19 stycznia odbyły się wybory do Sejmu Ustawodawczego. Po doświadczeniu referendum z przed pół roku, i po ogłoszeniu przytłaczającego zwycięstwa PPR oraz bloku stronnictw kolaborujących z komunistami, nikt, kto miał choć kroplę oleju w głowie, nie mógł mieć wątpliwości, że i one zostały sfałszowane. Nie trudno sobie wyobrazić w jakim przygnębieniu rozpoczął się nowy rok. Kilka dziesięcioleci później opinia publiczna dowiedziała się, że zarówno w przypadku referendum jak i tych styczniowych wyborów, Sowieci oddelegowali do ich sfałszowania olbrzymie, wyspecjalizowane w tym procederze siły NKWD. Były one wspierane przez rodzimą swołocz. Rozmiary fałszerstwa były ogromne.
Czas jakby się nagle zatrzymał. Wszystkim dosłownie opadły ręce. Znikła tląca się jeszcze nikła nadzieja, że Stalin uszanuje wolę Polaków, a jeśli nie uszanuje, to że przynajmniej nie będzie ryzykował konfliktu z zachodnimi aliantami. Nie uszanował i zaryzykował, a alianci, nie chcąc nowej wojny i nie będąc do niej przygotowani, udali, że gwarantowane przez nich wybory się odbyły i wyłoniły nowe władze w Polsce. Teraz komuniści mieli już całkowicie wolną rękę i mogli z Polską zrobić absolutnie wszystko. Nie musieli już ukrywać się za pozorami. Polacy zaś mogli już tylko ratować co się da z życia społecznego dla przyszłych pokoleń i próbować przetrwać ze swoimi rodzinami. Wielu nie widząc realnych szans na jakiekolwiek zmiany polityczne, wycofywało się z życia społecznego, uciekając w życie prywatne i w budowania swojej, czysto zawodowej pozycji. Wielu nastawiło się na zawodowy udział w dziele odbudowy Polski z wojennych zniszczeń, wychodząc z założenia, że kraj komunistyczny, czy nie, trzeba jednak odbudować.
Szesnastka, jakby próbując przełamać panujący nastrój ogólnego zwątpienia i frustracji, postanowiła bardziej dynamicznie rozwiać się na polu czysto harcerskim. Naczelnym zadaniem stało się przetrwanie Drużyny, w jej, możliwie jak najbardziej tradycyjnym kształcie. Na początku roku objęto działalnością Szkołę Podstawową nr 97 na ul. Raszyńskiej 22. Powstały nowe zastępy. Jeden z nich był szkolony przez hm. Zygmunta Kaczyńskiego ps. "Wesoły" z Szarych Szeregów i baonu "Parasol". Z pośród tych zastępów najbardziej wyróżniły się i najdłużej działały Bobry, które miały za zastępowego Włodka Dusiewicza, a później Janka Tereszczenko.
W marcu 1947 roku jedną ze zbiórek Drużyny odwiedziło ośmiu polskich harcerzy, synów emigrantów z Francji. Kazimierz Koźniewski chwali się w swojej „Gawędzie”, że wśród nich był Emil Wojtaszek, późniejszy Minister Spraw Zagranicznych PRL i przyszły członek Biura Politycznego KC PZPR. Już ta wzmianka świadczy o tym, jaki był klucz doboru uczestników tej wizyty. Wizytę gości z Francji organizowało Naczelnictwo ZHP. 2 kwietnia wydano Rozkaz Specjalny, w którym znalazły się podziękowania Naczelnictwa za służbę dla harcerstwa we Francji i wezwanie do powrotu do kraju. Harcerzy do Szesnastki skierował oczywiście Koza. Gości oprowadzano po Warszawie, urządzono też wspólną wycieczkę za miasto. Wspomniany wyżej Emil wpisał się do kroniki zastępu Rysiów, zapewniając o "szczerej przyjaźni". Przyjaźń ta zaowocowała długą wymianą korespondencji, zaś dziesięć lat później jeden z gości odwiedził obóz w Sukowie, już jako komendant Chorągwi Kieleckiej.

