|
Marek Gajdziński
1980 rok
4 stycznia odbyła
się pierwsza w tym roku zbiórka Drużyny, której celem było
przygotowanie tradycyjnej Choinki. Zorganizowano ją dwa dni później, w
niedzielę. A w następnym tygodniu Drużyna chłopców urządziła dla całej
szkoły zabawę karnawałową w formie dyskoteki.
XXVI zimowisko
Szczepu zostało zorganizowane w Małym Cichym koło Zakopanego, w
autentycznej góralskiej chacie, bez żadnych praktycznie wygód. Trudne
warunki bytowe, okraszone śnieżną zimą i naturalną „góralszczyzną",
nadawały obozowi niepowtarzalny i niezapomniany klimat. Ponadto niezwykły
był również sam sposób organizacji i długość zimowiska, bowiem trwało
ono aż cztery tygodnie i składało się z dwóch oddzielnych turnusów.
Właściwie powinno się uznać, że były to dwa kolejno po sobie następujące
obozy zorganizowane w tej samej kwaterze.
Komendę pierwszego turnusu w terminie ferii szkół podstawowych (21
stycznia – 3 lutego) stanowili: pwd. Ryszard Kukuła – komendant, pwd.
Lesław Kuczyński – oboźny i pwd. Marek Gajdziński – kwatermistrz.
Poza komendą w zimowisku wzięło udział 16- stu harcerzy w 3-ech zastępach
i jeden 5-cioosobowy zastęp harcerek:
Czarne Stopy – zastępowy Sławomir Papuć,
Komandosi – zastępowy Robert Barszczewski,
Wilkołaki – zastępowy Dariusz Wilkowski,
Alpinistki – zastępowa Katarzyna Chrabałowska.
Rywalizację między zastępami wygrały Czarne Stopy Sławka Papucia.
Na uwagę zasługuje również fakt, że było to pierwsze po wieloletniej
przerwie zimowisko z programem narciarskim. Oczywiście nie było mowy o
żadnych wyczynach. Białe szaleństwo miało formę żmudnych ćwiczeń
na pobliskiej „oślej łączce", a większość czasu pochłaniało
wyczerpujące „jodełkowanie" pod górę, jako że o najprostszym
nawet wyciągu nie można było jeszcze marzyć. Ale to właśnie w Małym
Cichym odżyła tradycja organizowania obozów narciarskich, które w późniejszych
latach osiemdziesiątych cieszyły się ogromną popularnością w Drużynie.
Tam też większość harcerzy po raz pierwszy w życiu przypięła narty
i zaliczyła pierwsze, nieodzowne przy nauce jazdy, siniaki.
W terminie ferii szkół ponadpodstawowych (3 – 16 lutego )
zorganizowano obóz dla kadry szczepu i starszych harcerzy. Komendę
stanowili: hm. Ewa Hołodowicz – komendantka, pwd. Lesław Kuczyński
– instruktor programowy, org. Jerzy Wójtowicz – oboźny i hm. Marek
Wronkowski – kwatermistrz.
W zimowisku poza komendą, wzięło udział 5-ciu harcerzy i 9 harcerek w
4-ech koedukacyjnych zastępach:
Kierdel – zastępowa org. Anna Kuczyńska
Harnasie – zastępowy org. Wojciech Iwan
Słoneczny Gerlach – zastępowa org. Joanna Wojtala
MAZEP-y – zastępowa trop. Alicja Pietrzak
Poza trzema harcerzami z Grunwaldu i trzema harcerkami z BCO, reszta
uczestników pełniła funkcje instruktorskie w drużynach zuchowych bądź
w różnych komórkach organizacyjnych działających przy Szczepie. Również
i na tym zimowisku dominował program narciarski, a nauka odbywała się
pod okiem wykwalifikowanego instruktora narciarskiego.
Było kilka powodów, dla których zdecydowano się na zorganizowanie
drugiego turnusu. Po pierwsze, w Szczepie uzbierało się już sporo
starszych harcerek i harcerzy, którzy pełnili najprzeróżniejsze
instruktorskie funkcje. Absurdalny system organizacji ferii zimowych
uniemożliwiał im wzięcie udziału w zimowisku razem z młodszymi
harcerzami. Do tej pory wysyłano starszych chłopców i dziewczęta na
kursy instruktorskie organizowane w drugim terminie ferii przez Komendę
Hufca. Ale z roku na rok treść i forma tych kursów coraz bardziej
oddalała się od tradycyjnie pojmowanego harcerstwa, aby wreszcie w
ostatnich latach sięgnąć granic komunistycznego absurdu. Doświadczenia
z ubiegłorocznego kursu instruktorskiego napawały jego uczestników
autentycznym obrzydzeniem do tego typu przedsięwzięć organizowanych
przez władze ZHP. Udział w nich nie mógł dostarczyć żadnych korzyści,
a wręcz przeciwnie - wiązał się z niebezpieczeństwem zarażenia się
„dżumą politycznego oportunizmu". Harcerze po prostu odmówili
uczestnictwa w tej komsomolskiej imprezie. Natomiast zorganizowanie własnego
zimowiska pozwalało im na atrakcyjne spędzenie ferii i jednocześnie
stwarzało szansę jeszcze większej konsolidacji kadry Szczepu. Szansa ta
została doskonale wykorzystana.
 |
|
 |
|
Styczeń 1980r. I Turnus zimowiska w Małym
Cichym. Zajęcia narciarskie.
|
|
Luty 1980r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym.
Zastęp Kierdel w tańcu góralskim.
|
22 lutego odbył się Kominek kadry szczepu poświęcony pamięci
Aleksandra Kamińskiego.
W Drużynie męskiej mianowano dwóch nowych przybocznych: odkr. Jacka
Kajaka i odkr. Artura Baczyńskiego. Drużynowym 16WDZ został org.
Wojciech Iwan. Jakościowy i ilościowy rozrost kadry był efektem
wysokiego poziomu pracy Drużyny i przyczyniał się do jej dalszej
stabilizacji. Nowi przyboczni byli w tym okresie bardzo potrzebni Drużynie.
Okazało się bowiem, że drużynowy Marek Gajdziński, będąc na
pierwszym roku Politechniki Warszawskiej, nie był w stanie poświęcać
pracy w Drużynie tyle czasu, ile było potrzebne. To samo dotyczyło
pierwszego przybocznego, Lesława Kuczyńskiego, którego już w maju
czekały egzaminy maturalne. Z tego powodu intensywność pracy w Drużynie
nieco osłabła, lecz dzięki licznej młodszej kadrze nadal utrzymywała
się na przyzwoitym poziomie i nie mogło już być mowy o oznakach
jakiegokolwiek kryzysu.
