Oddajmy głos dawnemu kronikarzowi. Wojtek Bogusławski tak pisał o kondycji Szczepu na początku 1966 roku.
(…) Szczep przeżywał pewien kryzys. Pod wpływem instruktorów niewychowanych w harcerstwie, przeniknęły niepożądane objawy palenia i picia alkoholu, szczególnie w starszoharcerskiej drużynie „Zawrat”. Rozpoczęto energiczną walkę z tymi nawykami. Kryzys ten wynikał częściowo z braku atrakcyjnych programów pracy zastępów. Jako zadanie postawiono sobie: "W 16-tce powinni się wychowywać przede wszystkim harcerze. Ludzie zaradni, koleżeńscy, twardzi, pełni silnej woli, prawdomówni, zdrowi, otwarci, dobrzy dla ludzi, chętni do pomocy i pracy" (program pracy Szczepu - 1966 r.) (...).
Wyjaśnijmy enigmatyczne określenie. Kim byli „instruktorzy nie wychowani w harcerstwie”? Pamiętajmy, że Wojtek pisał te słowa w 1986 roku. Tekst musiał zostać poddany cenzurze państwowej. Nie mógł więc wprost napisać, kto tak fatalnie wpływał na postawy harcerzy. A chodziło o instruktorów wychowanych przez nowy ZHP, który z tradycyjnie rozumianym harcerstwem nie miał już wtedy wiele wspólnego. Instruktorzy wychowani w prawdziwym harcerstwie byli z ZHP już w większości wyrugowani.
Jak pamiętamy, Andrzej Kossowski – faktyczny wódz „Zawratu” był od jakiegoś czasu w cichym konflikcie z instruktorami „starej daty”: Zbyszkiem Stokiem, Tadkiem Sułowskim i Staszkiem Korwinem. W tym miejscu Wojtek Bogusławki odsłania kolejną przyczynę narastającego w Szczepie napięcia - odmienne rozumienie roli i znaczenia 10 punktu Prawa Harcerskiego. Skutkiem tego wielowątkowego konfliktu była wspomniana wcześniej alienacja „Zawratu” i ciążenie tej drużyny w kierunku angażowania się w akcje organizowane przez Hufiec Ochota i Chorągiew Stołeczną ZHP. Już niedługo, skutki te okażą się bardziej poważne. Na razie jednak, konflikt choć narastał, nie wychodził poza świadomość instruktorów i przeczucie zastępowych.
Na styczniowej Choince Szczepu występowały zastępy „Youngboyów”: Mary, Bakcyle i Irokezi.
Przy tej okazji zwróćmy uwagę, że nazwy zastępów w drużynie prowadzonej przez Staszka Korwina odbiegały od wieloletniej tradycji Szesnastki, która zakładała, że nazwy te powinny pochodzić od zwierząt, zwłaszcza tych żyjących w Polsce. W przypadku Straszka, to nie było intencjonalne. Tak się stało z powodu fantazji młodych zastępowych, a Staszek nie będąc wcześniej w Szesnastce i tym samym, nie będąc do tej tradycji silnie przekonanym, nie widział powodu by tę ich kreatywność tłumić poprzez narzucanie bezsensownych jego zdaniem ograniczeń. Ktoś powie drobiazg. Po co o tym wspominać? Jednak warto, bowiem i to było jednym ze źródeł napięcia pomiędzy przywiązanym do formalnej strony tradycji Szesnastki Andrzejem, a Staszkiem, który zwracał uwagę bardziej na treść tego co się robi, niż na sztywną tego formę. Zresztą Staszek nie był zbyt rygorystyczny w trzymaniu się szesnastkowej tradycji, także w odniesieniu do niektórych innych jej elementów. Z jednej strony wprowadzało to świeży powiew w pracę „Yongboyów”, z drugiej natomiast, jak każda zmiana, budziło opór harcerzy przywiązanych do „odwiecznych zwyczajów”. Nawet jeśli różnica zdań w tych kwestiach nie była najważniejszym powodem narastającego konfliktu, to na pewno była dla "Kosy" wygodnym pretekstem do jego uzewnętrzniania.