1947 r. Wycieczka za miasto z udziałem harcerzy z Francji.
29 kwietnia ekshumowano zwłoki Michała Woynicz-Sianożęckiego, Janka Pawłowskiego i innych Zawiszaków - poległych w Powstaniu Warszawskim na ulicy Kilińskiego. Pochowano ich uroczyście w asyście całej Drużyny i wielu Zawiszaków w kwaterze batalionu "Gustaw" na Wojskowych Powązkach. Od tamtego czasu kwatera Batalionu „Gustaw” i znajdujące się tam groby Zawiszaków stały się miejscem świętym dla Drużyny. Jeśli tylko nie była w tym czasie na obozie, wystawiała tam warty honorowe w dniu 1 sierpnia i prawie zawsze 1 listopada - w dniu Wszystkich Świętych
Z kolei 13 maja 1947 roku Szesnastka, wyjechała do Krakowa, aby w roli drużyny honorowej, wziąć udział w pogrzebie znanego przedwojennego aktora Juliusza Osterwy. Harcerze maszerowali w kondukcie i trzymali wartę przy grobie artysty na Cmentarzu Salwatorskim.
W maju utworzono zastęp Oldboy'ów ze starszych chłopców. Początkiem jego działalności był spływ Wisłą z Góry Kalwarii do Warszawy dwoma pontonami z demobilu, otrzymanymi od Zygmunta Tyszki.
25-26 maja Szesnastka wzięła udział w II Zlocie Hufca w Laskach. Drużyna (w tym 2 zastępy kolarzy) zajęła czołowe miejsca z zawodach zlotowych.

1947 r. Szesnastka w drodze na zlot hufca.
Kazimierz Koźniewski w swojej gawędzie podkreślił, że Drużyna prezentowała się już na zlocie bardzo dobrze, w jednolitym umundurowania, z kostkami na rogatywkach i z niebieskimi chustami.

1947 r. Zastęp Bobry na zlocie hufca. Od lewej stoją: Janek Tereszczenko i Włodek Dusiewicz.

1947 r. Trębacz Drużyny - Włodek Dusiewicz na zlocie hufca.

1947 r. Wiesiek Szeliski z proporcem Drużyny na zlocie hufca.
Podczas zlotu, gdzieś w okolicy, wybuchł pożar lasu. Ogień zauważył ktoś z Szesnastki i Drużyna natychmiast rzuciła się do jego gaszenia. Później dołączali inni harcerzy i wspólnie pod kierunkiem 16-stki pożar ugaszono. Akcja ta została nawet opisana w „Ekspresie Wieczornym”.
W czerwcu, otrzymano sygnał, że w jednej z podwarszawskiej wsi znajduje się na przechowaniu jakiś sztandar harcerski. Natychmiast udano się tam aby sprawdzić, czy nie jest to przypadkiem sztandar Szesnastki. Niestety. Okazało się, że w stodole przechowywany był sztandar 80 WDH, tej samej, którą przed wojną poprowadził przyboczny Szesnastki Tadek "Lulu" Lubański. Oczywiście sztandar niezwłocznie przekazano w jego ręce. Lulu wrócił do Polski z oflagu i teraz starał się odbudować swoją Osiemdziesiątkę.

1947 r. Harcerze Szesnastki z odnalezionym sztandarem 80 WDH.
W czerwcu Naczelnictwo ZHP wydało kategoryczny zakaz wydawania jakikolwiek ulotek, jednodniówek czy pisemek – nawet do użytku wewnętrznego, udziału w jakichkolwiek wystąpieniach zewnętrznych – manifestacjach, a nawet zolach harcerskich oraz tworzenia jakichkolwiek „komitetów honorowych” i wbijania pamiątkowych gwoździ do sztandarów – bez zgody centralnych władz harcerskich. Wcześniej zabroniono harcerzom noszenia na mundurze jakichkolwiek odznak innych niż państwowe i harcerskie. Oznaczało to wprowadzenie w ZHP rygorystycznej cenzury.