Odwrotnie działo się w drużynie żeńskiej. Nastąpiła tam kolejna
zmiana kierownictwa. Z funkcji pełniącej obowiązki drużynowej odeszła
Marzena Trzeciak. Niespełna 15 dziewcząt pozostało pod komendą dwóch
mało doświadczonych przybocznych. Drużyna znalazła się w bardzo
trudnej sytuacji. Faktyczne kierownictwo objęła 15-toletnia Alicja
Pietrzak. Na szczęście Alicja okazała się dziewczyną niezmiernie
ambitną i już wkrótce, dzięki jej poświęceniu i aktywności, dało
się odczuć pierwsze pozytywne efekty pracy.
Tymczasem kryzys dotknął pismo Szczepu. Tradycyjny "Sulimczyk",
obniżał swoje loty z numeru na numer. Coraz mniej było chętnych do
czytania i do pisania. Wreszcie komendantka szczepu zdecydowała się
rozwiązać redakcję i zawiesić jego wydawanie. Próbę ratowania pisma
podjęła Drużyna męska. Nowa redakcja, w której skład weszła cała
Rada Drużyny, zdołała przygotować i wydać zaledwie numer marcowy.
Okazało się, że zadanie to przerasta możliwości funkcyjnych aktywnie
zaangażowanych w bieżącą pracę harcerską i po marcowym numerze nastąpiła
długa przerwa.
Na początku marca, jeszcze nieformalnie, zebrała się grupa Zawiszaków
w celu zaplanowania obchodów 70 - ciolecia Drużyny, które przypadało
jesienią 1981 roku. Zawiszacy zamierzali zorganizować z tej okazji
wielki ogólnoświatowy zjazd byłych harcerzy Szesnastki i stąd spore
wyprzedzenie podyktowane skalą planowanego przedsięwzięcia i chęcią
bardzo dobrego przygotowania się do niego. W zebraniu tym uczestniczył
także Marek Gajdziński, ówczesny Drużynowy Szesnastki, prezentując
swoją koncepcję obchodów od strony harcerskiej. Przedstawiony pomysł
zorganizowania zlotu najstarszych drużyn harcerskich był efektem
odczuwanej od jakiegoś czasu silnej potrzeby wyprowadzenia Drużyny z jej
dotychczasowej izolacji. W najbliższym, tj. hufcowym otoczeniu, jedynym w
miarę podobnie funkcjonującym środowiskiem harcerskim był Szczep 168
WDH. Reszta drużyn praktykowała model masowego, bezideowego, nie stawiającego
żadnych wymagań harcerstwa, propagowany przez władze ZHP. A i tak
robione to było nieudolnie i powierzchownie. Dla instruktorów prowadzących
te drużyny praca w harcerstwie była tylko pierwszym etapem i
"trampoliną" do innych stanowisk objętych partyjną
nomenklaturą. W drużynach tych działo się tylko to, co było
politycznie opłacalne dla ich kadry. Praca sprowadzała się do
realizacji akcji i zaleceń "płynących z góry" i mających
najczęściej czysto polityczno-propagandowy charakter. Toteż większość
drużyn, tak naprawdę istniało tylko na papierze. Młodzież wabiona
corocznie mundurem i tradycyjnym etosem harcerskim uciekała stamtąd po
paru miesiącach zniechęcona nudą i obrzydzona partyjną nowomową. Za
to w sprawozdaniach kierowanych do hufca drużyny te prezentowały się
imponująco, tworząc fikcję, która pomnożona przez tysiące komend
hufców dawała w efekcie potężną, bo blisko trzymilionową młodzieżową
przybudówkę PZPR. Władze ZHP miały doskonała świadomość
preparowanej w ten sposób fikcji. Jednak w niczym im to nie przeszkadzało.
Wpisywało się bowiem w ogólną sytuację PRL-u, który był państwem
od początku do końca opartym na fikcyjnych podstawach i zasadach. Bliższe
kontakty na płaszczyźnie harcerskiej z tego typu środowiskami nie miały
żadnego sensu, a dodatkowo mogły stanowić poważne zagrożenie ze względu
na możliwość przenikania niemoralnych praktyk.
Do tej pory, izolacja Szesnastki pragnącej zachować swój tradycyjny
charakter miała swój głęboki sens i była w pełni uzasadniona. Dopóki
Drużyna była słaba i borykała się z wieloma wewnętrznymi problemami,
brak kontaktów zewnętrznych nie stanowił żadnego problemu. Sytuacja
zmieniła się, gdy Drużyna okrzepła. Poszczególni harcerze i całe
zastępy prezentowały wysoki poziom wyrobienia. Wewnętrzne mechanizmy
rywalizacji w Drużynie przestały wystarczać. Harcerstwo jest przecież
grą. Harcerska metoda wychowania wykorzystuje naturalną skłonność chłopców
do ciągłego rywalizowania między sobą. Stwarzanie sytuacji prowokujących
do konkurowania jest najlepszą metodą motywowania do pracy nad własnym
charakterem. Uniwersalną płaszczyzną rywalizacji indywidualnej jest
system stopni i sprawności harcerskich uzupełniany przez zdobywanie różnego
rodzaju odznak i organizowanie najprzeróżniejszych indywidualnych zawodów.
Zupełnie inne cechy charakteru pozwala wyrabiać współzawodnictwo zespołowe.
Do pewnego etapu rozwoju zupełnie wystarcza rywalizacja między zastępami
w obrębie samej drużyny. Jednak po przekroczeniu określonego poziomu
wyrobienia, kiedy chłopcy zyskują uzasadnioną wiarę we własne siły,
pojawia się pragnienie skonfrontowania własnej postawy, umiejętności i
poziomu zgrania na szerszym polu. Chłopcy chcą się przekonać ile wart
jest ich stopień harcerski, ich indywidualne wyrobienie w konfrontacji z
harcerzami innych drużyn. Chcą wiedzieć jak wypadnie ich zastęp na tle
innych. Także duma z przynależności do wspaniałej prężnej drużyny
potrzebuje pożywki w postaci dowodów wyższości w konfrontacji z innymi
środowiskami. Gdy konfrontacji tej brakuje, niemożliwe jest ustalenie
poziomu odniesienia dla stopnia własnego wyrobienia, a duma z przynależności
do drużyny staje się pustą, niczym nieuzasadnioną "manią wielkości".
Pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy praca Drużyny osiągnęła
naprawdę wysoki poziom, chłopcom zaczęło brakować kontaktów z innymi
drużynami. Instruktorzy zdali sobie sprawę z tego, że dalsza izolacja
Drużyny stanowić będzie niemożliwą do pokonania barierę wzrostu i
rozwoju. Problem polegał na tym, że środowiska hufca Ochota grały w
zupełnie inną grę. Konfrontacja z nimi miałaby taki sam sens, jak
udział drużyny piłkarskiej w konkursie krasomówczym. Przed
kierownictwem Drużyny pojawiło się więc zadanie znalezienia środowisk
mogących stanowić odpowiednią grupę odniesienia, tj. kultywujących
ten sam model harcerstwa. Doświadczenie wskazywało, że największe
szanse przetrwania w skrajnie niesprzyjającym otoczeniu stwarzanym przez
władze ZHP miały drużyny o bogatych własnych tradycjach, a co ważniejsze
- drużyny, które potrafiły gromadzić wokół siebie liczne grono
dawnych przedwojennych harcerzy i instruktorów. Ich doświadczenie i
pomoc stanowiły swoistą "odtrutkę" dla współczesnej kadry
tumanionej przez machinę Związku. Na terenie Warszawy, poza Szesnastką,
drużynami takimi były 1 WDH, 22 WDH i 23 WDH. Drużynowy postanowił
zatem wykorzystać zbliżający się jubileusz Szesnastki do nawiązania
ściślejszych kontaktów z tymi drużynami. Przygotowania do planowanego
zlotu były do tego idealnym pretekstem. Poza tym, wiedziano o istnieniu
tradycyjnych drużyn harcerskich w Krakowie. Podejrzewano ich istnienie również
w innych dawnych ośrodkach harcerskich. Odnalezienie tych drużyn, nawiązanie
kontaktów i namówienie do ściślejszej współpracy wydawało się być
wielkim wyzwaniem i przygodą. Miał to być swoisty harcerski zwiad na
wielką, bo ogólnokrajową skalę. Nie można było bowiem udać się do
Głównej Kwatery i poprosić o odpowiedni wykaz. Drużyny te, żeby
przetrwać, musiały przecież, tak jak Szesnastka, pozostawać w izolacji
i stosować jakieś formy kamuflażu. Izolacja ta mogła im doskwierać
tak samo, jak Szesnastce. Dlatego przygotowania do zlotu miały być tylko
pierwszym etapem przyszłej stałej współpracy w ramach jakiegoś powołanego
na zlocie porozumienia, któremu nadano roboczą nazwę Unii Najstarszych
Drużyn Harcerskich. Jej celem miało być:
1. Stworzenie płaszczyzny współpracy i rywalizacji
2. Wzajemne wspieranie się wobec zdecydowanie wrogiego stosunku władz
ZHP
3. Podjęcie wspólnych działań zmierzających do propagowania w ZHP
zasad i metod pracy tradycyjnego harcerstwa.
Ten ambitnie nakreślony plan zyskał sobie uznanie Zawiszaków, którzy
postanowili włączyć organizację zlotu w program obchodów 70-lecia,
pozostawiając Drużynie pełną swobodę w prowadzeniu prac
przygotowawczych.
Pierwszym etapem przygotowań było przydzielenie najstarszym harcerzom
zadań wywiadowczych w poszczególnych ośrodkach harcerskich w kraju. W
ich efekcie, do wakacji miała powstać lista Drużyn i Szczepów spełniających
z góry określone kryteria zaproszenia na zlot. W ten sposób, równolegle
do normalnej pracy Drużyny, ruszyły pierwsze przygotowania do obchodów
70-cio lecia i zlotu najstarszych drużyn.
12 marca odbył się kominek Szczepu prowadzony przez byłego drużynowego,
Włodzimierza Dusiewicza, poświęcony historii piosenki harcerskiej. W
jego efekcie do tak zwanego żelaznego repertuaru piosenek ogniskowych
zostały włączone dawno nie śpiewane i zapomniane w Drużynie pieśni
harcerskie, na przykład popularne przez wiele późniejszych lat „Szare
Szeregi".
Z powodu zaabsorbowania kadry obowiązkami szkolnymi i uniwersyteckimi nie
zorganizowano wiosenniska.
W kwietniu miało miejsce nieprawdopodobne wydarzenie. Przy okazji wspólnego
sadzenia drzewek wokół Centrum Zdrowia Dziecka nastąpiło wielogodzinne
spotkanie Szesnastki z drużyną skautów amerykańskich działającą
przy warszawskiej ambasadzie USA. Wyjątkowość tego wydarzenia polegała
na tym, że oficjalnie obie organizacje, tj. ZHP i Światowe Biuro
Skautowe, nie utrzymywały żadnych stosunków. Dla komunistycznych władz
ZHP skauting był wrogą imperialistyczną i zimnowojenną organizacją o
charakterze kościelno – militarystycznym, uosabiającą wszystkie
najgorsze cechy dawnego burżuazyjnego harcerstwa. Dla scout'ów,
komunistyczne harcerstwo było niebezpieczną sowiecką hydrą, krzewiącą
ideologię nienawiści. Mimo to doszło do tego „przypadkowego"
spotkania. Dla harcerzy Szesnastki skauting zachodni był wyidealizowanym
marzeniem znanym tylko z fragmentarycznych opowiadań i wiadomości
docierających przez żelazną kurtynę. Spotkanie z drużyną skautów było
niepowtarzalna okazją uzyskania niezbędnej wiedzy i skonfrontowania
legendy z rzeczywistością. Mimo trudnej do pokonania bariery językowej
wzajemne zainteresowanie skautów i harcerzy zaowocowało niekończącymi
się opowieściami "jak to jest u was i u nas". W efekcie okazało
się, że współczesny skauting daleko odszedł od swojego pierwowzoru.
Skauci natomiast ze zdziwieniem ujrzeli zamiast ''komunistycznej bandy'',
prawdziwa drużynę harcerską pracująca w oparciu o tradycyjne zasady
skautingu.
 |
|
Kwiecień 1980r. Spotkanie ze scout'ami.
|
Niestety, z powodu zdecydowanej interwencji władz ZHP, jak również,
prawdopodobnie, nacisków ich zwierzchników, spotkań tych nie można było
kontynuować w przyszłości. Wszystko zakończyło się na tym jednym
incydencie.
