Artur Piątek
Krótka refleksja po zimowisku 16 WDH
w Wetlinie
Kolejne zimowisko 16WDH minęło. Było
ono inne niż te, na których dotychczas byłem. Wszystkie
poprzednie opierały się na pracy w zastępach. Na tym
zimowisku pracowaliśmy w kręgach utworzonych z harcerzy
posiadających te same stopnie.
Jadąc na zimowisko w Bieszczady nie wiedziałem czego
mogę się spodziewać po takim podziale ludzi. Trochę
się denerwowałem. Wiedziałem jedno, że na pewno się
nie zawiodę tych, którzy na mnie liczyli. I tak właśnie
było. Moim opiekunem i opiekunem "kręgu wywiadowców"
był harcerz orli Marek Marczak. Był to świetny wybór,
za który bardzo dziękuje drużynowemu. Marek był jednym
z nas, był naszym kumplem. Zawsze pomagał i można było
z nim pogadać na każdy temat. Był naszym starszym bratem.
Bardzo dobrze się czułem w jego towarzystwie.
Nasz krąg tworzył zgrany zespół. Nie było żadnych sporów,
a jak coś się jednak zdarzało, to zaraz szybko dochodziliśmy
do kompromisu, bo to jest najważniejsze. Pierwsze dni
były trudne, ale każdy z nas mógł liczyć na pomoc kogoś
innego. Potem, gdy już się rozkręciliśmy, była to dla
nas świetna zabawa. Znaleźliśmy swoje miejsca w naszej
paczce i nikt nie czuł się niepotrzebny. Dni były rozplanowane
atrakcyjnie, zawsze jakieś nowe pomysły, dlatego nigdy
się nie nudziłem. Dzięki temu nasza grupa jeszcze bardziej
się zgrała. Po prostu - na zimowisku czułem się jak
w domu.
Czas tak szybko minął, że nie wiem kiedy trzeba było
wracać. Jadąc do domu czułem "depresję pozimowiskową".
Nie chciałem jeszcze wracać. Dotychczas nigdy tego nie
czułem w tak silny sposób. A to znaczy, że zimowisko
było naprawdę wyjątkowe, niepowtarzalne, wniosło w moje
życie wiele radości i energii. Dlatego zapamiętam je
na zawsze. I tak jak Burak z Kajakiem opowiadali o starych
czasach, kiedy sami mieli po kilkanaście lat, tak ja
z innymi będę wspominał to zimowisko, gdyż ono było
niezapomniane.
Podsumowując zimowisko w Bieszczadach powiem, że przeszło
moje oczekiwania. I to dobrze, bo myślę że o to właśnie
Burakowi i nam wszystkim chodziło. Świetnym pomysłem
były kominki w kręgach stopni. Nasz krąg (wywiadowców)
miał ogniska na dworze, a nie kominki w izbie. Po zbudowaniu
igloo odbywały się ogniskowe obrzędy. Każdy miał szanse
wygłosić gawędę. To nas też dużo nauczyło. Przede wszystkim
nauczyliśmy się słychać i dyskutować, rozmawiać ze sobą.
Poza tym te ogniska była trochę luźniejsze, niż normalne.
Każdy mógł powiedzieć coś od siebie.
Wielkie podziękowania należą się Markowi. Naprawdę po
zimowisku uważam go za wielkiego gościa. Wiem, że nikt,
kto mu coś powierzy na pewno się nie zawiedzie. I ja
się nie zawiodłem. Kiedy miałem nie jechać na zimowisko
to właśnie Marek zaproponował mi pomoc w nauce.
Zimowisko uważam za naprawdę bardzo dobrze przygotowane.
Za to należą się kadrze wielkie dzięki. Moim zdanie
nauczyło ono mnie i nas wszystkich bardzo wiele. Nauczyliśmy
się rozwiązywać problemy między sobą, a to jest dużym
plusem. Nauczyliśmy się także odpowiedzialności za swoje
czyny i słowa. Jeszcze raz wielkie dzięki wszystkim
za angażowanie w zimowisko, bo dzięki temu udało się
jak żadne do tej pory.
Mam nadzieje że to nie jest ostatnie zimowisko tak doskonałe.
Było super. Bez namysłu pojechałbym jeszcze raz. Dzięki
wielkie i trzymać tak dalej.
wyw. Artur Piątek
>>>Zobacz galerię z Zimowiska 16 WDH W Wetlinie>>>
|