ewę kierownictwa Szczepu możliwa
stała się dyskusja na temat powrotu Lesława Kuczyńskiego do Drużyny.
Początkowo Ewa twardo podtrzymywała stanowisko Zośki, podzielając jej
pogląd, że duet Marek i Lesław stanowi mieszankę wybuchową mogącą
rozsadzić Szczep. Stopniowo jednak udawało się łagodzić te obawy, aż
w końcu, po kilku miesiącach zaryzykowała i zezwoliła na powrót Lesława.
Formalne mianowanie na funkcję przybocznego miało miejsce dopiero w
maju. Przez całą wiosnę Lesław na prośbę kolegi, drużynowego
181WDH-y, który przygotowywał się do egzaminów maturalnych, prowadził
w zastępstwie jego drużynę. Mimo, że powrót Lesława do Drużyny był
możliwy już od połowy kwietnia, poczucie odpowiedzialności nie pozwalało
mu porzucić przyjętego na siebie zadania. Dopiero pod koniec maja, gdy
kolega zaliczył wszystkie egzaminy, Lesław włączył się w prace Drużyny
przyjmując funkcję przybocznego.
W drugiej połowie stycznia odbył się XXIV obóz zimowy Szczepu w
Harbutowicach koło Myślenic. Komendę stanowili komendantka - phm. Ewa
Hołodowicz, oboźny przod. Lesław Kuczyński, instruktor - org. Ryszard
Kukuła i kwatermistrz - phm. Włodzimierz Sikora (zuchmistrz).
W zimowisku uczestniczyło 12 harcerzy i 4 harcerki w 4-ech zastępach:
Lipków - zastępowy Piotr Lipiński,
Yeti - zastępowy Maciej Rurarz,
Jędrusiów - zastępowy Andrzej Smoleński,
Łowczynie Białego Szaleństwa - zastępowa Mariola Klapa.
W rywalizacji pomiędzy zastępami zwyciężyli Jędrusie Andrzeja Smoleńskiego.
Na zimowisku prowadzony był kurs zastępowych, w wyniku którego patenty
zastępowych zdobyli: Jacek Kajak, Zbigniew Turliński, Sławomir Papuć,
Sławomir Dębicki, Marek Talacha i Mariola Klapa.
W drugim terminie ferii dla szkół średnich część kadry Szczepu
wyjechała na zimowisko instruktorskie hufca do Międzyzdrojów. Wyjazd
zakończył się poważną awanturą spowodowaną bojkotem zajęć
politycznych i odmową włożenia wymaganych mundurów HSPS. W tym czasie
komendantem hufca był hm.PL Jan Szajter, typowy komunistyczny aparatczyk,
który wymagał, aby na każdym kroku podkreślano umiłowanie dla
przewodniej siły PZPR i jej inspirującej roli wobec ZHP. Głównym celem
zimowiska było nauczenie instruktorów hufca, w jaki sposób można na każdym
kroku okazywać uwielbienie dla przywódców polskiej partii robotniczej i
bratnich partii komunistycznych w krajach RWPG. Jednocześnie udział w
zimowisku był warunkiem uzyskania kolejnego stopnia instruktorskiego. Nie
pozostawało nic innego, jak zacisnąć zęby i nauczyć się takiego
lawirowania, aby za nadto nie podpaść, a jednocześnie nie stracić
twarzy. Posiadanie stopnia instruktorskiego wiązało się bowiem z
wieloma bardzo ważnymi uprawnieniami, które miały ogromne znaczenie dla
kadry drużyn. Między innymi stopień organizatora (org.) uprawniał do
mianowania na funkcję drużynowego, a stopień przewodnika (pwd.) do
prowadzenia samodzielnego obozu harcerskiego. Drużyna, której kadra nie
posiadała odpowiednich stopni, musiałaby liczyć się z wieloma poważnymi
ograniczeniami w swojej pracy. Stąd pomimo wszystko zdecydowano się na
udział w tym zimowisku.
W marcu zorganizowano w Drużynie dwie wycieczki inaugurujące wiosenny
sezon wycieczkowy. W Powitaniu Wiosny uczestniczyła drużyna dziewcząt i
wspólnie utopiono "Marzannę". W trakcie drugiej, nazwanej Świętem
Latawca, zorganizowano zawody latawcowe między zastępami, do których
przygotowywano się na marcowych zbiórkach zastępów.
 |
|
 |
|
Marzec 1978r. Święto latawca w Zalesiu Górnym.
