• Powrót z wycieczki 1930 r.
    Powrót z wycieczki 1930 r.
  • Przed bramą obozu 1930 r.
    Przed bramą obozu 1930 r.
  • Drużyna wraca z defilady1933 r.
    Powrót z defilady 1933 r.

Po tym jak komuniści uniemożliwili działanie harcerstwa w całej Polsce w tym także Szesnastki, część starszych chłopców próbowało kontynuować pracę w warunkach pół konspiracyjnych. Zdecydowano się prowadzić ją w ramach Polskiego Związku Wędkarskiego, który właśnie wtedy powstał z połączenia różnych mniejszych stowarzyszeń wędkarskich. Oczywiście powstanie PZW było częścią tego samego planu, ujarzmienia polskiego społeczeństwa, w ramach którego zlikwidowano ZHP i połączono wszystkie organizacje młodzieżowe w jeden Związek Młodzieży Polskiej (ZMP). W ten sposób komuniści przejmowali kontrolę nad wszelkimi przejawami życia społecznego. W strukturach PZW nie było jednak tak silnego nacisku ideologicznego jak w Organizacji Harcerskiej ZMP. Celem PZW nie było wszach wychowanie młodzieży. Nawet jeśli próbowano indoktrynować jego działaczy, to nie miało to większego znaczenia dla szeregowych członków. Oni chcieli tylko, w spokoju łowić ryby. I spokój ten znajdywali sobie nad wodą.  Powołano do życia koło wędkarskie pod nazwą "Złota Rybka". Pomysł został podsunięty przez jednego rodziców - zapalonego wędkarza należącego do PZW. To był dobry pomysł. Jak dotąd komuniści nie zabraniali ludziom łowić ryb na wędki. Można było się w tym celu stowarzyszać i swobodnie wyjeżdżać nad wodę, a zatem była to doskonała przykrywka dla organizowania wycieczek i biwaków. Oczywiście bez mundurów. Ale jakie to miało, wtedy znaczenie? Ważne było tylko to, że w lesie można było oddawać się w miarę swobodnie typowo harcerskim zajęciom. Urządzać ćwiczenia, gry i wszelkiego rodzaju harce. Nawet o ryby nie trzeba było się troszczyć. Cóż pech! Nic nie udało się złowić.

Z ustnej relacji Włodka Dusiewicza wiemy, jakie znaczenie miała nazwa koła "Złota Rybka".  To było ich marzenie. Żeby kiedyś złowić złotą rybkę, poprosić ją spełnienie trzech życzeń i wypuścić do wody. Jakie to były życzenia? Łatwo się domyśleć. Przy wieczornych ogniskach, w kręgu namiotów ustawionych na "łowisku" chłopcy z rozmarzeniem je formułowali. "Niech szlag trafi Stalina z całą jego komunistyczną bandą". "Żeby Polska odzyskała niepodległość". "Żeby znów można było dumnie nosić mundur, krzyż, krajki i kostki".  Chłopcy mieli też swoją odznakę. Znaczek przedstawiający złotą rybkę, który można było bez żadnych konsekwencji nosić na ubraniu.

Niestety, w warunkach stalinowskiego terroru, prowadzenie zakonspirowanej pracy harcerskiej w ten sposób, nie mogło trwać wiecznie. Po pewnym czasie nawet to stało się zbyt niebezpieczne. Starszyzna nie chciała z tak błahego powodu narażać młodszych chłopców i ich rodziców na wieloletnie więzienia i przymusową pracę w obozach karnych. Trudno to dziś zrozumieć, zwłaszcza komuś, kto miał szczęście nie żyć w tamtych czasach. Stalinowski terror był na prawdę okrutny. Można było trafić na wiele lat do celi lub do obozu pracy przymusowej nawet za opowiadanie sobie dowcipów, które ktoś mógłby uznać za wymierzone we władzę ludową. Można też było stracić za to życie. Zależało to tylko od aktualnych wytycznych partii komunistycznej i gorliwości jej funkcjonariuszy.

Nie wiemy jaka była intensywność tej pracy i jak długo ją prowadzono. Na bieżąco żadnych notatek kronikarskich nie prowadzono. A kiedy po 1989 roku, można już było ten fakt bezpiecznie ujawnić, szczegóły zatarły się w pamięci uczestników. Od tamtych wydarzeń minęło 40 lat.

Marek Gajdziński 

Więcej...