Atmosfera w ZHP stała się trudna do zniesienia. We władzach hufców i chorągwi trwały jawne czystki. Komuniści pozbywali się instruktorów, którzy nie akceptowali ich planu przekształcenia wychowania harcerskiego w socjalistyczną indoktrynację. Już było wiadomo, że harcerstwo w takim kształcie jakie wszyscy znali, przystanie istnieć.

9 stycznia - Odbyła się w odbudowanym gmachu Szkoły na Noakowskiego 6 uroczysta Choinka z liczniejszym niż w latach ubiegłych udziałem rodziców i Zawiszaków. Wszyscy doskonale przeczuwali, co się lada dzień stanie. Zjawili się, by być może ostatni raz stanąć w kręgu, uścisnąć sobie ręce i powiedzieć Klaw Boy!

Włodzimierz Dusiewicz skomponował na tę okazję piosenkę pt. „Szesnastko”, śpiewaną na melodię „Serce” z filmu „Świat się śmieje”.

Na dworze groźny wiatr tumany gna!
I pada śnieg w tumanach tych.
Jest na świecie przystań mała,
która w sobie nas zebrała
W dniach od losu złych.

Szesnastko! O towarzyszko ciężkiej doli.
Szesnastko! Piastunko naszych młodych sił.
Szesnastko! Jeżeli Stwórca nam pozwoli - 
Twój obraz wiernie, na zawsze, w sercach będzie żył!

Gdy przygnębiony ufność znajdzie w Niej,
wnet wszystkie troski idą w cień.
Radość, wiara nami włada,
gdy harcerska nas gromada
Wita każdy dzień.

Szesnastko! Kto Ciebie kochał tak gorąco.
Szesnastko! Dotąd nie śpiewał tego nikt…
Szesnastko! Te słowa serca struny trącą,
Gdy odejdziemy, w nieznane JUTRO, w nowy ŚWIT…"

Słowa mówią same za siebie i odzwierciedlają nastrój chwili.

Sam autor tak wspomina te chwile: "Gdy skończyłem śpiewać podszedł wzruszony Janek Karczewski, wpadliśmy sobie w ramiona, ucałowaliśmy się, a „Karczuś” na ucho mi szepnął, a kiedy będzie następna piosenka – radośniejsza? Odpowiedziałem, jak się na nowo odrodzi Szesnastka. Po rozwiązaniu ZHP powstało OH – ZMP (Organizacja Harcerska Związku Młodzieży Polskiej) – nikt z rozwiązanej 16 WDH nie wstąpił do tej nowej, zachwalanej, zachęcanej nowej organizacji." (Sulimczyk, nr 299 z 11 lutego 2018 roku).

Spodziewając likwidacji harcerstwa postanowiono jednak prowadzić pracę Drużyny tak długo, jak się da. Dokonano wiosennego naboru. Prowadzono przygotowania do obozu. Wyróżniającymi zastępowymi byli bracia Staszek i Leszek Więckowscy.

12 czerwca - Wiesiek Szeliski i Edek Salwerowicz ukończyli kurs drużynowych. Musieli to zrobić, żeby móc zorganizować obóz. Musieli zaciskać zęby aby przetrwać szkolenie polityczne, do którego głownie sprowadzały się zajęcia kursowe. Musieli wygłaszać wyuczone, budzące obrzydzenie formułki, żeby zdać kursowe sprawdziany. Poświęcili się dla Drużyny i przetrwali kurs, nie wdając się w żadne dyskusje i polemiki. W ZHP, tak jak wszędzie, nie było już na nie miejsca.

22 czerwca komuniści wyrzucili z ZHP Aleksandra Kamińskiego, pozbawiając go jednocześnie stopnia instruktorskiego. W ten sposób symbolicznie i demonstracyjnie postawili kropkę nad i. Latem odbyły się jeszcze obozy drużyn, ale już tylko siłą bezwładności. Nie można było, z dnia na dzień, zatrzymać w miejscu rozpędzonej 300 tysięcznej organizacji.