Przygotowania do pokazów.
|
|
Marzec 1978r. Poczet Sztandarowy Szczepu na
pogrzebie Aleksandra Kamińskiego
|
21 marca, Drużyna wzięła udział w pogrzebie hm. Aleksandra Kamińskiego,
legendarnego "Kamyka", twórcy metody i ruchu zuchowego, autora
"Kamieni na szaniec" i instruktora, który swoją osobą
symbolizował dążenia do odbudowy dawnego harcerstwa. W trakcie tej
uroczystości, która zgromadziła na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie
liczne tzw. porządne drużyny, nawiązany został kontakt z Komendą
Hufca Warszawa-Mokotów. Ze zdumieniem zorientowaliśmy się, że
tamtejsze drużyny nie mają powodu traktować komendy swojego hufca w
taki sposób, w jaki Szesnastka była zmuszona traktować swoją. Tam wręcz
zabiegano o tradycyjne umundurowanie drużyn i starano się tworzyć
warunki dla normalnego działania harcerskiego. Czuć było wyraźnie
inny, jakby opozycyjny charakter i atmosferę tego hufca. Bardzo się to
Szesnastce spodobało, a Szesnastka spodobała się im. Drużyna otrzymała
zaproszenie do udziału w Rajdzie Arsenał, który miał się odbyć za
dwa tygodnie, już po Świętach Wielkanocnych.
Tymczasem przyszły Święta i wzorem roku ubiegłego zorganizowany został
kolejny II już wiosenny obóz wędrowny. Ponownie terenem tygodniowej wędrówki
były Góry Świętokrzyskie, ale oczywiście inny ich fragment. Komendę
obozu stanowili: komendant - org. Ryszard Kukuła, oboźny - org. Marek
Gajdziński i kwatermistrz Marek Tumiłowski. Obecność na obozie "Mikusia",
usuniętego z Szesnastki przez Zośkę, była znakiem nowych czasów w
Szczepie.
W obozie, poza komendą, uczestniczyło 8 najstarszych harcerzy w dwóch
zastępach i 9 harcerek również w dwóch zastępach:
Nieuchwytnych - zastępowy Andrzej Smoleński,
Korsyka - zastępowy Jacek Augustyniak,
Wielokropek - zastępowa Małgorzata Biesiadowicz,
Jaskiniowcy - zastępowa Joanna Wojtala,
a ponadto trzy osobowa redakcja "Sulimczyka" tworząca zastęp
Termity. Przyznano stopnie: 1 przodownika, 1 tropiciela, 1 ochotnika.
Wyprawa miała nieco inny charakter, niż rok wcześniej; nocowano w
zarezerwowanych z góry schroniskach turystycznych, zaś obóz był
oficjalnie zarejestrowany w hufcu.
 |
|
 |
|
Wiosna 1978r. Obóz w Górach Świętokrzyskich.
Odpoczynek w drodze.
|
|
Wiosna 1978r. "Nieuchwytni" na obozie wędrownym
w Górach Świętokrzyskich
|
W dniach 1 i 2 kwietnia, Rada Drużyny wzięła udział w Rajdzie Arsenał
zorganizowanym przez Hufiec Mokotów i zajęła I miejsce na swojej
trasie. Okazało się, że pod względem wyrobienia Drużyna nie ustępuje
drużynom mającym w swoim hufcu od lat o wiele lepsze warunki pracy i
rozwoju. Wystąpienie w krótkich spodenkach i jednolitych panterkach po
raz pierwszy nie spotkało się z uśmieszkami politowania i pukaniem się
w czoło, jak to zdarzało się na "imprezach" organizowanych
przez "czerwony" Hufiec Ochota, a zostało docenione i
nagrodzone wieloma pochwałami. Te odczuwalne na każdym kroku oznaki
wzajemnego zrozumienia zrodziły pomysł przeniesienia się do Hufca Mokotów.
Oczywiście szybko okazało się, że jest to zupełnie niemożliwe, ale
sama świadomość, że dosłownie kilka kilometrów od terenu naszego
działania istnieje silne, tradycyjne środowisko harcerskie, dodała
harcerzom Szesnastki ogromnej otuchy. Podobnie, jak to było dwa lata wcześniej
w wyniku spotkania z 22 WDH. Tyle tylko, że tam był pojedynczy szczep, a
tu prawie cały hufiec.
9 kwietnia odbyła się wycieczka Drużyny na trasie Raszyn - Chlebów.
14 kwietnia zorganizowany został bieg na plakietkę hufca.
16 kwietnia w Proporcu odbył się bieg harcerski, który rozśmieszył
wszystkich do łez. Proporzec, to kolejny pomysł władz ZHP na
znalezienie "urzędów" dla instruktorów, którym nie chciało
się prowadzić drużyn, ale lubili mieć władzę i coś znaczyć.
Stworzono więc kolejny stopień struktury organizacyjnej usytuowany pomiędzy
szczepem a hufcem. W proporcu znalazło się kilka szczepów z sąsiadujących
ze sobą szkół. Pierwszą próbą zaistnienia Proporca, do którego włączono
Szesnastkę, był właśnie ów bieg, w którym wzięło udział 13
harcerzy Grunwaldu zajmując pierwszych 13 miejsc. Na szczęście, idea
Proporca nie rozwinęła się zupełnie i po kilku latach zlikwidowano ten
szczebel organizacyjny.