W lipcu odbył się XXV obóz letni Szesnastki nad jeziorem Łańskim na Mazurach. Obóz wchodził w skład dużego zgrupowanie hufca Śródmieście. W zgrupowaniu było 12 obozów rozlokowanych na przestrzeni kilkunastu kilometrów kwadratowych nad jeziorami Łańskim i Plusznem. W sumie kilkuset harcerzy. Komendantem obozu Drużyny był Marek Jaczewski, oboźnym - HO Staszek Wołowiec, gospodarzem - Zbyszek Michalak. Na obozie obecny był Zawiszak, phm. Tadeusz Lubański, który starał się odbudowywać swoją ukochaną, owianą chwałą lat konspiracji 80 WDH. Jej obóz również znajdował się nad Łańskim ale Osiemdziesiątka miała już swojego drużynowego i nikt z obecnych harcerzy osobiście nie pamiętał Lulu. Doświadczony instruktor nie chciał więc swoją obecnością zakłócać zdrowych relacji w swojej drużynie i dlatego rezydował w obozie Szesnastki, odwiedzając możliwie często osiemdzisiątaków i stopniowo się z nimi zaprzyjaźniając. Jak pisał Koza, chłopcy bardzo żałowali, gdy po obozie właśnie na tej drużynie skupił swoje wysiłki. Przez jakiś jeszcze czas obie drużyny wspólnie odbywały wiele gier, zbiórek i akcji.
Obóz postawiony był na wysokim poziomie i uzyskał w kwalifikacji związkowej kategorię A. Szesnastka zajęła też czołowe miejsca w zawodach zgrupowania opartych na technice harcerskiej. Zdobyto wiele sprawności. Były też biegi na stopnie młodzika, wywiadowcy i ćwika. Wielu harcerzy ukończyło je z powodzeniem i awansowało.

1947 r. Obóz w Łańsku. Zbiórka na alarm.
Organizowano liczne wycieczki po okolicy, przy czym, posługiwano się niemieckimi mapami, gdyż polskich jeszcze nie było. Do najdłuższych należała dwudniowa, piesza wyprawa na pola grunwaldzkie. 15 lipca spotkały się tam wszystkie drużyny z hufca, które docierały na miejsce własnymi drogami. Odbył się uroczysty apel wpisujący się w większą propagandową imprezę grupująca harcerzy i młodzież z różnych stron Polski.
Spotykano się z miejscowymi Mazurami aby lepiej poznać ich historię i obecne warunki życia. Na początku miejscowi nieufnie patrzyli na harcerzy. Mieli powód, przed wojną w tym właśnie miejscu mieścił się wielki ośrodek szkoleniowy Hitlerjugend. Harcerze zaś z początku uważali ich za autochtonów, czyli po prostu za Niemców. Były ogniska organizowane specjalnie dla miejscowych dzieciaków mieszkających na półwyspie Lalka. Te 30 dni spędzone w sąsiedztwie może nie zaowocowały serdeczną przyjaźnią, ale nieufność zniknęła po obu stronach. Była też praca społeczna polegająca na pielęgnacji lasu i pomocy miejscowym gospodarzom przy żniwach. Obóz odwiedził Zygmunt Wierzbowski, a wraz nim kilku innych Zawiszaków. Zyg przyjął Przyrzeczenie Harcerskie od nowo awansowanych młodzików.

1947 r. Obóz w Łańsku. Zygmunt Wierzbowski "Zyg" wciąga flagę na maszt. Obok niego Tadek Lubański "Lulu"

1947 r. Obóz w Łańsku. Apel. Drużyna śpiewa hymn harcerski. Przy maszcie stoi Zyg, który właśnie wciągnął flagę na maszt.

1947 r. Obóz w Łańsku. Zawiszacy przed bramą do obozu Szesnastki.
Zachowało się bardzo ciekawe sprawozdanie ks. phm. Wacława Nowaczyka SDB, który był obecny przez cały prawie lipiec na terenie zgrupowania obozów Śródmieścia i wizytował, a może lepiej byłoby powiedzieć, odwiedzał poszczególne obozujące tam drużyny. Z jego sprawozdania wyłania się niezwykle ciekawy obraz harcerstwa tamtych lat i obozowego życia drużyn. Odwiedził też Szesnastkę. Oto co zanotował.