Następnego dnia w okolicach Wyszkowa Szesnastka już samotnie, bez udziału
skautów, wykonała pracę polegająca na zalesieniu kilku hektarów nieużytków
sadzonkami drzewek sprowadzonymi z Kanady.
W kwietniu odbył się też kolejny rajd o tytuł najlepszego zastępu
hufca. Ponownie Drużynę Grunwald reprezentował w nim zastęp Czarne
Stopy. Chłopcy pod komendą Sławomira Papucia znów odnieśli widoczny
sukces zajmując II miejsce w klasyfikacji ogólnej i I miejsce wśród
zastępów męskich. W nagrodę otrzymali sprzęt biwakowy znacznej wartości.
Z prawdziwa dumą można stwierdzić, że zastęp Czarnych Stóp w pełni
zasłużył na ten sukces. Poziom wyrobienia chłopców, jak również
stopień wzajemnego ich zgrania jako zastępu i autentycznej grupy
przyjaciół, przywodził na myśl znane wszystkim wspomnienia o sławnych
zastępach Szesnastki z lat trzydziestych. Gdyby charakter rajdu i
stosowane tam kryteria oceny miały więcej wspólnego z tradycyjnie
pojmowanym harcerstwem, to niewątpliwie okazałoby się, że Czarne Stopy
nie mają sobie równych w Hufcu ZHP Warszawa Ochota.
Chłopcy mieli tego pełną świadomość. Dlatego sklasyfikowanie ich
dopiero na drugim miejscu odebrali jako straszną niesprawiedliwość.
Trzeba było wielu zabiegów ze strony Drużynowego, aby przełamać
powstałą w ten sposób atmosferę frustracji wśród ambitnych chłopców.
Na szczęście w dużej mierze to się udało, ale nie do końca. Czarne
Stopy jakby utraciły część swojej werwy, co znalazło wyraz w ich klęsce
w drużynowej rywalizacji między zastępami, którą ukończyły dopiero
na trzecim miejscu.
 |
|
 |
|
Kwiecień 1980r. Sadzenie drzewek w okolicach
Wyszkowa.
|
|
Kwiecień 1980r. Czarne Stopy na Rajdzie o Tytuł
Najlepszego zastępu Hufca.
|
Wiosna to tradycyjny sezon wycieczkowania. Co prawda, z powodów, o których
była już mowa, ich intensywność była nieco mniejsza niż w latach
ubiegłych, nie mniej co najmniej dwa razy w miesiącu Drużyna wyjeżdżała
na dwudniowe, sobotnio – niedzielne biwaki. Wiele z nich organizowanych
było wspólnie z drużyną żeńską. Oficjalnym powodem była chęć
pomocy dziewczętom, których drużyna przeżywała właśnie ogromny
kryzys. Znając sekrety życia towarzyskiego nie trudno było się domyśleć
jeszcze innych powodów tej zacieśnionej współpracy. Ale, że nie jest
to kronika towarzyska, dajmy temu spokój i odnotujmy tylko, że biwaków
takich obyło się w kwietniu, maju i czerwcu aż cztery – jeden w
Lasach Nadarzyńskich i trzy w Puszczy Bolimowskiej nad rzeczką Grabinką.
Jeden z nich zorganizowany w czerwcu, miał być w założeniu manewrami
rozgrywanymi na zasadach z lat ubiegłych pomiędzy drużyną żeńską i
męską. Nic z tego jednak nie wyszło, jako że chłopców opuścił
nagle zapał wojenny, a jego miejsce zajęła szlachetna opiekuńczość będąca
wyrazem troski o bezpieczeństwo kobiet pozostawionych samymi sobie w środku
bolimowskiej głuszy.
 |
|
 |
|
Wiosna 1980r. Biwak Drużyny w Puszczy
Bolimowskiej.
|
|
Wiosna 1980r. Na biwaku w Lasach Nadarzyńskich.
|
1 czerwca kadra szczepu i najstarsi harcerze pełnili służbę podczas
uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej pamięci
„cichociemnych", żołnierzy Armii Krajowej, która odbyła się w
kościele św. Jacka na Nowym Mieście. Była to kontynuacja współpracy
ze środowiskiem byłych żołnierzy AK, rozpoczętej blisko dwa lata wcześniej
przy okazji odsłonięcia tablic poświęconych ich legendarnym dowódcom.
Szesnastka czuła się w obowiązku pomóc w organizacji tej uroczystości.
Raz ze względu na miejsce, z którym była w sposób naturalny związana
( tu znajduje się tablica poświęcona Szesnastce), a dwa - z powodu
ideowej łączności z tym środowiskiem. Oczywiście, w trakcie tej
wrogiej komunistycznym władzom uroczystości nie można było, ze względów
bezpieczeństwa, afiszować się w mundurach harcerskich. Toteż podobnie,
jak przy wcześniejszej okazji, wystąpiono w samych tylko panterkach z
AK-owskimi opaskami na rękawach.
|

|
|
1 czerwca 1980 r. Kościół św.
Jacka. Warta Honorowa przy odsłoniętej tablicy poświęconej
Cichociemnym. |
Kilka dni później nastąpiło zakończenie roku szkolnego. Na ostatniej
warszawskiej zbiórce Drużyny ogłoszone zostały wyniki drugich całorocznych
zawodów między zastępami. Zwyciężył w nich zastęp Kajaki zdobywając
prawo noszenia plakietki Drużyny na swoim proporczyku. Drugie miejsce zajęli
Komandosi, a utytułowane Czarne Stopy zostały sklasyfikowane dopiero na
miejscu trzecim, co było efektem zapaści jaka miała miejsce po
wygranym, a według nich - przegranym rajdzie hufca. Sytuacja Czarnych Stóp
było jeszcze jednym mocnym sygnałem potwierdzającym diagnozę drużynowego,
że Szesnastka pilnie potrzebuje otwarcia i znalezienia środowisk
kultywujących podobny model harcerstwa, z którymi możliwe będzie nawiązanie
harcerskiej współpracy.
Na kilka dni przed wyjazdem na obóz specjalna ekspedycja Szesnastki
dokonała udanego podejścia obozu 16 Poznańskiej Drużyny Harcerzy w
okolicach Gniezna. Głównym powodem zorganizowania ekspedycji była chęć
sprawdzenia sprzecznych doniesień dochodzących na temat tego środowiska.
Z jednej strony, bardzo widoczne były publikacje historyczne na temat
16PDH, w świetle których jej historia wykazywała zaskakująco wiele
podobieństw do historii 16WDH. Z drugiej strony, wywiad przeprowadzony w
Poznaniu wskazywał, że jest to typowe środowisko HSPS. Urodził się
pomysł, aby w warunkach obozowych, dyskretnie sprawdzić czy obecny „haespeesowski"
kształt poznańskiej szesnastki jest jej autentycznym wizerunkiem,
narzuconym i niechcianym gorsetem, czy też elementem głębokiego kamuflażu.
Na miejscu, w okolicach Gniezna, przeprowadzono wszechstronny i bardzo
pomysłowy wywiad. Niestety obserwacja obozu potwierdziła złą opinię o
drużynie. Po udanym nocnym podejściu obozu, członkowie ekspedycji złożyli
w nim zwyczajową w takich sytuacjach wizytę. W wyniku wielo godzinnej
rozmowy, która została przy tej okazji przeprowadzona z komendantem i
kilkoma funkcyjnymi obozu, uznano, że 16PDH nie spełnia kryteriów
zaproszenia na zlot najstarszych drużyn. Okazało się, że publikacje
historyczne byłych harcerzy poznańskiej szesnastki są próbą
zainteresowania obecnych harcerzy bogatą historią ich drużyny i wyrazem
bezsilności wobec zastanej sytuacji. Ponieważ 16PDH spełniała jednak
kryterium ciągłości, zdecydowano się, mimo wszystko, zaprosić tę drużynę
na zlot, z nadzieją, że może to w czymś pomoże. Trzeba było widzieć
miny członków ich komendy gdy przy okazji wręczania zaproszenia poznali
prawdziwy cel tej dziwnej wizyty.
Kolejny LI obóz Szesnastki, zorganizowano nad jeziorem Kielskim w gminie
Bytów w dniach od 22 lipca do 17 sierpnia.
Niestety, obóz został ponownie zorganizowany jako koedukacyjny. Powodem
była zbyt mała liczba uczestników, a zwłaszcza harcerek, które w żaden
sposób nie mogły wystawić własnego podobozu. Niemniej obóz składał
się z dwóch oddzielnych podobozów, młodszo- i starszoharceskiego.
Komendę całości i obozu młodszoharcerskiego stanowili: hm. Ewa Hołodowicz
– komendantka, pwd. Marek Gajdziński – oboźny, org. Wojciech Iwan
– kwatermistrz, przod. Piotr Lipiński – ratownik wodny i instruktor
sportowy oraz hm. Marek Wronkowski – tradycyjnie już w charakterze
kierowcy. W obozie uczestniczyło 17 harcerzy i 8 harcerek w 5-ciu zastępach:
Czarne Stopy – zastępowy odkr. Sławomir Papuć,
Kajaki – zastępowy przod. Jacek Kajak,
Jastrzębie – zastępowy przod. Artur Baczyński,
Leśne Zawiszanki – zastępowa przod. Alicja Pietrzak,
Leśne Zjawy – zastępowa odkr. Beata Zaborska.
W rywalizacji między zastępami zwyciężył zastęp Czarnych Stóp Sławka
Papucia.
Drugi podobóz składał się z instruktorów pełniących funkcje w drużynach
zuchowych oraz przy komendzie Szczepu. Komendantem podobozu był pwd. Lesław
Kuczyński, a jego zastępcą - org. Jerzy Wójtowicz. Funkcja oboźnego
pełniona była rotacyjnie przez wszystkich pozostałych uczestników
podobozu, których było 9-ciu (w trzech zastępach). Okolica była zupełnie
odludna. Do najbliższej miejscowości i do sklepu było ponad 12 kilometrów,
co sprzyjało puszczańskiemu charakterowi zajęć. Obóz należał do
udanych. Dużo gier terenowych, tradycyjna Chatka Robinsona, rajd
przeprowadzony zastępami oraz bardzo trudny i wyczerpujący bieg na
stopnie harcerskie pozostawiły uczestnikom niezapomniane wspomnienia. Na
uwagę zasługuje zwłaszcza sposób przeprowadzenia biegu harcerskiego,
który z roku na rok stawał się coraz trudniejszy. Teraz trwał już całą
dobę. Jego 20-to kilometrowa trasa obfitowała w wiele sprawdzianów
praktycznych. Jednym z ciekawszych była przeszkoda z pionierki usytuowana
we wsi Stolkmany. W jej ramach harcerze wykazując się umiejętnościami
posługiwania się piłą, saperką i siekierką zbudowali wiele ciekawych
„urządzeń pionierskich" składających się na plac zabaw dla
miejscowej dzieciarni. Plac ten, od nazwiska projektanta i instruktora
odpowiedzialnego za przeszkodę zwany "Wójtowiczówką",
przetrwał jeszcze kilka lat konserwowany i naprawiany przez mieszkańców
wsi. Na obozie zdobyto stopnie ochotnika (6), tropiciela (3), odkrywcy
(1), przodownika (3), odkrywczyni (1) i przodowniczki (1).
 |
|
 |
|
Sierpień 1980r. Obóz nad jeź. Kielskim.
Inspekcja Chatek Robinsona.
|
|
Sierpień 1980r. Obóz nad jeź. Kielskim. Ćwiiczenia
sygnalizacyjne.
|
Warto poświęcić kilka zdań zupełnemu novum w ówczesnej Szesnastce,
czyli podobozowi kadrowemu.