19 kwietnia odbyła się zbiórka Szczepu, na której po raz pierwszy od
bardzo wielu lat stanęło ponad 100 harcerek, harcerzy i zuchów. W związku
z objęciem funkcji Komendantki Szczepu przez Ewę Hołodowicz nastąpiły
liczne zmiany w obsadzie kadrowej Szczepu. Kwatermistrzem został Ryszard
Kukuła, redakcję "Sulimczyka" objął Jerzy Wójtowicz, drużynowym
męskiej drużyny zuchowej "Zielone Pantery" został Tomasz
Rokicki. W żeńskiej drużynie zuchowej "Różowych Puchomorków"
już od jakiegoś czasu drużynową była Joanna Wojtala, a przyboczną Małgorzata
Deliś. Przede wszystkim zaś drużynową drużyny harcerek BCO została
mianowana przod. Małgorzata Biesiadowicz, a przybocznymi Anna Kuczyńska
i Marzena Trzeciak. Oznaczało to definitywne zerwanie ze stosowaną dotąd
praktyką sprowadzania kadry z hufca. Po pierwsze dlatego, że Szczep
dorobił się już licznej, własnej kadry, w tym kadry zuchowej, a po
drugie dlatego, że wraz ze zmianą na funkcji komendantki zmieniły się
priorytety polityki kadrowej. Wszystkie osoby pełniące funkcje w
Szczepie nie miały już żadnych innych doświadczeń harcerskich, jak
tylko te wyniesione z pracy w drużynach należących do Szczepu. Była to
bardzo ważna okoliczność, która miała dobry wpływ na dalszy rozwój
Szczepu, a przede wszystkim na panującą w nim atmosferę.
W dniach 29 i 30 kwietnia odbył się dwudniowy biwak Drużyny w Pociesze
w Puszczy Kampinoskiej. Prowadzone były ćwiczenia w cichym zwijaniu i
rozbijaniu obozu, maskowaniu i podkradaniu się.
W dniach 6-9 maja w okolicach Celestynowa Drużyna zorganizowała
czterodniową grę totemową z udziałem dwóch innych zaproszonych drużyn
- żeńskiej BCO i 181 WDH-y "Buki" prowadzonej czasowo przez
Lesława Kuczyńskiego, który jednak na samą grę nie przyjechał wysyłając
swoją drużynę pod komendą przybocznego. Gra otrzymała kryptonim
"Manewry Klin" i polegała na ciągłym podchodzeniu biwaków
pozostałych drużyn. Biwaki mogły być kilka razy dziennie przenoszone w
inne miejsce, na wyznaczonym terenie leśnym o powierzchni ok. 10km
kwadratowych. Każda drużyna posiadała specjalną własną patrolówkę
(proporzec), którą należało chronić według ustalonych zasad przed
podchodzącym biwak przeciwnikiem. Dzięki specjalnie opracowanej taktyce
zwijania i maskowania biwaku, przenoszenia go oraz pozorowania w innym
miejscu, gra zakończyła się całkowitym zwycięstwem Drużyny Grunwald,
która zdobyła wszystkie patrolówki pozostałych drużyn, nie tracąc
jednocześnie własnej.
 |
|
 |
|
Maj 1978r. Początek Manewrów Klin. Z tyłu
zamaskowany biwak Drużyny
|
|
Maj 1978r. Koniec Manewrów Klin. Chłopcy
prezentują zdobyte proporce.
|
14 maja w Puszczy Kampinoskiej odbył się bieg o najlepszy zastęp
Szczepu. Na skutek pewnych nieporozumień, wynikłych z nadmiernych
ambicji niektórych zastępowych, nie ogłoszono jednak jego wyników.
W kolejnym tygodniu, w dniach 20 i 21 maja, Drużyna wyjechała na
dwudniowy biwak na polanę Łubiec w Puszczy Kampinoskiej. Po raz pierwszy
od kilkunastu miesięcy na biwaku pojawił się Lesław Kuczyński, już w
roli mianowanego przybocznego. W ten sposób zakończyła się szkodliwa
dla Szesnastki izolacja obu pełnych energii instruktorów. Gdyby Marek
Gajdziński i Lesław Kuczyński mogli już wcześniej bez przeszkód współpracować
i wspólnie realizować swoją wizję Drużyny, proces powrotu Szesnastki
do dawnej świetności przebiegałby znacznie szybciej i byłby bardziej
zaawansowany. Warto bowiem zauważyć, że w owym czasie intensywność
prac w Drużynie stała się tak duża, że osamotnionemu drużynowemu
bardzo potrzebna była pomoc ze strony przyjaciela, z którym rozumiał się
bez słów. Najbliższa przyszłość miała pokazać, że dzięki umożliwieniu
wznowienia tej współpracy rozwój Drużyny doznał jeszcze większego
przyśpieszenia.
