|
Marek Gajdziński
1981 rok
W połowie stycznia
odbyła się tradycyjna Choinka, na którą przybyło znacznie więcej niż
zwykle Zawiszaków. Liczniejszą obecność dawnych harcerzy, tłumaczono
zainteresowaniem jak Drużyna radzi sobie w nowych warunkach powstałych w
kraju oraz zbliżającym się Jubileuszem 70-cio lecia.
W dniach 18-31 stycznia, w Podzamczu koło Leska odbył się XXVII Obóz
Zimowy Szesnastki. Komendę zimowiska stanowili: pwd. Lesław Kuczyński
– komendant, org. Tomasz Rokicki – oboźny i org. Jurek Wójtowicz –
kwatermistrz. W obozie udział wzięło 20 harcerzy w 5 zastępach i 8
harcerek w jednym zastępie:
Lotna Eskadra – zastępowy odkr. Sławek Papuć,
Samuraje – zastępowy trop. Darek Wilkowski,
Słonie – zastępowy och. Artur Patynowski,
Jastrzębie – zastępowy och. Norman Matracki,
Komańcze – zastępowy och. Michał Petrow,
Puchacze – zastępowa szer. Kasia Borowa.
W zawodach między zastępami zwyciężyła Lotna Eskadra Sławka Papucia.
Na zimowisku dominował program narciarski. Odbyło się też kilka
zimowych gier terenowych i bieg harcerski, na którym zostały zdobyte 2
stopnie ochotnika i 2 ochotniczki.
W lutym część młodszej kadry drużyn harcerskich wyjechało na
zimowisko instruktorskie hufca do Spały. Uznano, że wobec zmian zachodzących
w Polsce i trwającego procesu odnowy harcerstwa, starsi harcerze
Szesnastki powinni znaleźć się w gronie kształcących się przyszłych
instruktorów hufca, nie po to nawet aby samemu zdobyć jakąś wiedzę,
lecz po to by promieniować własnym przykładem i w ten sposób mieć
oddolny wpływ na postawę kursantów. Uznano, że aby mieć realny wpływ
na ochockie harcerstwo, nie można się od niego izolować. Idee głoszone
przez „obcych" są przyswajane trudniej, niż te same wyrażane
przez „swoich". Zadaniem Zawiszaków na kursie było, zaprzyjaźnić
się z rówieśnikami z innych szczepów i wszędzie gdzie się da,
polemizować z partyjnymi wykładowcami popularyzując postulaty KIHAM-u.
W połowie zimowiska, w zupełnej tajemnicy, do Spały przybyli Marek
Gajdziński i Lesław Kuczyński. Kilka dni przebywali na miejscu mieszkając
w namiocie rozbitym na brzegu Pilicy. Na miejscu biwaku odbywały się
potajemne odprawy z harcerzami Szesnastki biorącymi udział w kursie.
Celem tych spotkań było skontrolowania skuteczności podjętej akcji,
podniesienie na duchu wykonujących ją harcerzy oraz uzupełnianie
argumentacji przydatnej w toczących się na kursie dyskusjach.
Trudno zmierzyć wyniki tego przedsięwzięcia. Na pierwszy rzut oka nic
się od tego w hufcu nie zmieniło. Jako całość pozostał bastionem
partyjnego betonu, nastawionym wrogo do idei odrodzenia harcerstwa w kształcie
postulowanym przez KIHAM. Ale z drugiej strony, każda kropla drąży
kamień i kto wie czy podjęta wtedy akcja nie miała wpływu na
wydarzenia, które miały miejsce w latach późniejszych, kiedy to
absolwenci tego kursu uzyskali większy wpływ na kształt swoich środowisk.
Począwszy od lutego, instruktorzy Kręgu Zawrat wykorzystując swoje
dawne znajomości z instruktorami hufca, a także znajomości zawarte na
zakończonym właśnie kursie instruktorskim, rozpoczęli akcję
kolportowania półlegalnej i nielegalnej, bo wydawanej poza kontrolą
cenzury, harcerskiej „bibuły". Do rąk, zwłaszcza młodszych
instruktorów hufca, zaczęły trafiać czasopisma, książki i podręczniki
metodyczne wydawane przez KIHAM i Niezależne Wydawnictwo Harcerskie (NWH).
Dzięki kolejnym numerom wydawanego przez KIHAM „Bratniego Słowa"
popularyzowano działania podejmowane przez kręgi i informowano o bieżącej
sytuacji w Związku. Przedwojenne podręczniki metodyczne takie jak
„System Zastępowy", „Wskazówki dla skautmistrzów", „Jak
prowadzić drużynę harcerską", itp. wskazywały na zalecany przez
KIHAM, model pracy harcerskiej i odkłamywały pionierską metodologię
narzucaną przez władze harcerskie przez ostatnie dziesięciolecia.
Wyniki tej akcji okazywały się bardzo zachęcające. O ile bowiem,
instruktorzy hufca, w ogromnej większości, odżegnywali się od udziału
i oficjalnego wyrażenia poparcia dla działań KIHAM-u, o tyle nielegalną
„bibułę" kupowali bardzo chętnie. Można przypuszczać, że również
ją czytali, co nie mogło nie mieć wpływu na ich późniejsze poglądy
i postawę.
Instruktorzy Szesnastki, aktywnie włączyli się w wewnętrzną pracę
warszawskiego kręgu KIHAM. Skoncentrowano się głównie na pracy w
komisji opracowującej nowy, ale silnie nawiązujący do przedwojennego,
system stopni harcerskich. Doświadczenia Szesnastki w tym względzie miały
duży wpływ na efekt końcowy zwłaszcza w sferze wymagań szczegółowych.
Przed rozpoczęciem VII Zjazdu ZHP, instruktorzy Zawratu rozkleili na
ulicach miasta i rozdali przechodniom kilka tysięcy ulotek informujących
społeczeństwo o aktualnej sytuacji w ZHP i stanowisku Porozumienia KIHAM
wobec zdominowanego przez „partyjny beton" zjazdu organizacji.
Po jego zakończeniu, kiedy okazało się, że żaden z istotnych postulatów
KIHAMU nie znalazł akceptacji najwyższej władzy Związku, Rada Szczepu
postanowiła mimo wszystko wprowadzić w Szesnastce proponowany przez
KIHAM tekst Prawa i Przyrzeczenia
Harcerskiego oraz opracowany przez kręgi nowy system stopni harcerskich.
W tym miejscu, warto poświęcić kilka słów wyjaśnienia i odnieść się
do niewątpliwie dwuznacznej wymowy tego aktu.
Od samego początku, KIHAM przyjął strategię działania polegającą na
pracy w kierunku odnowy i zmiany charakteru istniejącego Związku
Harcerstwa Polskiego. Z perspektywy lat można dyskutować czy była to
wtedy strategia słuszna. Tym bardziej, że był to ewenement w
posierpniowym ruchu odnowy społecznej. Robotnicy nie tracili czasu na
odnowę CRZZ i utworzyli własny Niezależny i Samorządny Związek
Zawodowy „Solidarność". Studenci powołali własny NZS, tworząc
konkurencję dla reżimowego SZSP. To są przykłady najbardziej widoczne,
ale podobny sposób postępowania przyjęło większości odradzających
się społeczności. Instruktorzy harcerscy, ze względu na przywiązanie
do tradycji, postanowili pozostać w ZHP i spróbować zmienić tę
organizację od środka. Przy podejmowaniu tej decyzji, ogromne znaczenie
miał specyficzny charakter organizacji skupiającej głównie dzieci i
niepełnoletnią młodzież. Narażanie jej na ewentualne szykany i
represje ze strony komunistycznych władz byłoby zbyt dużym ryzykiem i
samo w sobie stanowiłoby już nadużycie moralne. Skoro więc przyjęto
już taką strategię, należało być konsekwentnym.
Niestety, już na etapie kampanii wyborczych, w których wybierano władze
i delegatów na Zjazd ZHP, stało się jasne, że odnowa tej organizacji
metodami statutowymi i demokratycznymi nie będzie możliwa. Tak też się
stało. Na Zjeździe przytłaczającą większość delegatów stanowili
przedstawiciele zbiurokratyzowanego, w większości partyjnego aparatu
harcerskiego, którzy z tradycyjnym harcerstwem mieli tyle wspólnego co
przeciętny Polak z chińskim baletem. Ich członkostwo w ZHP, miało
charakter partyjnej delegacji do ideowo-propagandowej pracy na odcinku
dziecięco – młodzieżowym i było tylko kolejnym szczeblem w partyjnej
karierze. Było oczywiste, że Zjazd odrzuci wszelkie postulaty KIHAM-u,
potwierdzi przewodnią rolę partii komunistycznej, wyznaczony przez nią
ideowy charakter organizacji i kierunki pracy związku. Tak też się stało.
Co w tej sytuacji mieli robić instruktorzy związani z KIHAM-em i podległe
im drużyny? Jedynym w pełni uczciwym rozwiązaniem było opuszczenie
ZHP. Tak postąpiło kilku instruktorów i parę – dosłownie parę środowisk.
