|
Marek Gajdziński
1985 rok
12 stycznia rozpoczęto
w kurs zastępowych starszych. W IV Plutonie było już sporo harcerzy z
trzyletnim stażem. Kilku z nich dochodziło pełnoletności, a nadal byli
szeregowymi. Szykowano się do kolejnej próby przeprowadzenia naboru i
powołania nowych zastępów. Jednak atmosfera panującą ówcześnie w środowiskach
młodzieżowych zupełnie nie sprzyjała tym planom. Najbardziej ideowa młodzież
nadal z wyraźnym obrzydzeniem podchodziła do wszelkich oficjalnych form
aktywności, wietrząc w nich komunistyczną inspirację. Mimo często
podejmowanych prób pokazania się tej młodzieży z zupełnie innej
strony, nie przynosiło to większych rezultatów. W ciągu trzech lat
działania IV Plutonu w Kołłątaju, tylko kilku chłopców przystąpiło
do Szesnastki z pełną świadomością roli, jaką spełnia Drużyna na
Ochocie i z chęcią aktywnego uczestniczenia w prowadzonej przez nią
niezależnej działalności. I to właśnie oni, po zdobyciu niezbędnego
harcerskiego doświadczenia, zostali skierowani na prowadzony w Drużynie
kurs zastępowych. Mimo braku znaczących sukcesów ilościowych nie załamywano
rąk. Tym razem postanowiono skoncentrować się na działalności
specjalizacyjnej, aby w ten sposób przyciągnąć młodzież do
harcerstwa. Inspiracją dla tego kierunku działania stał się sukces
zastępu Leszczy, który od początku tworzony był specjalnie z myślą o
chłopcach zainteresowanych żeglarstwem. Idąc tym śladem planowano
utworzyć kolejne zastępy o sprecyzowanych z góry specjalnościach. Poza
żeglarską miały to by być specjalności: fotograficzna (AFS),
dziennikarska (Sulimczyk), muzyczna, komputerowa i ratownicza. Pod tym właśnie
kątem prowadzono zajęcia na kursie zastępowych.
W dniach od 27 stycznia do 4 lutego odbyło się w Małym Cichym kolejne,
XXXIII zimowisko Szesnastki. Komendę stanowili: ćw. Marek Talacha –
komendant, ćw. Adam Lenarcik – oboźny i wyw. Rafał Lipski –
kwatermistrz. Oprócz komendy w obozie wzięło udział 11 harcerzy.
Dominował program narciarski uzupełniony kilkoma, głównie wieczornymi
i nocnymi grami terenowymi. Zimowisko urządzono bez zgłoszenia i
akceptacji władz hufca. Nietrudno domyśleć się dlaczego. W komendzie
nie było ani jednego harcerza, który posiadałby stopień instruktorski.
Ze względów formalnych Drużyna nie otrzymałaby zgody na taki wyjazd.
Obydwaj mianowani instruktorzy, z uwagi na obowiązki szkolne i
studenckie, nie mogli wziąć udziału w obozie. Na uczelniach przesunięto
bowiem terminy sesji egzaminacyjnych, tak że wypadały właśnie w czasie
ferii szkolnych. Problem ten dotknął większość drużyn w Polsce.
Szesnastka żeńska w ogóle zrezygnowała z organizacji zimowiska.
Szesnastkę męską organizacyjnie było na to stać. Pojawił się jednak
problem z obsadą kadrową. Był to, co prawda, problem całkowicie
sztuczny o charakterze wyłącznie formalnym, ale był i po raz kolejny
zwrócił uwagę kierownictwa Szesnastki na lekceważony dotąd aspekt
kształcenia instruktorskiego najstarszych harcerzy oraz braku nowych
stopni instruktorskich.
Była już o tym mowa przy okazji likwidacji działalności zuchowej w
1983 roku. Zjawisko było dokładnie to samo. Harcerze, którzy już dawno
powinni ukończyć oficjalne kursy instruktorskie, odbyć próby i zostać
mianowani przewodnikami – unikali tego, jak ognia. Powód był prosty.
Kursy prowadziła komenda Hufca lub komenda Chorągwi. Tam też prowadzono
próby na stopnie instruktorskie. Żaden z harcerzy Szesnastki nie chciał
przełamać obrzydzenia i poddać się „obróbce" dokonywanej przez
obcy ideowo i znienawidzony personel tych instytucji. Żeby ukończyć
kurs i próbę trzeba byłoby kłamać i udawać kogoś innego, niż się
jest. Ujawnienie własnych poglądów i przekonań, przyznanie się do
kultywowanego w Drużynie modelu harcerstwa, oznaczałoby poważne kłopoty
i utratę szansy na podkładkę instruktorską. Harcerze nie chcieli kłamać
i udawać. Dlatego w Szesnastce zahamowany został naturalny proces
wymiany kadr instruktorskich. Mimo, że w Drużynie było około 10
harcerzy, którzy w normalnych warunkach już dawno zostaliby mianowani
instruktorami, zaś poziom ich wyrobienia był naprawdę bardzo wysoki -
Szesnastka nadal dysponowała tylko jednym przewodnikiem i jednym
podharcmistrzem. To był problem nie tylko tego zimowiska. Po raz kolejny
uświadomiono sobie, że ten stan rzeczy może nie tylko zahamować dalszy
rozwój Drużyny, ale wręcz spowodować poważny kryzys. W lutym 1985
roku, na skutek problemów z zimowiskiem, zdano sobie wreszcie sprawę z
powagi sytuacji. W tym sensie był to impuls pozytywny. Postanowiono rozwiązać
jakoś ten problem. W krótkim czasie okazało się, że w podobnej
sytuacji była większość warszawskich drużyn należących do Ruchu.
Potrzeba często bywa matką wynalazku. Tak stało się i w tym przypadku.
Na skutek sygnalizowania przez Szesnastkę ważkiego problemu, drużyny
ruchowe postanowiły doprowadzić do powstania własnego kursu
instruktorskiego i znalezienia formuły do jego zalegalizowania w jednym z
warszawskich hufców. Tajne przygotowania do jego powołania rozpoczęły
się już wiosną.
Tymczasem po powrocie z zimowiska rozpoczęto w IV Plutonie prace zmierzające
do rozszerzenia działalności specjalizacyjnej. Na pierwszy ogień poszła
bardzo w Szesnastce popularna i stojąca na wysokim poziomie specjalizacja
fotograficzno – filmowa. I tak 19 lutego w Liceum Kołłątaja nastąpiło
otwarcie wielkiej fotograficznej wystawy dorobku Agencji Fotograficznej
Szesnastki (AFS). Jednocześnie na terenie szkoły urządzono ciemnię
fotograficzną. Jej wyposażenie sfinansował w połowie komitet
rodzicielski, a w połowie Drużyna. W ciemni odbywały się zajęcia
praktyczne nowouruchomionego kursu fotograficznego, które prowadzili
harcerze z AFS. Zajęcia miały charakter otwarty, tzn. mógł z nich
korzystać każdy zainteresowany uczeń; cieszyły się one dużym
powodzeniem. Przez kilka kolejnych lat ciemnia wykorzystywana była
nieomal codziennie do późnych godzin wieczornych.
Pod koniec lutego IV pluton przystąpił do służby społecznej, której
nadano kryptonim „Celinka". Przez wiele lat taki właśnie
lakoniczny zapis figurował w kronice Drużyny. Można go było
rozszyfrować dopiero po wielu latach, gdy upadły rządy komunistyczne i
Polska odzyskała niepodległość. Na czym polegała ta służba?