Na biwaku tym doszło do wydarzenia, które rozpoczęło tzw. "Świętą
Wojnę" między drużynami męską i żeńską. Mianowicie harcerki,
których ambicje zostały urażone klęską poniesioną w trakcie
"Manewrów Klin", postanowiły podejść biwakującą drużynę
Grunwald i odebrać jej proporzec. Korzystając z pomocy redakcji "Sulimczyka",
kilka z nich udało się do Puszczy Kampinoskiej i tuż nad ranem
zaatakowało obóz chłopców. Warta nie była dość czujna, gdyż w nocy
odbywało się Przyrzeczenie Harcerskie i wszyscy byli mocno niewyspani.
Stało się! Proporzec został zdobyty metodą frontalnego ataku. Reakcja
chłopców była trochę zbyt ambicjonalna. Do czasu odzyskania proporca
postanowiono przesłonić plakietki drużyny czarnymi przepaskami i ogłoszono
"Świętą Wojnę". Szybko ustalono termin rewanżu na za dwa
tygodnie. Przez cały ten czas prowadzone były intensywne przygotowania
do odzyskania proporca. Posunięto się nawet do założenia podsłuchu w
harcówce w celu wykrycia planów dziewcząt. Jednocześnie ustalone zostały
ścisłe zasady mających się odbyć podchodów.
 |
|
 |
|
Maj 1978r. Biwak na Łubcu. raport zastępowych
|
|
Maj 1978r. Biwak na Łubcu. Marek Gajdziński i
Lesław Kuczyński znów razem w Drużynie.
|
W kolejnym tygodniu przeprowadzenie rewanżu nie było możliwe, gdyż
Szczep musiał wziąć obowiązkowy udział w Święcie Hufca, które odbyło
się 28 maja w Parku Szczęśliwickim i miało formę festynu. Na tej
imprezie jedynym prawdziwie harcerskim elementem był zorganizowany przez
Szesnastkę konkurs cięcia drewna.
 |
|
 |
|
Maj 1978r. Konkurencja cięcia drewna
przeprowadzona przez Szesnastkę na festynie hufca
|
|
Czerwiec 1978r. W drodze na akcję
"Odwet"
|
Dopiero w następnym tygodniu, w dniach 3 i 4 czerwca, dziewczęta wyjechały
na biwak drużyny na tę samą polanę Łubiec, a za nimi - drużyna chłopców.
Rozpoczęła się "Akcja Odwet". Całą noc trwały podchody, które
nie przyniosły żadnego rezultatu, gdyż wbrew umówionym przepisom,
proporczyków broniły wszystkie harcerki biorące udział w biwaku i to w
dodatku trzymając go w rękach. W tych warunkach nie było mowy o odbiciu
proporca. Wreszcie tuż nad ranem emocje sięgnęły zenitu i o godzinie
6.59, na minutę przed końcem czasu przewidzianego na grę,
przeprowadzono frontalny atak na obóz dziewcząt i w wyniku ostrej
szarpaniny odebrano utracony wcześniej proporzec. Dopiero, gdy opadły
emocje, obie drużyny ogłosiły "pokój".
Po wnikliwym przeanalizowaniu sytuacji zdano sobie sprawę z tego, co tak
na prawdę się stało. Wnioski nie były przyjemne. Okazało się, że z
jakiegoś powodu odżył dawny, wydawało się, pogrzebany już antagonizm
między drużynami, który doprowadził do nadmiernie ambicjonalnego
potraktowania zwykłej harcerskiej gry. Ustalono dwie przyczyny, dla których
wydarzenia te miały taki a nie inny przebieg. Po pierwsze, była to
pierwsza tego typu gra przeprowadzona w Szczepie. Wszyscy przeżywali ją
po raz pierwszy w życiu, stąd nadmierne znaczenie przypisywane zaistniałym
faktom. Po drugie, dała się zauważyć kolosalna zmiana układu w
Szczepie. Drużyna żeńska bardzo wyraźnie i szybko traciła swoją
przewagę. Dziewczętom, ze względów ambicjonalnych, trudno było się z
tym pogodzić. Teraz pozycję dominującą zajmowała już drużyna męska.
To ona nadawała ton harcerskim poczynaniom Szczepu. To chłopcy ustalali
standardy działania. Tak jak dawniej drużyna męska słabła z powodu
narzucenia jej typowo żeńskich elementów pracy, tak teraz w drużynie
dziewcząt zaczynało się źle dziać z powodu procesu odwrotnego.