(..) 27 VII. Niedziela. Jestem znów na półwyspie Lalka. Ostatnia Msza polowa. Obozy położone na wschodnim brzegu jeziora Łańskiego wyjeżdżają jutro (Szesnastka wyjechała dopiero 31 lipca – przyp. red.). Cały dzień spędzam z 16 WDH. Obchodzą uroczystość 35-lecia drużyny i 25-lecia poświęcenia sztandaru drużyny. Uroczystość zakończona przyrzeczeniem nowych członków drużyny. Ognisko przerwano z powodu deszczu. Członkowie komendy kładą wielki nacisk na tradycję drużyny. Pożywienie bardzo dobre i starannie przygotowane. Obóz posiada namioty przedwojenne, typu kanadyjskiego (…).
W jego raporcie powizytacyjnym jaki sporządził na potrzeby hufca, w odniesieniu do Szesnastki czytamy.
(…) 16 WDH. Nastrój w obozie pogodny i miły. Duży wpływ na całokształt spraw obozowych wywiera opiekun obozu , doświadczony instruktor (Lulu Lubański – przyp. red.). Dbałość o tradycję drużyny. Duże wymagania od kandydatów na stopnie i sprawności. Znaczący procent uczestników w wieku młodszym, najliczniejsze roczniki 1931 i 1933. Posiłki smaczne i pożywne. W obozie 16-tki spędziłem cały dzień 27 lipca(…). Krakowski Rocznik Historii Harcerstwa, tom XV, 2019 r.
Można łatwo rozszyfrować co w istocie znaczy ów duży wpływ jaki wywiera opiekun obozu - doświadczony instruktor. Prawdziwym wodzem był na obozie Lulu Lubański, który po pierwsze miał bogate doświadczenie obozowe z przed wojny, a po drugie potrafił znaleźć z chłopakami wspólny język i był przez nich uwielbiany.
Janek Tereszczenko również wspominał obóz w Łańsku najlepiej ze wszystkich na jakich był. Poniżej krótki fragment jego znacznie obszerniejszej, wartej przeczytania relacji z tego obozu:
"Na obóz w Łańsku w lipcu 1947, pojechaliśmy eszelonem towarowym (można powiedzieć, bydlęcym), z nowym zestawem wojskowych namiotów amerykańskich z UNRRY, i ze stażem pełnego już przygotowania obozowego. Gdzieś za Olsztynkiem, na małej stacyjce, odczepiono nasz wagon, wyładowaliśmy nasze majdany na pobocze, i wtedy przyjechał przewieźć nas na miejsce zakwaterowania, samochodem ciężarowym marki Volvo, sam druh Michał Glinka. Było to te samo Volvo, dar od naszych Szwedów, którym jechaliśmy rok wcześniej nad morze. Jak wykombinował druh Michał Glinka ten i drugi jeszcze osobowy samochód Volvo od Szwedów nie wiem.
Cudowne było to Łańskie Jezioro, niepokalane jeszcze restrykcjami nomenklaturalnej rezydentury. W lasach był dzik, w wodach ryba, a u podłoża leśnego tony wprost czarnych jagód; KRZACZYSKA CZARNYCH JAGÓD i grzyby. Zbudowanie obozu pod dyrekcją druha "Lulu" Lubańskiego odbyło się niezwykle sprawnie i nawet stawianie masztu dowodziło naszej zręczności sapersko-inżynieryjnej.
Ulokowani byliśmy mniej więcej w połowie jeziora, na jego wschodnim brzegu, pomiędzy Dwudziestą Trzecią, "Pomarańczarnią", od Batorego (nosili pomarańczowe chusty) z jednej strony, a Dwunastką z drugiej. Druh Michał Glinka, drużynowy "Pomarańczarni", słynął nie tylko ze swojej niesłychanej żywotności, specyficznej wymowy "er", jako "ehhh" ("czahhhna khhhowa w khhhopki bohhhdo"), lecz również i z tego, że to właśnie JEGO "Pomarańczarnia" dysponowała tą ciężarówką, jak również Volvo osobowym, którym następnie szalał druh Michał po wertepach leśnych Łańska, powodując niesłychane wprost podniecenie u młodzieży, niemogącej jeszcze wtedy zasiadać za kierownicą... Znał więc druha Michała cały hufiec, i cały hufiec go uwielbiał.
