Paweł Huras
Sylwester A.D. 2005 u Buraka nad
Pilicą
Grudzień 2004 Burak rzuca zaproszenie
na sylwestra do swojej chaty nad Pilicą. Zaproszony
został cały ZZ i nie tylko, każdy mógł przybyć z osobą
towarzyszącą. Na wspaniałą imprezkę przybyli: oczywiście
Burak z rodzinką, Patrycja, Asia, Blanka, Hania, Daniel,
Dexter, Krzysiek, Marcin, Marek, Piotrek, Artur, Alek,
Levy i ja tzn. niejaki Pawcio.
Wszystko zaczęło się 31 w małych grupkach dojeżdżaliśmy
(PKS z dw. Zachodniego do Mogielnicy a z stamtąd jakże
wskazany bo świątecznym obżarstwie ok. 7 kilometrowy
spacerek na miejsce). Kiedy przybyła moja grupka
zastaliśmy już na miejscu oprócz BuPy i jego rodziny
Asie, Blankę i Patrycje. Od razu wzięliśmy się za
przygotowywanie się do zabawy. Dziewczyny ładnie
ozdobiły chatę, my porąbaliśmy (tzn. dwóch rąbie reszta
dopinguje) wielkie pniak z których powstały szczapy
drewna do palenia w kominku. Po rąbaniu przenieśliśmy je
do chaty (żeby sobie przyspieszyć ten proces Marek z
Piterem bo długim wysiłku intelektualnym wymyślili
drabino-nosze z zagęszczonymi szczebelkami, w końcu
dwóch HO) , woda została wyciągnięta ze studni. Akurat
gdy wszyscy kończyli prace przybyła ostania grupa (ale
farciarze).
Troszkę podjedliśmy, Krzysio rozstawił swoją zarąbistą
wieżę, obejrzeliśmy kilka starych filmów. Artek nasz
największy piroman robił testy “fajerwerkowe”. Ściemniło
się trzeba zacząć żegnać ten jakże udany roczek pod
wieloma względami. Wieża Krzyśka wylądowała na ganku. W
tym czasie zapłonęło ognisko przy którym wszyscy się
zgromadzili. DJ Serfin zapuścił ostrą “Muzę” (złota
myśl: “nie ważne co leci, ważne by leciało”) i zaczęło
się szaleństwo taneczne z krótkim przerywnikiem na
granie w filmy raz ktoś odchodził raz ktoś dochodził do
naszego roztańczonego kręgu.
Do północy było jeszcze sporo czasu, więc zaczęły się
śpiewanki Burak i Krzysiek grali na gitarach Piotrek na
harmonii, śpiewaliśmy wszystkie ładne piosenki począwszy
od romantycznych (“Z nim będziesz szczęśliwsza”
“Aniołek” “Napisz do mnie szybko” “Zbieg okoliczności
łagodzących” oraz piosenka idealnie pasująca do miejsca
w którym byliśmy czyli “U Studni” i wiele innych) do
naprawdę różnych (“Goryl”, “Dzielna Margot” itp.). Nie
którzy poszli oglądać filmy, inni grali jaka to melodia
podziękowania dla Pitera naszego wirtuoza harmonii:) i
prowadzącego zdecydowanie najlepszym graczem został
Marek choć inni blisko wygranej.
I tak jakoś upłynął czas do ok. 23:30. Przygotowanie
szampana “Picolo” fajerwerków ale i dalej szalone tańce
na zewnątrz.
Północ działkę oświetliły wulkany odpalone przez Lenarta
i Artka poleciała jakaś rakieta, Krzysio Piotrek i inni
(trudno było sie przyglądać kto jeszcze bo tyle się
działo) otworzyli szampana. W blasku rakiet wszyscy
składali sobie życzenia ("...albo noworoczne o północy
gdy składane, drżącym głosem nie kłamane" ). Najbliższe
pół godziny minęło na odpalaniu rakiet, rzymskich ogni
innego arsenału najfajniejszy były takie małe “pipki” po
których odpaleniu wszyscy się “kitrali” bo niezbadana
była trajektoria lotu tego czegoś.
Jeśli ktoś w tym momencie myślał że to koniec atrakcji
sylwestrowych to był w wielkim błędzie Burak wyciągnął
kajak i najodważniejszy sie nim popływali( tymi
najodważniejszymi byli Burak, Ala, Blanka, Patrycja i
Dexter oraz jedna osoba ale jej imię pominę przez
skromność;) ). Zmarznięci kajakarze wrócili przed
kominek. Na parkiecie (tzn. na ganku) grał zespół w
składzie Levy, Marek, Piotrek tłum szalał (patrzcie
nagranie Video). I znowu wszyscy ruszyli do zabawy
tanecznej, leciały same hity np. “jedzie rolnik drogą
polną koło chaty w słup .......”. Ale zmęczenie dawało
się we znaki.