W zasadzie, z pośród warszawskich drużyn, tylko 14WDH i 70WDH opuściły
ZHP i przeszły do utworzonego przez swoich instruktorów Niezależnego
Ruchu Harcerskiego (NRH). Większość instruktorów KIHAM-u oceniła, że
w ówczesnej sytuacji ryzyko takiej akcji jest zbyt duże i
najprawdopodobniej skończy się ona represjami i utratą wpływu na
skupioną w harcerstwie młodzież. Przypomnijmy, że partia komunistyczna
otrząsnęła się już z sierpniowego szoku, odzyskiwała dawną pewność
siebie i możliwości działania. Ocena ta była całkowicie słuszna. Dziś
już wiemy, że wtedy właśnie rozpoczęły się przygotowania do
wprowadzenia stanu wojennego w wyniku, którego NRH zostało zmuszone do
rozwiązania się. Rezygnacja z pracy w harcerstwie też nie mogła być
brana pod uwagę gdyż oznaczałaby całkowitą kapitulację i oddanie młodzieży
na pastwę komunistów. Jedynym możliwym wyjściem z tej sytuacji było
kontynuowanie pracy w zgodzie z wyznawanymi ideałami. Tego nie można było
jednak pogodzić z dotychczasowymi zasadami statutowymi ZHP, których treść
i wymowę potwierdził Zjazd. Od września 1980 roku, sprawy poszły już
za daleko. Rozbudzone zostały nadzieje na istotne zmiany w Związku. W
szerokiej instruktorskiej dyskusji uświadomiono sobie główne kierunki
tych zmian i sformułowano szczegółowe postulaty, których treść została
szeroko spopularyzowana w społeczeństwie, a co ważniejsze, w środowiskach
harcerskich związanych z KIHAM-em. W tej sytuacji, rezygnacja z tych
postulatów i podporządkowanie się uchwałom Zjazdu, nie mogło być w
ogóle brane pod uwagę. Nie można było nagle przekreślić własnej
postawy ideowej i zrezygnować z własnych przekonań. To oznaczałoby
zdradę ideałów i co równie ważne - zdradę harcerzy oraz
zaprzepaszczenie dorobku i dotychczasowych efektów pracy. Nie pozostawało
nic innego jak stworzyć własnym drużynom możliwie szeroką przestrzeń
do nieskrępowanego działania w zgodzie z wyznawanymi ideałami, biorąc
na siebie wszystkie konsekwencje działań niezgodnych ze statutem ZHP. Za
ostateczną granicę ''elastyczności'', uznano zasadę, aby pod żadnym
pozorem nie kłamać. Oznaczało to, że dopóki w ramach ZHP będzie można
otwarcie działać w zgodzie z własnym sumieniem, dopóty drużyny
skupione wokół KIHAM-u pozostaną w Związku.
Począwszy od wczesnej wiosny, prowadzono na terenie hufca akcję
informacyjną o harcerskich Mszach Świętych organizowanych w kilku
warszawskich kościołach. W tym przypadku, odzew był minimalny. Można
przypuszczać, że obok całkowitego zakazu zorganizowanego uczestnictwa w
tego typu mszach wydanym przez władze ZHP, istotnym czynnikiem
powstrzymującym drużynowych przed udziałem ich drużyn w zorganizowanym
harcerskim życiu religijnym był ich osobisty, ukształtowany w
harcerstwie, niechętny stosunek do publicznego demonstrowania swoich
przekonań religijnych. Ponadto, ogromna większość z nich była osobami
niewierzącymi o światopoglądzie ukształtowanym przez komunistyczną
ideologię.
W samej Szesnastce, udział harcerzy w tych mszach traktowano jako całkowicie
dobrowolny. Informacje o nich były wywieszane na szczepowej tablicy ogłoszeń
znajdującej się w szkole. Ponieważ nie organizowano zbiórek do udziału
w tych mszach, harcerzy i instruktorów Szesnastki, pojawiało się tam
bardzo niewielu. Nic w tym dziwnego. Tak się złożyło, że sfera życia
religijnego była przez ostatnie dziesięciolecia, mocno w Szesnastce
zaniedbana, a nawet całkowicie pomijana. Udział Drużyny w corocznych
Mszach Świętych w intencji poległych i zmarłych Zawiszaków nie był
traktowany jako przeżycie religijne, lecz raczej jako manifestacja wierności
tradycji. Poza tym corocznym „kościelnym incydentem", ani w
Szczepie, ani w samej Drużynie, nie było żadnych innych przejawów życia
religijnego. Na obozach, nie organizowano wyjść na niedzielne Msze Święte,
nie było modlitwy wieczornej i nie modlono się przed posiłkami. W
ogniskowych gawędach nie robiono odniesień do dekalogu, ani nie
wspominano w ogóle o Bogu. Nawet w pieśni wieczornej „Bratnie słowo
sobie dajem…" słowa „Bóg jest tuż…" zmieniono na „noc
jest tuż…", co było całkowicie zgodne z oficjalną (zakłamaną)
wersją tej pieśni. Wiara w Boga była traktowana w Szesnastce, jako całkowicie
prywatna sprawa harcerzy i religijności w żaden sposób nie łączono
ani nie traktowano jako składnika ideologii harcerskiej. Wobec tego typu
tradycji ukształtowanej przez ostatnie dziesięciolecia, trudno było
oczekiwać nagle jakiegoś przełomu. Udział w harcerskich Mszach Świętych,
które na fali odnowy zaczęto organizować w niektórych kościołach,
nie cieszył się więc wielkim powodzeniem wśród instruktorów
Szesnastki, ani tym bardziej z braku zachęty, także wśród jej harcerzy
i harcerek. Raz tylko, Szesnastka w zwartym szyku, wraz ze swoim pocztem
sztandarowym, wzięła udział w mszy odprawionej w katedrze warszawskiej
z okazji Jubileuszu 70-lecia Harcerstwa. Przy czym podobnie jak w
przypadku corocznych mszy u św. Jacka, potraktowano to bardziej jako
manifestację niezależności od władz ZHP, niż świadome przeżycie o
charakterze religijnym.
Wczesną wiosną w Muzeum Woli zorganizowana została przez Hufiec Mokotów,
wystawa przedstawiająca i popularyzującą 70-cio letnią historię
Harcerstwa. Otwarto ją jeszcze przed Zjazdem ZHP. Jakim musiała być
zaskoczeniem dla większości partyjnych delegatów, którzy jeszcze rok
wcześniej z ogromną pompą świętowali szeroko popularyzowany w
partyjnych środkach masowego przekazu Jubileusz 35-lecia harcerstwa w
Polsce. To prawda – ich czerwone harcerstwo miało swój początek latem
1944 roku, w zajętym przez Armię Czerwoną Lublinie. Lecz tu, okazywało
się czarno na białym, że historia harcerstwa jest dłuższa i znacznie
bardziej bogata oraz, że korzenie tego ruchu nie mają nic wspólnego z
socjalizmem. Zgromadzone eksponaty ukazywały obraz harcerstwa funkcjonującego
według zasad, do których powrót postulował KIHAM. Wśród pokazywanych
eksponatów znalazło się kilka zdjęć i przedmiotów wypożyczonych od
Zawiszaków i prezentujących wkład Szesnastki w rozwój Harcerstwa
Polskiego. Zdjęcia tych eksponatów zostały pokazane w „Świecie Młodych"
– oficjalnym harcerskim piśmie młodzieżowym i w „Motywach" –
piśmie dla instruktorów wydawanym przez GK ZHP.
Jednocześnie w czasopiśmie „Stolica" ukazał się artykuł Włodka
Dusiewicza pt. „Góralskie kostki w harcerskim otoku" będący krótkim
streszczeniem historii Szesnastki.
W Święta Wielkanocy, Polskie Radio w I Programie nadało godzinną, nocną
audycję o Szesnastce i jej zbliżającym się jubileuszu. W audycji wzięli
udział szefowie Zawiszackiego Komitetu Obchodów Jubileuszu 70-lecia
16WDH: Zyg Wierzbowski i Andrzej Pawłowski. W ten sposób realizowano
kolejne elementy planu przygotowań do mających odbyć się we wrześniu,
obchodów rocznicy powstania Szesnastki.
Równie dużo działo się w drużynach.
W Szesnastce męskiej postanowiono poważnie zabrać się za odbudowę
sprawnego systemu zastępowego. Uznano, że wobec narosłych przez lata
zaniedbań w tej dziedzinie, tradycyjne formy kształcenia zastępowych są
nieskuteczne. Brak odpowiedniej praktyki działania, nie mógł być
przezwyciężony poprzez najbardziej nawet doskonałe kursy o charakterze
teoretycznym. Trzeba było stworzyć w praktyce pożądane i czytelne
wzorce zachowań. Dla osiągnięcia tego celu, zdecydowano się posłużyć
z goła niekonwencjonalną metodą kształcenia. Mianowicie na funkcję
zastępowych w istniejących zastępach mianowani zostali doświadczeni
instruktorzy, a dotychczasowi zastępowi zostali podzastępowymi. W ten
sposób wzmocnione zastępy, miały przez kolejnych kilka miesięcy, aż
do obozu, żyć intensywnym, atrakcyjnym i w pełni pożytecznym życiem,
prowadzone przez o wiele starszych, doświadczonych i świadomych swej
roli instruktorów. I tak, zastępowymi zostali:
phm. Marek Gajdziński w zastępie Wikingów z podzastępowym och.
Andrzejem Rutą,
pwd. Lesław Kuczyński w zastępie Jastrzębi z podzastępowym och.
Normanem Matrackim,
przod. Artur Baczyński w zastępie Komandosów z podzastępowym trop.
Waldkiem Kulikiem,
przod. Jacek Kajak w połączonych zastępach Komańczy i Lotnej Eskadrze
z podzastępowym och. Michałem Petrowem.