W naszej koncentracji było drużyn chyba z dziesięć, ulokowanych wokół jeziora, ale tylko "Szesnastka" miała ponton. Był to stary poniemiecki ponton wojskowy, z którego notorycznie uciekało powietrze. Niemniej tym pontonem przeprawialiśmy się na drugą stronę jeziora, gdzie 37 WDH, nocami słała nam świetlne sygnały morsem.
Obóz w Łańsku, w odróżnieniu od obozu w Gostyninie, wspominam z wielkim wzruszeniem i sentymentem. Było w naszym uczestnictwie tam coś poważniejszego i dojrzalszego. Mieliśmy do załatwienia jakąś sprawę, byliśmy kimś, w jakimś systemie wartości. I chociaż władze obozowe nie udzielały nam szeroko pojętego prawa, np. dostępu do jeziora, (o krok przecież, zaraz za kuchnią...), z wyjątkiem "godziny pływania" (widać dla uniknięcia wypadków utonięć), często udawało się Zielonce i MNIE wskoczyć do wody bez zwracania na siebie uwagi przełożonych. Albo ukrywać się w krzaczyskach czarnych jagód, znikając z pola widzenia aż do całkowitego nasączenia się tym owocem."
Wydawało się, że po udanym obozie, praca w Szesnastce pójdzie jeszcze dalej i szybciej. Tymczasem stało się przeciwnie. Koźniewski w swojej „Gawędzie”, w tym miejscu wspomina enigmatycznie.
(…) W drużynie panował jednak niepokój, jak gdyby w niedobrym przeczuciu chwili, która miała nadejść. Jakieś swary i spory. Niektórzy chłopcy opuścili Drużynę (…).
Jaki niepokój, w jakiej chwili, jakie spory? Spróbujmy to wyjaśnić. Dziwne to były odejścia, bowiem chłopcy opuszczając Drużynę nie zrywali z nią kontaktu, jak to zwykle bywa, gdy ktoś traci zainteresowanie harcerstwem. Przeciwnie, utrzymywali ze sobą stały kontakt i angażowali się w pracę innych drużyn. Jakby na coś czekali. Wojtek Bogusławski w swojej kronice daje nam trop, wspominając o „mało atrakcyjnych pogadankach”, jakie w pracy wychowawczej stosowali zarówno Marek Jaczewski, jak i Kazimierz Koźniewski. Być może, właśnie forma, a jeszcze bardziej, treść tych „pogadanek” były przyczyną owego napięcia i niezadowolenia harcerzy, szczególnie na tle ówczesnej sytuacji politycznej, której drużynowy, wbrew ich oczekiwaniom, wyraźnie nie kontestował. Koźniewski zaś wręcz angażował się w dokonująca się rewolucję i w budowę nowego „ludowego” państwa polskiego.
Wyjaśnijmy, że po ogłoszeniu sfałszowanych wyników wyborów, w których PSL uzyskał oficjalnie ułamek głosów, które faktycznie zostały na niego oddane, aparat bezpieczeństwa wzmógł terror, którego celem było całkowite, fizyczne i prawne zniszczenie opozycji i to nie tylko tej, w podziemiu. Także tej jawnej skupionej wokół PSL. Zaczęły się sfingowane procesy działaczy i zwolenników tej partii, które kończyły się zwykle wieloletnim więzieniem, a nierzadko karami śmierci i egzekucjami. Pod koniec października, Stanisław Mikołajczyk - lider PSL ostrzeżony przed aresztowaniem i grążącą mu karą śmierci uciekł z Polski na Zachód. To był symboliczny, definitywny koniec wszelkich nadziei na normalność i wyraźna zapowiedź życia w warunkach zniewolenia i terroru znanego z doniesień, o tym jak wygląda życie w ZSRR.