W ciągu dwóch lat działalności, konspiracyjna organizacja instruktorów
o kryptonimie „Ruch" okrzepła na tyle, że jej działania nabrały
coraz większego rozmachu. Jedną z najważniejszych dziedzin tej działalności
były podziemne wydawnictwa. Wydawano podręczniki harcerskie i
instruktorskie, opracowania historyczne oraz dużą liczbę najróżniejszego
rodzaju czasopism i gazetek. Była to spontaniczna reakcja na brak wolności
słowa, charakterystyczna dla całego tzw. niezależnego społeczeństwa.
W podziemnym harcerstwie reakcja ta przybrała rozmiary imponujące. Druk
odbywał się w podziemnych drukarniach na terenie całego kraju, powstawały
mniejsze i większe wydawnictwa. Różnorodność i naturalna
decentralizacja procesu produkcyjnego miała swoje ogromne walory, ze względu
na możliwość pełniejszego zakonspirowania tej działalności.
Problemem stawał się jednak kolportaż. Byłoby absurdem, gdyby każdy z
wydawców utrzymywał własną sieć dystrybucji tylko dla swoich
wydawnictw. Potęgowałoby to niebezpieczeństwo wpadki, a także koszty
kolportażu. „Komenda Hufca", czyli tajne naczelnictwo Ruchu,
zorganizowało więc w Warszawie centralny magazyn wydawnictw oraz
centralną sieć ich kolportażu. Szesnastka otrzymała zadanie
zorganizowania sieci łączności krajowego kolportażu wydawnictw niezależnych.
Zadaniem „Celinki" było utrzymywanie stałej łączności pomiędzy
wydawnictwami, a magazynem centralnym oraz pomiędzy magazynem, a
regionalnymi centrami kolportażu. Łącznicy „Celinki" odpowiadali
za sprawne i terminowe przekazywanie zamówień, rozliczeń i pieniędzy.
Oczywiście nie każda informacja wymagała fizycznej obecności w innym
mieście. Wypracowano system haseł, sygnałów i kryptonimów pozwalający
na posługiwanie się pocztą i telefonem. Nawet pieniądze przesyłano
przekazami pocztowymi przez podstawione osoby. Bezpośrednie kontakty były
konieczne tylko okresowo, przy okazji ustalania nowych haseł i skrzynek
kontaktowych. Tu drobne wyjaśnienie dla młodszych czytelników. W połowie
lat osiemdziesiątych nie było jeszcze internetu i telefonów komórkowych.
Nie każdy miał też w domu linię telefoniczną. Służba Bezpieczeństwa
mogła kontrolować wszelkie rozmowy telefoniczne i przesyłki pocztowe.
Robiła to na wielką skalę. Tak więc porozumiewanie w tak poufnych
sprawach, jak kolportaż nielegalnych wydawnictw nie było w cale proste i
bezpieczne. Była to najbardziej zakonspirowana forma działalności
Ruchu. Zupełnie inna komórka odpowiadała za prowadzenie samego
magazynu, a jeszcze inna za fizyczne dostarczanie „bibuły" na
wyznaczone punkty. Zgodnie z klasycznymi zasadami konspiracji zadań tych
nie powinno się łączyć i nawet wewnątrz tej „maszynerii" nie
było wiadomo kto jakie pełni funkcje. Często jednak wbrew zasadom
harcerze Szesnastki dostawali zadania pomocy w przewiezieniu niektórych
transportów. Działo się tak w chwilach znacznego spiętrzenia pracy,
gdy „etatowe mrówki" nie nadążały z robotą. Trzykrotnie też
uczestniczono w alarmowych ewakuacjach magazynów w Warszawie, Katowicach
i w Gdańsku. Jeden z alarmów ogłoszono na skutek aresztowania z walizką
pełną bibuły jednego z kolporterów i współpracowników
Niezależnego Wydawnictwa Harcerskiego (NWH). Po niedługim czasie okazało
się zresztą, że niebezpieczeństwo było znacznie bliższe „Celinki",
niż początkowo przypuszczano, gdyż aresztowanym harcerzem okazał się
brat jednej z harcerek z zaprzyjaźnionej 29GDH-ek, z którą Szesnastkę
łączyło wiele przyjacielskich kontaktów. Ewakuację zarządzono
zgodnie ze standardową procedurą przewidzianą w tego typu sytuacjach.
Okazała się jednak zupełnie niepotrzebna, gdyż Tomek (późniejszy
Naczelnik Harcerzy ZHR) nie załamał się
w śledztwie i niczego nie wydał.
W rozpoczętej właśnie służbie „Celinka" brali udział tylko
najstarsi harcerze IV Plutonu. Do 1987 roku kierował nią osobiście drużynowy,
a następnie dowództwo przejął Jakub Skrzyński. W ciągu czterech lat
działalności (do wiosny 1989 roku) w służbie tej brali udział Andrzej
Karwan, Szymon Majewski, Leszek Sawicki, Jakub Skrzyński, Jacek Kajak,
Maciek Piątkowski i Marek Talacha i oczywiście Marek Gajdziński. „Celinka"
utrzymywała łączność z lokalnymi sieciami kolportażu w Krakowie,
Katowicach, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Łodzi, Bydgoszczy i Trójmieście.
Między innymi dzięki poświęceniu i odwadze tych harcerzy, do drużyn w
całej Polsce docierała harcerska bibuła oraz inne pozaharcerskie,
podziemne i drukowane na zachodzie wydawnictwa. Warto też rozszyfrować
sam kryptonim „Celinka": „ce" – od centralnego, „link"
– od angielskiego „łączyć się". Brzmienie kryptonimu miało
też być swoistym memento w sprawie konieczności zachowania najwyższej
ostrożności, której brak mógłby grozić dłuższym urlopem od uciech
tego świata, spędzonym w więziennej celi.
2 marca odbyła się tradycyjna Choinka Szesnastki. Zorganizowano ją wspólnie
z 16WDH-ek. Podczas apelu zakończona została akcja „Grunwald"
prowadzona w II Plutonie. Przyznano plakietki plutonu i przyjęto do drużyny
kilku kandydatów po okresie próbnym, wręczając im krajki i kostki.
Zakończona została również analogiczna akcja prowadzona w IV Plutonie
o kryptonimie „Sulima". Taką właśnie nazwę w dniu Choinki przyjął
pluton starszoharcerski 16WDH.
Było to w pełni świadome nawiązanie do tradycji Roju „Sulima"
– czyli hufca Szarych Szeregów, w który przekształciła się
konspiracyjna Szesnastka po przystąpieniu w 1944 roku do tej organizacji.
Już po raz czwarty w swojej historii harcerze Szesnastki, aby móc wypełniać
nakazaną Prawem Harcerskim służbę Polsce, musieli podjąć pracę w
konspiracji. Za każdym razem konspiracja ta miała inny charakter i w
innych była prowadzona warunkach. Ale jej cel zawsze był ten sam –
niepodległość Polski i zachowanie ducha narodowego. Toteż przyjęta
przez IV Pluton nazwa była odzwierciedleniem nastroju panującego wśród
harcerzy ówczesnej Szesnastki poczuwających się nie tylko do
organizacyjnej, ale także ideowej łączności z poprzednikami, którzy
dla tych samych celów gotowi byli oddać nie tylko osobistą wolność,
ale nawet własne życie.
W trakcie uroczystości po raz pierwszy przyznano plakietki „Sulima".
Otrzymało je 15 harcerzy IV Plutonu. Plakietka projektu Marka Gajdzińskiego
przedstawiała herb Zawiszy Czarnego wpisany w pole o kształcie
tradycyjnej lilijki harcerskiej.
Oto wyjątek z rozkazu LS7/84/85 z dnia 2.3.1985r.
"...1. IV Plutonowi 16WDH nadaję nazwę „Sulima". Herb rodowy
patrona 16WDH – Zawiszy Czarnego niech stanie się również symbolem
naszego harcerskiego honoru. Pamięć o harcerzach Szesnastki działających
w Szarych Szeregach jako Rój „Z" o kryptonimie „Sulima"
niech będzie źródłem siły i wytrwałości w pełnieniu służby Bogu
i Polsce, niesieniu pomocy bliźnim i pracy nad ukształtowaniem własnym
charakterów w myśl Prawa Harcerskiego. ...
...2. Zatwierdzam wzór i symbolikę plakietki Plutonu Sulima. Herb
Zawiszy Czarnego – Sulima (czarny orzeł na złotym polu, a poniżej
trzy złote kamienie na czerwonym tle), wycięty w kształcie lilijki
harcerskiej i umieszczony w tarczy o czarnym polu. Na ramionach orła
napis: 16WDH i 1911r. Znak ten informuje, że harcerze Szesnastki
uzbrojeni w ideały harcerskie, symbolizowane przez lilijkę, mając za
przykład honor i męstwo patrona Drużyny, czego symbolem jest herb
Sulima, i wierni tradycjom istniejącej od 1911 roku 16 Warszawskiej Drużyny
Harcerzy – dążą do wyplenienia zła w otaczającym nas świecie.
Symbolizowane jest to dominacją rysunku lilijki nad otaczającym ją
czarnym polem. ..."
16 i 17 marca miał miejsce biwak Rady Drużyny oraz trwającego już od
dwóch miesięcy kursu zastępowych starszoharcerskich i rozpoczynającego
się właśnie kursu zastępowych młodszoharcerskich. Zorganizowano go w
domku letniskowym należącym do wdowy po drużynowym konspiracyjnej
Szesnastki z czasów okupacji niemieckiej, Michale Woynicz-Sianożęckim,
z którą od zeszłego roku Drużyna utrzymywała stały kontakt. Nawiązano
go podczas letnich prób na stopnie ćwika, kiedy to doszło do
przypadkowego spotkania przy grobie Michała. Od tamtego czasu spotykano
się kilkakrotnie.
W ramach prowadzonej jesienią ubiegłego roku w IV Plutonie akcji „Sulima",
harcerze starsi starali się poznać zwłaszcza historię Szesnastki z
okresu II wojny światowej. Postać jej drużynowego, Michała
Woynicz-Sianożęckiego, miała dla tej historii kluczowe znaczenie.
Wspomnienie o nim, usłyszane z ust najbliższej mu osoby, jeszcze
bardziej przybliżyło harcerzom postać tego wybitnego Zawiszaka. Obok
znanych już wcześniej zasług na polu działalności harcerskiej i
wojskowej, odsłonięta została również jego postawa, którą
prezentował w życiu prywatnym. Dzięki opowieściom żony zobaczyliśmy
obraz człowieka w normalnym ludzkim wymiarze, nie spiżowego bohatera
stającego na cokole pomnika pamięci narodowej, ale zwyczajnego młodego
mężczyzny, tak jak my - uczącego się, tak jak każdy z nas -
zakochanego w swojej dziewczynie. I obraz ten jeszcze bardziej sugestywnie
przekonywał, że był to człowiek w najwyższym stopniu godny naśladowania.
W dniach od 22 do 24 marca Szesnastka zorganizowała w szkole podstawowej
nr 9 bazę noclegową dla 200 harcerzy uczestniczących w rajdzie Arsenał.
Ten organizowany corocznie przez Hufiec Mokotów im. Szarych Szeregów
rajd, od samego swego początku gromadził drużyny pragnące kultywować
tradycyjny model harcerstwa. Po wprowadzeniu stanu wojennego stał się
doskonałą, bo w pełni legalną okazją do spotkań drużyn ruchowych z
całego kraju. Tym bardziej, że centralną postacią tego rajdu był
legendarny dowódca Akcji pod Arsenałem, hm. Stefan Broniewski „Orsza",
będący jednocześnie duchowym przywódcą „Ruchu". Możliwość
spotkania się z nim i innymi szaroszergowymi instruktorami miała ogromne
znaczenie, zwłaszcza dla drużyn spoza Warszawy, dla których była to
niecodzienna okazja kontaktu ze środowiskiem uznawanym za w pełni
autorytatywne dla prawdziwego harcerstwa. Poza drużynami ruchowymi w
Rajdzie Arsenał uczestniczyło też wiele drużyn nie związanych
organizacyjnie z konspiracją instruktorską. Jeżeli przyjeżdżały na
rajd, oznaczało to, że w jakimś sensie poczuwały się do ideowej łączności
ze środowiskiem instruktorów Szarych Szeregów, czyli wyznawały zasady
podobne do tych, o które walczył Ruch. Dawało to bardzo dogodne możliwości
dla poszerzenia bazy oddziaływania Ruchu. Idealną zaś okazją do
szczerych rozmów i nawiązywania kontaktów organizacyjnych były wspólne
kwatery i czas przeznaczony na odpoczynek po dniu pełnym zadań i aktywności.
Drużyny związane z Ruchem postanowiły więc włączyć się aktywnie w
organizację rajdu. Pomagając organizatorom zyskiwano też możliwość
takiego rozdzielenia kwater, aby drużyny pozaruchowe znalazły się w
towarzystwie drużyn ruchowych. Baza noclegowa przygotowana przez
Szesnastkę była jedną z trzech zorganizowanych przez Ruch. Dzięki temu
nawiązano wiele nowych kontaktów.
1 kwietnia zmarł Wiesław Szeliski - Zawiszak, harcerz okupacyjnej
Szesnastki, a później w latach 40-tych i 50-tych instruktor Drużyny, do
ostatnich dni życia związany z nią uczuciowo. Następnego dnia rozkazem
specjalnym w Drużynie zarządzono żałobę na przeciąg dwóch tygodni.
3 kwietnia w fatalnych nastrojach spowodowanych niedawną stratą, Pluton
Sulima wyjechał na VII wiosenny obóz wędrowny w Gorce i Pieniny.
Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, oboźnym ćw. Adam Lenarcik,
a kwatermistrzem mł. Michał Tomczyk. Oprócz nich w obozie uczestniczyło
7 harcerzy z zastępów Dzików i Leszczy. Obóz nie był nigdzie
rejestrowany. Wspaniała pogoda i trudy wędrówki pozwoliły na jakiś
czas zapomnieć o bolesnej stracie. Jednak obóz skrócono o jeden dzień
po to, aby wziąć udział w pogrzebie Wieśka.
Pogrzeb odbył się 9 kwietnia. Wzięła w nim udział Drużyna wraz z
pocztem sztandarowym.
15 kwietnia rozpoczął się kilkutygodniowy kurs ratownictwa wodnego
organizowany przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe (WOPR). Wzięło w
nim udział trzech harcerzy z Plutonu Sulima. Był to kolejny element
planu intensyfikacji działalności specjalizacyjnej w plutonie
starszoharcerskim.
18 kwietnia odbyła się zbiórka całej Drużyny. Przeprowadzono na niej
tzw. bieg gąsienicowy zastępów. Ćwiczono techniki harcerskie i samą
formułę organizacyjną biegu „podpatrzoną" u drużyn
krakowskich.
Weekend z 20 na 22 kwietnia był dla Drużyny bardzo pracowity.
Reprezentacja Plutonu Sulima udała się na Kaszuby, w okolice ostatniego
obozu letniego, aby wziąć udział we wspólnym biwaku kilku trójmiejskich
drużyn ruchowych zorganizowanym dla uczczenia 3 rocznicy powstania
zaprzyjaźnionej z Szesnastką 29GDH-ek. Okazało się tam, że żeńska
drużyna starszoharcerska ma spore grono wielbicieli wśród trójmiejskich
harcerzy. Dla kilku Zawiszaków był to sygnał mocno niepokojący.
20 kwietnia Drużyna pełniła służbę przy rozdziale darów w parafii
św. Jakuba. Jak zwykle w chwilach wielkiego spiętrzenia pracy
charytatywnej ksiądz proboszcz prosił Szesnastkę o pomoc. Tak było i
tym razem. Do parafii dotarły bowiem ogromne transporty pomocy żywnościowej
i odzieżowej z Zachodu. Trzeba je było bardzo szybko rozdzielić, gdyż
brakło miejsca na ich zmagazynowanie.
Następnego dnia Drużyna wzięła udział w święcie hufca. Harcerze
starsi stanowili obsadę biegu zastępów młodszoharcerskich. Decyzja o
wzięciu udziału w święcie hufca podjęta została nie bez oporów.
Poprzedziło ją wiele dyskusji w gronie kadry Drużyny. Mimo ogromnych różnic
ideowych dzielących Szesnastkę od reszty hufca, postanowiono zakończyć
trwająca od początku stanu wojennego izolację. Zdecydowano się na to z
dwóch powodów. Po pierwsze, miano na względzie możliwość
propagowania wśród drużyn i szczepów hufca ideałów przyświecających
Ruchowi. Po drugie zaś, kierowano się względami praktycznymi. Rozpoczęto
proces wzajemnego oswajania się, by wypracować możliwą do przyjęcia
dla obu stron formułę otwarcia kilku harcerzom Szesnastki prób na
stopnie instruktorskie. Bez przyznania kolejnych stopni instruktorskich
funkcjonowanie Szesnastki, jako drużyny harcerskiej w ramach ZHP, stałoby
się wkrótce zupełnie niemożliwe. Komenda hufca nie mianowałaby
kolejnych drużynowych i komendantów obozów. Gdyby zabrakło obecnych dwóch
instruktorów, władze ZHP rozwiązałyby Drużynę, zmuszając ją do
przejścia do podziemia lub znalezienia zupełnie innej formuły w ramach
innej organizacji np. PTTK. Żadne z tych potencjalnych rozwiązań nie byłoby
dobre dla Szesnastki, dlatego zdecydowano się na poszukiwanie jakiegoś
kompromisu.
Rozpoczął się wiosenny sezon wycieczkowy. W obu plutonach nastała moda
na biwaki zastępów. W związku z tym nieco mniej było wypraw całymi
plutonami czy Drużyną.
W dniach 6-8 maja Pluton Grunwald brał udział w pracach remontowych
boiska szkolnego przy ul. Białobrzeskiej. Inicjatywę pomocy szkole podjęto,
aby naprawić nieco w ostatnim czasie pogorszone stosunki z dyrekcją.
Powodem napięć było duże natężenie zbiórek zastępów w okresie
zimowym. Z powodu nakładania się ich terminów nie wszystkie mogły
odbywać się w izbie harcerskiej. Często więc, z konieczności,
organizowano je na korytarzach szkolnych. Ich przebieg i skutki nierzadko
były powodem konfliktów z woźnymi, którzy skarżyli się dyrekcji szkoły
na niezrozumiałe dla nich zachowanie harcerzy i bałagan. Nie zawsze były
to pretensje słuszne. Bieganie po korytarzach i związany z tym hałas był
najczęściej zaplanowanym elementem zbiórki. Ale czasem też, zwłaszcza
po początkowych skargach, zwykłą szczeniacką złośliwością. Apogeum
konfliktu przypadło na marzec, kiedy to na dwa tygodnie wydano nawet
harcerzom zakaz wstępu do szkoły w godzinach popołudniowych. Później
stosunki układały się nieco lepiej, ale wciąż dalekie były od ideału.
Rada Drużyny postanowiła więc wykorzystać remont boiska szkolnego,
wykonywany w dużej mierze w tzw. czynie społecznym, jako okazję do złożenia
„ofiary przebłagalnej" i naprawienia popsutych stosunków z
dyrekcją szkoły.
W dniach od 11 do 13 maja odbył się bardzo udany biwak II Plutonu w
formie zgrupowania biwaków zastępów nad rzeką Korabiewką w Puszczy
Bolimowskiej. W nocy miały miejsce bardzo emocjonujące podchody pomiędzy
zastępami.
W tym samym czasie IV pluton gościł w Warszawie 29 GDH-ek. W annałach
Drużyny wizytę tę określono mianem „rewolucji kulturalnej". I
rzeczywiście, harcerki trójmiejskie nauczyły harcerzy Szesnastki zupełnie
nowych piosenek. Do tej pory w Drużynie dominował repertuar piosenek
bogu-ojczyźnianych: powstańczych, partyzanckich, wojskowych, harcerskich
i tzw. protest songów. Śpiewano je przeważnie w rytmie marszowym
wykrzykując co pikantniejsze (antysocjalistyczne i antyradzieckie) frazy.
Zaprzyjaźnione harcerki preferowały piosenki zupełnie odmienne –
bardzo melodyjne i pełne afirmacji życia. Stanowiło to bardzo atrakcyjną
odmianę. Nagła popularność tego typu repertuaru w Drużynie wynikała
też z rzadko uświadamianej sobie potrzeby nieco radośniejszego
spojrzenia na świat. Otaczająca nas rzeczywistość była aż nazbyt
ponura, nasze reakcje nazbyt może poważne. Wszystko to wymagało
odreagowania. Determinacja harcerzy Sulimy i zaproszonych na spotkanie
harcerek z żeńskiej Szesnastki była ogromna. Cały jeden dzień poświęcono
bowiem na naukę tekstów i melodii nowych „sprawadzonych z Trójmiasta"
piosenek, np.: „Gdy słońce rano wstaje nad jeziorem".
W dniach od 16 do 19 maja, 21-dnoosobowa reprezentacja Drużyny wzięła
udział w IV Zlocie UNDHR zorganizowanym przez drużyny krakowskie na
Polania Malinowej w paśmie babiogórskim. Marszałkiem zlotu i całej
Unii na kolejny rok działalności został drużynowy Szesnastki – Marek
Gajdziński. Program zlotu został niestety pokrzyżowany przez fatalną
pogodę. W sobotę, z uwagi na trwającą drugi dzień ulewę, zlot został
ewakuowany do Krakowa. W niedzielę wzięto udział w uroczystej mszy świętej
odprawionej na Wawelu z okazji 50-tej rocznicy śmierci Marsz. Józefa Piłsudskiego.
Była to ogromna i bardzo wzruszająca uroczystość patriotyczna, w której
brały udział dziesiątki tysięcy krakowiaków.
Zwyczajem ostatnich kilku lat, wykorzystując przerwę w zajęciach
szkolnych z powodu Bożego Ciała, Pluton Sulima udał się na kolejny spływ
kajakowy rzeką Rozpudą. Komendantem wyprawy, która obyła się w dniach
od 5 do 10 czerwca był phm. Marek Gajdziński, a kwatermistrzem mł.
Michał Tomczyk. W spływie brały udział cztery załogi – razem 8
harcerzy. Dziewcząt w tym roku niestety zabrakło.
Przed obozem zakończone zostały kursy zastępowych zarówno w IV jak i
II Plutonie. Zakończono też kurs ratownictwa wodnego.
