Nie można na kartach tej kroniki odnoszącej się do 1968 roku nie wspomnieć o wypadkach marcowych, które tak dramatycznie przebiegały na warszawskich uczelniach. A to dlatego, że wielu starszych harcerzy Szesnastki brało w nich czynny udział. Nie tylko zresztą studenci, również uczniowie liceów. Zwłaszcza, że jedną z głównych aren ulicznych demonstracji  studentów w obronie wolności słowa i kolegów relegowanych z uczelni, a także w  proteście przeciwko brutalności milicji i ORMO stał się Plac Narutowicza i jego okolice, gdzie znajdują się akademiki Politechniki Warszawskiej. Było to więc w centrum terenu działania Szesnastki. Młodzież, także ta licealna, nie mogła się temu biernie przyglądać.  W strajkach studenckich brał udział między innymi Mirek Chojecki, wtedy student Politechniki Warszawskiej, a jednocześnie jeden z najważniejszych wówczas wodzów Szesnastki – drużynowy Zawratu. Byli też inni. W protestach nie mogło więc zbraknąć ich przyjaciół z Szesnastki. To były nieraz bardzo dramatyczne chwile, bo brutalność z jaką milicja i ORMO rozpędzały te demonstracje powodowała, że przeobrażały się one, z początkowo pokojowych, w regularne walki uliczne.

Wypadki marcowe były konsekwencją i efektem walk frakcyjnych w łonie komunistycznej PZPR. Ostrze tej walki było wymierzone głównie w komunistów pochodzenia żydowskiego, którzy wedle innych, czujących się pomijanymi w dostępie do władzy i "fruktów" jakie ona daje, obsiedli wszelkie kluczowe stanowiska w całym aparacie partii i państwa. Ci drudzy (frakcja partyzantów) podburzali więc swój aktyw partyjny i zwykłych ludzi do antysemickich (wtedy mówiono antysyjonistycznych) wystąpień. Wystąpienia te organizowane przez czynniki partyjne stopniowo prowadziły do rozchwiania nastrojów społecznych. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Wystarczyła iskra, żeby spowodować wybuch. I iskra taka padła na przysłowiową beczkę prochu w Teatrze Narodowym, kiedy cenzura zdjęła z afisza spektakl „Dziady” według Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Przeciwko temu zaprotestowali studenci Uniwersytetu Warszawskiego, których natychmiast relegowano.  Nie bez znaczenia był fakt, że większość z nich była pochodzenia żydowskiego. I właśnie przeciwko cenzurze oraz w obronie wolnego słowa i relegowanych kolegów zorganizowano 8 marca wiec na dziedzińcu Uniwersytetu, który został bardzo brutalnie rozpędzony przez milicję i oddziały Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej złożone z aktywistów partyjnych. Wtedy dopiero protesty i strajki studenckie rozlały się po całej Polsce.  

Są to powszechnie znane fakty. Warto je jednak sobie przypomnieć aby zrozumieć, że Marzec 1968 nie mógł mieć podobnego znaczenia jak poprzedni przejaw buntu społecznego w październiku 1956 roku.  Przede wszystkim dlatego, że nie miał takiej skali. Objął w zasadzie tylko małą część społeczeństwa – studentów i pewną grupę intelektualistów, bo nawet nie całą inteligencję (jak to się wtedy mówiło - inteligencję pracującą). Jego efekty były w skali aspiracji narodowych Polaków nieznaczne. W partii komunistycznej przeprowadzono czystkę pozbywając się komunistów pochodzenia żydowskiego. Zresztą nie tylko z partii, także z całej objętej nomenklaturą administracji, z uczelni i ze stanowisk kierowniczych w zakładach pracy. Pozbyto się ich fizycznie, to znaczy zmuszono do opuszczenia Polski i do emigracji. Dla wielu rodzin był to bolesny dramat. Jednak w sytuacji politycznej Polski, w stanie jej uzależnienia od ZSRR i w socjalistycznym obłędzie, niczego to praktycznie nie zmieniało.  Poza jednym. Polska młodzież, która fascynowała się kontrkulturowymi ruchami na Zachodzie, przekierowała ostrze tego buntu, z kwestii takich jak muzyka rockowa i obyczaje, na sprawy zawiązane z wolnością słowa, prawami obywatelskimi i w ogóle, na powrót zainteresowała się polityczną stroną kontestowanej rzeczywistości. Dodatkowo zbiegło się to z falą protestów studenckich w większości krajów zachodnich. W ten sposób polski bunt młodzieży uzyskał dodatkowe wsparcie mentalne. U nas działo się to samo, co na zachodzie. Mówiło się że nadchodzi kolejna ogólnoświatowa rewolucja. Tylko nieliczni zdawali sobie sprawę z tego, że młodzież zachodnia buntuje się przeciwko kapitalizmowi i tęsknym okiem zerka w kierunku marksizmu, podczas gdy polska młodzież buntowała się właśnie przeciwko marksizmowi i rzeczywistości przez niego ukształtowanej. Nie zmienia to faktu, że młodzież w Polsce, w Warszawie i w Szesnastce jakby się obudziła i zaczęła patrzeć na swoją rolę i powinności obywatelskie bardziej dojrzale.