W lutym miało miejsce kolejne dość dziwne wydarzenie. Drużyna „Youngboyów” została rozwiązana na przeciąg dwóch tygodni. Po tym czasie przyjęto do drużyny z powrotem pewną liczbę jej harcerzy, ale nie wszystkich. Przeprowadzono też nowy nabór, w wyniku którego pojawiła się spora grupa nowych kandydatów. Drużyna się odmłodziła i … oczyściła. To właśnie było zamiarem Staszka. Tym sposobem pozbyto się z drużyny chłopców, którzy pod wpływem zewnętrznych trendów, lekceważyli swoje harcerskie powinności, w tym przede wszystkim, nakaz abstynencji i stałe zaangażowanie w pracę zastępów. Staszek poważnie traktował zasady harcerstwa. Tak! Drużyna jest po to aby pomagać młodym ludziom przejść z pożytkiem przez zawirowania wieku młodzieńczego. Ale nie może być zdominowana przez chłopców, którzy mają swoje obowiązki za nic. W takiej sytuacji przestałaby być zdrowym środowiskiem dla wszystkich innych. Widocznie w jego ocenie, problemy urosły do tego poziomu, że nie dało się ich już rozwiązać w inny, mniej drastyczny sposób.
Po tej reorganizacji w „Youngboyach” działały zastępy: Mar, Irokezów, Czamych Panter, Szakali i Bakcyli. I tu kolejna zaskakująca decyzja. Pełniącym obowiązki drużynowego „Youngboyów” został niespełna 17-letni Mirek Chojecki. Hm. Stanisław Korwin Szymanowski ustawił się w pozycji opiekuna drużyny i jednocześnie… zastępowego najstarszego zastępu Mar. Zastęp ten stał się kursem przyszłych zastępowych szkolonych bezpośrednio przez doświadczonego harcmistrza. W jakości zastępowych, zupełnie słusznie upatrywano remedium na napierające z zewnątrz na drużynę problemy. Owa dbałość była wyrazem najgłębszego poszanowania dla tradycji harcerstwa, a zwłaszcza Szesnastki. W okresach jej świetności, jednym z nieodłącznych źródeł jej siły były doskonałe, żyjące własnym bogatym życiem zastępy. Nie zawsze, nawet w dawnym ZHP, należycie to rozumiano, a zwłaszcza teraz, gdy wszędzie w otoczeniu Szesnastki dominowały środowiska harcerskie, które trudno nawet było nazwać drużynami, właśnie z tego powodu, że zastępy albo w ogóle tam nie działały albo istniały tylko na papierze, podczas gdy pracę prowadzono całością, a jej animatorem był drużynowy – jak w zuchach. Silne zastępy – to jest istotna tradycja Szesnastki i tę tradycję Staszek starał się kultywować.
W tym miejscu trzeba poświęcić kilka słów osobie Mirka Chojeckiego, wybranego przez Staszka na młodego wodza „Youngboyów”. Nie tyle nawet wybranego, co formalnie umocowanego, bo Mirek był przez młodszych harcerzy bardzo lubiany i sam na tego wodza wyrósł. Mirek Chojecki był wychowany w rodzinie o wspaniałych patriotycznych i etycznych tradycjach. Jego mama – Maria Stypułkowska – Chojecka, również harcerka, to słynna łącznika ps. „Kama”, która w 1944 roku brała udział, między innymi, w zamachu na kata Warszawy Franza Kutscherę, a później w Powstaniu Warszawskim walczyła w szeregach Batalionu „Parasol”. Jego ojciec Jerzy Chojecki ps. „Spokojny” również był harcerzem i żołnierzem w Batalionie „Parasol”. Wychowanie jakie Mirek odebrał w domu rodzinnym i jego twardy, a jednocześnie życzliwy ludziom charakter, były doskonałą gwarancją powodzenia planów nakreślonych przez Staszka Korwina, o których czytamy we wspomnianym wyżej fragmencie planu pracy Szczepu. Wybiegając nieco w przyszłość, warto dodać, że Staszek miał doskonałą intuicję i że nie pomylił się stawiając na Mirka, który w kolejnych dziesięcioleciach stał się jedną z najważniejszych postaci antykomunistycznej opozycji i wzorem dla milionów młodych ludzi, pragnących czynem, ale bez przemocy, walczyć o wolną Polskę, o wolność słowa i inne wolności obywatelskie.
Zmiany nastąpiły również w „Wierchach”. 20 marca drużynowym został pwd. Bogdan Stefański, a pwd. Andrzej Hryniewicz z dawną swoją kadrą utworzył nową redakcję Sulimczyka. Ich staraniem jeszcze w styczniu ukazały się dwa numery pisma.
Redakcja nie ograniczała się tylko i wyłącznie do tworzenia pisma. Przez całą wiosnę, od lutego do końca maja, toczyły się organizowane przez nią II Mistrzostwa Sportowe Szesnastki. W lutym odbyły się rozgrywki w koszykówce, a potem wielki turniej piłki nożnej. Nie wiemy jak wypadły eliminacje do tego turnieju w innych drużynach. Znamy wyniki w „Younboyach”, gdzie I miejsce zajęli Irokezi (połowa zastępu), II miejsce - Czarne Pantery, a III miejsce – znów Irokezi (druga połowa zastępu).