Trwały fingowane procesy dowódców i żołnierzy AK, NSZ, Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie przeważnie pod zarzutem szpiegostwa lub współpracy z niemieckim okupantem. Te zazwyczaj kończyły się wyrokami śmierci. Procesy te miały formę pokazową. Komuniści relacjonowali i nagłaśniali ich przebieg w radio i w prasie. Celem było oczywiście zastraszenie społeczeństwa. Polacy mieli przestać przeciwstawiać się i robić co im władza ludowa każe. Nie trzeba wielkiej wyobraźni aby poczuć jak musiała buzować krew w żyłach młodych ludzi, a zwłaszcza harcerzy, dla których służba dla Polski była najwyższym nakazem. Co czuli, gdy w drużynie, w której chcieli mieć enklawę wolności, musieli wysłuchiwać tego samego co wylewało się z prasy i radia i czym karmiono ich w szkole.
Odejście starszych chłopców było też niejako na rękę tym, którzy chcieli realizować linię partii komunistycznej. Wyrażała się ona w zaleceniu aby rygorystycznie przestrzegać zasady, iż ZHP przeznaczone jest wyłącznie dla młodzieży szkolnej w wieku od 11 do 16 lat. Wszyscy starsi, z wyjątkiem oczywiście instruktorów i kandydatów na instruktorów, którzy są w trakcie odpowiedniego szkolenia, mieli przechodzić do pracy w ZWM lub do innych kontrolowanych przez komunistów organizacji młodzieży starszej. Zamiarem komunistów była infantylizacja harcerstwa. Nawet gdyby miało ono zachować jakieś pierwiastki dawnej tradycji, to miały być one używane tylko do niegroźnej dla nich zabawy. Starsza młodzież z jej zainteresowaniami społecznymi i politycznymi miała trafiać do miejsc gdzie komuniści mieli nad nią całkowitą kontrolę i mogli bez przeszkód prowadzić swoją indoktrynację. Zapamiętajmy to! Ten pomysł na harcerstwo będzie jeszcze w dalszej historii kilkakrotnie wracał do realizacji w polityce partii komunistycznej.
W tym miejscu warto dodać, że właśnie w tym czasie Koźniewski jeszcze mocniej niż wcześniej zradykalizował swoje działania, jednoznacznie opowiadając się po stronie PPR, co dawała się wyraźnie odczuć w jego ówczesnej harcerskiej (i nie tylko) publicystyce, gdzie piętnował reakcyjne nastawienie większości instruktorów z Aleksandrem Kamiński na czele. Musiało się to też odczuwać w jakiś sposób w Drużynie, przy której stale był obecny. Najlepszym sposobem niesłuchania tych „pogadanek” było nie pojawiać się na zbiórkach. Dopiero w wolnej Polsce, w latach 90-tych, wyszły na jaw fakty, które wyjaśniają przyczynę tej jego zradykalizowanej postawy. Przykro to mówić, ale w imię Prawdy i dla przestrogi, niestety trzeba to wyraźnie powiedzieć.
Koźniewski został tajnym współpracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa, a później Służby Bezpieczeństwa PRL. W archiwach IPN jego pierwszy donos nosi datę 22 marca 1947 roku. Jako TW o kolejnych kryptonimach: „Szczotka”, „33” i „Harcmistrz”, aż do końca PRL-u, niezwykle aktywnie donosił na instruktorów harcerskich, zwłaszcza tych, ze środowisk szaro-szeregowych, na literatów, dziennikarzy i działaczy opozycji. Wielu ludziom zaszkodził, złamał ich kariery, odebrał szanse życiowe, dostarczył powodów do aresztowań. Oprócz ordynarnych donosów, dostarczał też władzom bezpieczeństwa bardzo wnikliwych analiz sytuacji politycznej, sugerując możliwe sposoby reagowania na niepodległościowe i antykomunistyczne aspiracje społeczne. Blokował w ten sposób wiele korzystnych dla Polski dążeń, czy to w ruchu harcerskim, czy to w kręgach literackich, czy w środowiskach opozycyjnych. Zapisał w ten sposób najbardziej niechlubną kartę w historii wychowanków Szesnastki. Niezależnie od tego, z jakich osobistych pobudek to czynił, dopuścił się zdrady – jeżeli nie zdrady państwa, bo wedle jego późniejszych wyjaśnień, był przekonany, że służył państwu polskiemu, takiemu jakie ono wtedy było - to na pewno zdrady swoich przyjaciół.
