|
Marek Tumiłowski
XLIV Obóz 16 WDH nad jeziorem Sośno
Cały wielki półwysep dla nas.
Wysoki, stary sosnowy las.
Miejsce jakby stworzone dla harcerzy.
Na zdjęciu półwysep od strony kuchni
i kąpieliska.
Najpierw była kwaterka.
Wyjeżdżamy z Warszawy. Pogoda świetna, więc zainstalowaliśmy się silną grupą na pace,
czyli odkrytej skrzyni ładunkowej ciężarowego Jelcza. Razem ze sprzętem. Każdy wymościł
sobie jakąś norę i fajnie. Wytrzymaliśmy tam krótko i już na wysokości Łomianek
rozciągaliśmy plandekę a i sami upchnęliśmy się do szoferki. Wygonił nas oczywiście deszcz.
Dalszą drogę przebyliśmy chyba w osiem osób w szoferce. Siedziałem za kierowcą na
puszkach z farbą, a po dwóch godzinach byłem sztywny jak pogrzebacz.
Tworzyliśmy mikrozgrupowanie z 223 WDH,
z którą łączyły nas zażyłe wieloletnie kontakty.
Prowadziliśmy wspólną kuchnie i zaopatrzenie.
Pierwszy raz w obozie 16 uczestniczyły
dziewczyny, a komendantką została
Zofia Jasińska.
Duet Jasińska-Hołodowicz stanowił
zdecydowany czynnik sprawczy i zarządzający,
a nasi instruktorzy Jarek Kopaczewski,
Tadeusz Gacki zostali pozbawieni funkcji
decyzyjnych.
Tak było z woli szczepowego i Komendy Hufca.
Rysiek Kukuła i ja, trochę starzy jak na zastępowych, odseparowani od komendy, znaleźliśmy
prawdziwą satysfakcję w pracy czysto harcerskiej ze swoimi zastępami. Szczególnie prace
pionierskie postawiliśmy na niezły poziomie i takich instalacji namiotowych mógłby
pozazdrościć niejeden zastęp starszoharcerski.
W moim zastępie pracowali późniejsi luminarze harcerstwa czyli Leszek Kuczyński i Marek
Gajdziński. Ja ten zespół wspominam jako wzorowy, najlepszy z jakim przyszło mi
kiedykolwiek współpracować. Mimo starych wzorców dyscypliny nawiązaliśmy bardzo
sympatyczne więzy koleżeńskie. Nie chwaląc się, mimo zdecydowanie nieprzychylnego
stosunku komendantki i „oporu materii" zwyciężyliśmy w punktacji „ w cuglach".
Jestem pewien, że pojęcie „hartowania" związane jest z wymyślnego kształtu pieńkiem w
naszym namiocie. Ujawnijcie się ci którzy wiedzą lub pamiętają o co chodzi.
Chłopakom przydzielono najtrudniejsze instalacje obozowe. My budowaliśmy pomost.
Brakło trochę surowca, i pomost w założeniach szeroki, gwałtownie się zwężał tworząc w
środku długości coś w rodzaju wanny. Oszczędnościowo podszedł do tematu także jeden z
moich kolegów, przybijając żerdzie zbyt krótkimi gwoździami. Gdy nieopatrznie stanąłem na
krawędzi, zwaliłem się z pomostu aż miło, a na dodatek wbiłem sobie piłę w nogę.
Wydarłem z wody żądny krwi. Moja już się lała. Pierwszy uciekał Leszek. Miał chyba coś na
sumieniu, bo darł trampki aż się w lesie kurzyło. Reszta też znikneła.
W naszych relacjach tak rzadko wspominamy ogniska obozowe, nie te pod kuchnią (to info
dla mniej zorientowanych).
A przecież to kluczowy element idei harcerstwa. Ogień z całym ceremoniałem jego palenia,
może kiedyś podjęlibyśmy się trudu opisania zwyczajów i ceremoniału, krąg ludzi
zainteresowanych we wspólnym przebywaniu i pracy, budzi najbardziej atawistyczne,
puszczańskie instynkty.
Ja nigdy nie byłem mocny ze śpiewania, czy gawędzenia, dlatego każda osoba z takimi
talentami, była mile widziana w naszym kręgu / zastępie. Miałem nadzieję, że taką personą
będzie Leszek. Na obóz stawił się ze starą gitarą, co rokowało nieźle na przyszłość.