Jedynie zastęp Czarne Stopy pozostał pod komendą dotychczasowego, doświadczonego
zastępowego, jakim był odkr. Sławek Papuć z podzastępowym och.
Arturem Derwińskim.
Znawca klasycznej metodyki harcerskiej wnet dostrzeże niezgodność tego
rozwiązania z kanonem systemu zastępowego, którego istota opiera się
zjawisku grupy rówieśniczej. Znacznie wyższy wiek zastępowych burzył
rówieśniczy charakter zastępu, ale była to sytuacja przejściowa będąca
w istocie specyficzną formą kształcenia zastępowych. W ciągu niecałego
pół roku, standard pracy zastępów podniósł się nieprawdopodobnie.
Przede wszystkim, zastępowi odbyli wiele rozmów z rodzicami swoich
harcerzy uświadamiając im cele i zasady pracy w harcerstwie. W wyniku
tego, znacznie poprawiła się dyscyplina i obecność na zbiórkach.
Rodzice lepiej rozumiejąc obowiązki synów wynikające z przynależności
do Drużyny i znając plany zastępów, starali się nie organizować im
zajęć kolidujących z tymi obowiązkami, a wręcz nawet dopingowali synów
do lepszej i bardziej intensywnej pracy. Dobrze przygotowane zbiórki zastępów,
na których pojawiali się wszyscy chłopcy stały się bardzo atrakcyjne
i pożyteczne. Głównie prowadzono na nich gry i ćwiczenia przygotowujące
chłopców do zdobycia kolejnego stopnia harcerskiego według nowych
wymagań opracowanych przez KIHAM. Zastępy wyruszały na własne
wycieczki i biwaki. Wspólnie przeżyte przygody jeszcze bardziej
konsolidowały zastępy przekształcając je w autentyczne grupy przyjaciół.
W okresie świąt, zorganizowany został kolejny IV wiosenny obóz wędrowny.
I tym razem trasa forsownej wędrówki przebiegała przez Góry Świętokrzyskie.
Komendę obozu stanowili: phm. Marek Gajdziński – komendant, org.
Tomasz Rokicki – oboźny i przod. Jacek Kajak – kwatermistrz. W obozie
uczestniczył tylko jeden zastęp z drużyny męskiej – 5-ciu chłopców
z Jastrzębi pod wodzą nowego „super" zastępowego pwd. Lesława
Kuczyńskiego oraz Ala Pietrzak – drużynowa dziewcząt. Program obozu
poza elementami krajoznawczymi, ukierunkowany był na przygotowanie zastępu
Jastrzębi do kolejnego rajdu o tytuł najlepszego zastępu hufca.
Obóz udał się wspaniale. Jego cel został osiągnięty. Jastrzębie
przeszły intensywny kurs techniki i pozostałej wiedzy harcerskiej. W
wyniku tego przeszkolenia, ich poziom przygotowania do rajdu był naprawdę
bardzo wysoki. Niestety, zaraz po powrocie z obozu, epidemia grypy
„zdziesiątkowała" chłopców, uniemożliwiając zastępowi wzięcie
udziału w rajdzie. Jedyna pociecha, że osiągnięty efekt nie został całkiem
zmarnowany i Jastrzębie w przyszłości okazały się bardzo zgranym i
wartościowym zastępem.
Inny zastęp – Wikingowie, wybrał się w początkach maja na trzydniowy
biwak zastępu nad rzeczkę Korabiewkę w Puszczy Bolimowskiej. Przypadek
sprawił, że w bezpośredniej okolicy znalazł się również biwak 14
WDH-y (z NRH), która postanowiła podejść zastęp z Szesnastki i wykraść
jego proporzec. Dzięki czujności warty, zostało to udaremnione, a w
wyniku akcji odwetowej, jeszcze tej samej nocy, Wikingowie zdobyli w
obozie Czternastki mundur ich drużynowego (Delfina) i drobny ekwipunek.
Nie trudno sobie wyobrazić jak ta przygoda i osiągnięty sukces wpłynęły
na atmosferę w zastępie. Dość powiedzieć, że już wkrótce
Wikingowie przemianowani na Żubry, będąc najmłodszym zastępem w Drużynie,
stali się jej filarem, a później także „kopalnią kadry".
Tydzień później, Drużyna zorganizowała wzorem lat ubiegłych, kolejne
manewry, tym razem pod kryptonimem „Topór". Znów zakończyły się
one pełnym zwycięstwem Grunwaldu, który zdołał tak wymanewrować
harcerzy ze 181 WDH-y, że nie tylko zdobyto ich patrolówkę, ale także
zwinięto z biwaku i wykradziono jeden z namiotów.
22 maja, Szesnastka wzięła udział w defiladzie najstarszych drużyn
stolicy zorganizowanej przez Komendę Chorągwi. Warto odnotować ten
fakt, jako, że ilustruje on doskonale rozdarcie ówczesnych władz ZHP. Z
jednej strony partyjne pryncypia ideowe nakazywały harcerskim urzędnikom
konsekwentną postawę negującą 70-cio letni dorobek harcerstwa. Z
drugiej strony oddolne działania harcerskie z wielkimi sukcesami odkłamywały
zafałszowaną przez komunistów historię harcerstwa. Nie mały udział,
w tym miała również Szesnastka, prowadząca aktywne i bardzo nagłaśniane
przygotowania do własnego Jubileuszu. W tej sytuacji władze ZHP musiały
zająć jakieś stanowisko. Organizacja defilady była jednym z przejawów
zmiany ich stosunku do historycznej spuścizny ZHP. Na skutek oddolnej
presji instruktorów skupionych w Porozumieniu KIHAM, nie można było
dalej upierać się przy lansowanej do niedawna tezie o utworzeniu
harcerstwa dopiero przez komunistów w lipcu 1944 roku. Partyjne władze
ZHP, musiały z bólem przyznać, że harcerstwo nie było ich
wynalazkiem, że w momencie wkroczenia wojsk radzieckich do Polski, miało
już swój bogaty dorobek, który został przez nich przechwycony i
wykorzystany do własnych celów.
Taka była prawdziwa wymowa tej defilady, w której zarówno Szesnastka
jak i inne stare drużyny, wzięły udział z niekłamaną satysfakcją
osiągniętego celu.
Niestety, partyjna propaganda pominęła milczeniem całe to wydarzenie,
mimo, że w dniu, tradycyjnie uznawanym za rocznicowy, (w związku z
wydaniem pierwszego rozkazu skautowego na ziemiach polskich) była to
jedyna uroczystość organizowana oficjalnie przez władze ZHP. Obszerne
relacja z defilady ukazała się jedynie w wewnętrznym, zethapowskim
czasopiśmie instruktorskim „Motywy".
Na początku czerwca, dla tego samego czasopisma, drużyna Grunwald urządziła
pokazową grę patrolową. Fotoreportaż zawierający wiele zdjęć ukazujących
ćwiczenia polowe w wykonaniu harcerzy Szesnastki, zajął całą stronę
w 26 numerze Motywów. Później w piśmie tym bardzo często
wykorzystywano zrobione wtedy zdjęcia harcerzy do ilustracji najprzeróżniejszych
zamieszczanych tam artykułów.
Poza tym, zgodnie z przyjętym założeniem, praca odbywała się głównie
w zastępach. Obok regularnych zbiórek zastępów, organizowano wiele
wycieczek i kilkudniowych biwaków, lecz nie całą drużyną tylko właśnie
w zastępach.
W tym samym czasie, w drużynie żeńskiej zorganizowano pobór, który
tylko nieznacznie zwiększył stan ilościowy do 20-tu harcerek. Za to,
dziewczęta zdecydowały się na zmianę w regulaminie umundurowania.
Granatowe berety zastąpiono szarymi rogatywkami o kroju identycznym jak męskie
nakrycia głowy. Zmiana ta, podyktowana była chęcią włączenia kostek
góralskich do żeńskiego munduru. Tak też się stało i począwszy od
lata 1981 roku również dziewczęta nosiły tradycyjne zawiszackie kostki
w otokach swoich rogatywek.
Z jednej strony, decyzja ta symbolizowała pragnienie harcerek przyjęcia
w pełni całej spuścizny Szesnastki i uznania jej za swoją własną. To
musiało cieszyć zwłaszcza w kontekście niedawnej historii tej drużyny.
Z drugiej jednak strony, był to kolejny krok w kierunku wyzbycia się
przez dziewczęta swojej programowej odrębności i upodobniania się do
drużyny męskiej, co budziło wiele zastrzeżeń ale niestety tylko wśród
bardziej doświadczonej kadry instruktorskiej chłopców, którzy już
wtedy trafnie upatrywali w tym procesie przyczyn słabości harcerstwa żeńskiego.
W czerwcu miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie. Oto męska
zuchowa Gromada Robin Hooda przy organizacyjnej pomocy drużyny Grunwald,
udała się na pierwszy w historii Szczepu, biwak zuchowy pod namiotami.
Praca zuchowa, nabierała coraz większego impetu. Już wkrótce miało
nastąpić jeszcze jedno ważne wydarzenie w pracy zuchowej Szczepu.
W sierpniu (28.07-23.08), odbył się kolejny LII obóz stały Szesnastki.