Z nowym rokiem harcerskim Drużyna przeszła do utworzonego właśnie Hufca Ochota, którego kierownictwo objęli Zawiszacy. Komendantem hufca został świeżo mianowany podharcmistrzem Marek Jaczewski, a phm. Tadeusz Lubański jego zastępcą i jednocześnie kierownikiem referatu harcerskiego. To może trochę dziwić. Niedoświadczony instruktor, z króciutkim stażem zostaje komendantem hufca, a bardzo doświadczony instruktor jego zastępcą? Marek, całą parą zaangażował się w nowe obowiązki hufcowego. A drużyna? Jakiś czas próbował godzić jedno z drugim ale na dłuższą metę okazało się to niemożliwe. Zwłaszcza, że harcerze jeden po drugim nadal niknęli z pola działania drużyny.
W tej sytuacji Marek Jaczewski przekazał Drużynę bardziej lubianemu HO Janowi Karczewskiemu zwanemu pieszczotliwie „Karczusiem”, a sam skupił się na pracy w hufcu. Przybocznym Karczusia został ćw. Tadek Kalinowski, a sekretarzem Edek Salwerowicz.
1 grudnia - Zatwierdzono komisję prób na stopnie i sprawności do stopnia ćwika w Drużynie, w składzie: phm. Marek Jaczewski, phm. Tadek Lubański, phm. Andrzej Zieliński.
KPH
W tym roku, tak jak w poprzednich, działalność Koła była poświęcona zdobywaniu funduszy, aby umożliwić jak największej ilości harcerzy branie udziału w obozie (ulgi objęły ok. 80% chłopców). Szczególnie czynna była nieoceniona p. J. Dusiewiczowa, sama harcerka pracująca w Głównej Kwaterze. We wszystkich dochodowych imprezach KPH brali czynny udział sami chłopcy.
ZAWISZACY
15 listopada - Mianowano hufcowym nowoutworzonego hufca Ochota phm. Marka Jaczewskiego, a zastępcą i kierownikiem referatu harcerzy phm. Tadka Lubańskiego. Byli oni również członkami komisji prób na stopień harcerza orlego.
1 grudnia - HO Staszek Wołowiec został mianowany p.o. drużynowym 146 W.D.H. o specjalności lotniczej, którą zorganizował na Pradze. Janek Pawlikowski z Włodkiem Dereniem zorganizowali 63 WDH w szkole podstawowej na Żelaznej, a Włodek Dusiewicz został instruktorem wychowania artystycznego przy Naczelnictwie ZHP, nadal współpracując z Hufcem i z Drużyną.
Marek Gajdziński, Dyzma Zawadzki
Stan Drużyny na 31.12.1947
- drużynowy: h.o. Jan Karczewski
- przyboczny: ćw. Tadeusz Kalinowski
- sekretarz: Edward Salwerowicz,
- 5 lub 6 zastępów
Źródła:
- Wojciech Bogusławski, „Kronika 16 WDH im. Zawiszy Czarnego 1911-1986"
- Kazimierz Koźniewski "Gawęda o Szesnastce Zawiszy Czarnego"
Więcej...
- Relacje - List z obozu
- Relacje - Lata 1945-1948 we wspomnieniach Janka Tereszczenki
- Panteon - Zygmunt Tyszka
- Panteon - Zygmunt Wierzbowski
- Panteon - Michał Woynicz Sianożęcki
- Historia - Lata 1945-1949 W Drodze Donikąd
- Wikipedia - Jan Karczewski (1931 – 2017) – uznany polski malarz, wykładowca warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych