Pod koniec 1964 roku Zbigniew Stok został zatrudniony w Zielonej Górze jako dyrektor tamtejszego teatru i przedsiębiorstwa estradowego. Wyprowadził się z Warszawy, a tym samym nie mógł już dłużej, na bieżąco kierować Szesnastką. Musiał przekazać swoją funkcję w inne ręce. Większość kadry, przybocznych i zastępowych spodziewała się, że nowym szczepowym zostanie Andrzej Kossowski. „Kosa" był już podharcmistrzem. Wstąpił do drużyny w chwili jej reaktywacji i przeszedł w niej wszystkie etapy rozwoju instruktorskiego. Był doskonałym zastępowym i przybocznym. Prowadzona przez niego drużyna "Zawrat" wykazywała się dużą sprawnością i zgraniem. Organizował i prowadził liczne obozy wędrowne i zimowe. Był komendantem samodzielnego obozu stałego swojej drużyny w Czarnem i kilkukrotnie członkiem kadry innych obozów stałych Szczepu. Miał absolutnie wszelkie kwalifikacje, do objęcia funkcji szczepowego.
Co bardziej wtajemniczeni wiedzieli też, że Stok był dla Kosy kimś więcej niż tylko drużynowym. Był dla niego kimś w rodzaju osobistego mentora. Wspierał go w wielu sytuacjach życiowych, mobilizował do ukończenia szkoły i do pójścia na studia. "Kosa" był częstym gościem w domu Zbyszka. Sprawa wydawała się przesądzona. Zwłaszcza, że „Kosa” tego chciał. Jego ambicja, aby zostać wodzem Szesnastki była powszechnie znana.
Tymczasem – zaskoczenie, stało się inaczej. Podczas styczniowej Choinki Zbyszek przekazał Szczep phm. Tadkowi Sułowskiemu, swojemu serdecznemu przyjacielowi z powstania, partyzantki i z powojennej konspiracji, byłemu drużynowemu. Dlaczego? Przecież, od momentu wznowienia działalności w 1957 roku, zagadnienie wychowania młodej kadry, której można byłoby przekazać kierowanie Szesnastką, było pierwszoplanowym zadaniem starszych Zawiszaków. Tyle było o tym mowy wcześniej. I oto jest taki wymarzony instruktor! Czemu więc na czele Szesnastki znowu stanął blisko czterdziestoletni kombatant zamiast, ktoś młody i energiczny? Pytanie to zawisło nad Szczepem. Pytano Sułę i Staszka Korwina, wyczuwając, że i on miał udział w podjęciu tej zaskakującej decyzji. Jednak, obaj instruktorzy nie udzielali zadawalających wyjaśnień. Zasłaniali się ogólnikami w stylu „jeszcze nie czas”. Czuć było, że kryje się za tym jakaś tajemnica. Również sam „Kosa” nie był skoro do wyjaśnień, choć znając Stoka, Sułę i Staszka, domyślano się, że tego rodzaju decyzja nie mogła być z nim nie omówiona i że nie zakomunikowano mu powodów jej podjęcia. Robił wrażenie jakby ją zaakceptował, jednak ci co go znali wiedzieli, że odczuł ją bardzo boleśnie i że trudno mu będzie się z nią pogodzić.
Doszukiwano się różnych wyjaśnień. A to że „Kosa” miał kłopot z ukończeniem szkoły i że nie poszedł na studia. A to, że starsi Zawiszacy mieli do niego jakieś zastrzeżenia w związku z 10 puntem Prawa Harcerskiego. To by tłumaczyło dlaczego sam „Kosa” milczy. Może dostał jakieś warunki do spełnienia?
Wskazywano też na inny możliwy powód – mianowicie, na, oględnie mówiąc, niechętny stosunek „Kosy” do Staszka Korwina. Źródłem tej niechęci, było to, że Staszek przyszedł do Szesnastki z zewnątrz, już jako doświadczony instruktor z ogromnym bagażem swoich własnych przyzwyczajeń i własną wizją wychowania harcerskiego. "Kosa" uważał, że cierpi na tym tradycja Szesnastki, gdyż Staszek mając ogromy wpływ, nie tylko na drużynę "Youngboyów", ale i na cały Szczep, wprowadzał w życie swoje zwyczaje, często różniące się od tego, co traktowano dotąd jako wyróżnik dawnego zawiszackiego stylu. „Kosa” wielokrotnie dawał jasne sygnały braku zgody na nowe porządki. Staszek zaś nie krył swojej dezaprobaty dla niedostatków w postawach „Kosy”. To musiało rodzić napięcie. Domyślano się, że to właśnie dlatego, „Zawrat” nie wziął udziału w ostatnim obozie Szczepu, którego komendantem miał być Staszek Korwin. Problem polegał na tym, że od dłuższego już czasu, ciężar pracy w Szesnastce spoczywał głównie na barkach właśnie tych dwóch instruktorów. W tej sytuacji mianowanie szczepowym któregoś z nich mogło dorowadzić do eskalacji napięcia i być może nawet do jakiegoś rozłamu, bo za Staszkiem też stała pewna, licząca się grupa harcerzy głównie z „Youngboyów”. Zatem powierzenie sterów Szesnastki w ręce kogoś trzeciego wydawało się decyzją salomonową. Może z czasem sprawy jakoś się ułożą.
Nie mniej, tego rodzaju niewyjaśniona sytuacja musiała spowodować wzrost napięcia w Szczepie. Nie chodzi o to, że wobec Suły, jako nowego szczepowego, był jakiś opór. Nic z tych rzeczy. Suła był bardzo lubiany. Najstarsi znali go z czasów kiedy był drużynowym i prowadził obozy. Młodszym dał się poznać podczas właśnie zakończonego zimowiska, gdzie robił furorę jako świetny kompan i pieśniarz. Cieszył się ogromnym autorytetem. Jednak spora grupa, zwłaszcza starszych harcerzy podzielała niespełnione aspiracje „Kosy”. Był przecież ich wodzem.
W takim właśnie stanie ducha, Szesnastka rozpoczęła kolejny rok swojej działalności. Nadal kierowana była przez instruktora wywodzącego się jeszcze z Szarych Szeregów. Nadal też znajdowała się pod wielkim wpływem dawnej zawiszackiej braci. Była to już sytuacja mocno wyjątkowa w ówczesnym ZHP. Powiedzmy jednak sobie szczerze - nowy szczepowy nie brał już tak aktywnego udziału w bieżącej pracy Szczepu, jak jego poprzednik przed kilku laty. Pełnił tę funkcję bardziej formalnie niż faktycznie. Miał być raczej arbitrem w ewentualnych sporach. Instruktorami, na barkach których faktycznie spoczywał wtedy największy ciężar pracy w Szczepie był nadal Staszek Korwin i dużo od niego młodszy Andrzej Kossowski.
W lutym odbyły się Chorągwiane Igrzyska Zimowe (FIS-65). Szesnastka reprezentowała w nich hufiec, zdobywając: I miejsce w biegu patrolowym, II miejsce w biegu narciarskim na 800 m, oraz dwa III miejsca. Dzięki częstym pobytom w Murowańcu na Hali Gąsienicowej sporty zimowe były silną stroną Szesnastki.
Po raz kolejny zaangażowano się w pracę zarobkową na Wystawie Psów Rasowych. Tak jak poprzednio polegała ona na pomocy w obsłudze imprezy.
Nadal wydawano Sulimczyka. Redakcję tworzyli: Alek Bartnicki, Stefek Kwil i Andrzej Marczak.
Kolejny XXXVI obóz letni urządzono w Werach w okolicy Działdowa. Komendantem obozu był hm. Staszek Korwin, oboźnym - Bogdan Stefański. W obozie uczestniczyło ponad 40 harcerzy z „Youngboyów” i „Wierchów”. Wydawano gazetkę obozową: „Lina”. Publikowano ją w podobnej formie jak ubiegłoroczne „Gwoździe” – na tablicy rozkazów. Dlatego też ani jedna, ani druga się zachowały.
Maszt flagowy na obozie w Werach, jak zwykle bardzo wysoki, wyróżniał się tym od innych, że wymagał gimnastycznej sprawności aby się na niego wdrapać. Drugą osobliwością obozu był zelektryfikowany namiot – inżynierskie dzieło Stefana Kwila. Elektryfikacja polegała na wyposażeniu go w system alarmowy. Dzieło to zostało upamiętnione w piosence obozowej, której tekst po raz pierwszy ukazała się na łamach „Liny”.
Czy wy wiecie, że nad rzeczką,
gdzie maleńki rośnie borek.
Nad jeziorkiem, niedaleczko,
Stoi sobie Kwila domek.
Smutno samym im tam było,
założyli sobie dzwonek.
Teraz wszędzie można słyszeć
zelektryfikowany domek.
Korzystając z bliskość miejsca, rajd pieszy został poprowadzony zastępami do Grunwaldu, gdzie pięć lat wcześniej odbył się obóz Szesnastki i gdzie Drużyna odegrała niebagatelną rolę w organizacji uroczystości jubileuszowych. Obecnie Szesnastka sama uczciła tam 555 rocznicę zwycięskiej bitwy z Zakonem Krzyżackim.
„Zawrat”, podobnie jak w roku ubiegłym, nie wziął udziału w obozie Szesnastki, ale w sportowym obozie organizowanym przez komendę chorągwi nad jeziorem Długim k/Olsztyna. Komendantem „Zawratu” był tam phm. Andrzej Kossowski, a oboźnym Edek Sudwoj. Na tym obozie obecne były 2 zastępy z drużyny.