Synonimem tego zjawiska stało się określenie "komandoska z nożem
w zębach". Nowa drużynowa i nowe przyboczne, zapatrzone w chłopców,
starały się im za wszelka cenę dorównać. Program i styl pracy drużyny
żeńskiej został przestawiony na tory charakterystyczne dla męskiego
harcerstwa, a że z powodów czysto naturalnych na tej płaszczyźnie
uzyskanie przewagi nad chłopcami nie było możliwe, prowadziło to
dziewczęta do frustracji i w rezultacie skłaniało do niesportowych
zachowań. To z kolei spotkało się z podobną reakcją chłopców i stąd
cały ambaras. Przy okazji warto podkreślić, że zjawisko nasycania
programu pracy dziewcząt elementami czysto męskiego harcerstwa miało
zupełnie inną naturę i przyczynę, niż odwrotny proces zachodzący
kilka lat wcześniej. Wtedy czyniono to na siłę i wbrew woli chłopców.
Teraz było to zjawisko dobrowolne, stworzone przez same dziewczęta
autentycznie zafascynowane tym, co się działo w drużynie męskiej. Miało
to tę dobrą stronę, że w momencie, gdy zdano sobie sprawę, że
sytuacja taka prowadzi do wynaturzeń, bez jakichkolwiek przeszkód można
było próbować się z tego wycofać. Zależało to tylko od świadomości,
woli i umiejętności działania samych dziewcząt, a zwłaszcza ich
kadry. Trzeba tu jednak od razu powiedzieć, że świadomość ta nie była
jeszcze na tyle silna, by pomóc wycofać się z błędu. Jeszcze kilka
lat zajęło dziewczętom poszukiwanie własnej drogi i dorastanie do uświadomienia
sobie potrzeby podkreślenia odrębności programowej i metodycznej. Do
tego czasu ich styl działania pełen był sprzeczności.
Tymczasem nadeszły wakacje i już pod koniec czerwca rozpoczął się
XLIX obóz letni. Zlokalizowany został w przepięknym lesie nad jeziorem
Płośno koło Nowej Brdy. Komendę obozu stanowili: komendantka - phm.
Ewa Hołodowicz, oboźny - org. Lesław Kuczyński, instruktor d/s
programu - org. Marek Gajdziński i kwatermistrz hm. Marek Wronkowski. W
obozie poza komendą wzięło udział: 20-tu harcerzy z 16WDH-y
"Grunwald" w trzech zastępach:
X Eskadra Wywiadowcza - zastępowy Piotr Lipiński,
Kominiarze Hawańscy - zastępowy Jarosław Grajewski, później Andrzej
Smoleński,
Pantery - zastępowy Tomasz Grajewski, później Zbigniew Turliński,
ponadto 12-cie harcerek z 16WDH-ek "BCO" w dwóch zastępach:
Sibojenki - zastępowa Anna Kuczyńska,
Guanahatabejki - zastępowa Dorota Stefaniak,
a także 4-roosobowy zastęp instruktorów zuchowych, występujący pod
nazwą Trzciniaków Cukrowych - zastępowa Joanna Wojtala
oraz 4-roosobowy zastęp Redakcji "Sulimczyka" pod nazwą
Maceoni - zastępowy Jerzy Wójtowicz.
W rywalizacji między zastępami zwyciężyła X Eskadra Wywiadowcza
Piotrka Lipińskiego.
Program obozu musiał nawiązywać do obchodzonej właśnie szumnie 20
rocznicy zwycięstwa Rewolucji Kubańskiej. Było to odgórne polecenie władz,
tak jakby nie było w tym czasie innej, bliższej Polakom rocznicy. Nie było
więc innego wyjścia - obóz przemienił się w leśną bazę partyzantów
kubańskich. Było to okazją do organizowania częstych gier taktycznych
i ćwiczeń o charakterze wojskowym. Chłopcom bardzo to odpowiadało.
Nareszcie mogli do woli wyżywać się w uwielbianych przez siebie zajęciach,
które na poprzednich obozach były wręcz zakazane z powodu realizowanych
przez Zośkę zasad tzw. wychowania pokojowego. Jeżeli zaś chodzi o
wymowę ideową całego tego "przedstawienia" to niech ilustruje
to mocno ironiczny okrzyk, jaki często rozbrzmiewał w obozie na wzór hałaśliwych
wrzasków wznoszonych na pochodach pierwszomajowych: "Cubanos
partizanos contros amerikanos imperializmos".