Kolejny LVI obóz letni Szesnastki zorganizowano nad jeziorem Bukowo Duże
koło Trzcianki w dniach od 3 do 30 lipca. Komendantem obozu był phm.
Marek Gajdziński, a kwatermistrzem ćw. Marek Talacha. Było to
zgrupowanie podobozów poszczególnych plutonów.
Komendantem podobozu Grunwaldu był pwd. Jacek Kajak, a oboźnym ćw.
Szymon Majewski. Poza komendą w podobozie było 35 harcerzy w 5 zastępach:
Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski – 6 harcerzy
Sokoły – zastępowy mł. Paweł Marecki – 8 harcerzy
Byki – zastępowy mł. Krzysztof Zbytniewski – 7 harcerzy
Kormorany – zastępowy mł. Piotr Kaleta – 6 harcerzy
Wydry – zastępowy mł. Tomasz Czop – 7 harcerzy (samodzielny zastęp
Szesnastki z Tomaszowa Lubelskiego).
Współzawodnictwo między zastępami wygrał zastęp Wydry Tomka Czopa.
Warto w tym miejscu poświęcić kilka zdań temu zastępowi.
Jego powstanie było efektem obozu na Roztoczu w 1981 roku. Założył go
jeden z miejscowych chłopców – Robert Turzyniecki – syn właściciela
prywatnej piekarni, która dostarczała pieczywo do kuchni obozowej.
Robertowi, który od pierwszych dni przyjeżdżał wraz z ojcem do obozu,
tak spodobało się harcerstwo, że wkrótce pozostał w obozie na stałe.
Zdobył nawet stopień młodzika. W następnym roku znów przyjechał na
obóz Szesnastki, po czym, na jesieni 1982 roku w szkole, w której się
uczył w Tomaszowie Lubelskim, skrzyknął kilku kolegów i namówił ich
do wstąpienia do harcerstwa. Nie wyobrażał sobie przyłączenia się do
żadnej z miejscowych drużyn. Jego upór zaowocował zgodą Szesnastki na
utworzenie zamiejscowej filii. Od tej pory samodzielny zastęp Wydry działał
z różnym powodzeniem. Wizytowany był kilka razy w roku przez instruktorów
i starszych harcerzy. Zawsze spełniał podstawowe wymagania stawiane
przed zastępami Szesnastki. W kolejnych obozach brał udział zastępowy
i podzastępowy. Jesienią 1984 roku Robert wyjechał do szkoły średniej
do innego miasta i pozostawił zastęp dotychczasowemu podzastępowemu –
Tomkowi Czopowi. Ten zabrał się do pracy jeszcze bardziej energicznie i
na obóz w 1985 roku zameldował się z całym zastępem i w dodatku tak
świetnie zgranym i wyszkolonym, że w obozowej rywalizacji między zastępami,
chłopcy z Tomaszowa okazali się lepsi od wszystkich warszawskich zastępów.
Drugi podobóz tworzyły zastępy Plutonu Sulima. Komendantem był phm.
Marek Gajdziński, a oboźnym ćw. Adam Lenarcik. Poza komendą w
podobozie uczestniczyło 16 harcerzy w 4 zastępach:
Dziki – zastępowy wyw. Paweł Szadkowski – 4 harcerzy
Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz – 5 harcerzy
Piżmaki – zastępowy wyw. Rafał Lipski – 4 harcerzy
Zastęp kwatermistrzowski – zastępowy ćw. Marek Talacha – 3
harcerzy.
Obóz stał pod znakiem świetnej słonecznej pogody. Zorganizowano wiele
udanych gier terenowych i manewry między zastępami. Chatce Robinsona
nadano trudniejszą, niż dotychczas formułę. Na przetrwanie dwóch dni
pod szałasem zastępy otrzymały prowiant tylko w postaci podstawowych
produktów żywnościowych tj. mąka, sól, tłuszcz. Żeby przetrwać chłopcy
zbierali owoce leśne, grzyby i łapali ryby na zaimprowizowane wędki.
Rajd pieszy przeprowadzono zastępami. Każdy z nich udał się w innym
kierunku z zadaniem odwiedzenia jak największej liczby obozów
harcerskich, podpatrzenia ciekawych rozwiązań. Jak zwykle zorganizowano
dwa biegi harcerskie – na młodzika i bardzo wyczerpujący, trwający 72
godziny bieg na wywiadowcę. Odbyły się też próby końcowe na stopień
ćwika. Zdobyto 15 stopni młodzika, 2 wywiadowcy i 3 ćwika.
Przeprowadzono udane podejście obozu Szczepu 199 WDH. Na święcie obozu
pojawiło się wielu harcerskich gości, w tym kilka harcerek z zaprzyjaźnionej
29 GDH-ek.
10 sierpnia w Warszawie miał miejsce kolejny zawiszacki ślub. Pobrali się
Lesław Kuczyński i Alicja Pietrzak. Wychodząc z kościoła przechodzili
pod laskami skautowymi wzdłuż szpaleru utworzonego przez Drużynę.
15 sierpnia Pluton Sulima w składzie 12 harcerzy starszych wybrał się
na 10-ciodniową wyprawę wakacyjną. Pierwszym etapem wyprawy był obóz
Szczepu 21 WDH nad jeziorem Gardyńskim na Mazaruch, gdzie we wspólnym
podobozie żeńskim obozowały 21 WDH-ek i 16 WDH-ek. Przyjemność
odwiedzenia dziewcząt z żeńskiej Szesnastki połączono ze służbą
polegającą na wprowadzeniu Dwudziestej Pierwszej do Ruchu. Jednemu z
instruktorów tego Szczepu zamknięto trwającą od roku próbę na stopień
HO, którą przeprowadzał w Kapitule Szesnastki oraz przyznano mu ten
obowiązujący w Ruchu stopień harcerski. W obozie drużyny męskiej
21WDH Młode Żbiki harcerze Sulimy zorganizowali też pokazową całodzienną
grę terenową. Traktując obóz zaprzyjaźnionego szczepu jako bazę
wypadową, przeprowadzono w IV Plutonie czterodniowe szkolenie żeglarskie
na jeziorach Śniardwy i Bełdany. Posłużono się wypożyczonym do tego
celu jachtem. Szkolenie prowadził ćw. Adam Lenarcik, zastępowy Leszczy,
który zaraz po obozie stałym, w ramach własnej próby na stopień HO,
odbył dwutygodniowy kurs specjalistyczny i zdobył stosowny patent żeglarski.
W ten sposób wzmocniono kolejny element pracy specjalizacyjnej, której
zalążkiem był żeglarski zastęp Leszczy. Nowy kierunek pracy
Szesnastki okazał się tak bardzo atrakcyjny, że postanowiono kontynuować
go w sposób bardziej zdecydowany. Między innymi podjęto decyzję, aby
kolejny letni obóz Drużyny zlokalizować nad jeziorem nadającym się do
żeglugi i wpleść zajęcia żeglarskie w program pracy obozu. Cztery
wspaniałe dni spędzone na łódce były dla wszystkich uczestników
wyprawy niezapomnianym przeżyciem.
