W pierwszych miesiącach 1946 roku, Szesnastka działała nadal pod kierownictwem hm. Kazimierza Koźniewskiego. Zastępowymi byli chłopcy z dłuższym stażem harcerskim. Kursów dla młodszych zastępowych nie prowadzono.

Tymczasem dokonał się kolejny krok na drodze do osłabienia wpływów komunistów w ZHP. 12 lutego Minister Oświaty  odwołał ze składu Tymczasowej Naczelnej Rady Harcerskiej 16 komunistycznych działaczy młodzieżowych nie będących wcześniej instruktorami harcerskimi, natomiast powołał 11 nowych członków, których nazwiska uzgodniono w trakcie negocjacji z dowódcami rozwiązanych Szarych Szeregów.  Członkiem TNRH został między innymi Aleksander Kamiński. 31 marca Kamińskiego wybrano jednym z dwóch vice przewodniczących TNRH. Rodzi się pytanie, dlaczego komuniści dysponując siłą i nie mając skrupułów w brutalnym jej stosowaniu na innych polach, godzili się na takie ustępstwa w harcerstwie? Mądrość etapu – jak uczył towarzysz Lenin. Na tym etapie zależało im na zbudowaniu masowego ruchu, a wiedzieli już, że bez starej kadry instruktorskiej, nie da się tego zrobić. Chcieli ją wykorzystać, a następnie, w kolejnym etapie operacji, dyskretnie usunąć i w ten sposób uzyskać pełną kontrolę nad zorganizowanymi już masami młodzieży. Dawni instruktorzy, którym przewodził Kamiński, zdawali sobie z tego sprawę ale podjęli tę grę licząc na to, że gdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość, lepiej robić swoje i ratować co się da. Na razie przynosiło to dobre rezultaty. Ruch bez większych przeszkód dosłownie rósł w oczach i na poziomie drużyn, praktycznie niczym nie różnił się od przedwojennego harcerstwa. To co się wydarzyło na samej górze, miało też wpływ na Szesnastkę.  

31 marca, a więc tego samego dnia kiedy hm. Aleksander Kamiński został vice przewodniczącym ZHP, Kazimierz Koźniewski przekazał Drużynę swojemu młodemu zastępcy ćw. Markowi Jaczewskiemu. Dlaczego, oddał kierowanie, tak jeszcze nieugruntowaną pracą, w tak młode i niedoświadczone ręce? Odszedł aby bić się o harcerstwo, na górze właśnie. 16 lutego został mianowany sekretarzem  Komitetu Redakcyjnego Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego w ramach Komisji Ideologicznej przy Naczelnictwie ZHP.  W tej samej komisji był również Aleksander Kamiński – obaj współpracowali wcześniej w Głównej Kwaterze Szarych Szeregów. Tyle tylko że, i nie jest to powód do chluby dla Szesnastki, Koźniewski okazał się w tej komisji najostrzejszym oponentem ideowym Kamińskiego. Dążył do wprowadzenia postulowanych przez komunistów i bliskich jego pojmowaniu harcerstwa, zmian ideowych. Wrócimy jeszcze do tego i spróbujemy wyjaśnić, tę niezrozumiałą sytuację.

Zatem od kwietnia Szesnastkę prowadził już ćw. Marek Jaczewski. Miał wtedy 20 lat i niezwykle trudną przeszłość za sobą. Przed wojną dwa lata uczył się w gimnazjum Staszica, później w czasie okupacji, na tajnych staszicowych kompletach. Wstąpił do konspiracyjnego harcerstwa, jednak nie do tajnej Szesnastki, lecz do drużyny Szarych Szeregów działającej na Mokotowie, gdzie wkrótce został zastępowym, a następnie drużynowym w pionie Zawiszy.  22 lutego 1943 roku, podczas wykonywania akcji małego sabotażu polegającej na malowaniu haseł na murach, został aresztowany przez Gestapo i trafił do Oświęcimia. Przeżył obóz oraz morderczą ewakuację do Gross-Rosen i Buchenwaldu. Wyzwolony przez Amerykanów, wrócił do Polski i do nauki w Staszicu. Tak znalazł się w powojennej Szesnastce. Teraz przygotowywał się do matury i planował studia na  wydziale elektrycznym Politechniki Warszawskiej.