Tym razem zdecydowano się na zmianę charakteru terenu przeznaczonego na
lokalizację obozu. W ostatnich latach, wyjeżdżano głównie nad
jeziora, na północ kraju. Obecnie obóz został rozbity na południu
tj.na Roztoczu, nad piękną i dziką rzeką Tanew, w okolicy wsi
Rebizanty. Z początku obóz stanowił zgrupowanie dwóch podobozów drużyn
męskiej i żeńskiej oraz pierwszej w historii Szesnastki kolonii
zuchowej. Komendantem całości był phm. Marek Gajdziński,
kwatermistrzem – pwd. Wojtek Iwan, magazynierem – pwd. Jurek Wójtowicz,
instruktorem kuchennym – org. Anna Kuczyńska (funkcja konieczna ze względu
na obecność zuchów), pielęgniarką – org. Małgorzata Biesiadowicz
(była drużynowa) i kierowcą hm. Marek Wronkowski.
Podział na dwa podobozy harcerskie okazał się niestety niewypałem.
Zdecydowano się nań mimo niskiej liczebności drużyny żeńskiej licząc
na jej usamodzielnienie programowe. Niestety, w podobozie tym praca szła
bardzo źle i w końcu po kilku dniach zdecydowano się na reorganizację
i połączenie podobozów w jedną całość. Komendę stanowili: phm.
Marek Gajdziński – komendant, phm. Lesław Kuczyński – oboźny
(poprzednio komendant podobozu męskiego) i przod. Ala Pietrzak –instr.
programu żeńskiego (poprzednio oboźna w podobozie dziewcząt). Niestety
na skutek ostrego konfliktu personalnego pomiędzy Lesławem i Alicją ta
ostatnia została usunięta z obozu.
Poza komendą, w obozie udział wzięło 29-ciu harcerzy w 5-ciu zastępach
i 9 harcerek w jednym zastępie:
Lotna Eskadra – zastępowy och. Wojtek Żurek,
Czarne Stopy – zastępowy trop. Waldek Kulik,
Jastrzębie – zastępowy och. Norman Matracki,
Komańcze – zastępowy och. Michał Petrow, a po połączeniu podobozów
przod. Jacek Kajak,
Wikingowie – zastępowy och. Andrzej Ruta, a po połączeniu podobozów
przod. Artur Baczyński,
Piesze Łuczniczki – zastępowa och. Dorota Serek.
Program obozu podporządkowany został przygotowaniu harcerzy pod względem
wiedzy i umiejętności do wprowadzenia nowego systemu stopni harcerskich
opracowanego przez KIHAM oraz pod kontem ideowym do wprowadzenia nowego
Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Temu podporządkowane były wszystkie
elementy programu obozu: ogniska, zwiady, Chatka Robinsona, rajd odbyty
zastępami do Zamościa oraz inne ćwiczenia, zwiady i zajęcia w zastępach.
 |
|
 |
|
1981r. Obóz nad Tanwią. Jeden z pomostów.
|
|
1981r. Sprawdzanie czystości menażek.
|
|

|

|

|
|
Brudny kubek ląduje za namiotem.
|
Raport na apelu.
|
Komendant kolonii zuchowej pwd.
Tomek Rokicki w rozmowie z komendantem obozu.
|
W ostatnich dniach obozu nastąpiła weryfikacja stopni harcerskich.
Wszystkim harcerzom posiadającym stopnie przodownika i wyższe, przyznano
stopnie ćwika/samarytanki.
Następnie dla wszystkich pozostałych zorganizowany został bieg na młodzika/ochotniczkę
według nowych wymagań. Przyznano 15 stopni młodzika i 6 stopni
ochotniczki. Po czym dopuszczono do biegu na wywiadowcę 8-miu harcerzy. W
wyniku biegu, przyznano 3 stopnie wywiadowcy. Po ich przyznaniu,
wszystkich trzech wywiadowców dopuszczono do próby końcowej na stopień
ćwika. Próbę ukończyło dwóch z nich i w związku z tym przyznano dwa
stopnie ćwika.
W ten sposób, Szesnastka przeszła na nowy system stopni, których nazwy
i wymagania nawiązywały do przedwojennego kanonu. Wymagania oczywiście
uwspółcześniono. Istotnym elementem nowego systemu było rozróżnienie
stopni męskich i żeńskich tak pod względem nazewnictwa jak i wymagań,
co odzwierciedlało potrzebę rozróżnienia programów pracy i
dostosowania ich do różnych potrzeb i zainteresowań dziewcząt i chłopców.
Oczywiście, przejście na nowy (tradycyjny) system stopni odbyło się
wbrew zakazowi Głównej Kwatery ZHP. Tego lata, dokonały tego wszystkie
szczepy i drużyny związane z kihamowskim ruchem odnowy harcerstwa. Nie
była to sytuacja wygodna dla władz ZHP, jako że z tą chwilą, w związku
zaczęły praktycznie obowiązywać dwa równoległe i konkurencyjne
systemy stopni. Spodziewano się więc poważnej reakcji władz. Nie
mniej, przed Szesnastką i podobnym jej drużynom nie było wtedy innej
alternatywy.
Zmiana systemu stopni, nie była najcięższym ''przewinieniem''
Szesnastki tego lata. Oto bowiem, ostatniej obozowej nocy, wszyscy
harcerze i instruktorzy Szesnastki odnowili swoje Przyrzeczenie Harcerskie
według przyjętej przez Szczep nowej roty, zaproponowanej przez KIHAM.
Przypomnijmy, że wszyscy obecni wtedy w drużynie harcerze składali
poprzednio przyrzeczenie według roty z 1964 roku, wprowadzonej w ZHP pod
naciskiem partii komunistycznej. Przyrzeczenie to sformułowano między
innymi po to aby zamanifestować odcięcie się od tradycji ruchu
harcerskiego i podkreślić ideową łączność z „jedynie słuszną"
ideologią socjalizmu. Słowa tej roty brzmiały następująco:
Przyrzekam, całym życiem, służyć Tobie Ojczyzno,
być wiernym sprawie socjalizmu,
walczyć o pokuj i szczęście ludzi,
i być posłusznym Prawu Harcerskiemu.
Przez całe lata, przyrzeczenie takie przyjmowano również w Szesnastce.
Wszyscy instruktorzy wiedzieli doskonale, że ta wierno poddańcza przysięga,
odbierana od chłopców i dziewcząt, była konieczną ceną za
przetrwanie ZHP i poszczególnych jego drużyn. Pod koniec lat sześćdziesiątych
i w latach siedemdziesiątych, rzadko który instruktor pozwalał sobie na
niesubordynację w tym względzie i potajemne przyjmowanie dawnego
przyrzeczenia (choć byli i tacy), jako, że ryzyko wykrycia tego
procederu, rozwiązania drużyny i usunięcia z ZHP, było ogromne.
Komunistyczny aparat bezpieczeństwa, był w tych sprawach bardzo
skuteczny i bezwzględny. Z czasem, we wszystkich prawie środowiskach
pogodzono się z tą koniecznością. W ogromnej masie zethapowskich drużyn
i szczepów prowadzonych przez typowych karierowiczów i nawiedzonych
socjalistycznych idealistów, to narzucone związkowi przyrzeczenie nie
raziło, było czymś normalnym i wręcz pożądanym. Rodzice nie przywiązywali
do tego większej wagi. Traktowali to jako sytuację normalną, jako że
sami na każdym kroku zmuszani byli do „wyśpiewywania hymnów na cześć
partii". Natomiast w bardzo wielu tradycyjnych drużynach, w których
instruktorzy byli świadomi narzuconego im draństwa, z konieczności
wytworzył się naturalny mechanizm obronny polegający na
marginalizowaniu roli Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego w pracy
harcerskiej. Traktowano je jako pewien nieistotny formalizm, którego mimo
wstydu i zażenowania należało dopełnić po to by móc robić swoje. W
pracy drużyn, starano się zbyt często nie poruszać tego tematu. Miało
to, w wielu przypadkach, bardzo niekorzystne skutki uboczne. Nie
wykorzystując w swojej pracy i w gawędach odwołań do nieakceptowanego
Prawa i Przyrzeczenia, i nie mogąc ich zastąpić niczym co odzwierciedlałoby
tradycyjny ideał wychowawczy, w efekcie, drużyny te zostały całkowicie
pozbawione wzorca ideowego, przez co w ogóle rezygnowały z tego najważniejszego
przecież aspektu wychowania w harcerstwie. Jeżeli mówimy dziś, że
kultywowano w nich tradycyjny model harcerstwa, to dotyczyło to zwykle
tylko pewnych form zewnętrznych i technik polowych. Drużyny takie
charakteryzowały się dbałością o umundurowanie, perfekcyjną musztrą,
wysokim poziomem wyrobienia polowego, sprawnością organizacyjną i
manifestowaną wręcz sprężystością. Samo w sobie przynosiło to wiele
bardzo korzystnych efektów wychowawczych, jednak skutek oddziaływania
harcerskiego był niepełny, a można wręcz powiedzieć, że tylko
fragmentaryczny. Chłopiec ukształtowany w takiej drużynie, w najlepszym
razie był zaradny, nie bał się i potrafił stawić czoło przeciwnością
losu, był sprawnym organizatorem, często posiadał cechy przywódcze,
tryskał pomysłami i potrafił do nich przekonać swoich współpracowników.
Posiadał też być może wiele innych tego typu umiejętności. Ale jeżeli
rodzina nie wpoiła mu norm moralnych, to w z harcerstwa też ich nie wyniósł.