Niektórzy poszli spać ale większość zmęczona usiadła
przed kominkiem i rozmawiała. Grono się zawężało
niektórzy się myli inni poszli spać. Ale kilku
“uzdolnionych” ludzi zostało i zaczęło przeglądać
zdjęcia w aparacie. I znaleźli jedno takie brzydkie i
postanowili je wykasować ale że było już późno, rozumy
były nietrzeźwe (ze zmęczenia i późnej godziny
oczywiście), trochę techniki i człowiek się gubi ( nie
to że usprawiedliwiam jakoś te osoby ale rozumiem je
:P), jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie
zdjęcia zniknęły z aparatu nie wiem jak to sie stało,
ale znikły.
Sen, każdy się kładzie nawet już bez bajki na dobranoc
no chyba że w drugim pokoju jakaś leciała.
Dzień następny śpimy do oporu. Ale ile można spać,
wyśpimy się po śmierci. Dlatego po podjęciu naprawdę
ciężkiej decyzji wywlekliśmy się z ciepłych śpiworków.
Ubraliśmy, umyliśmy się w piekielnie zimnej Pilicy. Pora
na śniadanko, wszyscy jeszcze trochę przymroczeni (nie
pomyślcie że SKACOWANI ) po wczorajszej zabawie jemy
czasami ktoś coś powie, klimatyczna muzyka leci z wierzy
(SDM i nie tylko). Blanka z Patrycją poszły do kościoła.
Po ich powrocie udaliśmy się na spacer wzięliśmy ze sobą
kajak i samolot który niby miał latać, najlepiej rzucał
Artur zwłaszcza jak chciał się rozpędzić ale mu nie
wyszło bo sie nóżki poplątały i poleciaaaał, ale po
jakimś czasie udało sie go rzucić tak że poleciał.
Szliśmy wzdłuż rzeki pod prąd osady kajakarskie (dzisiaj
na zmianę popłynęli wszyscy) zmieniały się co jakiś czas
w kajaku i tak sobie płynęliśmy i szliśmy.
Po powrocie do chaty jedni poszli narąbać drewna inni
siedzieli w chatce i poniektórzy z nich suszyli buty po
nieudanym wyjściu z kajaka. Nieustanymi krokami zbliżała
się pora obiadowa. Artek, Marek i Lenart skoczyli z Alą
(żoną Buraka) do sklepu, kupili picie i “pysze”
zapiekanki. W tym czasie duet kucharski (Burak, Asia)
zrobili ekstra naleśniki w różnych smakach z różnymi
posypkami. W tym czasie ekipa zaopatrzeniowa wróciła ze
sklepu. Kilka osób wzięło się do pieczenia kiełbasek dla
wszystkich do tego BuPa zrobił lekko przypieczona
cebulkę. I tak mięło drugie danie.
Na sjeście niektórzy poszli na górę oglądać filmy,
natomiast inni zaczęli gra ć w intelektualne gry.
Zaczęło się od “Scrabli” potem “Bingo” w których nikt
nie oszukiwał. Aż wreszcie “Euro Biznes” (coś w rodzaju
“Monopolu”). Po raptem 2 godzinach gry połowa graczy
“splajtowała” i na placu boju pozostali Ala, Marek,
Artek i Kubek (no i oczywiście ja jako bankier). Przerwa
w grze na obrzędowo część wyjazdu przyjęcie do ZZ “Krąg
rycerzy Zawiszy Czarnego”.
Było już ciemno, wszyscy wzięli swoje czarne płaszcze i
miecze i ruszaliśmy zostawiając po drodze świeczki dla
Marcina (nowy zastępowy), które ruszył w trasę 5 min po
nas. W pewnym momencie w krzakach został Daniel, który
miał przetestować odwagę nowego rycerza. My doszliśmy
nad rzekę i ustawiliśmy się w kręgu, postawiliśmy też
święcę . Po jakimś czasie doszedł Giebisz zaraz za nim
Daniel. Zaczęliśmy obrzęd przyjęcia do ZZ...................
Po powrocie do chaty, grupa hazardzistów ciągnęła swoją
grę w “Monopol”. Na górze w telewizji leciał super film
“Pocałunek Wampira” ;-). A wszystkie też rzeczy odbywały
się przy klimatycznej muzyce granej przez naszych dwóch
wirtuozów. Gra w “Monopol” przerodziła się w osty hazard
w “remi brydża”, przegrywane było wszystko samochody,
nerki a nawet prawo własności chatki. Potem wszyscy
udali się na spoczynek. Jeszcze tylko Marek toczył
batalię o poduszkę z nie byle jakim przeciwnikiem.
Rano budzi nas cykliczny budzik Marka (podobno ustawiony
od poniedziałku do piątku na 7 rano, pomijam fakt że
była niedziela). Pakowanie śniadanko, troszkę
sprzątania, pożegnanie i pierwsza grupa (ja, Levy, Alek,
Artur, Marek, Lenart) spada do domu, reszta jeszcze się
bawiła, ale może to już kto inny opowie.
autor: Paweł Huras
|