Przybocznym Marka został HO Jerzy Kacprzyński, nowym (drugim) plutonowym Jan Józef Lipski (późniejszy pisarz i znany opozycjonista), a sekretarzem Edek Salwerowicz. Prowadzono intensywne szkolenia oraz organizowano dużo gier i ćwiczeń na terenie miasta. Dążono do tego aby harcerze wykazywali się doskonałą znajomością Warszawy.

11-12 maja Szesnastka wzięła udział w I Zlocie Hufca Śródmieście w Laskach. Trzeba tam było dotrzeć pieszo, gdyż nie było jeszcze żadnej komunikacji.  Nie wszyscy mieli mundury, ale ducha dodawały piękne proporce zastępów. Na zlocie Drużyna wystąpiła w granatowo-białych chustach. Nieco później zmieniono je na jednolite niebieskie. Podczas zlotu Drużyna stwierdziła, że jeszcze jej dużo brakuje do poziomu przodujących drużyn. Choć wyróżniała się dzięki temu, że posiadała własnego trębacza w osobie Włodka Dusiewicza, który pięknie grał na sygnałówce.

17 maja w Konstancinie  odbył się bieg na młodzika. Dwa dni później,  w mieszkaniu państwa Jaczewskich, pierwszych 6-ciu Zawiszaków złożyło przyrzeczenie harcerskie na ręce hm. Kazimierza Koźniewskiego. Byli to: Włodek Dusiewicz, Edek Salwerowicz, Rysiek Cholewa, Wojtek Kowalczyk, Janek Świderski, Bogdan Kazuba. Cała szóstka okazała się w przyszłości bardzo czynnymi harcerzami.

17 czerwca odbyła się wycieczka statkiem „Kościuszko” po Wiśle do Płocka zorganizowana przy pomocy Zygmunta Tyszki, jednego z przedwojennych Zawiszaków wspierających Drużynę w tym trudnym okresie.

30 czerwca odbyło się w Polsce tzw. Referendum Ludowe, które władza komunistyczna przygotowała w taki sposób, aby stało się ono plebiscytem, mającym udowodnić ogromne poparcie społeczne jakim się ona rzekomo cieszy. Zadano w nim trzy pytania, które sprowadzały się do następujących kwestii: 1- czy jesteś za likwidacją Senatu, 2 - czy jesteś za przeprowadzeniem reformy rolnej i unarodowieniem (czytaj - upaństwowieniem) gospodarki oraz 3 – czy chcesz utrwalenia granic na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej. Pytania te były bardzo sprytnie zadane. W obecnej sytuacji geopolitycznej tylko, ktoś kto kwestionował cały pojałtański porządek świata i był gotów zbrojnie walczyć o jego unieważnienie, mógł negować sens przyłączenia do Polski ziem odzyskanych, zwłaszcza przy świadomości utraty kresów wschodnich. Pytanie drugie  było pułapką na legalną opozycję skupioną wokół PSL, które nie mogło wzywać do głosowania przeciwko reformie rolnej, gdyż inaczej zaprzeczyłoby własnemu programowi i utraciło wiarygodność na wsi. Natomiast pytanie pierwsze było praktycznie bez większego znaczenia. Dlatego legalna opozycja wzywała do głosowania na „NIE” w przypadku tego pierwszego pytania.   To ono właśnie stało się w istocie pytaniem plebiscytowym i właściwym probierzem poparcia społecznego. Dodajmy, że antykomunistyczne podziemie zbrojne wzywało do głosowania „3 x NIE”, po to aby wykazać,  że Polacy całkowicie odrzucają komunistyczne porządki.