Przypominał dobrze zaopatrzony, zdolny do żeglowania okręt pozbawiony
jednak przyrządów nawigacyjnych. Umiejętności wyniesione z harcerstwa
(bo były to głównie umiejętności), mógł wykorzystać w bardzo różny
sposób, zarówno dla celów społecznie użytecznych jak i wręcz
przeciwnych. Innymi słowy mógł zostać cenionym fachowcem w swojej
dziedzinie i autentycznym liderem w swoim środowisku zarówno w uczciwej
pracy, w organizacjach społecznych, w grupach opozycyjnych, ale także
grupie przestępczej czy wręcz w partii komunistycznej. Harcerstwo
pomijając bowiem sferę oddziaływania ideowego, wraz z cennymi umiejętnościami
nie wyposażało go w odpowiednią hierarchię wartości.
Powiedzmy sobie szczerze, w drugiej połowie lat sześćdziesiątych i
przez całą dekadę lat siedemdziesiątych, Szesnastka, w okresach
lepszego funkcjonowania, była co najwyżej, taką właśnie drużyną. Z
pełną świadomością zdano sobie z tego sprawę dopiero dzięki udziałowi
kadry instruktorskiej w pracach i dyskusjach KIHAM-u. Uznano wtedy, że
sytuację tę należy bezwzględnie przerwać i wzbogacić wychowawcze
oddziaływanie Szesnastki, o pomijaną dotąd sferę wychowania ideowego.
Do tego jednak potrzebne było nowe Prawo i Przyrzeczenie Harcerskie,
precyzyjnie określające wzór ideowy, do którego należało dążyć.
Przyrzeczenie, które mogło być przyjmowane przez instruktorów i składane
przez harcerzy bez dotychczasowego wstydu i zażenowania. Takie kryteria
spełniała rota przyrzeczenia postulowana przez KIHAM, nawiązująca
wprost do dawnego, przedwojennego tekstu:
„Mam szczerą wolę, całym życiem, pełnić służbę Bogu i Polsce,
nieść chętną pomoc bliźnim,
i być posłusznym Prawu Harcerskiemu."
Przy czym wprowadzono istotną modyfikację podyktowaną oceną, że w
skutek ponad 35- letniej, ateistycznej indoktrynacji, społeczeństwo
polskie, przestało być w swojej masie, społeczeństwem wierzącym. Dla
dużej liczby chłopców i ich rodziców, deklaracja religijna zawarta w
pierwszym wierszu roty, mogła być tak samo upokarzająca, jak zwrot o
„wierności sprawie socjalizmu". Dlatego każdy harcerz przystępujący
do Przyrzeczenia mógł sobie zażyczyć, by tekst jego roty nie zawierał
sformułowania o Bogu w brzmieniu przedwojennym. Dopuszczano tym samym
dwie równorzędne roty Przyrzeczenia, a harcerze w okresie
przygotowawczym, w którym poznawali wzorzec harcerskiej postawy, byli o
tej możliwości informowani.
W ten właśnie sposób, ostatniej nocy na obozie, wszyscy instruktorzy,
harcerze i harcerki Szesnastki, w podniosłej atmosferze złożyli
ponownie swoje Przyrzeczenie Harcerskie.
Innym, bardzo
istotnym wydarzeniem tego obozu, była pierwsza w historii Szesnastki
kolonia zuchowa. Zlokalizowano ją ok. 300m od obozu, w domku myśliwskim,
na wyspie o powierzchni ok.1/2ha, oblanej ze wszystkich stron, wodami
rozdzielającej się w tym miejscu Tanwi. Malownicze miejsce i bezpośrednia
bliskość obozu harcerskiego, stymulowały wyobraźnię zuchów. Dzięki
temu oraz dzięki wzorowemu przygotowaniu zajęć, zuchowe zabawy były
dla uczestników kolonii, wspaniałym i niezapomnianym przeżyciem.
Komendę kolonii stanowili: pwd. Tomek Rokicki – komendant, przod.
Zbyszek Turliński – oboźny oraz org. Małgosia Deliś, przod. Marta
Wronkowska i odkr. Agnieszka Kalbarczyk w charakterze opiekunek „szóstek"
zuchowych. W koloni wzięło udział 12-cie zuchów i zuchen z dwóch
gromad zuchowych Szesnastki. Zuchy tworzyły trzy ''szóstki''. Kolonia
przyczyniła się do wyniesienia pracy zuchowej na jeszcze wyższy poziom.
Podsumowując, LII obóz stały Szesnastki, miał duży wpływ na
podniesienie jakości pracy w całym Szczepie. Obok, wprowadzenia bardzo
istotnych ideowych i metodycznych reform, stanowił dla jego uczestników
prawdziwą harcerską przygodę. Na uwagę zasługuje również bardzo
porządne zdobnictwo obozu, zarówno w odniesieniu do totemów poszczególnych
zastępów, jak i reszty urządzeń obozowych. Do historii przeszedł
wielki zegar, wykonany z ogromnego okrąglaka o średnicy ok.1m stojący
na środku placu apelowego. Zarówno w dzień jak i w nocy, wartownik był
zobowiązany co 5 minut przestawiać jego wskazówki, aktualizując
pokazywany czas. Wielkie były walory estetyczne i praktyczne tego pomysłu.
Zwłaszcza te drugie, należycie doceniała służba wartownicza. Na tym
obozie nie zdarzały się bowiem zaśnięcia wartowników. Po pierwsze,
warcie nie groziła nuda, po drugie zegar, nieubłaganie wskazywałby
ostatnio aktualizowany czas, co w sposób bezpośredni przyczyniłoby się
do wykrycia winowajcy gdyby któryś z wartowników zasnął na służbie.
Mechanizm ten był również wielkim ułatwieniem dla oboźnego, który mógł
kontrolować nocną służbę wartowniczą nie schodząc z własnej
pryczy. Wystarczyło odchylić połę namiotu, oświetlić latarką zegar
i porównać jego wskazywania z własnym zegarkiem. Estetyczne walory
obozu doceniła redakcja Ekspresu Wieczornego publikując na jego łamach
całostronicowy fotoreportaż z obozu.
Ostatniego dnia obozu, w drużynie męskiej przywrócono zwyczaj nazywania
zastępów godłami zwierząt. W związku z tym większość zastępów
zmieniła nazwy. I tak:
Wikingowie przyjęli nazwę Żubry, Czarne Stopy – Puchacze, Komańcze
– Żbiki. Jastrzębie nie zmieniły nazwy. Utworzono też
starszoharcerski zastęp Dziki.
Od razu, po powrocie z obozu, rozpoczęto energiczne przygotowania do
organizacji Jubileuszu Szesnastki.
W dniu 11 września, na Cyplu Czerniakowskim, na terenie Harcerskiego Ośrodka
Wodnego, rozpoczął się Zlot Najstarszych Drużyn Harcerskich
zorganizowany przez Szesnastkę z okazji Jubileuszu 70-lecia 16 WDH.
Komendę zlotu stanowili: phm. Marek Gajdziński – komendant, phm. Lesław
Kuczyński – oboźny i pwd. Jurek Wójtowicz – kwatermistrz.
W zlocie wzięły udział:
obydwie drużyny harcerskie z 16WDH im. Zawiszy Czarnego – założonej w
październiku 1911r.
reprezentacja 1 Tarnowskiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego –
założonej w listopadzie 1911r.
reprezentacja 3 Krakowskiej Drużyny Harcerskiej im. Kazimierza Puławskiego
– założonej w listopadzie 1911r.
reprezentacja 6 Krakowskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta
– założonej w listopadzie 1911r.
reprezentacja 21 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Ignacego Prądzyńskiego
– założonej w marcu 1913r.
reprezentacja 13 Krakowskiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego –
założonej w 1918r.
reprezentacja 15 Łódzkiej Drużyny Harcerskiej im. Andrzeja Małkowskiego
– założonej w 1920r.
reprezentacja 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. K.K. Baczyńskiego
– założonej w 1921r.
Z pośród zaproszonych drużyn, z niewiadomych przyczyn, w zlocie nie wzięła
udziału tylko 22 WDH i 16PDH.
Z uwagi na spore odległości jakie miały do przebycia niektóre drużyny
w piątkowy wieczór odbył się tylko apel inauguracyjny i ognisko pt.
Historie Naszych Drużyn, w trakcie którego, w ogromnym skrócie,
zaprezentowane zostały dzieje przybyłych na zlot środowisk harcerskich.
12 września w sobotę od rana, rozgrywana była wielka gra harcerska pomiędzy
zastępami, przygotowana i przeprowadzona przez instruktorów Szesnastki.
W klasyfikacji zastępów starszoharcerskich zwyciężył zastęp z 3 KDH,
a w klasyfikacji młodszoharcerskiej zastęp Żubry z 16WDH-y Grunwald.
Obydwa zwycięskie zastępy otrzymały pamiątkowe puchary 70- lecia
16WDH.
Po obiedzie ufundowanym przez KPH, otwarto wystawy pamiątek drużyn
zlotowych. Odbył się także specjalny koncert zespołu Gawęda dla
przybyłych na Jubileusz Zawiszaków.
Na kolację, w której uczestniczyli już nie tylko harcerze biorący
udział w zlocie, ale także ok. 150 Zawiszaków, serwowano bigos i herbatę
z kuchni polowej.
Następnie odbyło się Jubileuszowe ognisko przygotowane przez Zawiszaków
i Drużynę. Śpiewano pieśni charakterystyczne dla różnych okresów
historii Szesnastki. Gawędy wygłosili: Zyg Wierzbowski, Zbyszek Klarner
i Stefan Mirowski „Rokita" z Szarych Szeregów.