Wiosną Szesnastka ponownie wynajęła się do pracy przy organizacji i obsłudze VI Wystawy Psów Rasowych. Uzyskane w ten sposób środki były przeznaczane na zakup sprzętu obozowego oraz wsparcie finansowe w opłatach za udział w obozie dla harcerzy z gorzej sytuowanych rodzin.
17 kwietnia, w Krakowie na Wawelu, przedstawiciele Szczepu wzięli udział w uroczystościach państwowych z okazji 1000-lecia Państwa Polskiego, gdzie wraz z manifestującą tam tłumem harcerzy ZHP, złożyli ślubowanie Ojczyźnie. Uroczystość przy swojej, wydawałoby się, i pewnym sensie faktycznie, patriotycznej wymowie, wpisywała się niestety w propagandowe działania komunistów mające na celu umniejszenie znaczenia organizowanego przez Kościół Jubileuszu Milenium Chrztu Polski odbywającego się równolegle w Gnieźnie i w Częstochowie. Ślubowanie urządzono, aby wyprzedzić i niejako przykryć odnowienie Ślubów Narodu Polskiego jakie miało się odbyć w Częstochowie dwa tygodnie później w dniu 3 maja 1966 r. To kolejna sytuacja, podobna do tej z Pól Grunwaldzkich w 1960 roku. Czy Szesnastka nie mogła zignorować tych masówek urządzanych przez władze PRL, czy nie chciała? Łatwo, dziś w wolnej Polsce, zadać takie pytanie, zwłaszcza, kiedy w odtajnionych dokumentach partyjnych czarno na białym widać jakie intencje kierowały wtedy komunistami. Spróbujmy odpowiedzieć. Wydaje się, że jedno i drugie. I nie mogła i nie chciała. To był przejaw wyboru drogi pośredniej. Wybór tej, zapewne milszej sercu, prowadząca otwarcie ku tradycyjnym ideałom harcerskim służby Bogu i Polsce musiałby oznaczać ryzyko utraty możliwości dalszego działania i całkowitego zaprzepaszczenia dorobku Szesnastki, a drugiej - zaprzepaszczenie jej ducha. Trzeba było pomiędzy nimi lawirować. Unikano jak ognia niepotrzebnych i bezsensownych masówek propagandowych, a godzono się jedynie na udział w takich, z których można było wynieść jakieś pozytywne przesłanie. Podtrzymywanie dumy z tysiącletniej historii państwa polskiego, podobnie jak duma z chwały oręża polskiego pod Grunwaldem, to ważne składniki naszej tożsamości narodowej. A ją warto było budować wtedy i zawsze.
XXXVII obóz letni Szesnastki urządzono nad jeziorem Dłużek koło Jedwabna. Komendantem obozu był hm. Staszek Korwin, a oboźnym Mirek Chojecki. W obozie wzięły udział zastępy z „Younboyów”, „Wierchów”, a także, po dwóch latach przerwy, z „Zawratu”. Rajd pieszy, podobnie jak w roku ubiegłym, prowadził zastępy, różnymi drogami na Pola Grunwaldzkie.
Tam przy pomniku, w odsłonięciu którego Szesnastka brała czynny udział sześć lat wcześniej, „Youngboye” zmienili nazwę swojej drużyny na „Grunwald”. Nowa nazwa doskonale oddawała ducha drużyny, która za patrona miała Zawiszę Czarnego, a w swoich szeregach Zawiszaków, którzy do chwały oręża polskiego się przyczynili, nierzadko płacąc za to własną krwią. Nazwa ta przyjęła się fantastycznie. Do dziś (a piszę te słowa w 2026 roku, a więc 60 lat później) ta sama drużyna nadal chlubi się tą samą dumną nazwą.
Tego lata „Zawrat” nie zorganizował swojego tradycyjnego obozu wędrownego. Nie wiemy dokładnie dlaczego.
Na początku roku harcerskiego 1966/67 nowym Szczepowym Szesnastki mianowano phm. Andrzeja Kossowskiego. Kto mianował? Oczywiście władze hufca. Tego samego dnia ze Szczepu odeszli phm. Tadeusz Sułowski i hm. Stanisław Korwin Szymanowski. Swoją decyzję uzasadnili niedającymi się pogodzić różnicami w podejściu do metod wychowania harcerskiego.