Jak wspominał Dusza, chłopcy z drużyny, w ogromnej większość, tak jak ich rodzice, całym sercem popierali wezwania PSL do głosowania przeciwko komunistom w formie odpowiedzi „NIE”, na pierwsze pytanie, a niektórzy również „3 x NIE”. Choć nie wszyscy harcerze mogli jeszcze głosować, to jednak wszyscy starsi chłopcy angażowali się aktywnie w różnego rodzaju akcje propagujące stanowisko opozycji. Ożyła legenda Szarych Szeregów i małego sabotażu. Gdy proletariaccy aktywiści i młodzież z ZWM, malowali na murach  hasła „3 x TAK”, harcerze, skrycie, bo za to można było być nawet zastrzelonym, zamalowywali te napisy, i często, nie tyle może z politycznego przekonania, co dla przekory, malowali swoje „3 x NIE”. Problem w tym, że Kazimierz Koźniewski, będący stale obecny przy Drużynie surowo tego zakazywał i w politycznych pogadankach próbował przekonywać chłopców do tez głoszonych w komunistycznej propagandzie. Marek Jaczewski zaś, robił wszystko by trzymać chłopców z daleka od tego, wiedząc jak bardzo jest to niebezpieczne dla nich samych i dla ich rodziców. W tym właśnie czasie, chyba po raz pierwszy, z całą mocą ujawniło się napięcie jakie od dłuższego czasu narastało w Drużynie. Teraz osiągnęło ono poziom grożący załamaniem się dalszej pracy.  

Ktoś mógłby powiedzieć, że źródłem tego napięcia była polityka i że źle się stało, gdy wdarła się ona do drużyny harcerskiej. Harcerstwo powinno być przecież apolityczne, a na pewno apartyjne. Powinno wychowywać młodzież do świadomej i aktywnej postawy obywatelskiej, ale samo nie mieszać się w to, co się aktualnie dzieje na scenie politycznej. Jednak, czy można to, co działo się wtedy w Polsce, nazwać polityką, w takim znaczeniu, w jakim polityką jest walka o poparcie społeczne i o władzę, prowadzona przez stronnictwa polityczne w ramach demokratycznych reguł gry? Na pewno nie. Dla ogromnej większości polskiego społeczeństwa walka z komuną nie była wyzwaniem o charakterze politycznym. To była walka o  niepodległość Ojczyzny, o ustanowienie demokratycznych reguł gry i o wolność. Dla harcerzy była to więc kontynuacja niedawnej walki jaką prowadziły Szare Szeregi z obydwoma okupantami. Tylko teraz, sytuacja była z goła inna. Pozostał już tylko jeden okupant, ale za to wsparty niezwykle silnymi kolaboracyjnymi siłami w postaci PPR, UB, wojska i milicji. Obojętność wobec tego, stanowiłaby zaprzeczenie harcerskiej i obywatelskiej postawy służby Polsce. Z perspektywy historycznej, nikt nie ma wątpliwości, co do nagannej już wtedy, ideologicznej postawy Kazimierza Koźniewskiego. Trudno jednak odmówić pewnych racji drużynowemu, który starał się chronić swoich harcerzy. Pamiętajmy, że mimo młodego wieku był on już ciężko doświadczony życiowo, co nie mogło nie wpływać na jego sposób widzenia świata.  Tyle tylko, że drużynowy w żaden sposób nie mógł ich ochronić. Może, gdyby cały okrągły rok byli na obozie, w lesie, z dala od toczących się wydarzeń. Ale nie w Warszawie, nie w szkole, nie na ulicy, nie w domu, gdzie rewolucja komunistyczna brutalnie orała ich życie, a Polska, wydawało się, lada chwila zostanie włączona do ZSRR jako „priwiślańska sovietskaja respublika”.  Drużynowy nie był wtedy w stanie ostudzić patriotycznego zapału swoich harcerzy.  

W tej atmosferze, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników referendum, Szesnastka wyjechała na swój XXIV już obóz letni. Był zlokalizowany w Skokach koło Gostynina w oparciu o niedaleką dworską resztówkę należąca do zaprzyjaźnionej z Drużyną p. Machcewiczowej.  Obóz urządzono nareszcie pod namiotami. Dwa wypożyczono od wojska, a dwa kolejne należały przed wojną do 80 WDH. Odkopano je w piwnicy willi państwa Zielińskich. Były trochę zbutwiałe ale po lekkich naprawach długo jeszcze służyły Drużynie. Komendantem był  ćw. Marek Jaczewski, oboźnym – HO Jurek Kacprzyński, gospodarzami: Stanisław Brzeski i Roman Iżyłowski. Młodą komendę wspomagali dojeżdżający co kilka dni Zawiszacy: hm. Kazimierz Koźniewski i phm. Andrzej Zieliński. W obozie uczestniczyło 34 harcerzy w 4 zastępach.