XXVII obóz letni został zorganizowany w Gubinie koło Zielonej Góry, tak jak w poprzednich latach, w ramach zgrupowania hufca. Komendantem obozu Szesnastki był  - Wiesiek Szeliski, oboźnym Edek Salwerowicz, a gospodarzem - Staszek Brzeski. Dzięki temu, że na miejscu były boiska uprawiano dużo sportu. Nie był to już niestety obóz w pełnym tego słowa znaczeniu. Uczestniczyła w nim pewna liczba chłopców, którzy nie byli harcerzami. Zostali tu skierowani, jak na kolonie letnie, przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Drużyna musiała ich zabrać. Inne drużyny też zostały uszczęśliwione tego rodzaju gośćmi.  Nie przyzwyczajeni do dyscypliny i nie rozumiejący harcerskich zwyczajów, sami przeżywali mordęgę i psuli atmosferę harcerskiej przygody. Tak, po latach, w liście opublikowanym na stronie internetowej Liceum Staszica,  wspomina ten obóz jeden dzieciaków skierowanych na niego przez TPD, wówczas 12 letni Michał Antopolski.

(…) "Staszicowcy" byli instruktorami, a my z TPD nosiliśmy szare sznury. Ostatni obóz letni starego ZHP (przed skomunizowaniem) był latem 1949 roku w Gubinie na granicy niemieckiej, w lasach, na odludziu. Łzami i zimną wodą czyściłem w nocy garnki za karę za jakieś przewinienie. (…) Po 52 latach już to przebaczyłem staszicowcom! (…)

Harcerze kąpali się w zimnym strumyku, tę samą zimną wodę wlewano menażką za kołnierz, zgodnie z tradycją Drużyny. Odbywały się również podchody, których celem było wykradzenie flagi, stąd według Michała zawsze pod masztem był wartownik (a przynajmniej w nocy).

Wszystkie drużyny w całej po Polsce musiały brać udział w czynach społecznych organizowanych w ramach Harcerskiej Służby Polsce - sztandarowego programu prowadzonego przez skomunizowane już władze ZHP. Tak jak w roku ubiegłym, były to czyny urządzane na pokaz, tak żeby dobrze wyglądały na publikowanych w prasie zdjęciach ale bez żadnego praktycznego prawie sensu (...).

Tak zakończył się czteroletni okres powojennych dziejów Szesnastki.

Z początkiem roku szkolnego Drużyna została rozwiązana. W kilka miesięcy później przestało także istnieć Gimnazjum i Liceum im. St. Staszica, a budynek przejęła Szkoła TPD nr 2. Nie zabezpieczone archiwum Drużyny uległo rozproszeniu lub zniszczeniu.

Na teren tej szkoły oraz wszystkich innych w całej Polsce, weszła Organizacja Harcerska Związku Młodzieży Polskiej. Była to organizacja pionierska o  celach i metodach pracy żywcem przeniesionych z ZSRR  Określenie „Harcerska” w jej nazwie komuniści pozostawili tylko w celu mydlenia oczu młodzieży i rodzicom. Nikt się jednak na to nie nabierał. Może gdyby pozostawili choć mundury? Ale na szczęście nie zrobili tego -  w ten sposób doszczętnie zohydziliby Polakom mundur harcerski na wieki. Młodzież ZMP-owska, także ta z dziecięcej organizacji harcerskiej, chodziła ubrana w białe koszule i czerwone chusty z przypiętą „czuwajką” odznaką wzorowaną na odznace pionierskiej.   

Po rozwiązaniu Drużyny, jeszcze przez parę miesięcy, prowadzili swoje zastępy uparci bracia Więckowscy.  Po czterdziestu latach Włodek Dusiewicz ujawnił, w jaki sposób próbowano zalegalizować dalszą pracę Szesnastki.

Po tym jak komuniści uniemożliwili działanie harcerstwa w całej Polsce w tym także Szesnastki, część starszych chłopców próbowało kontynuować pracę w warunkach pół konspiracyjnych. Zdecydowano się prowadzić ją w ramach Polskiego Związku Wędkarskiego, który właśnie wtedy powstał z połączenia różnych mniejszych stowarzyszeń wędkarskich. Powstanie PZW było częścią tego samego planu, ujarzmienia polskiego społeczeństwa, w ramach którego zlikwidowano ZHP i połączono wszystkie organizacje młodzieżowe w jeden Związek Młodzieży Polskiej (ZMP). W podobny sposób komuniści przejmowali kontrolę nad wszelkimi innymi przejawami życia społecznego. W strukturach PZW nie było jednak tak silnego nacisku ideologicznego jak w Organizacji Harcerskiej ZMP. Celem PZW nie było wszach wychowanie młodzieży. Nawet jeśli próbowano indoktrynować jego działaczy, to nie miało to większego znaczenia dla szeregowych członków. Oni chcieli tylko, w spokoju łowić ryby. I spokój ten znajdywali sobie nad wodą. 

Dwóch czy trzech rodziców najbardziej upartych harcerzy powołało do życia w ramach PZW koło wędkarskie pod nazwą "Złota Rybka". To był dobry pomysł. Jak dotąd komuniści nie zabraniali ludziom wędkarstwa. Można było się w tym celu stowarzyszać i w miarę swobodnie wyjeżdżać nad wodę, a zatem była to doskonała przykrywka dla organizowania wycieczek i biwaków. Oczywiście bez mundurów. Ale jakie to miało, wtedy znaczenie? Ważne było tylko to, że w lesie, nad rzeką czy nad jeziorem,  można było oddawać się w miarę swobodnie typowo harcerskim zajęciom. Urządzać ćwiczenia, gry i wszelkiego rodzaju harce. Nawet o ryby nie trzeba było się troszczyć. Cóż pech! Nic nie udało się złowić.

Z ustnej relacji Włodka Dusiewicza wiemy, jakie znaczenie miała nazwa koła "Złota Rybka".  Ich marzeniem było złowić kiedyś złotą rybkę, poprosić ją o spełnienie trzech życzeń w zamian za wypuszczenie do wody. Jakie to były życzenia? Przy wieczornych ogniskach, w kręgu namiotów ustawionych na "łowisku" chłopcy z rozmarzeniem je formułowali. "Niech szlag trafi Stalina z całą jego komunistyczną bandą". "Żeby Polska odzyskała niepodległość". "Żeby znów można było dumnie nosić mundur, krzyż, krajki i kostki".  Chłopcy mieli też swoją odznakę. Znaczek przedstawiający złotą rybkę, który można było bez żadnych konsekwencji nosić na ubraniu.

Niestety, w warunkach stalinowskiego terroru, prowadzenie zakonspirowanej pracy harcerskiej w ten sposób, nie mogło trwać wiecznie. Po pewnym czasie stało się to zbyt ryzykowne. Starszyzna nie chciała z tak błahego powodu narażać chłopców i ich rodziców na wieloletnie więzienia i przymusową pracę w obozach karnych. Trudno to dziś zrozumieć, zwłaszcza komuś, kto miał szczęście nie żyć w tamtych czasach. Stalinowski terror był na prawdę okrutny. Można było trafić na wiele lat do celi lub do obozu pracy przymusowej nawet za opowiadanie sobie dowcipów, które ktoś mógłby uznać za wymierzone we władzę ludową. Można też było stracić za to życie. Zależało to tylko od aktualnych wytycznych partii komunistycznej i gorliwości jej, w większości wybitnie tępych, funkcjonariuszy. Prowadzenie pracy w warunkach konspiracji okazywało się trudniejsze niż za czasów hitlerowskiej okupacji. Wtedy wiadomo było gdzie jest wróg i łatwo można go było odróżnić a więc też chronić tajemnicy. Dziś wrogiem mógł być każdy - ciocia, nauczyciel, kolega ze szkoły.  Donosicieli nie brakowało.

Nie wiemy dokładnie jaka była intensywność tej pracy i jak długo ją prowadzono. Na bieżąco żadnych notatek kronikarskich nie spisywano. A kiedy po 1989 roku, można już było ten fakt bezpiecznie ujawnić, szczegóły zatarły się w pamięci uczestników. Włodek Dusiewicz twierdził, że wiosną 1950 roku było już „pozamiatane”.

KPH

Po urządzeniu obozu Koło zawiesiło swoją działalność równocześnie z Drużyną.

Zawiszacy

Styczeń - zwolniono z funkcji hufcowego phm. Tadeusza Lubańskiego.

10 lutego - Nastąpiło połączenie Komend Chorągwi męskiej i żeńskiej. Marek Jaczewski został w tej nowej, koedukacyjnej chorągwi kierownikiem Wydziału Szkolenia i komendantem kursu drużynowych - już jako harcmistrz.

15 września  - Jacek Dąbrowski przeszedł do pracy w Komendzie Chorągwi.

20 października - Zwolniono z funkcji drużynowego 63 WDH. org. Janka Pawlikowskiego.

Marek Gajdziński, Dyzma Zawadzki

Źródła:

Więcej...