Zawiszacy, którzy byli wtedy czynnymi harcerzami w Szczepie, przez kolejne dziesięciolecia nie mogli się zgodzić co do oceny tego, co się wtedy w Szesnastce wydarzyło. I chyba nigdy się już nie zgodzą. Dla jednych był to powiew świeżości. Odsunięto wreszcie od władzy starych „zgredów”, którzy nie rozumieli potrzeb i aspiracji młodego pokolenia młodzieży i serwowali jej, harcerstwo, które tych potrzeb nie zaspokajało. Dla innych była to katastrofa, objaw deprawacji i próba przejęcia pełnej kontroli nad Szesnastką przez władze ZHP.
Dziś już wiemy, że począwszy od drugiej połowy lat 60-tych, w całym świecie zachodniej cywilizacji, i to po obu stronach żelaznej kurtyny, dojrzewało i wzbierało zjawisko buntu młodego pokolenia przeciw porządkom świata jakie zaprowadziły poprzednie pokolenia. W Stanach Zjednoczonych rodził się i stopniowo potężniał ruch hipisowski. W zachodniej Europie wrzało jak w garnku pod szczelnie zakrywającą go pokrywką, aż ciśnienie wyrzuciło tę pokrywkę do góry, co objawiło się rewoltą młodzieżową 1968 roku. Niebagatelną rolę w podgrzewaniu tych nastrojów odegrały sowieckie służby specjalne, sowieccy agencji wpływu i zachodni intelektualiści – tak zwani pożyteczni idioci, nieświadomi, że realizują napisany na Kremlu plan rozsadzenia od wewnątrz zachodnich społeczeństw. Ale zjawisko to było bardziej złożone i bunt młodego pokolenia objawiłby się nawet bez pomocy Sowietów. Może tylko z mniejszą siłą i nie przybrałby tak bardzo lewackiego charakteru. Odpowiadały za to zmiany cywilizacyjne, a zwłaszcza wzrost dobrobytu, nowe technologie, takie jak szybkie środki transportu skracające drastycznie czas przemieszczania się osób i towarów, urządzenia ułatwiające ciężkie prace, nawet te domowe, radio i telewizja. Nowe media wypromowały muzykę popową i rockową łamiącą całą tradycję muzyczną europejskiej kultury. To one prowadziły do odrzucenia przez młodzież dotychczasowych konwenansów i obyczajów, a w połączeniu z wynalezieniem pigułki antykoncepcyjnej, do rewolucji seksualnej i powszechnej akceptacji, a nawet do mody na manifestacyjną rozwiązłość. Wszystko to określa się dziś mianem kontrkultury. Postawy tego rodzaju stały się najpierw modne w środowiskach akademickich, a następnie ogarnęły niemal wszystkie środowiska młodzieżowe na zachodzie.
Trendy te przedostawały się również do Polski za sprawą zachodnich stacji radiowych i przemycanych z zachodu płyt. Tu trafiały na jeszcze bardziej podatny grunt, bowiem polska młodzież miała o wiele więcej powodów, aby się buntować przeciwko zastanej rzeczywistości niż jej zachodni rówieśnicy. W 1966 roku narastająca atmosfera buntu nie miała jeszcze charakteru politycznego. Młodzież manifestowała swój sprzeciw wobec zgredów raczej na gruncie łamania konwenansów, ubioru, fryzur, obyczajów i słuchanej muzyki. Wyrazem tego był nieprawdopodobnie aktywny ruch muzyczny. To wtedy powstały i zyskały sobie ogromną popularność te wszystkie bigbitowe zespoły, takie jak „Niebesko-Czarni” (1960), „Czerwono-Czarni” (1960), „Trubadurzy” (1963), „Skaldowie” (1965), „Czerwone Gitary” (1965) i wiele innych. Zgredy, które nie rozumiały i nie akceptowały tej estetyki nazwały ich „szarpidrutami”. Na fali tych samych nastrojów i aspiracji na początku lat 60-tych pojawiła się w Szesnastce „Synkopa”, łącząca idee popaździernikowego ruchu studenckiego z rodzącą się modą na bigbit. Jak pamiętamy, ta grupa młodych ludzi bardzo szybko przestała mieścić się najpierw w Szesnastce, a potem w harcerstwie. Taka musiała być kolej rzeczy, ponieważ idea kontrkultury w żaden sposób nie dawała się pogodzić z tradycyjnie pojmowanym harcerstwem. Nadal nie daje się pogodzić – również dziś. Harcerstwo jest emanacją kultury, przeciwko której ten bunt jest skierowany.