Obóz okazał się bardzo ciężki z uwagi na brak blisko dobrej wody, deszczową pogodę i trudności w zaopatrzeniu w żywność. Program obfitował w liczne wycieczki. Wzięto udział w Zlocie Chorągwi Mazowieckiej w Łącku, gdzie Szesnastka  zajęła pierwsze miejsce w biegu harcerskim. W pobliżu obozu, w Gostyninie znajdował się Zakład dla Umysłowo Chorych. Zastępy pełniły tam służbę społeczną pomagając personelowi w pracach porządkowych i kuchennych. Były też liczne kontakty z miejscowymi harcerzami i harcerkami z Gostynina.

Obóz odbywał się wedle przedwojennych wzorów. Wracano do dawnych obozowych zwyczajów Drużyny. Między innymi przywrócono tradycyjnie stosowaną w Szesnastce karę menażki. Jurek Kacprzyński poświęcił dużo czasu i wysiłku, by podnieść poziom wyszkolenia Drużyny w umiejętnościach sanitarnych, odbyły się też liczne gry, biegi i ćwiczenia. W święto obozu urządzono apel poległych, wspominając Zawiszaków poległych w obu wojnach światowych. Marek Jaczewski przywiązywał ogromną wagę do kultu poległych.

Koźniewski w swojej „Gawędzie” milczy o atmosferze jaka panowała w Drużynie podczas obozu. Światło na to rzuca relacja jednego z szeregowych wtedy harcerzy - Janka Tereszczenko.

"Pierwszy po wojnie obóz "Szesnastki" wygląda, według zachowanej mojej korespondencji z Mamą, jak obóz... koncentracyjny. „Przyjedź i zabierz mnie Ata, z tego koszmaru, bo już nie mogę wytrzymać” - pisałem do Mamy. (...) Namioty były stare, jeszcze przedwojenne "Szesnastki", i widać przechowywane w czasie okupacji w ukryciu, poważnie zbutwiale. Udało nam się jednak jakoś to postawić, zbudować prycze, załadować słomą sienniki, podnieść maszt z flagą, zainstalować opodal wkopaną w ziemię kuchnię i jadalnię, no i latrynę...

Z jedzeniem jednak było marnie. Padało nieprzerwanie, a ponieważ kuchnia opalana była drewnem z lasu, gotowanie kartofli w kotle zajmowało godziny. W ramach jakichś dostaw otrzymała drużyna dość duży zasób konserwowego PAPRYKARZU, który konsumowany razem z niedogotowanymi kartoflami zalatywał ceglastego koloru koszmarem smakującą potrawą; następnie zmywać kotły i menażki w tej żabiej kałuży… Aj-wej...!, Nie-do-wy-trzy-mania...

W dodatku obowiązywały w "Szesnastce" tradycją uwarunkowane obyczaje, jak np. "menażka". "Menażki" bano się jak… "wody"… Polegało to na tym, że jeśli któryś z uczestników obozu dokonał jakiegoś wykroczenia, albo posiał jakiś przedmiot, po zarekwirowaniu przedmiotu hańby przez "Komendę" dostawał biedny delikwent menażkę wody za kołnierz na apelu. Albo, skonfrontowany z nagminnym zaśmiecaniem przez nas terenu obozu papierkami od cukierków, wymyślił nasz zastępowy, Wiesiek Szeliski, metodę zbierania tych papierków z ziemi... ZĘBAMI…! Albo, a było to pewnie w któreś wilgotne popołudnie, maszerował drużynę Druh Kacperski, do jadalni. Po drodze: „Drużyna, śpiew...!” - zakomenderował. Widać mżawka, widać bunt dusz, widać absurdalność rozkazu, ze śpiewu nic nie wychodziło…