20 sierpnia Pluton Sulima, najstarszy zastęp z Szesnastki żeńskiej oraz
reprezentacja Szczepu 21 WDH wyruszyły na coroczny zlot Ruchu, tym razem
zlokalizowany na Kaszubach pod kryptonimem CZ'85. W Chojnicach oraz na
innych stacjach kolejowych, gdzie przybywające na zlot patrole miały od
łączników uzyskać informacje o lokalizacji zlotu, zaszły
nieprzewidziane komplikacje. Okazało się, że milicja i Służba
Bezpieczeństwa zaczęły wykazywać nadmierne zainteresowanie przybywającymi
w te rejony grupami harcerskimi. Harcerzy legitymowano i spisywano oraz
wypytywano o cel podróży. W tej sytuacji, kierownictwo gdańskiego
szczepu Ruchu zdecydowało się na odwołanie zlotu i wycofanie łączników
mających oczekiwać na przyjazd patroli na stacjach wzdłuż linii
kolejowej Chojnice – Gdynia. Powstało ogromne zamieszanie, jako że
harcerze z całej Polski, nie poinformowani o odwołaniu zlotu i docierający
według instrukcji do wyznaczonych stacji, nie mogli od nikogo uzyskać żadnych
informacji o miejscu koncentracji. Po pewnym czasie potwornego bałaganu,
gdy władze Ruchu zorientowały się, że sygnał o odwołaniu zlotu nie
dotarł do drużyn i że na miejscu, na poszczególnych stacjach, kłębi
się bez celu kilkuset harcerzy, postanowiono jednak cofnąć wcześniejszą
decyzję. Ponownie rozprowadzono łączników i z dużym opóźnieniem
biwakujące „na torach" patrole otrzymały dalsze instrukcje. Zlot
został jednak rozśrodkowany, tzn. utworzono kilka biwaków zlotowych. W
biwaku, do którego trafiła Szesnastka, oprócz przybyłej z nią 21-szej
oraz Jedynki ze Skarżyska-Kamiennej, były drużyny, z którymi
dotychczas nie utrzymywano ściślejszych kontaktów, poza sporadycznymi
spotkaniami przy okazji pełnionych służb. Pozwoliło to znacznie
poszerzyć dotychczasowy krąg przyjaciół. Zwłaszcza cenną okazała się
zawarta wtedy znajomość z drużyną z Zielonki koło Warszawy oraz z
Zambrowa, w których kładziono duży nacisk na wychowanie religijne. Wcześniej
zaplanowany program zlotu musiał zostać zmieniony i przydzielone zadania
miały przeważnie charakter polowy. Jedynym wspólnym dla wszystkich
spotkaniem była niedzielna msza święta odprawiona w małym wiejskim kościółku
przez miejscowego biskupa. W trakcie zlotu zamknięto prowadzone w
Kapitule Szesnastki próby na stopień HO dla harcerzy z Czarnej Jedynki
ze Skarżyska oraz oficjalnie wprowadzono instruktorów 21WDH w struktury
organizacyjne Ruchu.
Na jesieni Drużyna działała w niezmienionej obsadzie kadrowej z tym, że
po urlopie i odbyciu służby wojskowej dołączył do niej w charakterze
przybocznego Sulimy pwd. Tomek Rokicki.
Rozwiązano wyróżniający się zastęp Żubrów, który rozpoczął działalność
jeszcze jako Wikingowie w 1980 roku i odnosił wiele znaczących sukcesów
zarówno w Drużynie jak i poza nią. W trakcie swojego pięcioletniego
istnienia zastęp ten stale był osłabiany, będąc dla II Plutonu
kopalnią zastępowych. Aż jego możliwości działania całkowicie się
wyczerpały. Jego zastępowy, wyw. Paweł Burakowski, został przybocznym
Plutonu Grunwald. Był to jeden z najlepszych zastępów w powojennej
historii Szesnastki.
We wrześniu, w obydwu szkołach stanowiących teren działania Drużyny,
jak zwykle prowadzona była intensywna akcja poborowa. W jej wyniku w
Plutonie Grunwald pojawiły się dwa nowe próbne zastępy złożone z
kandydatów do harcerstwa. W Sulimie kulminacja akcji poborowej
przewidziana została na koniec września.
Wcześniej jednak nastąpił ciąg wydarzeń o wielkim znaczeniu dla
warunków działania Drużyny. W Hufcu ZHP Warszawa Ochota doszło do wyraźnej
zmiany kursu. Do głosu doszła młodsza kadra, która rozpoczynała swoją
instruktorską drogę już po1980 roku. Ludzie ci mieli zupełnie inny
stosunek do tradycji harcerskiej i stosowanych metod pracy niż stara
partyjna kadra wywodząca się z kręgów ideowych zbliżonych do HSPS. W
ogromnej mierze było to efektem oddziaływania Kręgu Instruktorów
Szesnastki „Zawrat", który przez cały prawie rok 1981 prowadził
bardzo intensywną działalność uświadamiającą wśród ówczesnych
uczestników kursów instruktorskich hufca i młodszych drużynowych. Byli
to ci sami ludzie, którzy odbierali od kolporterów Szesnastki ogromną
ilość wydawanej wtedy harcerskiej bibuły historycznej i metodycznej.
Najwyraźniej też ją czytali, co nie mogło pozostać bez wpływu na
ukształtowanie się ich poglądów. Instruktorzy ci w pierwszej połowie
lat osiemdziesiątych prowadzili swoje drużyny i szczepy. Będąc jednak
pod ogromnym wpływem władz hufca i presją istniejącego w PRL systemu
politycznego, nie odważyli się wprowadzać w czyn zasad, które mogli
uznawać za słuszne, ale które stały w jawnej sprzeczności ze statutem
i regulaminami obowiązującymi w ZHP. Dopiero teraz, gdy pewna ich część
przekazała swoje drużyny następcom i awansowała do władz hufca,
„poczuli siłę i czas". Nie bez znaczenia był też przykład
Szesnastki i Trzynastki, które jako jedyne z pełną konsekwencją
stosowały u siebie zasady ideowe i metodyczne wypracowane przez KIHAM i
obowiązujące w Ruchu. Efektem tego była widoczna gołym okiem przewaga
tych Drużyn nad innymi środowiskami hufca. To musiało dawać do myślenia
i prowadziło do wniosków, że stosowane w Ruchu zasady być może są
nie tylko słuszne, ale także i skuteczne.
Pierwszym zaskoczeniem był wprowadzony na początku września podział
hufca na pion męski i żeński. Był to ewenement na skalę ogólnopolską.
Formalnie, z powodów statutowych, hufiec nie mógł podzielić się na
dwa odrębne jednopłciowe hufce. Ale wewnętrznie wprowadzono bardzo
konsekwentny rozdział organizacyjny i programowy. Był to bardzo wyraźny
ślad świadczący o wyciągnięciu wniosków z doświadczeń Szesnastki,
która działa w ten sposób już od trzech lat i, co było bardzo wyraźnie
widoczne, uzyskała w tym czasie ogromną sprawność organizacyjną i
wypracowała bardzo atrakcyjny program. Pobudzeni tym przykładem
instruktorzy hufca postanowili iść tym samym tropem. W połowie września
odbyła się w Komendzie Hufca rozmowa pomiędzy jego władzami, a kadrą
obu Szesnastek męskiej i żeńskiej. Była to wielka prośba o czynne włączenie
się Szesnastki w pracę hufca i pomoc przy programowaniu i prowadzeniu
działalności obydwu jego pionów. Strona hufcowa wykazała także
ogromne zainteresowanie przeniesieniem na teren całej Ochoty
kihamowsko-ruchowego systemu stopni harcerskich stosowanego od lat w
Szesnastce. Ustalono też ustnie, że władze hufca nie będą stosować
wobec Szesnastki żadnych represji w związku z używanym w niej Prawem i
Przyrzeczeniem Harcerskim, a nawet nie będą się sprzeciwiać jawnym
dyskusjom na ten temat w gronie instruktorów hufca.