Rzeczywistość okazała się i śmieszna i straszna. Wiecie co znaczy miękka gitara ?
To taka, gdzie struny znajdują się w minimalnej odległości nad progami. Lechu testował
miękkość instrumentu wbijając paznokieć w pudło rezonansowe.
Do końca życia zapamiętam tego wirtuoza.
Służba w kuchni wypadała stosunkowo rzadko, ale za to nagotować trzeba było sporo. Nie
wiem jak to jest teraz, ale chłopakom zdecydowanie lepiej to wychodziło. Ja gotowałem
najmocniejszą herbatę na wszystkich zgrupowaniach i z urzędu kwatermistrz wydzielał na
mój dyżur podwójny jej przydział. Jak komuś była za mocna, to zawsze mógł rozwodnić
jezioranką. Za to na cukrze przyoszczędziłem.
Zorganizowaliśmy z Ryśkiem bieg harcerski. Poświęciliśmy na to dużo pracy, czasu i
prywatnego snu, bo chcąc przeprowadzić to w dawnym, dobrym stylu, zgodnie z najlepszymi
tradycjami, bieg miał być nocny i wymagał sprawdzenia trasy nocą. Gdyby się udało, to
naprawdę byłoby co wspominać. Trasa wiodła w zróżnicowanym terenie: wysokim lasem,
duktami leśnymi, skrajem młodnika, ale i po długim śliskim pniu nad wredną kałużą błota.
Decyzję o skróceniu trasy podjęła Komendantka, gdy chłopaki byli już na trasie. Dziewczyny
odbyły bieg w warunkach spaceru po lesie, a część zadań zaliczyły w obozie. Za to zagarnęły
pewnie lwią część stopni i awansów.
|

|
|

|
|
Miejsce obozowe...
|
|
...30 lat później
|
Chatka Robinsona została zredukowana do wymiaru biwaku dla przedszkolaków, a mimo to
bawilibyśmy się setnie gdyby nie ta idea obozu Rzymian. W jakiej chorej głowie narodził się
pomysł desantu Rzymian na Pojezierze Brodnickie?
Pod koniec obozu (22-27 sierpień) wybraliśmy się na sześciodniowy rajd. Trasa: Golub
Dobrzyń, Rypin, Będzin, Mława 136 km. Średniowieczny zamek w Golub-Dobrzyniu nad
malowniczą Drwęcą zrobił na nas wrażenie, i tylko szkoda, że nie trafiliśmy na żaden turniej
rycerski.
Mimo wyraźnego nieprzystawania Komendantki do idei harcerstwa , nie był obóz smutasów.
Zabawa była pierwszorzędna, pogoda jak rzadko, uczestnicy między sobą nieantagonistyczni.
Harcerstwo obroni się samo przed wszystkimi zakusami ideowców, spod jakiego sztandaru by
nie byli.
Nawiązało się wiele sympatycznych znajomości i przyjaźni na wiele następnych lat.
Ta sama ekipa spotkała się pod namiotami w następnym roku.
Marek Tumiłowski
wrzesień 2005r.
 |
|
Kąpielisko nad Sośnem |
Statystyka
XLIV Obóz 16 WDH Termin: 24.07-22.08.1973 rok Lokalizacja:
Lasy nad jeziorem Sosno - poczta Zbiczno Nazwa: Obóz V
Legii Zaalpejskiej i I Kohorty Wolnych Rzymianek - zabawa w Rzymian Komendantka: Zofia Jasińska
Z-ca komendanta: Jarosław Kopaczewski
Oboźny: Tadeusz Gacki
Instruktor: Ewa Hołodowicz Stan: kadra + 14 harcerek i 17
harcerzy w 5 zastępach:
Zastęp 1 - XIII Manipuł Reński - zast. Marek Tumiłowski Zastęp
2 - VII Bobovita Jazdy Partyjskiej - zast. Ryszard Kukuła Zastęp 3 -
Manipuł Spartakusa - zast. Janek Malanowski Zastęp 4 (żeński)
- IV Sprzymierzony Manipuł Mameluków - zast. Iwona Wróbel, a później
E.Berlińska
Zastęp 5 (żeński) - I Sprzymierzony Manipuł Gladiatorek - zast. Małgorzata
Leja.
W rywalizacji zwyciężył
XIII Manipuł Reński
|