„- Cooo...? Nie chcecie śpiewać...? Druuu...żyna, w praaa...wo zwrot...! Bieee...giem, marsz...!” – zakomenderował i popędził nas na bagnistą łączkę, a tam…
- Tyraliera...!”, „Padnij...!”, „Powstań...!”, „Karabiny maszynowe z lewa...”, „Forsuj rzekę...!
- W butach...?
- W butach...wasza mać...! 
- I, człap, człap, człap, człap...
- Maaa...mooo...!”
Jan Tereszczenko, "Wspomnienia Warszawiaka".

Janek w mundurze harcerskim z mama w letniej sukience na tle tramwaju

1946 r. Janek Tereszczenko po powrocie z obozu (z mamą).

O atmosferze panującej na obozie świadczy też innego rodzaju wspomnienie - piosenka napisana przez jednego z harcerzy i śpiewana ukradkiem w ciężkich chwilach dla dodania sobie otuchy. To "Siekiera, motyka albo śledzie" na melodię powszechnie znanej okupacyjnej piosenki "Siekiera, motyka", w której odarci z nadziei Polacy drwili sobie z niemieckiego okupanta. Naprawdę ciężka atmosfera musiała panować na obozie skoro chłopcom przychodziły do głowy aż takie skojarzenia. 

Obóz w Skokach okrył się złą sławą również ze względu na tzw. "zieloną noc", która, była powszechnym zwyczajem obozowym w na cywilnych koloniach i na obozach innych drużyn, ale nie w Szesnastce. Pokrótce historia wyglądała tak, że harcerze z zastępu „Rysiów” postanowili ogłosić „zieloną noc” i na jeden dzień przejąć w obozie władzę. Niestety, drużynowy nie miał nastroju do żartów. Wobec tak jawnego „buntu” ostentacyjnie puścił obóz, udał się na pocztę do Gostynina, by telegraficznie wezwać na pomoc „Kozę”, czyli Kazika Koźniewskiego. Czekał na niego, nomen omen, w zakładzie dla obłąkanych. Stało się to potem, obiektem niewybrednych żartów krążących po drużynie.  Jurek Kacprzyński, który sprzyjał żartownisiom, ostrzegł ich, że przyjedzie Koza i będą kłopoty. Wobec takiego obrotu rzeczy zbuntowani harcerze zemścili się na pozostawionym majątku drużynowego, urządzając mu tzw. "lotnika". Jego osobista garderoba znalazła się na okolicznych drzewach. Drużynowy, powróciwszy z Kozą, zareagował bardzo surowo, chcąc wydalić z obozu prowodyrów całego zamieszania. Wstawiła się jednak za nimi cała drużyna, co poskutkowało złagodzeniem reperkusji i zawarciem pokoju. Koza w swojej „Gawędzie” krótko kwituje „zielony dzień”, nazywając go wygłupem, jakiego do tej pory w drużynie nie tolerowano. O tym wydarzeniu też powstała satyryczna piosenka zatytułowana "Szesnastka w pod Skokach". Napisał ją Włodek Dusiewicz. To już druga na tym obozie.