Szczęśliwym trafem, Marek Gajdziński miał za sobą trzy lata nauki w
liceum im. Hose Marti. Szkoła ta miała silne związki z Kubą. Poprzez
to, że każdy uczeń przynajmniej raz musiał zaliczyć wycieczkę do
tego komunistycznego "raju", prawdziwy obraz Kuby nie był obcy
kadrze obozu. Zamiast więc nachalnej propagandy i komunistycznej
agitacji, na którą liczyły władze ZHP, na obozie Szesnastki harcerze
mogli poznać na przykład wynalazek kartek na cukier, z którym już w
normalnym życiu przyszło im się zetknąć w Polsce niespełna dwa lata
później. Na obozie tym, po wieloletniej przerwie, powrócono wreszcie do
bardzo lubianego przez chłopców, a jednocześnie bardzo pouczającego
zajęcia, jakim były Chatki czyli Robinsonady. Zasady tego ćwiczenia były
niezmiernie proste. Zastępy wychodziły z obozu na 48 godzin wyposażone
jedynie w osobisty ekwipunek biwakowy, trzy zapałki i prowiant w postaci
kilku naturalnych składników pożywienia, takich jak ziemniaki i mąka.
Miały za zadanie wybudować sobie w lesie chatkę (szałas) i przetrwać
wyznaczony czas. W tym roku chatkom towarzyszyła dodatkowo nocna gra
totemowa, czyli podchody między zastępami.
Rajd pieszy zorganizowano w dwóch grupach: harcerki do Człuchowa, a
harcerze do Lutówka, na miejsce obozu sprzed 4-ech lat, gdzie obecnie
stacjonowali "parzyści", czyli 242WDH. Niestety próba podejścia
ich obozu nie powiodła się.
Z roku na rok biegi harcerskie na stopnie stawały się coraz trudniejsze.
Tak było i w tym roku. Zdobyto następujące stopnie: 4 ochotnika, 2
tropiciela, 5 odkrywcy oraz 3 tropicielki, 2 odkrywczyni i 1
przodowniczki.
W sierpniu odbył się IX górski obóz wędrowny kadry Szczepu po bezdrożach
Bieszczad. Komendę obozu stanowili: Komendantka - phm. Ewa Hołodowicz,
oboźny - org. Ryszard Kukuła i kwatermistrz - org. Lesław Kuczyński. W
obozie uczestniczyli:
zastęp Wygi Górskie - czyli kadra Drużyny Grunwald - zastępowy org.
Marek Gajdziński- 5-ciu harcerzy,
zastęp Kozice Górskie - czyli kadra Drużyny BCO - zastępowa org. Małgorzata
Biesiadowicz - 5 harcerek,
zastęp Słoneczek - czyli kadra drużyn zuchowych - zastępowy phm. Włodzimierz
Sikora - 2 harcerki i 3-ech harcerzy,
zastęp Perełki Bieszczadzkie, czyli redakcja "Sulimczyka" -
zastępowy przod. Jerzy Wójtowicz - 3-ech harcerzy i 1 harcerka.
W punktacji między zastępami zwyciężył zastęp Wygi Górskie Marka
Gajdzińskiego.
Trasa wędrówki prowadziła z Ustrzyk Dolnych przez Ustrzyki Górne do
Cisnej. Nocowano w zarezerwowanych wcześniej schroniskach turystycznych.
W porównaniu do wędrówki po Bieszczadach sprzed roku, był to lekki
spacerek.
 |
|
 |
|
Lipiec 1978r. "Cubanos partizanos contros
amerikanos imperializmos"
|
|
Sierpień 1978r. "Wygi Górskie" na
obozie wędrownym w Bieszczadach
|
Jesień 1978 roku upłynęła pod znakiem wycieczek i biwaków. Już 10
września odbyła się pierwsza po wakacjach wycieczka Drużyny do Puszczy
Kampinoskiej. W następnym tygodniu trzeba było niestety zostać w
Warszawie i wziąć udział w obowiązkowym Festynie Chorągwianym, czyli
masowym "spędzie" harcerzy i HSPS-u z całej stolicy, którego
głównym celem było stworzenie propagandowego wrażenia ilustrującego
lansowane hasło "młodzież z partią".
 |
|
Wrzesień 1978 r. Festyn Chorągwiany.
Rzadka możliwość zrobienia kolorowego zdjęcia. |
Dopiero 23 i 24 września można było wrócić do lasu, tym razem w
okolice Kań Helenowskich. Biwak miał na celu przygotowanie mającego
odbyć się za tydzień biegu harcerskiego dla harcerzy, którzy nie mogli
wyjechać na obóz. Bieg zorganizowano 1 października, jednak nikt z
biegnących nie zdobył stopnia.
W dniach 6, 7 i 8 października 5 patroli Szczepu, w tym 2 z Drużyny, wzięły
udział w XXV Rajdzie Świetlików. Nie zdobyto jednak żadnego
kwalifikowanego miejsca.
15 października Rada 16 WDH-y Grunwald zdobyła III miejsce w Rajdzie Rad
Drużyn Hufca Warszawa Ochota. Gentlemani nie dyskutują o werdyktach,
jednak kryteria oceny były tak absurdalne, że przez dłuższy czas
trudno było uwierzyć, że coś takiego w ogóle mogło mieć miejsce. Gołym
okiem było widać, kto był liderem tej rywalizacji, ale wyniki zupełnie
tego nie odzwierciedlały.
16 października w godzinach wieczornych, w kościele św. Jacka została
odprawiona coroczna msza święta w intencji Zawiszaków. Po raz pierwszy
od wielu lat w mszy tej wzięła udział również Drużyna ze swoim
historycznym sztandarem. Trzeba pamiętać, że owych czasach udział
umundurowanych harcerzy w uroczystościach religijnych był traktowany
przez władze harcerskie i policyjne jak przejaw działalności
wywrotowej, wymierzonej w podstawy socjalistycznej praworządności. Nie
zdarzało się to zbyt często, bo zawsze groziło poważnymi
konsekwencjami. Widok drużyny harcerskiej na mszy w kościele wywoływał
zawsze entuzjastyczne reakcje wiernych. Nie inaczej było i tym razem. Tym
bardziej, że przebieg tej mszy miał zupełnie wyjątkowy charakter. Oto,
w połowie kazania, w którym ksiądz co chwila robił odwołania do pełnej
poświęcenia i godności postawy harcerzy Szesnastki, z zakrystii, wybiegł
inny ksiądz i bezceremonialnie odsuwając celebransa od mikrofonu, wygłosił
następujący komunikat: "Ludzie mamy nowego Papieża. Jest nim Polak
- kardynał Karol Wojtyła". Łatwo sobie wyobrazić, w jakiej
atmosferze toczyła się dalej ta msza i co działo się w kościele po
jej zakończeniu.
Od 17 października do 2 listopada trwał kolejny wielki wysiłek
zarobkowy Szczepu. III Akcja Znicz, zorganizowana w identyczny jak
poprzednie, sposób przyniosła znów pokaźne zyski, które przeznaczono
w większości na uzupełnienie brakującego sprzętu.
5 listopada odbyła się kolejna wycieczka Drużyny. Właściwie bez żadnego
konkretnego celu. Hasło "Święto pieczonego ziemniaka" było
tylko pretekstem do wyrwania z miasta. Trudno było "wyhamować"
po tak intensywnym sezonie i przyzwyczaić się do myśli, że coraz mniej
czasu będzie można spędzać w lesie. 10 listopada wielu harcerzy wzięło
udział w specjalnie zorganizowanym biegu na Odznakę Sprawności
Obronnej.
11 listopada, w 60-tą Rocznicą Odzyskania Niepodległości, Szesnastka
wkroczyła po raz pierwszy na ścieżkę aktywnych działań o charakterze
"opozycyjnym" wobec komunistycznej rzeczywistości, a nawet, można
powiedzieć konspiracyjnym. W kościele św. Jacka, gdzie Drużyna ma swoją
tablicę pamiątkową, odbywała się wielka patriotyczna uroczystość
wmurowania tablic poświęconych pamięci trzech legendarnych dowódców
Armii Krajowej: gen. Stefana Roweckiego "Grota", gen. Tadeusza
Komorowskiego "Bora" i gen. Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka".
Komuniści nie darzyli sympatią tych trzech postaci. W spreparowanej,
oficjalnej wersji historii, Armia Krajowa była przecież reakcyjną siłą,
której główny cel stanowiło zwalczanie ruchu robotniczego i walka
przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Zwłaszcza postać gen. Okulickiego, którego
już po wojnie komuniści sami zamordowali, była dla nich szczególnie
niewygodna. Naród pamiętał jednak ofiarną postawę i pełną poświęcenia
służbę tych oficerów, których postacie, poprzez pełnione przez nich
funkcje, symbolizowały bohaterstwo setek tysięcy żołnierzy Armii
Krajowej. Ponieważ Polacy znajdujący się pod okupacją radziecką nie
mogli w powszechnie przyjęty sposób upamiętnić tego bohaterstwa i oddać
należnego hołdu najlepszym synom swojego narodu wystawiając im pomnik -
postanowiono zrobić to w formie tablic pamiątkowych usytuowanych w kościele,
ostatnim azylu wolności. Ponieważ wybór inicjatorów padł na kościół,
z którym Drużyna była szczególnie związana, nie mogło w tej
uroczystości zabraknąć Szesnastki. Tym bardziej, że właśnie w naszej
Drużynie pamięć, a nawet wręcz kult Armii Krajowej, był szczególnie
żywy. Zostaliśmy poproszeni o wystawienie wart honorowych przy odsłanianych
tablicach i o pomoc w służbie porządkowej. Ale jak to zrobić?
Przypomnijmy, że był to okres największego nacisku politycznego na ZHP.