Wrześniowy "przewrót" w Szesnastce miał w dużej mierze podłoże kontrkulturowe. Był efektem naturalnych i nieuniknionych w tamtych czasach procesów. Jednocześnie był bardzo silnie wspierany przez władze ówczesnego ZHP, dla których nie było lepszego prezentu niż bunt zawiszackiej młodzieży przeciwko ich dawnym autorytetom. Lokalne władze organizacji w przewrocie tym upatrywały szanse na przeniesienie do Szesnastki własnych zasad metodycznych i ideologii. Nawiasem mówiąc, „Kosa” wcale nie musiał brać świadomego udziału w tej grze, ani nawet wiedzieć, jaką pieczeń chciano upiec przy okazji postawienia go na czele Szesnastki. Uprzedzając wypadki, dla pełnej uczciwości trzeba powiedzieć, że to akurat im się władzom nie udało. Komuniści osiągnęli tylko tyle, że wzmocnili bunt przeciwko dotychczas wyznawanym w Szesnastce wartościom, na przykład poszanowania dla Prawa Harcerskiego, w tym abstynencji, ale nie zdołali zastąpić ich własnymi ideologicznymi treściami.
Dziś, po latach, gdy znamy już dokładnie historię ZHP i naturę zachodzących w nim procesów, możemy stwierdzić, że to samo co wydarzyło się w Szesnastce we wrześniu 1966 roku, w innych tradycyjnych drużynach przebiegało podobnie tylko sześć do ośmiu lat wcześniej. Tyle czasu zyskała Szesnastka dzięki wieloletnim staraniom i poświęceniu ludzi takich jak Zbyszek Stok, Tadek Sułowski, Włodek Dusiewicz, Staszek Korwin i strojący zawsze w pobliżu Zyg Wierzbowski.
Podobnie, ale nie tak samo, bo przez te, zaoszczędzone lata pracy zgodnej z tradycyjną ideą i metodą harcerską, nawet ci młodzi instruktorzy, którzy się ostatecznie zbuntowali nasiąkli zawiszackiem stylem i uodpornili się na ogarniającą cały nieomal ZHP modę na manifestowanie rozlazłości i niechlujstwa, na przykład w musztrze i w umundurowaniu, ale nie tylko.
Głównym hasłem wrześniowego przewrotu był „powrót do tradycji Szesnastki”, jakoby, coraz bardziej w ostatnich latach zaprzepaszczanych. Dla nikogo nie było tajemnicą, kogo wskazywano jako osobę odpowiedzialną za porzucenie dawnego zawiszackiego stylu. Winny był oczywiście Staszek Korwin, którzy przyszedł do Szczepu z zewnątrz i od razu zajął w nim centralną pozycję, wprowadzając swoje, obce Szesnastce porządki i zwyczaje. Po części była to prawda. „Youngboye”, a teraz” Grunwald”, gdzie Staszek , jako drużynowy miał najwięcej do powiedzenia, stopniowo zmieniał swój styl działania. Najbardziej widocznymi przejawami tego procesu były dziwne nazwy zastępów czy wprowadzenie nowych, regulaminowych nazw stopni. Ale zmiany te były oczywiście znacznie głębsze i dotyczyły samej istoty wychowania harcerskiego. Można tu wskazać na mniej już widoczne złagodzenie wojskówki na rzecz promowania zasad wewnętrznej karności. Drugim winnym był Tadek Sułowski, który nie mieszając się w bieżącą pracę Szczepu, dawał tym samym wolną rękę Staszkowi. Programem Andrzeja Kossowskiego, który był harcerzem Szesnastki od 1957 roku i przeszedł w niej wszystkie szczeble „kariery” harcerskiej, było przywrócenie zawiszackiego stylu jakim nasiąkł przez te wszystkie lata. Czy można się dziwić, że tak sformułowany „program” naprawy Szesnastki zyskał sobie wielu zwolenników w Szczepie i to nie tylko wśród harcerzy „Zawratu”, dla których „Kosa” był naturalnym i niekwestionowanym wodzem?