Kiedy spojrzy się na incydent zwany „zieloną nocą” bardziej wnikliwie, wydaje się, że można go uznać za przejaw tak zwanego konfliktu zastępczego. Napięcie, które wezbrało w Drużynie przed obozem w okresie kampanii przed referendum, wzrosło jeszcze bardziej po ogłoszeniu jego wyników, co miało miejsce 12 lipca. Chłopcy nie mogli uwierzyć, w to co słyszą. Prawie wszyscy których znali, tak jak oni liczyli, że urządzony przez komunistów plebiscyt, wykaże czarno białym, że Polacy gremialnie odrzucą dokonująca się na ich oczach rewolucję komunistyczną i że znajdzie to wyraz w wynikach referendum. Jednak ogłoszone wyniki wskazywały na coś zupełnie przeciwnego. Polacy rzekomo, w ogromnej większości zagłosowali „3 x TAK”.  Było to tak nieprawdopodobne, tak sprzeczne z łatwo wyczuwanymi nastrojami społecznymi, że chłopcy przebywający na obozie, ale mający jednak jakiś kontakt ze światem zewnętrznym, byli przekonani, że komuniści referendum to sfałszowali. Wiele lat później okazało się, że zarówno oni jak i absolutna większość Polaków przeświadczona o dokonanym na ogromną skalę  fałszerstwie, mieli rację. Frustracja ta nie mogła jednak podczas obozu znaleźć jawnego ujścia. Chłopcy rozmawiali o tym między sobą, ale oficjalnie, na przykład podczas ognisk, tematy te nie były poruszane. Marek Jaczewski starał się wyraźnie oddzielać życie harcerskie od bieżącej polityki. Jednak chłopcy mogli to odbierać jako przejaw dystansowania się od ich nastrojów, jakiegoś „tumiwisizmu” albo skrytego popierania władzy ludowej. Tym bardziej, że powszechnie wiedziano o silnej więzi łączącej Marka ze swoim mentorem i patronem – Kozą, którego poglądy były wszystkim dobrze znane.   

Każdy kto rozumie procesy zachodzące w relacjach między młodymi ludźmi w środowisku harcerskim, łatwo dostrzeże, że sytuacja ta musiała stawiać drużynowego poza nieformalnym środowiskiem harcerzy ją tworzących. Powoli przestawał być ich wodzem, a stawał się administracyjnym nadzorcą. Chłopcy nie mieli do niego pełnego zaufania, a on wyczuwając to odgradzał się od nich murem formalizmu i tym bardziej się od nich oddalał.  Dodajmy do tego szorstki sposób bycia Marka Jaczewskiego (Janek Tereszczenko w swojej relacji z wycieczki Wisłą do Płocka sugeruje nawet skłonności sadystyczne), a zrozumiemy, co się tak na prawdę wydarzyło w Skokach. „Zielony bunt” miał mieć formę żartu i zabawy. W taki, dość bezpieczny sposób, mogły znaleźć ujście wzbierające emocje chłopców, ale na skutek takiej a nie innej reakcji, przewrażliwionego na swoim punkcie drużynowego, zaczął się przeradzać w bunt prawdziwy.

Harcerze musieli już być bardzo przywiązani do idei Szesnastki i do siebie nawzajem, skoro Drużyna nie rozpadła się zaraz po powrocie z obozu. Z jakiegoś powodu chłopcy nie „zagłosowali nogami” i nie odeszli - jedni dając szansę, a inni zaledwie tolerując jej kierownictwo – to oficjalne w osobie drużynowego i to nieoficjalne w osobie stojącego za nim Koźniewskiego.   

1 sierpnia Szesnastka wystawiła warty honorowe przy grobach Zawiszaków poległych w Powstaniu Warszawskim. Warty takie wystawiono również 1 listopada w dniu Wszystkich Świętych. Tak narodziła się trwająca przez lata, nowa tradycja Drużyny.  Po raz kolejny oddajmy tu pokłon Markowi Jaczewskiemu, który z wyjątkową uwagą dbał o kultywowanie pamięci o poległych bohaterach.

Początek roku szkolnego 1946/47 zastał Szesnastkę dobrze zorganizowaną i zadomowioną w budynku dzielonym przez gimnazja i licea im. Słowackiego i Staszica.  W Słowackim działała już 3 WŻDH.  Szesnastka  miała z tą żeńską drużyną przyjacielskie kontakty jeszcze przed wojną. Było nawet jedno szesnastkowo-trójkowe małżeństwo. Nic dziwnego, że ku uciesze najstarszych harcerzy, od razu nawiązano z harcerkami żywą i owocną współpracę.

plakat

1946 r. Plakat wykonany przez Janka Tereszczenko.

Przed przypadającą w październiku 35-tą rocznicą założenia Drużyny próbowano odnaleźć zakopany w Powstaniu sztandar. Poszukiwania nie przyniosły jednak żadnego rezultatu. Za to udało się zorganizować tradycyjne zawiszackie kostki, noszone na rogatywkach. Drużyna zaczęła się upodobniać do tej przedwojennej, choć niestety krajki nadal były nieosiągalne.

20 grudnia odbyła się Choinka połączona ze skromnym obchodem 35-lecia powstania Drużyny. Nadano dwa tytuły Honorowych Zawiszaków: p. Walentynie Zielińskiej – przewodniczącej KPH i pośmiertnie – Michałowi Woynicz Sianożęckiemu – drużynowemu konspiracyjnej 16-stki. Wydano 199 numer Sulimczyka, pod redakcją Jana Józefa Lipskiego i Staszka Brzeskiego.

Na koniec roku działały w Drużynie zastępy: Sokołów, Rysiów, Żbików, Jeleni i Żubrów.

Znów spójrzmy szerzej na otoczenie społeczne w jakim działała wtedy Szesnastka. Przez całą jesień Polska żyła niezwykle ważnymi wyborami do sejmu ustawodawczego, jakie miały się odbyć na początku przyszłego roku. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że komuniści tych wyborów nie odpuszczą, że sfałszują je podobnie jak sfałszowali referendum. Codziennie niemal na oczach chłopców, ktoś ze znajomych ich rodziców, znikał bez śladu, kogoś znajdowano zamordowanego w bramie, ktoś był aresztowany pod absurdalnymi zrzutami. Po mieście panoszyły się bojówki aktywistów PPR i patrole milicyjne zastraszając mieszkańców. Ludzie przekazywali sobie z ust do ust, że podobnie dzieje się w całym kraju. Z prasy i radia, tak jak przedtem, sączyła się nachalna  partyjna propaganda, z tym że teraz, zionęła jadem już bez żadnych ogródek. W tak przygnębiającej atmosferze kończył się drugi rok powojennej działalności Szesnastki.

KPH

Cała działalność Koła była nastawiona na zdobycie środków dla urządzenia obozu, gdyż większość harcerzy nie stać było na pełne pokrycie kosztów. Urządzono szereg imprez dochodowych np. w maju koncert z udziałem m.in. Hanki Zielińskiej (aktorki – siostry Andrzeja).

Zawiszacy

Wymieni w poprzednim roku Zawiszacy nadal współpracowali z Drużyną, a Andrzej Pfeffer i Kazimierz Koźniewski pomagali w wydaniu jubileuszowego numeru Sulimczyka.

Kazimierz Koźniewski został powołany w skład Komitetu Redakcyjnego Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego w ramach Komisji Ideologicznej przy Naczelnictwie ZHP (komunikat Naczelnictwa ZHP w Wiadomościach Urzędowych za styczeń-luty 1946 roku). Rozkazem Naczelnika Harcerzy L. 3  z dnia 16 lutego 1946 roku został ponadto powołany w skład Komisji Weryfikacyjnej przy Głównej Kwaterze, mającej za zadanie weryfikację stopni instruktorskich w ZHP.

W marcu 1946 r. rząd brytyjski rozwiązał Polskie Siły Zbrojne i rozpoczął się proces likwidacji polskich jednostek. Wkrótce 308 dywizjon myśliwski, w którym służył hm. Gucio Radwański został rozformowany. Gucio wrócił do Anglii i tam zamieszkał. Prze kilka lat prowadził tam obozy harcerskie wzorowane na Szesnastce. Była to jakby filia zagraniczna Drużyny.

Marek Gajdziński, Dyzma Zawadzki

Stan Drużyny na 31 grudnia 1946 roku

  • drużynowy: ćw. Marek Jaczewski
  • przyboczny: h.o. Jerzy Kacprzyński
  • plutonowy: Jan Józef Lipski
  • sekretarz: Edward Salwerowicz
  • zastępy:
    • "Sokoły", zast. Stefan Brzeski lub Marek Jaczewski
    • "Rysie", zast. Janusz Ratajczak
    • "Żbiki", zast. Roman Iżyłowski
    • "Jelenie" zast. Stefan Brzeski lub Marek Jaczewski
    • "Żubry"

Źródła:

Więcej...