Komendantem hufca był wtedy ekstremalnie "twardogłowy"
aparatczyk partyjny, a im wyżej, tym było gorzej. Otwarte wystąpienie w
tego typu uroczystości mogło więc grozić bardzo poważnymi
konsekwencjami, z możliwością rozwiązania Drużyny włącznie.
Postanowiono wziąć udział w uroczystości bez mundurów harcerskich,
ale w jednolitym umundurowaniu złożonym z maskujących
"panterek" i biało-czerwonych opasek ze znakiem Polski Walczącej
i liter AK. Dodatkowo, stworzone zostało wrażenie jakoby młodzież
uczestnicząca w uroczystości przyjechała specjalnie spoza Warszawy.
Wszyscy stawili się w kościele w panterkach i z zapakowanymi plecakami.
Uroczystość miała bardzo podniosły przebieg. Nasza obecność w
panterkach i z opaskami tak bardzo korespondowała z atmosferą spotkania,
że wielu kombatantów nie mogło ukryć wzruszenia. Tak długo byli
izolowani od jakichkolwiek kontaktów z młodzieżą, że teraz widok
dobrze zorganizowanego i zdyscyplinowanego oddziału, pełniącego służbę
na zakazanym spotkaniu, budził w nich wielką otuchę i nadzieję, że
nie cała pamięć o ich poświęceniu została zaprzepaszczona. Zaraz po
uroczystości zarządzono rozśrodkowanie. W kilku paroosobowych grupach,
różnymi drogami, harcerki i harcerze Szesnastki "ulotnili" się
ze Starówki. Jako że była to sobota, Drużyna męska wyznaczyła sobie
miejsce zbiórki w Truskawiu na skraju Puszczy Kampinoskiej, skąd udała
się do lasu na ostatni tej jesieni dwudniowy biwak.
19 listopada w Rajdzie zorganizowanym przez 168 WDH z okazji 60 Rocznicy
Odzyskania Niepodległości Drużyna Grunwald zdobyła I miejsce wśród
wszystkich startujących tam drużyn. Od tego czasu datują się ściślejsze
związki z tym szczepem. Już trzy tygodnie później odbył się wspólny
kominek obu męskich drużyn.
26 listopada w rajdzie parasolowym BCO zajęło I miejsce, a Grunwald
drugie.
W tym czasie trwała w Drużynie druga już akcja Grunwald. Kulminacyjnym
jej punktem był bieg na plakietkę Drużyny, który odbył się 15
grudnia. Dzień później uroczysta zbiórka Drużyny zakończyła kolejny
rok pracy Szesnastki. Przyznano 9 plakietek, a 10- ciu kandydatów zostało
przyjętych do Drużyny, otrzymując krajki i kostki.
Był to rok nieprawdopodobnego wprost przyśpieszenia i bardzo dużej
intensywności pracy. Co tydzień odbywały się zbiórki zastępów. Raz
na dwa tygodnie spotykała się Rada Drużyny. Również co dwa tygodnie
organizowane były zbiórki Drużyny, na których w tej czy innej formie
podsumowywana była praca w zastępach. Sprawdzano umiejętności i wiedzę
zdobyte w tym czasie przez harcerzy, lub przeprowadzano inne działania
przygotowane przez zastępy. Co tydzień na boisku lub na szkolnej sali
gimnastycznej odbywały się nieobowiązkowe zbiórki sportowe. Nieomal co
tydzień miał miejsce biwak lub jednodniowa wycieczka poza Warszawę.
Zorganizowano zimowisko, dwa obozy wędrowne i obóz stały. Praca na tak
wysokich obrotach przyniosła wspaniałe rezultaty. Chłopcy nie widzieli
świata poza Drużyną. Ich zaangażowanie w służbę harcerską kształtowało
postawy życiowe w oparciu o normy obowiązujące w Drużynie. Bardzo
wielu z nich związało się z Szesnastką na wiele następnych lat,
stanowiąc przez długi czas jej podstawowy trzon kadrowy.
Stan Drużyny w
dniu 31.12.1978r.
Komendantka Szczepu - phm. Ewa Hołodowicz
16WDH-y "Grunwald"
Drużynowy - pwd. Marek Gajdziński
Przyboczny - pwd. Lesław Kuczyński
p.o. przybocznego - odkr. Andrzej Smoleński
instr. sportowy - trop. Jarek Grajewski
instr.sportowy - trop. Tomek Grajewski
magazynier - odkr. Piotr Lipiński
Stan ogółem - 44 harcerzy w 4-ech zastępach:
Sztab-39-Krasnoludki- zastępowy odkr. Maciek Rurarz
Nawaje - zastępowy odkr. Artur Baczyński
Kajaki (poprzednio Jarko-Grajki) - zastępowy och. Jacek Kajak
Wilki - zastępowy trop. Marek Talacha
Czarne Stopy - zastępowy och. Sławek Papuć
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1970-1980 W Obronie Tożsamości
|