Ognisko zakończyło się apelem poległych Zawiszaków. W nocy odbyło się
jeszcze ognisko instruktorskie, na którym szarże przybyłych drużyn
dyskutowały, przedłożony przez Szesnastkę projekt Unii Najstarszych
Drużyn Harcerskich. W efekcie uznano, że mimo istnienia KIHAM-u, który
spełnia w dużej mierze projektowane cele unii, nadal istnieje sens i
potrzeba jej powołania, jako jeszcze jednej płaszczyzny współdziałania
drużyn, które z racji swojej historii mają szczególny obowiązek wobec
całego Polskiego Harcerstwa. Uzgodniono też nazwę: Unia Najstarszych
Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej, w skrócie UNDHR.
Niedziela 13 września rozpoczęła się Mszą Świętą w intencji Drużyny
oraz poległych i zmarłych Zawiszaków. Odprawiono ją w kościele św.
Jacka gdzie znajduje się tablica pamiątkowa Szesnastki. Po raz kolejny
Szesnastka wmaszerowała do kościoła w zwartym szyku, ze swoimi
sztandarami na czele, otwierając czwórkową kolumnę drużyn biorących
udział w zlocie. Mszę celebrował ksiądz Zawiszak, a jej podniosła,
religijna i patriotyczna atmosfera wywarła ogromne wrażenie na
harcerzach, ich rodzicach i licznie przybyłych Zawiszakach.
Po mszy, kolumna zlotowa, przemaszerowała ulicami Starego Miasta na
dziedziniec Zamku Królewskiego gdzie odbyła się uroczystość
podpisania i zaprzysiężenia Unii.
Po tej uroczystości wszyscy harcerze mieli możliwość zwiedzenia zamku.
Równolegle w kawiarni „Bąbonierka", odbyło się spotkanie pokoleń
zawiszackich.
Po południu na terenie obozu zlotowego odbył się uroczysty apel
70-lecia, na którym po wieloletniej przerwie znów przyznano godność
Honorowego Zawiszaka. Otrzymał ją wieloletni szef KPH – płk.Tadeusz
Kuczyński. Na apelu obecny był także Z-ca Naczelnika ZHP, który musiał
wysłuchać nowej „nielegalnej" roty Przyrzeczenia Harcerskiego
odbieranego od nowomianowanych młodzików i ochotniczek przez Zyga
Wierzbowskiego.
Z okazji 70 – lecia Szesnastki wydano:
- pamiątkowy znaczek metalowy w formie stylizowanej lilijki zawiszackiej,
projektu Jacka Karczewskiego (b. drużynowego).
- pamiątkową, barwną plakietkę przedstawiającą stylizowany herb
Zawiszy Czarnego „Sulima" wpisany w obrys lilijki harcerskiej –
projektu Marka Gajdzińskiego.
- Gawędę o Szesnastce Zawiszy Czarnego – ponad 200 stronicową opowieść
o dziejach Drużyny, napisaną przez Kazika Koźniewskiego (b. drużynowego)
i wydaną w 500 egzemplarzach na prawach rękopisu.
 |
|
 |
|
13 września 1981r. Apel na Zlocie 70-lecia 16
WDH.
|
|
Wprowadzenie sztandaru Szczepu.
|
 |
|
 |
|
Wprowadzenie sztandaru Drużyny.
|
|
Z-ca Naczelnika ZHP przed frontem Szesnastki.
|
 |
|
 |
|
Po przyrzeczeniu. Zyg Wierzbowski przypina
jednej z harcerek Krzyż Harcerski.
|
|
Poczty sztandarowe.
|
W jubileuszu wzięło udział ponad 150 Zawiszaków z kraju i zagranicy,
reprezentujących wszystkie od najstarszych po najmłodsze pokolenia byłych
harcerzy Szesnastki.
Relacje z obchodów zamieszczał Kurier Polski i Expres Wieczorny.
W następnym tygodniu zastęp Żubrów reprezentował Szesnastkę na II
Jubileuszowym Zlocie Harcerstwa Polskiego zorganizowanym na Błoniach
Krakowskich przez Krakowski Krąg KIHAM. Reprezentacja Szesnastki wyróżniła
się w obozie warszawskim ( zdjęcie w Świecie Młodych nr 118).
Warto poświęcić parę słów przybliżając ideę tego zlotu. Pierwszy
Jubileuszowy Zlot zorganizowano z wielką pompą w 1935 roku na 25 lecie
harcerstwa. Szesnastka uczestniczyła w tym zlocie i odniosła w nim
wielkie sukcesy. Tym razem, zlot został zorganizowany skromnymi siłami
instruktorów KIHAM-u i zdominowanej przez nich Chorągwi Krakowskiej ZHP.
Naczelne władze ZHP ograniczyły się tylko do przyjazdu i krótkiej
wizyty na apelu. W zlocie uczestniczyło kilka tysięcy harcerzy z całej
Polski. Były to reprezentacje drużyn związanych z KIHAM-em ale nie
tylko. Wstęp był otwarty, więc na zlocie pojawiło się bardzo dużo środowisk
harcerskich nie mających dotąd swego udziału w odnowie harcerstwa. I to
głównie z myślą o nich zorganizowano ten zlot, po to aby spopularyzować
ideę odnowy i główne jej postulaty. W zlocie brały również udział
drużyny należące do nielegalnego, bo formalnie nie zarejestrowanego NRH.
To właśnie na zlocie ukazały się historyczne już dziś odezwy
Porozumienia KIHAM w sprawie przyjęcia w drużynach „kihamowskiej"
roty przyrzeczenia harcerskiego oraz apel do instruktorów ZHP o
przestrzeganie Prawa Harcerskiego, a zwłaszcza 10-tego punktu nakazującego
abstynencję. Oba dokumenty wywołały wściekłość władz ZHP. Jednak
instruktorzy KIHAM-u uznali, że tylko w ten sposób, metodą faktów
dokonanych, można zmusić partyjny aparat ZHP, do zmiany stanowiska w
sprawie odrodzenia ZHP. Powszechne przechodzenie wielkiej ilości drużyn
na zaproponowaną rotę przyrzeczenia nie mogło bowiem być przez władze
ignorowane. Gdyby to się nie udało, trzeba byłoby czekać aż cztery
lata do kolejnego Zjazdu ZHP, który mógłby ponownie zdecydować w tej
sprawie. Był to okres zbyt długi - nie do przyjęcia w kontekście
wymiany harcerskich pokoleń i dynamiki procesów odnowy w całym państwie,
na tle którego ZHP jawił się jako niewzruszony bastion partyjnego
„betonu". Reprezentacja Szesnastki uczestniczyła w tym
historycznym wydarzeniu i to w charakterze przykładu środowiska, które
już wcześniej zdecydowało się na przyjęcie zaproponowanej roty.
 |
|
 |
|
19 września 1981r. Krakowskie Błonia. Zasnuty
mgłą poranek na II Jubileuszowym Zlocie Harcerstwa. Reprezentujący
Szesnastkę zastęp Żubrów.
|
|
II Jubileuszowy Zlot Harcerstwa w Krakowie. Wejście
do biwaku reprezentacji Szesnastki.
|
Tydzień później obie drużyny harcerskie Szczepu wzięły udział w
Jamboree Hufca. 16 WDH- y Grunwald wygrała w konkurencji pionierskiej,
zdobnictwa, wystaw prezentujących dorobek drużyn i zdeklasowała pozostałe
drużyny w biegu harcerskim, w którym Jej trzy zastępy zdobyły trzy
pierwsze miejsca. Szesnastka okazała się najlepszą drużyną hufca. Ale
równie ważne i satysfakcjonujące było to, że dzięki konsekwentnej
postawie Kręgu Instruktorów Szesnastki Zawrat, będącym ambasadorem
harcerskiej odnowy na Ochocie, powoli zaczął zmieniać się charakter całego
hufca. Dowodem na to było właśnie Jamboree zorganizowane według
klasycznych zasad tego typu spotkań harcerskich.
W październiku przeprowadzono kolejną, zaplanowaną dużo wcześniej,
reorganizację Szczepu. Zlikwidowano podział na poziomy wiekowe: zuchowy
i harcerski. W to miejsce wprowadzono podział pionowy na Szesnastkę Męską
i Szesnastkę Żeńską. Bezpośrednią konsekwencją organizacyjną tej
zmiany było włączenie i podporządkowanie drużyn zuchowych, drużynom
harcerskim. Zlikwidowano również służbę kwatermistrzowską Szczepu,
tworząc odpowiednie służby w drużynach. Wszyscy instruktorzy Szczepu,
otrzymali nowe przydziały w drużynach. Głównym celem tej reorganizacji
było wymuszenie większej samodzielności programowej i organizacyjnej
obu nowych pionów Szesnastki. Już wtedy powstał bowiem pomysł rozwiązania
Szczepu i pełnego usamodzielnienia się drużyn. Obecne zmiany były
pierwszym krokiem na tej drodze.
Po reorganizacji struktura Szczepu przedstawiała się następująco:
Komendant Szczepu phm. Marek Gajdziński
Szesnastka Męska
Drużynowy – phm. Marek Gajdziński
I Przyboczny – phm. Lesław Kuczyński
II Przyboczny – ćw. Jacek Kajak i przod. Artur Baczyński
Wódz zuchowy – przod. Zbyszek Turliński
Przyboczny wodza zuchowego – pwd. Tomek Rokicki
Kwatermistrz – pwd. Wojtek Iwan
Drużyna składała się z:
zuchowej Gromady Robin Hooda – ok. 20 zuchów,
5-ciu zastępów harcerskich – ok. 44 harcerzy.
W drużynie podjęto decyzję o przedłużeniu eksperymentu polegającego
na prowadzeniu zastępów przez doświadczonych instruktorów.
Zrezygnowano też z przeprowadzenia poboru w IV klasach szkoły
podstawowej. Celem było podniesienie wieku kandydatów do drużyny z
dotychczasowych 10 do 11 lat. Zostało to podyktowane nowym podejściem
metodycznym uwarunkowanym głównie wprowadzeniem nowego systemu stopni
oraz zwiększeniem wymagań ideowych. W efekcie tego posunięcia, w drużynie
nie pojawiły się nowe zastępy poborowe, które co roku zasilały jej
stan.
Szesnastka Żeńska
Drużynowa – org. Małgosia Deliś
Przyboczna – przod. Agnieszka Kalbarczyk, przod. Ala Pietrzak
Wódz zuchowy – przod. Marta Wronkowska
Drużyna składała się z:
zuchowej gromady Różowe Puchomorki – ok. 20 zuchen
3 zastępów harcerskich – ok. 20 harcerek.
Podobnie jak w drużynie męskiej zdecydowano się na przejściowe
przydzielenie zastępom harcerskim doświadczonych zastępowych w osobach
drużynowej i przybocznych. Ze względu na niski stan ilościowy, dziewczęta
postanowiły odwlec podniesienie wieku poborowych do następnego roku i
zorganizowały pobór w klasach czwartych.
Jak miała pokazać najbliższa historia, reorganizacja ta dobrze wpłynęła
na samodzielność drużyn, a zwłaszcza pozwoliła rozwinąć się drużynie
żeńskiej.
Warto przy tej okazji zauważyć, że ze Szczepu odeszło czworo
instruktorów: pwd. Rysiek Kukuła i org. Joanna Wojtala oraz pwd. Jurek Wójtowicz
i org. Anna Kuczyńska. Przyczyny tego były na pewno dwie. Po pierwsze, właśnie
oni słabo utożsamiali się z nową linią ideową i metodyczną obowiązującą
w Szesnastce. Po drugie i chyba ważniejsze, bardziej absorbowało ich życie
prywatne. Obie pary, już wkrótce stanęły na ślubnych kobiercach,
tworząc pierwsze w historii Szesnastki zawiszackie małżeństwa.
4 listopada Instruktorzy Szczepu wystosowali oficjalne pismo do Naczelnika
ZHP informując go o wypowiedzeniu posłuszeństwa w sprawie Roty
Przyrzeczenia i Tekstu Prawa Harcerskiego.
Oficjalnie poinformowano w nim władze ZHP, że w Szesnastce przyjmowane
jest Przyrzeczenie Harcerskie i stosuje się przedwojenny tekst Prawa
Harcerskiego, zalecane przez Porozumienie KIHAM. Warto odnotować, że było
to pierwsze tego typu wystąpienie w Polsce. Minęło półtora miesiąca
od historycznego apelu Porozumienia KIHAM o wprowadzanie w drużynach
nowego przyrzeczenia. I rzeczywiście, bardzo wiele drużyn stosowało u
siebie proponowaną rotę przyrzeczenia. Ale najczęściej robiono to
dyskretnie, tak aby nie prowokować represji ze strony władz ZHP. Taka
sytuacja była bardzo wygodna dla… władz ZHP gdyż nie powodowała
konieczności reagowania. Udawano, że nie dostrzega się masowego procesu
zachodzącego w związku. Z jednej strony można się było z tego cieszyć
widząc jak w sposób bezpieczny odbywa się ideowa kontrrewolucja w
poszczególnych drużynach. Z drugiej jednak strony jej zasięg był
bardzo ograniczony. Władze ZHP, udając, że nie widzą tego co się
dzieje, unikały w ten sposób powrotu do dyskusji na tematy ideowe. W
warszawskim i krakowskim kręgu KIHAM, które posiadały największą
swobodę działania w swoich chorągwiach, postanowiono zatem zrobić coś
co wymusi jakąkolwiek reakcję władz. Miały to być oficjalne
zawiadomienia drużyn o przyjęciu nowej roty kierowane bezpośrednio do Głównej
Kwatery.
W Szesnastce nie zwlekano zbyt długo z podjęciem odpowiedniej decyzji. W
kręgu Zawrat odbyła się krótka dyskusja na ten temat. Podniesiono
dodatkowy argument, że oficjalne powiadomienie władz o podjętych
krokach, jest przede wszystkim bardziej uczciwe w zaistniałej patowej
sytuacji. Zredagowano tekst pisma i dostarczono go do GK ZHP. Inne drużyny
skupione wokół KIHAM-u, potraktowały wystąpienie Szesnastki jako
swoisty „próbny balon". Było to jawne pogwałcenie obowiązującego
statutu ZHP, ale zupełnie nic się nie stało, nie było żadnych
represji ani nawet odzewu ze strony władz związku. Wkrótce za przykładem
Szesnastki i namową KIHAM-u, w ten sam sposób postąpiło wiele innych
drużyn i szczepów, których instruktorzy brali czynny udział w pracach
kręgów.
Władze i tym razem nie zareagowały. Postanowiły „przymknąć
oczy" prawdopodobnie w obawie przed powszechnym eksodusem drużyn do
niezależnej organizacji, a może już wtedy były świadome
przygotowywanego stanu wojennego, który w ich mniemaniu musiał rozwiązać
wszystkie problemy i grały w ten sposób na przeczekanie. W środowiskach
kihamowskich, Szesnastka dzięki swojej odwadze, zyskała sobie w pełni
zasłużoną sławę „harcownika", czyli rycerza, który tuż przed
bitwą występował przed szyk, by dla dodania innym otuchy stoczyć zwycięską
walkę z harcownikami przeciwnika. Wiele było historycznych przykładów,
że wynik tej pierwszej harcowniczej potyczki miał wpływ na późniejszy
przebieg bitwy. Wszyscy w Szesnastce i w KIHAM-ie wierzyli, że tak będzie
i tym razem, że bitwa o wolne, prawdziwe harcerstwo zostanie w końcu
wygrana.
11 listopada, instruktorzy i starsi harcerze Szesnastki, wraz z harcerzami
innych kihamowskich drużyn, wzięli udział w patriotycznej manifestacji
na ulicach Warszawy.
Kilka dni później reprezentacja Szczepu wzięła udział w Jubileuszu
70-lecia 1TDH i 3KDH.
W drugiej połowie listopada, Szesnastka przystąpiła do Pogotowia
Zimowego Harcerek i Harcerzy ogłoszonego miesiąc wcześniej przez
Porozumienie KIHAM. Warto poświęcił parę słów założeniem tej
akcji.
Warunki życia w kraju stawały się z dnia na dzień coraz cięższe.
Brakowało już dosłownie wszystkiego. Żywność była racjonowana.
Kartkowe przydziały były niewystarczające, a i tak często nie udawało
się ich zdobyć. Po wszystko trzeba było stać w gigantycznych
kolejkach. Szybka poprawa zaopatrzenia ludności była całkowicie nie
realna. Absurdalna socjalistyczna gospodarka legła całkowicie w gruzach.
Solidarność podejrzewała też (jak się później okazał, zupełnie słusznie),
że władze partyjne specjalnie potęgują te trudności, zmniejszając
dostawy do sklepów, po to aby wytworzyć propagandowe wrażenie, że
wszystkiemu winne są częste strajki i bałagan w kraju. W ten sposób próbowano
odwrócić sympatię Polaków od Solidarności i przekonać naród do
potrzeby zaprowadzenia rządów silnej ręki, w celu uporządkowania
sytuacji w kraju. Dokonać tego mogła oczywiście tylko partia
komunistyczna. W tych warunkach, nadejście srogiej zimy, mogło okazać
się katastrofalne, zwłaszcza dla ludzi najsłabszych – chorych i
samotnych. To właśnie oni mieli najmniejsze możliwości zdobycia żywności
i opału. Wizja schorowanych ludzi umierających w samotności z głodu i
zimna, mogła już za miesiąc stać się bardzo realną rzeczywistością.
W tych okolicznościach, wobec całkowitej bezczynności oficjalnych władz
ZHP, instruktorzy skupieni w kręgach Małkowskiego, postanowili
zorganizować podległe im i sympatyzujące drużyny do podjęcia
skoordynowanych działań, w celu minimalizacji skutków zaistniałej
sytuacji. Można to było zrobić tylko poprzez realną pomoc dla osób
najbardziej narażonych – czyli ludzi chorych, starych i jednocześnie
samotnych. W tym celu ogłoszono Pogotowie Zimowe Harcerek i Harcerzy.
Nawiązano tu do doświadczeń z 1939 roku, kiedy w obliczu niebezpieczeństwa
wybuchu wojny, ogłoszone zostało Pogotowie Wojenne. Poszczególne kręgi
KIHAM powołały rejonowe sztaby PZHiH, będące w istocie zalążkiem
struktur harcerskich, niezależnych od oficjalnych władz ZHP. Na
marginesie, warto przypomnieć, że Główna Kwatera ZHP, dostrzegła w
tym ogromne niebezpieczeństwo i początkowo zakazała rozwijania struktur
Pogotowia, a drużynom przystępowania doń. Później, gdy zorientowano
się, że jest to postawa absurdalna, władze ZHP, usiłowały powołać własne
pogotowie i przejąć inicjatywę. Nic z tego jednak nie wyszło i we
wszystkich większych ośrodkach harcerskich w kraju, KIHAM powołał własne
komendy PZHiH, koordynując służbę setek drużyn, które zameldowały
się do pracy.
Pierwszym etapem służby, były zwiady środowiskowe, dzięki którym
powstały lokalne wykazy osób najbardziej potrzebujących pomocy. Określono
także zakres i formy tej pomocy. W Szesnastce prace te prowadzone były
na przełomie listopada i grudnia. Szefem służby w Szczepie i na terenie
Ochoty została przod. Agnieszka Kalbarczyk, wyróżniająca się
przyboczna drużyny żeńskiej. Rozpoznanie prowadzono w porozumieniu z
Akcją Charytatywną Parafii św. Jakuba oraz z lokalnym oddziałem Związku
Niewidomych.
W drugiej połowie listopada, powstał projekt, rozszerzenia oddziaływania
Szesnastki na terenie Ochoty, poprzez rozrost terytorialny. Przygotowano,
akcję werbunkową w szkole podstawowej nr 173 na ulicy Barskiej oraz w
XXI Liceum Ogólnokształcącym im. H. Kołłątaja. W tej ostatniej
szkole, akcją kierował bezpośrednio drużynowy i prace były znacznie
bardziej zaawansowane. Przygotowano plakaty informacyjne i wydrukowano
odpowiednią ilość ulotek zawierających patriotyczną odezwę zachęcającą
młodzież do pracy harcerskiej w Szesnastce. Przeprowadzenie akcji
werbunkowej zaplanowano na 14 i 15 grudnia.
Niestety, w dniu 13 grudnia, komunistyczne władze PRL wprowadziły stan
wojenny, którego celem było zdławienie wszelkich organizacji i ruchów
zmierzających do politycznego i społecznego odrodzenia Polski. Po raz
kolejny w historii, Moskwa posłużyła się polskimi renegatami dla
umocnienia władzy w swojej europejskiej kolonii. Wierna radzieckim
mocodawcom partia komunistyczna i Ludowe Wojsko Polskie wyprowadziło czołgi
na ulice polskich miast by zastraszyć ich ludność i odebrać Polakom
ochotę do jakiegokolwiek oporu. Jednocześnie internowano większość
przywódców ruchów i organizacji opozycyjnych. Zawieszono lub
zdelegalizowano większość organizacji i stowarzyszeń działających w
kraju. We wszelkich zakładach pracy, urzędach i instytucjach władzę
przejęli komisarze wojskowi. Wprowadzono rygorystyczne prawo zabraniające
jakichkolwiek form oporu pod karą śmierci włącznie. Aby uniemożliwić
ludziom swobodne porozumiewanie się, zerwano wszelkie połączenia
telefoniczne i wprowadzono rygorystyczny zakaz opuszczania swoich
miejscowości. Aby wyeliminować możliwość oporu ze strony szczególnie
porywczej młodzieży, zawieszono na czas nieokreślony zajęcia w szkołach
i na uczelniach.
Już w południe 13 grudnia, zorganizowana została akcja wykradzenia z
zamkniętej i strzeżonej przez wojsko szkoły i harcówki, historycznego
sztandaru Szesnastki, materiałów archiwalnych i bieżącej dokumentacji.
Wszystko to ukryto następnie w mieszkaniu szefa KPH, płk. Tadeusza Kuczyńskiego.
Było to jedno z najbardziej bezpiecznych miejsc w kraju, jako, że ojciec
Lesława był wysokim oficerem w Sztabie Generalnym LWP. Obawiano się, że
pozostawienie cennych historycznych, pamiątek na terenie szkoły, może
stać się okazją do ich zniszczenia przez władze bezpieczeństwa.
Powodzenie akcji nie byłoby możliwe gdyby nie pełna poświęcenia pomoc
dyrektor szkoły, Pani Zofii Karwan, która odważyła się zaryzykować
osobistą karierę zawodową. Dzięki jej pomocy udało się otworzyć
wszelkie zaplombowane drzwi i zmylić czujność, pilnujących szkoły
wartowników. Warto też przy tej okazji podkreślić i wyróżnić postawę
Honorowego Zawiszaka – Pana płk. Tadeusza Kuczyńskiego, który zgodził
się na ukrycie w swoim mieszkaniu, historycznych pamiątek Szesnastki.
Ponadto ojciec Lesława, w pierwszych dniach grudnia, usiłował
dyskretnie ostrzec przed internowaniem, Marka Gajdzińskiego, który był
mocno zaangażowany w prace warszawskiego kręgu KIHAM i proponował mu
wyjazd na kilka dni do rodziny poza Warszawę. Ponieważ jednak, nie mówił
wprost o co chodzi, ostrzeżenie to zostało zignorowane. Na szczęście
Komendant Szesnastki, nie znalazł się na liście osób przeznaczonych do
internowania. W związku z działalnością w KIHAM-ie, internowany został
tylko szef ogólnopolskiego Porozumienia KIHAM – instruktor
warszawskiego Szczepu 208 WDHiZ.
Jeszcze tego samego dnia wieczorem został opracowany wielowariantowy plan
działania na wypadek rozwiązania Szesnastki i represji w stosunku do Jej
instruktorów.
Nic takiego na szczęście się nie stało. Działalność ZHP jako jednej
z nielicznych organizacji w kraju nie została zawieszona. Był to wyraz
uznania komunistycznych władz stanu wojennego dla lojalnej względem nich
postawy władz Związku. Wywołało to taki efekt, że prawdziwym wstydem
było pokazanie się w mundurze na ulicy. Ludzie obrzucali harcerzy
wyzwiskami sądząc, że uczestniczą oni w akcji przeciwko narodowi
polskiemu. Z drugiej strony, możliwość kontynuacji legalnej działalności,
stwarzała okazję służby w Pogotowiu Zimowym i niesienia pomocy ludziom
potrzebującym. Korzystając z przymusowej przerwy w zajęciach szkolnych,
zastępy z wielką intensywnością podjęły służbę w ramach PZHiH. Po
mieście poruszano się w normalnych zimowych ubraniach bez czapek
harcerskich, żeby nie prowokować niepotrzebnych awantur, które wpływały
deprymująco na harcerzy. Używano tylko specjalnych biało-czerwonych
opasek z lilijką i napisem Pogotowie Zimowe.

Zbiegiem okoliczności,
nawiązanie do historycznego Pogotowia Wojennego zyskało teraz zupełnie
nową, aktualną wymowę. Wprowadzenie stanu wojennego było bowiem
traktowane przez społeczeństwo jako wypowiedzenie wojny narodowi
polskiemu przez komunistów. Tyle tylko, że tym razem wojna miała
charakter cywilny, więc i zadania pogotowia nie miały formy militarnej.
Nadal aktywnie współpracowano z Akcją Charytatywną Parafii św. Jakuba
na Placu Narutowicza, oraz z ochockim oddziałem Związku Niewidomych. Służba
polegała na kontynuowaniu wywiadów na temat osób potrzebujących
pomocy, roznoszeniu paczek żywnościowych, robieniu niezbędnych zakupów
i stałej pomocy osobom samotnym, potrzebującym opieki. Łącznie
wszystkie zastępy obydwu drużyn harcerskich miały w grudniu pod stałą
opieką 17 takich osób z terenu Ochoty. Oprócz Szesnastki w Pogotowiu
Zimowym na Ochocie brały udział tylko 13WDH i 21WDH. Inne Szczepy i drużyny
zamroziły swoją działalność na okres pierwszych tygodni stanu
wojennego. W przeddzień Wigilii, w kościele św. Jakuba odbyła się
Msza Święta w intencji harcerek i harcerzy PZHiH oraz ich podopiecznych.
Później w salach katechetycznych ochocki sztab pogotowia zorganizował
opłatek harcerski, wspominany później jako wzruszające spotkanie o
charakterze religijno-patriotycznym. W Święta Bożego Narodzenia oraz w
Sylwestra harcerki i harcerze, ze szczególną troską zajęli się swoimi
samotnymi podopiecznymi.
Stan Drużyny w dniu 31.12.1981r.
Komendant Szczepu - phm. Marek Gajdziński
16WDH-y "Grunwald"
Drużynowy - phm.Marek Gajdziński
Przyboczny - phm.Lesław Kuczyński
Kwatremistrz - pwd. Wojciech Iwan
II Przyboczny - ćw. Jacek Kajak
II Przyboczny - przod. Artur Baczyński
Gromada Zuchowa Robin Hooda (stan 20)
Wódz Gromady - przod. Zbigniew Turliński
Przyboczny Zuchowy - pwd. Tomasz Rokicki
II Przyboczny Zuchowy - wyw. Robert Michalak
Zastępy harcerskie
Żubry (Wikingowie) - zastępowy phm. Marek Gajdziński, podzastępowy - mł.
Artur Karwatowicz (stan 8)
Żbiki (Komańcze)- zastępowy phm. Lesław Kuczyński, podzastępowy - mł.
Michał Petrow (stan 8)
Puchacze (Czarne Stopy) - zastępowy ćw. Jacek Kajak, podzastępowy - mł.
Waldek Kulik (stan 7)
Jastrzębie (Jastrzębie) - zastępowy przod. Artur Baczyński, podzastępowy
- mł. Norman Matracki (stan 9)
Zastęp starszoharcerski
Dziki - zastępowy pwd. Wojciech Iwan (stan 9)
Stan ogółem - 4 instruktorów, 38 harcerzy i 20 zuchów.
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1980-1981 W Solidarności
|