Dodajmy w tym miejscu, że drużynowy Zawratu – Mirek Chojecki został na fali represji relegowany z uczelni. Każdy kto zna charakter relacji jakie łączą młodych ludzi w harcerstwie, bez trudu zrozumie, jakie to miało znaczenie dla postaw harcerzy Szesnastki.  To, że mimo ogólnej wciekłości nie doszło do trudnej do odwrócenia eksplozji emocji, zawdzięczać możemy tylko doświadczonemu Staszkowi Korwinowi, który często przytaczał ruskie przysłowie – „ciszej jedziesz, dalej będziesz”, ucząc, że z wrogiem trzeba umieć walczyć jego własną bronią. Dodawał do tego, że bez względu na przeciwności należy zawsze, tam gdzie ma się możliwość, dobrze robić swoje.

Zatem robiono swoje - jak się dało najlepiej - w Szesnastce.

W kwietniu Szczep przy pomocy kilku młodszych Zawiszaków zorganizował rajd dla hufca w Raszynie. Kierownikiem rajdu był Bogdan Stefański. W annałach zapisano, że rajd był wysoko oceniony.

XXXIX obóz letni Szesnastki zorganizowano w Kaszewcu koło Różana nad Narwią. Komendantem był pwd. Jurek Marczak, oboźnym Alek Bartnicki, magazynierem Andrzej Marczak. Nie licząc komendy, w obozie uczestniczyło 34 harcerzy w 5 zastępach: Kolumbów (zast. Maciek Korwin), Wagantów (zast. Sławek Szostak później Jacek Lubański), Wikingów (zast. Marian Kowalski), Ragulardów (zast. Piotrek Patkowski), Spartan (zast. Witek Perzanowski). Wszystkie zastępy prowadzili na obozie zastępowi z „Grunwaldu”.

Alek Bartnicki na placu apelowym

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Oboźny - Alek Bartnicki.

Młodzi harcerze podczas budowy obozu

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Budowa obozu.

Harcerze nad czymś radzą siedząc na ziemi w kręgu

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Odprawa przed zajęciami.

Zastęp harcerski na zbiórce.

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Zastęp na zbiórce.

Harcerze na apelu

Lato 1968 r. Święto Obozu w Kaszewcu. Szczep na apelu.

POczet sztandarowy 16 WDH przed frontem Drużyny

Lato 1968 r. Święto Obozu w Kaszewcu. Poczet sztandarowy Szesnastki na uroczystym apelu.

Harcerze składają przyrzeczenie

Lato 1968 r. Święto Obozu w Kaszewcu. Ochotnicy składają Przyrzeczenie Harcerskie.

Harcerze siedza kręgiem wokół ogniska

Lato 1968 r. Święto Obozu w Kaszewcu. Ognisko z z gośćmi: rodzicami i Zawiszakami.

Marek Wronkowski na palcu apelowym

Lato 1968 r. Święto Obozu w Kaszewcu. Szczepowy - Marek Wronkowski odwiedza swoje drużyny. 

Szczep bardzo się odmłodził. Pojawiło się wielu nowych chłopców. Przeciętny wiek  uczestników obozu to 12-14 lat. Z „Zawratu” w obozie wzięło udział tylko 6 harcerzy. Z ubiegłorocznego składu „Wierchów” pozostało tylko 7-dmiu, a w „Grunwaldzie”, jak widać, najbardziej stabilnym – 15-tu. Dla niemal połowy, bo aż dla 16-tu chłopców, był to ich pierwszy obóz. To musiało rodzić pewne perturbacje, zwłaszcza w pierwszych dniach podczas budowy obozu. Jednak świetnie z tym sobie poradzono. Do programu obozu wprowadzono nowy element „Chatka Puchatka”. W tygodniku „Świat” ukazał się cykl zdjęć z obozu.

Harcerze obierają ziemniaki na obiad

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Kwadrans gospodarczy. Wszyscy obierają ziemniaki na obiad. 

Harcerze palą pod kuchnią obozową

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Służba w kuchni.

Wydawanie posiłku

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Wydawanie obiadu.

Harcerze przy posiłku na stołówce

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Harcerze na obozowej stołówce.

Harcerze szorują kociołki w rzece

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Mycie garów w Narwi.

We współzawodnictwie zwyciężył zastęp Kolumbów. Drugie miejsce zajęli Waganci, a trzecie Wikingowie. Przyznano nowe – już regulaminowe stopnie: 4 - ochotników, 2 – tropicieli oraz szereg sprawności.

Harcerze grają w siatkówkę

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Zajęcia sportowe.

harcerze podczas kąpieliw rzece

Lato 1968 r. Obóz w Kaszewcu. Kąpiel w Narwi.

Tu warto po raz kolejny wyjaśnić, że system metodyczny stosowany w Szesnastce tylko pozornie upodabniał się do narzucanych harcerstwu koedukacyjnych i kolektywistycznych rozwiązań. Stopnie nadal zdobywano wedle wcześniejszych zasad i wymagań. Podobnie sprawności. Przyjęto tylko nowe nazwy stopni ochotnika zamiast młodzika i tropiciela zamiast wywiadowcy. Nie była to więc zmiana fundamentalna. Musiano jednak zadbać o normalizację stosunków z władzami ZHP, zwłaszcza po ich interwencji z jesieni poprzedniego roku i wobec przedłużającego się stanu zawieszenia szczepu. Dawano im  w ten sposób sygnał, że postulowane zmiany kadrowe, mogą również im przynieść jakieś korzyści. Tak waśnie toczyło się życie społeczne w PRL. Trzeba było diabłu coś tam dać, żeby móc funkcjonować, a przy tym całkiem nie zatracić duszy.   

We wrześniu ekipa starszych harcerzy wzięła udział w X już Jubileuszowym Zlocie Turystów PTTK w Nieporęcie. W piśmie „Światowid” ukazały się zdjęcia Zawiszaków podczas Zlotu.

Okładka magazynu Światowid. Na zdjęciu grupa roześmianych harcerzy z gitarą.

Okładka pisma Światowid z 20 października 1960 roku. 

Niewiele później wzięto też udział w kolejnym Rajdzie Świetlików w Górach Świętokrzyskich.

19 października, przy zachowaniu pewnej dyskrecji, w kościele św. Jacka na ulicy Freta wmurowano ufundowaną przez KPH i Zawiszaków, tablicę pamiątkową z napisem:

„Pamięci Harcerzy 16 Warszawskiej Drużyny im. Zawiszy Czarnego, walczących i poległych za Ojczyznę i ideały harcerskie w latach 1914-1945. Zawiszacy".

Tablica Pamiątkowa Szesnastki w kościele św. Jacka w Warszawie

Tablica pamiątkowa Szesnastki w warszawskim kościele św. Jacka.

Była to jedna z pierwszych tablic pamiątkowych w kościele św. Jacka, który niebawem stał się słynny właśnie z tego powodu, że środowiska żołnierzy Armii Krajowej, zaczęły w nim umieszczać tablice upamiętniając ich oddziały i dowódców. W odsłonięciu wielu z nich asystowała Szesnastka. Dominikański kościół św. Jacka stał się czymś w rodzaju „kościoła garnizonowego” dla Szesnastki. Od chwili umieszczenia tam swojej tablicy, co roku w czwartek najbliższy dacie 20 października, uznawanej za pierwszy dzień życia Szesnastki, jest tam odprawiana msza święta za dusze poległych i zmarłych Zawiszaków oraz w intencji Drużyny. Uczestniczy tych mszach Szesnastka ze swoim sztandarem oraz liczne grono Zawiszaków.

Dodajmy, że inicjatywa Zawiszków narodziła się bezpośrednio po Marcu 1968 r. Upamiętnienie wkładu Szesnastki w walkę o Polskę, oraz, co nie przypadkowo podkreślono, walkę o ideały harcerskie, miało w intencjach pomysłodawców inspirować obecnych harcerzy do patrzenia na swoje obecne i przyszłe życie, także w perspektywie poległych i tych, którzy przeżyli i dalej służyli  Polsce robiąc to, co do nich należało.

7 listopada władze Hufca Ochota wreszcie zdecydowały się zakończyć trwający od ponad roku stan zawieszenia szczepu.  Szczepowym mianowano phm. Marka Wronkowskiego. Tym samym rozkazem potwierdzono wcześniejsze mianowanie drużynowym „Zawratu” pwd. Mirka Chojeckiego. Pełniącym obowiązki  drużynowego „Grunwaldu” został Andrzej Marczak. Powołano na próbę nową drużynę o specjalności wodnej. Pełniącym obowiązki jej drużynowego mianowano Jacka Jakubowskiego. Dodajmy od razu, że nic z tej próby nie wyszło.

Drużyna „Wierchy” została rozwiązana, a pozostali harcerze przeszli do „Grunwaldu”. Należało się tego spodziewać. Już od dłuższego czasu w „Wierchach” panował pewnego rodzaju marazm. Ostatnia próba przełamania impasu i skierowania pracy na tory bardziej sportowe, również nie przyniosła rezultatu. Harcerze odchodzili nie znajdując w harcerstwie wystarczająco atrakcyjnych propozycji. To była trudna ale konieczna decyzja. W ten sposób ci, dla których harcerstwo nadal miało jakiś walory, mogli otrzymać to, na co liczyli, w znacznie lepiej działającym „Grunwaldzie”.  

Zagadką jest, jak to się stało, że represjonowany Mirek Chojecki, z „wilczym biletem” uzyskał mimo wszystko, mianowanie na funkcję drużynowego? Czy to dlatego, że we władzach panował bałagan i niepewność związana z trwającymi ciągle jeszcze czystkami? Grunt, że Szesnastka nie straciła na razie jednego z najcenniejszych  swoich wychowanków i dobrze zapowiadającego się instruktora. Niestety nie na długo.   

KPH

Koło Przyjaciół przyczyniło się do zbiórki funduszy na wmurowanie tablicy pamiątkowej w kościele św. Jacka.

ZAWISZACY

Inicjatywa wykonania i wmurowania tablicy pamiątkowej poświęconej Szesnastce urodziła się w środowisku dawanych - przedwojennych i wojennych Zawiszaków, mniej więcej zaraz po stłumieniu buntu studenckich  w marcu 1968 roku. Przy okazji zbiórki funduszy na ten cel, Koło Zawiszaków odżyło i zaczęto się częściej i bardziej regularnie spotykać we własnym gronie. Miejscem tych spotkań stała się kawiarnia „Bombonierka” na Rynku Nowego Miasta, a więc w bezpośredniej bliskości kościoła św. Jacka. Ta sama, w której jesienią 1956 roku doszło do spotkania Zawiszaków pragnących odrodzenia Drużyny.

7 listopada - Mianowano phm. Bohdana Wichiciela przewodniczącym kręgu pracy instruktorów i drużynowych Hufca Ochota „Słoneczny Krąg".

Marek Gajdziński (2026 r.)

Stan Szczepu na dzień 31 grudnia 1968 r.

  • Szczepowy phm. Marek Wronkowski
  • Zawrat: drużynowy pwd. Mirek Chojecki, przyboczny - Alek Bartnicki. Stan ok. 15 harcerzy w 2-ch zastępach.
  • Grunwald: p.o. drużynowego -  Andrzej Marczak. Stan ok. 40 harcerzy w 5-ciu zastępach.

Źródła:

Więcej...