Szczep dysponował dużą ilością kadry instruktorskiej. Praca kadry w
drużynach zuchowych i kwatermistrzostwie szczepu różniła się od pracy
w drużynach harcerskich. Brak okazji do uczestnictwa w zajęciach typowo
harcerskich powodował stopniowe oddalanie się ich od zachowań i nawyków
obowiązujących w drużynach. Wiele widocznych tego symptomów, takich
jak brak sprężystości uwidaczniający się w słabej musztrze, słabe
wyrobienie polowe itp. zaczynało grozić załamaniem naturalnego porządku
rzeczy w drużynach. Wszak byli to instruktorzy, którzy powinni byli świecić
przykładem w tych najbardziej widocznych dla młodszych harcerzy
sprawach. Zjawisko to zaczęło rodzić napięcia na linii kadra drużyn
– kadra szczepu. Z drugiej strony nielogicznym było wtłaczanie bądź
co bądź ludzi prawie dorosłych, posiadających w większości stopnie
instruktorskie, w schemat pracy drużyn młodszoharcerskich i zmuszanie
ich do uczestnictwa (na pokaz) w zajęciach przeznaczonych dla 12-14-
stolatków, które w dodatku były przez nich kilka lat wcześniej
wielokrotnie ćwiczone. Podjęto więc decyzję stworzenia oddzielnego
podobozu i, co jeszcze ważniejsze, nowego programu, który w sposób
harmonijny łączyłby potrzeby, aspiracje i zainteresowania instruktorów
z wymogami harcerskiego stylu Szesnastki kultywowanego w drużynach
harcerskich, a zwłaszcza w drużynie męskiej. Zadania podjął się Lesław
Kuczyński. Program podobozu przewidywał wykonanie wielu zadań czysto
harcerskich na potrzeby podobozu młodszoharcerskiego. Powiodło się to
znakomicie. Efektem było kilka gier terenowych, bardzo dobrze
przygotowana i przeprowadzona olimpiada sportowa i ogniskowe
przedstawienie Muppet Show. Jednak największym sukcesem tego przedsięwzięcia
było przywrócenie w gronie kadry szczepu prawdziwie harcerskiej
atmosfery i zaszczepienie nowego, bardziej dorosłego stylu dyscypliny i
samoorganizacji, opartego nie tyle na wydawaniu i wykonywaniu komend, co
na świadomości wspólnego celu i konieczności podporządkowania się
wymogom jego realizacji. Jednym z tego przejawów była pełniona kolejno
przez wszystkich uczestników funkcja oboźnego.
Do historii Szesnastki przeszło prawie całonocne ognisko z udziałem
kadry szczepu oraz kadry drużyn harcerskich odbyte na trzy dni przed końcem
obozu w nocy z 14 na 15 sierpnia. Była to porywająca, czasem bardzo
burzliwa, rozmowa na temat istoty i celów harcerstwa, sytuacji Szesnastki
i planów na przyszłość. W bardzo szczery i kulturalny sposób oceniony
został cały miniony okres działania Szczepu (po 1972 roku, czyli po
utworzeniu drużyny żeńskiej). Wypowiedziano bez ogródek wszystkie żale
i pretensje pod adresem narzuconego kierownictwa uosabianego przez Zofię
Jasińską, której następczynią i w pewnym sensie kontynuatorką była
obecna szczepowa. W efekcie tej dyskusji Ewa Hołodowicz została
poproszona przez kadrę Szesnastki o przekazanie swojej funkcji w ręce
Marka Gajdzińskiego. Z wielką klasą Ewa podporządkowała się woli większości
instruktorów.
Już kilka dni później, po powrocie z obozu, oceniono ten fakt jako
symboliczny znak czasu. Szesnastka dokonując u siebie małego, i co ważne
pokojowego przewrotu, wyprzedziła o kilka dni to, co stało się udziałem
wszystkich Polaków - sierpniowe strajki i powstanie Solidarności.
Koniec sierpnia i początek września 1980 roku to czas powszechnej
euforii i nadziei na lepsze czasy. Po raz pierwszy od samego początku
PRL-u, komunistyczne władze Polski okazały swoją słabość i uległy
żądaniom narodu wyrażonym w postulatach strajkowych. Nagle pojawiła się
nadzieja na odzyskanie niepodległości i całkowite uwolnienie się od władzy
komunistycznych pachołków Moskwy. Sukces strajkujących robotników
obudził wiarę we własne siły, nadzieja dodawała skrzydeł i potęgowała
wolę dalszego działania. Spontanicznie podejmowano różnego rodzaju
niezależne działania w celu odbudowy zniszczeń dokonanych przez
komunistów we wszystkich niemal dziedzinach i aspektach życia społecznego.
Proces ten nie mógł ominąć także i harcerstwa.
Już w pierwszych dniach września nowe kierownictwo Szesnastki opracowało
i upubliczniło listę postulatów pod adresem władz ZHP, których
realizacja miała przywrócić związkowi jego tradycyjny, harcerski
charakter. Trzeba podkreślić, że był to pierwszy tego typu znany
harcerski dokument, wyprzedzający o kilka dni późniejszy, historyczny
już List Instruktorów Krakowskich do władz ZHP, który stał się
podstawą działania Porozumienia Kręgów Instruktorów Harcerskich im.
Andrzeja Małkowskiego i którego główne tezy w pełni pokrywały się z
postulatami Szesnastki.
Na początku roku
szkolnego, w Szczepie i w poszczególnych jego drużynach nastąpiły
liczne zmiany będące konsekwencją wymiany na funkcji komendanta.
Przede wszystkim został opracowany i wydany drukiem bardzo szczegółowy
regulamin działania Szczepu, porządkujący jego strukturę oraz określający
cele i zadania poszczególnych jednostek organizacyjnych.
Powołano do życia Krąg Instruktorów Szesnastki „Zawrat", którego
celem było konsolidowanie kadry, ciągłe doskonalenie umiejętności i
wiedzy instruktorskiej, a nade wszystko kształtowanie postaw instruktorów.
Nastąpiły też liczne zmiany kadrowe i organizacyjne w Szczepie. Drużynowym
16WDH-y Grunwald został pwd. Lesław Kuczyński, a jego przybocznymi
przod. Piotr Lipiński, przod. Jacek Kajak i przod. Artur Baczyński. Stan
drużyny po jesiennym poborze wyniósł 57-miu harcerzy. Drużynową
16WDH-ek Bractwo Czarnego Orła została przod. Alicja Pietrzak, działając
bez przybocznych przy stanie ok. 20 harcerek.
Zmiany nastąpiły także w zuchach. Rozwiązana została koedukacyjna drużyna
„Kleksiki", w której zresztą pozostali sami chłopcy. Włączono
ich do męskiej drużyny „Zielonych Panter", która została
przemianowana na „Gromadę Robin Hooda". W nowej drużynie znalazło
się 32 zuchów. Jej drużynowym został org. Wojciech Iwan, a jego
przybocznymi: org. Tomasz Rokicki i przod. Zbigniew Turliński. Bez zmian
działała żeńska drużyna zuchowa „Różowe Puchomorki" z drużynową
org. Małgorzatą Deliś i przybocznymi: Martą Wronkowska i Agnieszką
Kalbarczyk, przy stanie 30 zuchen. Dotychczasowa drużynowa Kleksików,
org. Joanna Wojtala, na kilka miesięcy, objęła funkcję z-cy komendanta
szczepu ds. zuchowych z zadaniem kształcenia kadry zuchowej i koordynacji
pracy drużyn. Kwatermistrzem Szczepu został org. Jerzy Wójtowicz.
W połowie września,
Szesnastka aktywnie włączyła się w wewnątrz związkową kampanię
wyborczą na poziomie hufca z zamiarem wprowadzenia jak największej
liczby instruktorów do jego władz i na najbliższy Zjazd ZHP. Niestety,
skończyło się tylko na prezentacji opracowanej wcześniej listy
postulatów i wywołaniu pewnego fermentu myślowego wśród
„betonowej" prokomunistycznej kadry instruktorskiej hufca. Realne
efekty były mierne. Instruktorów Szesnastki od dawna uważano w tym
gronie za „wariatów", a teraz przypięto im jeszcze łatkę
forpoczty Solidarności w harcerstwie. W efekcie przegrano we wszystkich
zorganizowanych wyborach. Mimo wszystko było to cenne doświadczenie
wskazujące, że kadra ZHP w większości nie podziela posierpniowego
entuzjazmu i że walka o odrodzenie Związku nie będzie łatwa. Trzeba będzie
pokonać opór harcerskiego aparatu, który poczuł się zagrożony
perspektywą utraty swoich pozycji i załamania obiecujących karier
politycznych.
Pomimo tego niepowodzenia, Drużyny przystąpiły do pracy w zupełnie
nowej atmosferze i z ogromnym zapałem, będącym efektem uświadomienia
sobie na nowo roli harcerstwa w przygotowaniu młodzieży do odradzającego
się właśnie życia społecznego. Nastąpiło bardzo wyraźne ożywienie
pracy zuchowej. Drużyna harcerek nadal przeżywała kryzys, ale w drużynie
męskiej ponownie wzrosła intensywność zbiórek i biwaków. Wprowadzono
podział na trzy plutony, z których każdy składał się z dwóch zastępów.
Plutonami dowodzili trzej przyboczni mający za zadanie pomoc podległym
zastępowym w prowadzeniu zbiórek zastępów.
We wrześniu obie drużyny harcerskie wykonały prace polegająca na pielęgnacji
drzewek posadzonych wiosną w okolicach Wyszkowa.
Także we wrześniu dotarło do nowego Komendanta Szczepu zaproszenie na
spotkanie instruktorskie w harcówce Szczepu 208 WDHiZ z Mokotowa, w którym
uczestniczyć mieli instruktorzy tradycyjnych środowisk harcerskich z
terenu Warszawy i okolic. Jego celem miała być dyskusja nad podjęciem
wspólnych działań zmierzających do odnowy harcerstwa. Spotkanie
przerodziło się w zbiórkę założycielską warszawskiego Kręgu
Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego. Za podstawę działania
przyjęto dążenie do realizacji postulatów zawartych w Liście Otwartym
Instruktorów Środowiska Krakowskiego do Władz ZHP.
Przy okazji wyszła
na jaw niechlubna rola byłego żeńskiego kierownictwa Szczepu. Okazało
się bowiem, że już od wielu lat, kilka warszawskich drużyn (1 WDH, 22
WDH, 70 WDH, 208 WDHiZ) tworzyło coś na kształt tajnego porozumienia
zmierzającego do tych samych celów, które teraz miały być realizowane
przy pomocy kręgu KIHAM. Początek tej współpracy sięgał roku 1976 i
jubileuszu 22WDH, w którym i Szesnastka brała udział. Drużyny te
spotykały się później na konspiracyjnych zlotach obozowych, starając
się utrzymywać ze sobą jak najściślejsze kontakty po to, by wzajemnie
się wspierać w kultywowaniu tradycyjnego modelu pracy harcerskiej.
Szesnastka była regularnie zapraszana do tej współpracy. Zaproszenia
trafiały jednak do rąk Komendantek Szczepu, najpierw Zośki, a potem
Ewy, i nigdy żadna informacja na ten temat nie została przekazana
reszcie kadry. Tymczasem męska Szesnastka tego właśnie potrzebowała.
Gdyby zaproszenie dotarło do drużynowego, na pewno nie zostałoby
zignorowane, a sama Szesnastka, jak i inne drużyny pozostające w
porozumieniu, mogłyby tylko na tym skorzystać. Stało się inaczej.
Zaproszenia te lądowały w koszu, a Szesnastka była skutecznie izolowana
od wszelkich tego typu inicjatyw i wtłaczana w krąg oddziaływania
komunistycznych władz hufca i całego ZHP. Gdyby nie zmiana w
kierownictwie Szczepu dokonana w połowie sierpnia, prawdopodobnie także
i to zaproszenie na historyczną już zbiórkę instruktorów mogło
pozostać przemilczane. Na szczęście stało się inaczej i Szesnastka od
samego początku wzięła udział w tworzeniu harcerskiej odnowy, wkładając
w nią ogromny bagaż własnych doświadczeń i jednocześnie czerpiąc zeń
pełnymi garściami.
Warto tu odnotować
podobny sposób myślenia instruktorów tajnego porozumienia, którzy byli
inspiratorami powstania KIHAMU i instruktorów izolowanej Szesnastki. Nie
mając pojęcia o istnieniu tego porozumienia, projektowano w Szesnastce
zawiązanie Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich, która miała spełniać
te same cele i działać w bardzo podobnej formie. Obecnie przyjęty sposób
działania w formie kręgu instruktorskiego był identyczny z powołanym
dwa tygodnie wcześniej w Szesnastce, Kręgiem ''Zawrat''. Przyjęty przez
KIHAM jako podstawa działania list krakowski, w swojej wymowie nie różnił
się od listy 15-tu postulatów opracowanych równolegle w Szesnastce.
Zakres poruszanych w nim kwestii rozszerzony został tylko o żądanie
przywrócenia tradycyjnego Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Oznacza to,
że mimo braku wcześniejszych kontaktów kierunek dążeń Szesnastki i
sposób myślenia jej instruktorów o sytuacji w ZHP i sposobach jej
uzdrowienia był bardzo podobny do tego, jaki prezentowały środowiska
tworzące tajne porozumienia w Warszawie i Krakowie. Pokazuje to, jak
wielką szkodę Szesnastce i harcerstwu wyrządziła w poprzednich latach
żeńska kadra Szczepu, izolując ją od środowisk, które kierując się
podobnymi pragnieniami podjęły konkretne działania naprawcze, łącząc
swoje wysiłki i możliwości
Współpraca z
wieloma tradycyjnymi środowiskami KIHAM-u zapoczątkowana we wrześniu
1980 roku wywarła ogromny wpływ na kondycję Szesnastki i ukierunkowała
jej pracę na całą dekadę lat osiemdziesiątych, przysparzając samej
Drużynie wiele korzyści w sferze ideowej, metodycznej i programowej.
Jednocześnie, dzięki tej współpracy wielu instruktorów Szesnastki
wywarło duży wpływ na dalsze losy całego harcerstwa, uzupełniając
proces jego odnowy o bogaty zasób doświadczeń i piętno harcerskiej
tradycji, tak starannie pielęgnowanej w ich Drużynie.
Udział w działaniach zmierzających do odnowy harcerstwa nie spowodował
zaniedbania bieżącej pracy Szczepu i drużyn.
W XXVII ogólnopolskim Rajdzie Świetlików PTTK w Górach Świętokrzyskich
Szesnastka wystawiła dwa patrole, które zdobyły I i III miejsca na
swoich trasach.
Krąg "Zawrat" wziął udział w Zlocie Rad Szczepów Hufca
Ochota zorganizowanym z okazji X rocznicy nadania imienia płk. Cypriana
Godebskiego. Na zlocie rozegrane zostały cztery konkurencje, w których
Szesnastka uzyskała następujące wyniki:
w ocenie biwaku – I miejsce,
w biegu harcerskim – I miejsce,
w składance azymutowej – II miejsce,
w zawodach sportowych – I miejsce.
Bardzo dobre wyniki były nie tylko odzwierciedlaniem jakości pracy
prowadzonej w Szczepie. Uwiarygadniały także wzmożoną aktywność
instruktorów Szesnastki na terenie hufca. Udowadniały, że prezentowane
przez nich postulaty naprawy Związku mają sens i sprawdzają się w
konkretnym działaniu. Wysoki poziom Szesnastki wynikał właśnie ze
stosowania w praktyce zasad, których upowszechnienia domagano się od władz
ZHP.
W drugiej połowie października przeprowadzono kolejną V akcję
zarobkowa ''ZNICZ'', która znów przyniosła bardzo duże zyski.
1 listopada odbyła się wycieczka drużyny Grunwald do Milanówka na grób
Jerzego Wądołkowskiego, założyciela Drużyny, a także do Pęcic na
groby harcerzy poległych w Powstaniu Warszawskim. Był to początek
kolejnej, tradycyjnej już, IV Akcji Grunwald.
10 grudnia zorganizowany został bieg na krajkę i kostki dla kandydatów
do Drużyny i na plakietkę Drużyny dla harcerzy z co najmniej rocznym
stażem w Szesnastce.
19 grudnia, odbyła się uroczysta zbiórka, na której przyjęto do Drużyny
16-tu kandydatów wręczając im krajki i kostki. Przyznano też 7
plakietek Grunwaldu oraz dwie honorowo – Tomkowi Rokickiemu i Jackowi
Augustyniakowi.
Pod koniec roku wzmogła się także aktywność Zawiszackiego Komitetu
Obchodów 70- lecia Szesnastki, w którego skład wchodzili: Zygmunt
"Zyg" Wierzbowski (przewodniczący), Zbigniew Klarner, Musiek Łada,
Włodzimierz Dusiewicz, Edward Salwerowicz, Stanisław Korwin -
Szymanowski, Marek Wronkowski, Andrzej Pawłowski (sekretarz), oraz z
ramienia KPH – płk. Tadeusz Kuczyński, zaś z ramienia Szczepu – phm.
Marek Gajdziński. Koordynowano prace nad przygotowaniem zjazdu Zawiszaków
i zlotu najstarszych drużyn. Postanowiono także, wydać drukiem historię
Szesnastki. Jej opracowania podjął się Kazimierz Koźniewski, Stary
Cietrzew, znany felietonista i autor historii ZHP pt. ''Ognie i Ogniska''.
W prasie ukazały się ogłoszenia wzywające Zawiszaków na zjazd. Kazik
Koźniewski opublikował w Płomyku artykuł pt. "Szesnastka – moja
Drużyna". Był to początek zaplanowanej na szeroką skalę akcji
informacyjnej, która miała być prowadzona w prasie, radiu i telewizji.
Te ambitne plany wydawnicze i medialne stały się możliwe dzięki
znacznemu złagodzeniu cenzury państwowej, które było wynikiem nacisków
ze strony Solidarności, a także działalności KIHAM-u wywierającego
silną presję na władze ZHP. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie można
było w ogóle marzyć o jakiejkolwiek popularyzacji prawdziwej historii
harcerstwa, a w tym i Szesnastki. Przypomnijmy, że w 1979 roku, z ogromną
pompą obchodzono rocznicę... 35-lecia ZHP sugerując jakoby harcerstwo
powstało dopiero za sprawą komunistów. Z wielką pieczołowitością
starano się zatuszować fakt istnienia przedwojennego i okupacyjnego
harcerstwa. Jesienią 1980 nagle stało się to możliwe. Podjęto więc słuszną
decyzję o wykorzystaniu szczęśliwie nadarzającej się okazji.
Stan Drużyny w dniu 31.12.1980r.
Komendant Szczepu – phm. Marek Gajdziński
16 WDH-y „Grunwald"
Drużynowy – pwd. Lesław Kuczyński
przyboczny – przod. Piotr Lipiński
przyboczny – przod. Jacek Kajak
przyboczny – przod. Artur Baczyński
adiutant – odkr. Maciej Rurarz
magazynier – trop. Jarosław Grajewski
instr. sportowy – trop. Tomasz Grajewski
Stan Drużyny – 57 harcerzy w 6-ciu zastępach:
I pluton – plutonowy przod. Piotr Lipiński
zastęp Kajaki – zastępowy trop. Dariusz Wilkowski – 11 harcerzy
zastęp Czarne Stopy – zastępowy och. Adrian Derwiński – 7 harcerzy
II pluton – plutonowy przod. Artur Baczyński
zastęp Komandosi – zastępowy trop. Waldemar Kulik – 8 harcerzy
zastęp Wikołaki – zastępowy och. Norman Matracki – 7 harcerzy
III pluton – plutonowy przod. Jacek Kajak
zastęp Wikingowie – zastępowy och. Andrzej Ruta – 9 harcerzy
zastęp Komańcze – zastępowy och. Michał Petrow – 8 harcerzy
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1970-1980 W Obronie Tożsamości
|