Następnie „Zawrat” wyjechał na VI wędrowny obóz górski w Tatry Polskie i Słowackie. Komendantem obozu był tradycyjnie już phm. Andrzej Kossowski, a oboźnym Krzyś Graczykowski. Obóz nie należał do udanych, głównie z powodu złej jego organizacji po stronie słowackiej. W rezultacie do wędrówki po tamtejszych Tatrach nie doszło i obóz został w połowie przewidzianego nań czasu rozwiązany. Harcerze wrócili do Warszawy, a starsi grupkami rozjechali się po Polsce.
Zatrzymajmy się na chwile w tym miejscu opowieści. Dzieje się coś dziwnego. „Zawrat” traci swoją sprężystość i wyraźnie alienuje się od reszty Szczepu. To już drugi rok z rzędu, gdy nie bierze udziału w we wspólnym obozie stałym. Jednocześnie zaczyna mocno angażować się w akcje hufca i chorągwi. Już nawet najmłodsi harcerze wyczuwają, że coś jest nie tak, jak powinno, że w łonie kadry Szczepu istnieją jakieś niesnaski. Atmosfera gęstnieje. Towarzyszą temu dziwne ruchy kadrowe.
W październiku do „Wierchów” przechodzą: Jurek Marczak z „Youngboyów” i Leszek Nowosielski z „Zawratu”. Obaj zostają tam przybocznymi. Ale już w listopadzie Jurek wraca do „Younboyów”, gdzie znowu jest przybocznym. Zamienia się z Bogdanem Stefańskim, który z ”Youngboyów” przechodzi na przybocznego do „Wierchów”. W jego miejsce, nowym przybocznym „Youngboyów” zostaje Mirek Chojecki. Takie ruchy kadrowe pomiędzy drużynami wcześniej się nie zdarzały, a przynajmniej nie w takim nasileniu. Widać, że następuje jakieś przegrupowanie. Tymczasem jednak praca w drużynach toczy się w miarę normalnym rytmem.
30 października odbył się biwak „Youngboyów” w Lasach Chojnowskich. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, co kazałaby to odnotować, gdyby nie to, że prowadził go pwd. Marek Wronkowski, będący na krótkiej przepustce z wojska, wraz z młodszym przybocznym Mirkiem Chojeckim.
W listopad kilka zastępów Szesnastki ponownie wzięło udział w Zlocie Młodych Turystów Warszawy w Nieporęcie. Zastęp Mar z „Younboyów” (zast. – Tomek Olejniczak) zajął punktowane miejsce w rywalizacji ogólnej.
W tym samym miesiącu skromnie obchodzono 5-lecie powstania drużyny „Youngboyów”. Zostało to odnotowane w prasie. W tygodniku „Stolica” ukazał się artykuł pt. „Dzieci Warszawy", a w nim zdjęcia drużyny.
W grudniowej przerwie świątecznej zorganizowano XX obóz zimowy Szesnastki - ponownie na Hali Gąsienicowej. Komendantem zimowiska był hm. Staszek Korwin, a oboźnym phm. Andrzej Kossowski, który, tak jak w latach ubiegłych, zimowisko to zorganizował. W mistrzostwach zimowych Szesnastki zwyciężyli harcerze z drużyny „Youngboye”: w kategorii seniorów - Tomek Olejniczak, w juniorach - Maciek Korwin.
Stan Szczepu na dzień 31 grudnia 1965 r.
Szczepowy – phm. Tadeusz Sułowski.
ZAWRAT
- P.o. drużynowego – Krzysztof Graczykowski, opiekun drużyny – phm. Andrzej Kossowski, przyboczny - Edek Sudwoj.
- Stan ok. 30 harcerzy
WIERCHY
- Drużynowy – pwd. Andrzej Hryniewicz, przyboczni Leszek Nowosielski i Bogdan Stefański
- Stan ok. 40 harcerzy.
YOUNGBOYE
- Drużynowy – hm. Stanisław Korwin Szymanowski, przyboczni: Jurek Marczak i Mirek Chojecki, sekretarz – Janusz Laszczkowski. Nowi zastępowi: Mary - Tomek Olejniczak, Irokezi - Jacek Jakubowski, Bakcyle (poborowy) - Andrzej Marczak.
- Stan 30 harcerzy.
Stan Szczepu ok. 100 harcerzy.
Marek Gajdziński (2026 r.)
Źródła:
- Wojciech Bogusławski, „Kronika 16 WDH im. Zawiszy Czarnego 1911-1986"
- Kazimierz Koźniewski "Gawęda o Szesnastce Zawiszy Czarnego"
Więcej...