Nic lepszego nie mogło spotkać Drużyny. Na ofertę tego typu czekano od
lat i wieloma różnymi sposobami starano się przekonywać hufiec do
zastosowania w życiu zasad tradycyjnego harcerstwa. Teraz otworzyły się
przez Szesnastką nowe, ogromne możliwości wpływania na pracę hufca i
postawy jego instruktorów. Przyjęcie tak sformułowanej oferty współpracy
oznaczało także koniec dokuczliwego impasu w sprawie nowych stopni
instruktorskich dla harcerzy Szesnastki. Zaistniały możliwości udziału
w programowaniu kształtu i treści kursów instruktorskich organizowanych
w hufcu. Co jeszcze ważniejsze, harcerze Szesnastki mogli nie tylko
przyznawać się do wyznawanych wartości, ale także czynnie je propagować
wśród reszty tzw. „towarzystwa hufcowego". Znikły więc
wszystkie zewnętrzne i wewnętrzne przeszkody dla rozpoczęcia procedury
nadania kilku harcerzom Szesnastki stopni instruktorskich ZHP.
W dniach od 20 do 22 września odbyło się w lasach nadarzyńskich
Jamboree drużyn męskich hufca. W zawodach między Drużynami zwyciężyła
oczywiście Szesnastka, zdobywając 144 punkty podczas, gdy druga w
kolejności drużyna zdołała zdobyć zaledwie 35 punktów. Uzyskano także
wyróżnienie za zdobnictwo obozu. Wszystko to potwierdzało ogromną
przewagę Szesnastki w konfrontacji z pozostałymi drużynami. Przez
ostatnich kilka lat Drużyna nie brała udziału w żadnych tego typu
zawodach organizowanych przez „reżimowy", jak go określano,
hufiec. Tak więc do tej pory można było wmawiać, że istniejące
powszechnie przekonanie o wyjątkowości Szesnastki na terenie hufca jest
tylko mitem bez pokrycia. Teraz najwięksi nawet przeciwnicy Drużyny
musieli przyznać, że Szesnastka zdystansowała pozostałe drużyny pod
względem poziomu prowadzonej pracy. Dowód tego, w postaci druzgoczącego
zwycięstwa w zawodach był po prostu niepodważalny.
26 i 27 września Pluton Sulima zorganizował w Liceum Kołłątaja wielki
pokaz video charytatywnego koncertu amerykańskich gwiazd rocka „USA for
Africa". Koncert ten był wielkim wydarzeniem artystycznym i społecznym.
W całym wolnym świecie odbił się wielkim echem. Niestety, reżimowa
telewizja w Polsce nie chciała pokazać go społeczeństwu. W
propagandzie komunistycznej polityka krajów Zachodu wobec trzeciego świata
przedstawiana była jako pełna dążeń neokolonialnych i imperialnych.
Wydźwięk tego koncertu, nacechowanego miłością i współczuciem, nie
pasował do tak kreowanego obrazu Ameryki. Stąd głucha cisza wokół
samego koncertu i jego przesłania. W radiu puszczano tylko niektóre
wykonywane tam utwory. Ale całości nie można było wysłuchać ani
obejrzeć. Na szczęście nowoczesna technika video kpiła już sobie z
komunistycznej cenzury. Kasety z zakazanymi w Polsce i innych krajach
socjalistycznych programami i filmami docierały coraz szerszym
strumieniem zza żelaznej kurtyny. Problemem był tylko powszechny brak
sprzętu do ich odtwarzania. Stąd popularne w kręgach społeczeństwa
niezależnego było organizowanie zbiorowych pokazów video. Harcerzom
Szesnastki udało się zdobyć kasety z nagranym koncertem, który budził
tyle emocji. Wypożyczono też sprzęt z dużym, jak na owe czasy, ekranem
do pokazów publicznych, co było wielką i niezwykłą atrakcją.
Pierwszego dnia pokazano pierwszą, dwugodzinną część koncertu, a
drugiego – drugą. Oba pokazy zgromadziły ogromną ilość młodzieży
pragnącej posmakować zakazanego owocu i zobaczyć na własne oczy zapis
wielkiego i sławnego na całym świecie wydarzenia.
28 i 29 września odbył się biwak dla pierwszych klas Liceum Kołłątaja,
zorganizowany przez IV Pluton w lasach nadarzyńskich. Zlokalizowano go w
tym samym miejscu, w którym tydzień wcześniej odbywało się Jumboree
drużyn męskich hufca. Drużyna wypożyczyła od hufca cały zgromadzony
tam sprzęt obozowy: namioty, kuchnię i ekwipunek pionierski. Przez cały
tydzień najstarsi harcerze pilnowali tego sprzętu rozstawionego w
podwarszawskim lesie. Z uwagi na trwające już zajęcia szkolne było to
dość skomplikowane organizacyjnie przedsięwzięcie. Ale opłacało się.
Zaoszczędzono sporo pieniędzy, które trzeba byłoby wydać na transport
oraz stworzono efekt wielkiego rozmachu organizacyjnego. Obozowisko składało
się z kilku dziesięcio-osobowych namiotów. Posiadało własne
zdobnictwo i regularną kuchnię. Zrobiło to ogromne wrażenie na
uczniach. Program biwaku był ciągiem prostych, ale wspaniale udanych
gier terenowych. W efekcie do Drużyny zgłosiło się 12 kandydatów, z
których utworzono dwa próbne zastępy poborowe. Drugie tyle dziewcząt
zgłosiło się do żeńskiej Szesnastki.
4 i 6 października kilku śmiałków stanowiących reprezentację
Szesnastki wzięło udział w specyficznym rajdzie na orientację
zorganizowanym w labiryncie podziemnych bunkrów poniemieckich w okolicy
Międzychodu. Było to ogromnie trudne, ale rozpalające wyobraźnię
wyzwanie. Aby pokonać trasę trzeba było wykazać się nie tylko doskonałą
orientacją w terenie, znajomością mapy i umiejętnością posługiwania
się busolą. Wyprawa wymagała także ogromnego hartu ducha, odwagi i
wytrzymałości fizycznej. Niektóre odcinki korytarzy były zalane.
Trzeba było pokonywać je przy pomocy pontonu. Pokonanie innych wymagało
umiejętności wspinaczkowych. Ze wszystkimi trudnościami i niewygodami
uporano się jednak godnie i ukończono trasę, choć nie zdobyto żadnego
liczącego się miejsca.
12 i 13 października w domku letniskowym należącym do rodziców Rafała
Lipskiego nad rzeką Świder koło Warszawy, odbyło się spotkanie
towarzyskie harcerzy Sulimy oraz harcerek z 16WDH-ek i 29GDH-ek. Spotkanie
zorganizowano z okazji urodzin Lipy oraz Aty - harcerki z Trójmiasta, która
potrafiła fantastycznie grać na gitarze i jeszcze piękniej śpiewać.
Spotkanie to trudno nawet nazwać biwakiem harcerskim, gdyż nie zawierało
w sobie żadnych zajęć wynikających z programu drużyny. Po prostu - upłynęło
na świetnej i kulturalnej zabawie, wypełnionej śpiewem i tańcami.
23 października odbyła się zbiórka Drużyny w formie wielkiej gry
miejskiej pomiędzy zastępami. W miejscach związanych z historia
Szesnastki; przy kościele z tablicą poświeconej Zawiszakom, przy
budynku dawnego gimnazjum Staszica, w którym Drużyna działała do 1949
roku, w miejscu gdzie w czasie Powstania Warszawskiego poległ Drużynowy
Szesnastki oraz w budynku, gdzie zakopano jej sztandar, znajdowały się
wiadomości zawierające elementy hasła służącego do odczytania
miejsca koncentracji zastępów. Był to Rynek Starego Miasta. Zadaniem
zastępów było przekraść się do środka. Aby to zrobić, trzeba było
zmylić czujność obstawiających wszystkie wyloty wartowników – kadry
i najstarszych harcerzy Sulimy. Grę wygrał zastęp Kormoranów przed Łosiami.
W dniach od 24 do 27 października na plebani kościoła w Zielonce koło
Warszawy odbył się tajny kurs instruktorski Ruchu o kryptonimie „Szkoła
przed lasem". Jego powstanie było między innymi efektem stałych
nacisków Szesnastki na rozpoczęcie regularnego kształcenia instruktorów
przez Ruch. W kursie wzięło udział 20 harcerzy, w tym dwóch harcerzy
Szesnastki. Kurs nie dawał żadnych oficjalnych uprawnień uznawanych w
ZHP, ale warto było go ukończyć ze względu na poziom i jakość wykładanej
tam wiedzy. Wykładowcami byli bowiem najwybitniejsi ówcześni
instruktorzy warszawskiego szczepu Ruchu z najlepszych ówcześnie drużyn
harcerskich. Pierwszego dnia kursu cała Szesnastka obstawiała grę
policyjną zorganizowaną dla kursantów. Harcerze kontrolowali wszystkie
drogi prowadzące do Zielonki, przystanki autobusowe i kolejowe. Zadaniem
uczestników kursu było ominąć zastawione na nich czujki. Znakiem
rozpoznawczym była plakietka kursu przyczepiona na prawej piersi
wierzchniego okrycia. Każdy kursant, który został zatrzymany - tracił
swoją plakietkę. Do plebani dotarło tylko sześciu uczestników kursu,
którym udało się ominąć czujki i zachować plakietki. Pozostałych wyłapali
harcerze Szesnastki.
7 listopada delegacja Drużyny ze sztandarem wzięła udział w dorocznej
mszy świętej w intencji poległych i zmarłych Zawiszaków, odprawionej
tradycyjnie w kościele Św. Jacka. Rozpoczął także pracę zawiszacki
komitet obchodów 75–ciolecia Szesnastki. Poza drużynowymi, w skład
komitetu weszli: Zbigniew Klarner, Stanisław Korwin- Szymanowski,
Wojciech Bogusławski, Zygmunt Łada, Włodzimierz Dusiewicz oraz Bogdan
Stefański i Marek Wronkowski, którzy wspólnie objęli przewodnictwo. Do
końca roku odbyło się kilka zebrań komitetu, na których rozpatrywano
propozycję uczczenia jubileuszu zgłoszoną przez Drużynowego.
Kalkulowano, czy wystarczy sił na zrealizowanie ambitnego zamiaru
zorganizowania w wolskim oddziale Muzeum Historycznego Miasta Stołecznego
Warszawy profesjonalnej wystawy, prezentującej historię harcerstwa
warszawskiego. Przedstawiony przez Drużynę projekt i wstępny scenariusz
zakładał wciągnięcie do wspólnego przedsięwzięcia wszystkich
warszawskich drużyn należących do UNDHR, a także innych środowisk,
ale główny ciężar pracy miał spoczywać na barkach Drużyny i
Zawiszaków. Ostatecznie zdecydowano się podjąć to ambitne wyzwanie.
Postanowiono także przygotować do druku owoc wieloletniej kronikarskiej
i archiwizacyjnej pracy Wojtka Bogusławskiego w postaci opracowanej przez
niego Kroniki 75-ciolecia Drużyny.
W listopadzie uruchomiono w Plutonie Grunwald zastęp zastępowych. Po raz
kolejny w historii Drużyny okazało się, że poziom przygotowania zastępowych
do pełnionych funkcji jest niewystarczający. I to pomimo regularnie
organizowanych kursów. Postanowiono więc zastosować sprawdzoną metodę
polegającą na utworzeniu specjalnego zastępu z chłopców posiadających
już własne zastępy. Jego zastępowym był plutonowy. Praca polegała na
organizowaniu wzorcowych zbiórek, które następnie miały być powielane
w normalnych zastępach. Wprowadzenie tego systemu pracy od razu przyniosło
dobre rezultaty i jakość zbiórek znacznie się poprawiła.
19 grudnia odbyła się zbiórka Drużyny kończąca akcje Grunwald i
Sulima prowadzone równolegle w obu plutonach Szesnastki. Połączono ją
z opłatkiem. Przyjęto do Drużyny, po zaliczonym okresie próbnym, sześciu
harcerzy w II Plutonie i dwóch w IV Plutonie. Wręczono im krajki i
kostki. Przyznano też kolejne plakietki plutonów.
26 grudnia, w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, Pluton Sulima
wyjechał na kolejne zimowisko sylwestrowe do swojej stałej już kwatery
w połowie stoku na Butorowym Wierchu. Było to XXXIV z kolei zimowisko
Drużyny. Komendantem obozu był phm. Marek Gajdziński, oboźnym – ćw.
Rafał Lipski, a kwatermistrzem – wyw. Paweł Szadkowski . W obozie wzięło
udział 9 harcerzy Szesnastki oraz gościnnie 3 dziewczęta z 16WDH-ek i 2
z 29GDH-ek. Chłopcy realizowali program narciarski, a dziewczęta
turystyczny. Obóz, jak zwykle, nie był nigdzie rejestrowany. Panowała
na nim doskonała, choć może nieco rozluźniona atmosfera. Tradycyjnie
objeżdżono wszystkie zakopiańskie stoki narciarskie i zorganizowano
ogromnie huczną zabawę sylwestrową.
Stan Drużyny w dniu 31.12.1985r.
drużynowy – phm. Marek Gajdziński HR
kwatermistrz – ćw. Andrzej Karwan
z-ca kwatermistrza – ćw. Marek Talacha
II Pluton Grunwald
plutonowy – pwd. Jacek Kajak HO
przyboczny – ćw. Szymon Majewski
przyboczny – wyw. Paweł Burakowski
Kormorany – zastępowy mł. Paweł Dulla – stan 7 harcerzy
Byki – zastępowy mł. Ireneusz Bogatko – stan 9 harcerzy
Wilki – zastępowy mł. Krzysztof Lach– stan 8 harcerzy
Łosie – zastępowy mł. Wojciech Talacha – stan 7 harcerzy
Wydry – zastępowy wyw. Tomasz Czop – stan 7 harcerzy (zastęp działający
jako filia Szesnastki w Tomaszowie Lubelskim)
Stan ogólny II Plutonu wynosił: 1 instruktor i 40 harcerzy.
IV Pluton
plutonowy – phm. Marek Gajdziński HR
przyboczny – pwd. Tomasz Rokicki
szef AFS – wyw. Paweł Szadkowski
Rysie – zastępowy ćw. Leszek Sawicki – stan 8 harcerzy
Piżmaki – zastępowy ćw. Rafał Lipski – stan 6 harcerzy
Leszcze – zastępowy ćw. Adam Lenarcik – stan 6 harcerzy (zastęp o
specjalności żeglarskiej)
I próbny – zastępowy wyw. Jakub Skrzyński – stan 6 kandydatów
II próbny - zastępowy mł. Michał Tomczyk – stan 5 kandydatów
Stan ogólny IV Plutonu wynosił: 2 instruktorów i 23 harcerzy.
Stan Drużyny ogółem: 3 instruktorów, 65 harcerzy i 11 kandydatów.
____________________________________________________
Więcej...
Historia - Marek Gajdziński -
Lata 1981-1989 W Służbie Rzeczypospolitej
|