Jak zostało to powiedziane, zarzuty Andrzeja Kossowskiego pokrywały się z obserwacjami sporej części starszych harcerzy. Widzieli oni to samo co on. Tak, „Youngoboye” odkąd przejął je Staszek wyraźnie zmienili swój styl działania, a że zaczął on również prowadzić obozy Szczepu i faktycznie zastępował Stoka, a potem Sułę, jego poglądy na harcerstwo coraz bardziej wpływały na pozostałe drużyny. Potwierdzały to zmiany kadrowe w „Wierchach”, gdzie wymieniono drużynowego na dawnego przybocznego Staszka - Bogdana Stefańskiego. Teraz łatwiej jest zrozumieć z jakiego powodu „Zawrat” unikał brania udziału w obozach Szczepu prowadzonych przez Staszka Korwina. Nie było ich ani w Łunowie (1964 r.), ani w Werach (1965 r.). To nie był tylko konflikt personalny, spowodowany niezgodnością charakterów – tym, że „Kosa” zwyczajnie nie lubił Staszka, co musiało wywoływać reakcję. Podłoże jego było głębsze. Dotyczyło sporu o tradycję Szesnastki. Gdy teraz, nad Dłużkiem pojawiły się zastępy z „Zawratu” (bez „Kosy”) nastąpiło zderzenie dwóch nieco odmiennych światów. W jednym panowały zwyczaje zbliżone do tradycji „puszczańskiej” o wiele bardziej łagodnej, a w drugim zwyczaje wzięte z tradycji wojskowej, gdzie dominował nieomal kapralski dryl. W jednym świecie ważne było to czego nie widać – co dzieje wewnątrz serc i umysłów chłopców, w drugim to co widać na zewnątrz – porządek, dyscyplina, musztra, umundurowanie, wysoki poziom wyszkolenia technicznego. Zaznaczmy jednak uczciwie, że owa odmienność była i tak niczym w porównaniu z odmiennością jaką te dwa światy odróżniały się od reszty zewnętrznego otoczenia w ZHP.
Być może, po głębszym naświetleniu kontekstu, tego co się wydarzyło, lepiej widać, że nastąpił splot różnych racji, różnych zwyczajów, różnych temperamentów. Nic dziwnego, że do dziś uczestnicy tych wydarzeń nie są w stanie jednoznacznie ich ocenić. I tak już chyba pozostanie.
Ale na szczęście to nie koniec historii!
Jesienią nastąpiła wymiana redakcji Sulimczyka. Teraz tworzyli ją: Andrzej Wilgat, Jacek Klep, Adam Halber (notabene późniejszy słynny prezenter muzyczny) i Jurek Starzyński – wszyscy z „Zawratu”. Nowa redakcja zabrała się do pracy z nową energią i natychmiast wznowiono wydawanie pisma.
14 września drużyny „Grunwald” i „Wierchy” wzięły udział w kolejnym Zlocie Turystów Warszawy, tym razem zorganizowanym w Górze Kalwarii. W pięcioboju turystycznym zdobyto II miejsce i nagrodę.
25 września „Grunwald” uczestniczył w Zlocie Szkolnej Komisji Krzewienia Turystyki w Zalesiu Górnym, gdzie zastęp Mar zajął I miejsce w trójboju turystycznym.
1-2 października, starsi harcerze „Grunwaldu” wzięli udział w nocnym Rajdzie Świetlików w Lasach Celestynowskich. Również tam zdobyto szereg nagród.
13 października przeprowadzona została reorganizacja Szczepu. Dokonano szeregu zmian na funkcjach. Z funkcji p.o. drużynowego „Grunwaldu” zwolniono Mirka Chojeckiego, a mianowano trop. Jurka Marczaka. Z funkcji drużynowego „Wiechów” zwolniono pwd. Bogdana Stefańskiego, a mianowano Leszka Nowosielskiego (wychowanego w „Zawracie”).
Tego dnia organizacja Szczepy przedstawiała się następująco:
Komendant szczepu – phm. Andrzej Kossowski
Zawrat
- P.o. drużynowego - ćw. Krzysztof Graczykowski
- zastępy:
- Kadra – zastępowy - ćw. Edek Sudwoj
- Sztab – zastępowy - ćw. Janusz Pac
- Sulimczyk - redaktor - ćw. Andrzej Wilgat
- Drużyna liczyła ok. 20 harcerzy.
Wierchy
- P.o. drużynowego - wyw. Leszek Nowosielski
- zastępy:
- Orłów - zastępowy - Wojtek Borkowski
- Wężów - zastępowy - Mirek Chojecki
- Bobrów - zastępowy - Tomek Pazio
- Wilków - zastępowy - Tomek Olejniczak
- Żurawi - zastępowy - Cezary Marczak
- Drużyna liczyła ok. 35 harcerzy.
Grunwald
- P.o. drużynowego - trop. Jerzy Marczak
- zastępy:
- Bakcyli – zastępowy - Andrzej Marczak
- Irokezów – zastępowy - Jerzy Marczak (specjalizacja fotograficzna)
- Sokołów – zastępowy - Sławek Anioł
- Gepardów – zastępowy - Marek Konieczny, a w czasie choroby od listopada - Andrzej Zwolski (p.o.)
- Drużyna liczyła ogółem ok. 30 harcerzy (nie licząc dwóch nowych zastępów poborowych, których stan zorganizowania był jeszcze niepewny).
Razem w Szczepie było ok. 85 harcerzy.
Wznowiono działanie Olimpu, w skład którego weszli: zastępowi, przyboczni, drużynowi i szczepowy. Intencją było przeniesienie ciężaru pracy z bardzo dotąd samodzielnych drużyn na Szczep. Zgodnie z hasłem „Szesnastka jest tylko jedna” podział na drużyny miał mieć tylko charakter formalny, wynikający z zewnętrznych uwarunkowań. Szczep miał być na powrót wyraziście jedną Drużyną, a drużyny plutonami. W tej formule Olimp miał spełniać rolę Rady Drużyny, gdzie wraz zastępowymi decyduje się o najważniejszych jej sprawach.
Powołano kurs zastępowych, którego kierownikiem był Edek Sudwoj, jednak wobec słabej frekwencji, kurs ten został bardzo szybko rozwiązany i w zasadzie nie rozpoczął działalności.
Na kurs drużynowych Wilce VII skierowano: Krzysztofa Graczykowskiego, Edka Sudwoja, Jurka Marczaka, Leszka Nowosielskiego, Janusza Paca, Adama Halbera, Mirka Chojeckiego i Jana Wojciechowskiego.
Do końca roku, poza pracą w zastępach nic ważnego się nie wydarzyło, jeśli nie liczyć udziału w festiwalu piosenki harcerskiej hufca (19 października), udział w Rajdzie Palmirskim (6 listopada).
W skład redakcji Sulimczyka wszedł Alek Bartnicki. Ogłoszono konkurs fotograficzny.
W grudniu szczepowy uczcił 55-tą rocznice założenia Szesnastki wydaniem okolicznościowego rozkazu L4/1966, w którym pisał między innymi:
„Druhowie! Z okazji Jubileuszu 55-lecia naszej Drużyny. Składam najserdeczniejsze życzenia owocnej pracy harcerskiej. Pamiętajcie, że należycie do Szesnastki - Drużyny, która zawsze godnie reprezentowała harcerstwo, która była stawiana za wzór innym. To zobowiązuje nas wszystkich do pracy nad udoskonaleniem naszych umiejętności harcerskich. Pragnę, abyście w życiu kierowali się Prawem Harcerskim i postępowaniem udowodnili przynależność do Wielkiej Rodziny Zawiszaków”.
Tym samym rozkazem dokonano kolejnych zmian na funkcjach drużynowych „Wierchów” i „Grunwaldu”. W „Wierchach” Szczepowy zwolnił Leszka Nowosielskiego, a na jego miejsce mianował Leszka Koniecznego. W „Grunwaldzie” Jurka Marczaka wymieniono na Romana Markiewicza. Obaj byli jeszcze młodsi od swoich poprzedników.
Światło na rodzaj stosunków jakie zaczęły panować w Szesnastce rzuca opinia o zwolnionych z funkcji drużynowych jaką Szczepowy opublikował w grudniowym numerze Sulimczyka.
(…) W tym miesiącu zostali zdjęci z funkcji dwaj drużynowi. Mimo wielokrotnych ostrzeżeń zlekceważyli pracę w Szesnastce, więc Szesnastka zlekceważyła ich. Z tłumaczeń w/w druhów na Olimpie wynikało, że robota harcerska przestała ich interesować, bo .... wyrośli z tego wieku. Nieporozumienie moi drodzy polega na tym, że druhowie Ci moim zdaniem nie dorośli do harcerskiej pracy instruktorskiej. Dopóki Ich bawiono i uczono w drużynie - wszystko było w porządku. Kiedy "ktoś" poświęcał swój czas dla Nich, wszystko grało. Przestało grać wówczas, kiedy z wychowywanego trzeba było stać się wychowawcą. Kiedy trzeba było poświęcić własny czas i umiejętności dla innych – podjęli się tego zadania. Na początku "bimbali" sobie nie mając odwagi szczerze wyznać Olimpowi: kochani, wkład pracy włożony w nasze wychowanie był bezsensowny, bo i tak nic nie zrozumieliśmy z istoty pracy harcerskiej. Trzeba przyznać, że kiedyś drużynie służyli dobrze, ale swoimi ostatnimi posunięciami przekreślili swoje dobre imię. Są u nas druhowie ,którzy właściwie pojmują sens naszej pracy: Krzysiek Graczykowski, Roman Markiewicz, Andrzej Wilgat, Marek Konieczny i wielu innych, nie wahają się gdy drużyna potrzebuje Ich rzetelnej pracy, zawsze znajdą czas i chęci mimo iż uczą się, studiują, pracują. Dlaczego? Przestrzegają bowiem zasady, która winna być credo każdego Zawiszaka: Pracowano nade mną w drużynie po to abym ten wkład pracy oddał z nawiązką młodszym od siebie.
W sumie drużyna pracuje coraz lepiej, jest to zasługą tych druhów, którzy wiedzą po co są w harcerstwie. W imieniu Szesnastki dziękuję Im.
Komendant Szczepu
Andrzej Kossowski phm. (…)
Tak wyrażoną opinię o swoich drużynowych, mogli przeczytać w Sulimczyku, najmłodsi nawet harcerze i ich rodzice. To był rodzazj „linczu”, a jednocześnie próba skłócenia i napuszczenia jednych na drugich. Czy Kossowski zrobił to z premedytacją? Raczej nie. Taki po prostu miał charakter. Nie przypadkowo mówiono na niego „Kosa”. Przezwisko to pasowało do niego jak ulał.
Pod opinią Szczepowego o zwolnionych drużynowych, Redakcja Sulimczyka opublikowała taką oto notatkę.
(…)Uwagi i opinie o pracy drużyny w pryzmatalnym rozczepieniu "występków" dh-ów: Marczaka i Nowosielskiego napewno są powierzchownie słuszne, ale dla mniej zorientowanych. Niewątpliwie istotną sprawą jest dotrzymywanie danego słowa. Jednak, czy wtedy gdy widzi się, że drużynowy źle pracuje lub po prostu nie umie pracować (przecież nie każdy na każdą funkcję się nadaje) nie należałoby wcześniej zrezygnować z jego pracy i przenieść go na właściwą jego obecnym umiejętnością funkcję?
Redakcja. (…)
Świadczy ona o dużej rozwadze, a także odwadze członków redakcji, którzy otwarcie, choć delikatnie, dali do zrozumienia czytelnikom, że nie akceptują formy w jakiej "Kosa" uzasadnił swoje decyzje personalne. Widać, że idea wolnego słowa i właściwe pojmowanie roli dziennikarstwa, choćby nawet amatorskiego, przetrwały w Szesnastce pomimo otaczających ją zewsząd przeciwnych wzorców. Postawić się "Kosie"? Ho! Ho!
Tego roku własnego obozu zimowego nie zorganizowano. Kilku harcerzy wzięło udział w zimowisku hufca. Członkowie kursu drużynowych Wilce VII wyjechali na zimowisko instruktorskie do Sanoka.
KPH
22. października – Odbyło się zebranie KPH Niestety nie cieszyło się dużą frekwencją. Przewodniczącą Koła nadal była p. Sabina Szeflerowa, z którą czynnie współpracowały p. Maria Strużyna - sekretarz, p. Mydlarzowa - skarbnik oraz p. Barbara Suraga.
ZAWISZACY
Utworzonym w hufcu Ochota Sztabem Sportu „Sulima 16" kierował phm. Andrzej Hryniewicz przy pomocy pwd. Wojtka Tamowskiego, Mirka Chojeckiego, Leszka Nowosielskiego i kilku harcerzy z innych drużyn.
Stan Szczepu na dzień 31 grudnia 1966 r.
Szczepowy – phm. Andrzej Kossowski
Zawrat
- P.o. drużynowego - ćw. Krzysztof Graczykowski
- zastępy:
- Sztab – zastępowy - ćw. Janusz Pac
- Sulimczyk - redaktor - ćw. Andrzej Wilgat
- Drużyna liczyła ok. 20 harcerzy.
Wierchy
- P.o. drużynowego – Leszek Konieczny
- zastępy:
- Orłów - zastępowy - Wojtek Borkowski
- Wężów - zastępowy - Mirek Chojecki
- Bobrów - zastępowy - Tomek Pazio
- Wilków - zastępowy - Tomek Olejniczak
- Żurawi - zastępowy - Cezary Marczak (opiekun Edek Sudwoj)
- Drużyna liczyła ok. 35 harcerzy.
Grunwald
- P.o. drużynowego – Roman Markiewicz
- zastępy:
- Bakcyli – zastępowy - Andrzej Marczak
- Irokezów – zastępowy - Jerzy Marczak (specjalizacja fotograficzna)
- Sokołów – zastępowy - Sławek Anioł (opiekun Krzysztof Graczykowski)
- Gepardów – zastępowy - Marek Konieczny, a w czasie choroby od listopada - Andrzej Zwolski (p.o.)
- Drużyna liczyła ogółem ok. 30 harcerzy (nie licząc dwóch nowych zastępów poborowych, których stan zorganizowania był jeszcze niepewny).
Stan liczebny Szczepu: ok. 85 harcerzy.
Marek Gajdziński (2026 r.)
Źródła:
- Wojciech Bogusławski, „Kronika 16 WDH im. Zawiszy Czarnego 1911-1986"
- Kazimierz Koźniewski "Gawęda o Szesnastce Zawiszy Czarnego"
Więcej...