Nie mamy żadnych informacji o wiosennej pracy Drużyny. Wygląda na to, że nic się właściwie nie działo, jeśli nie liczyć mniej lub bardziej intensywnej pracy w zastępach.

XLII obóz letni odbył się nad jeziorem Wąsosze koło Koszalina. Był to niestety pierwszy od wielu lat niesamodzielny obóz w zgrupowaniu obozów hufca. Zgrupowanie to nosiło nazwę  „Bumerang”. Komendantem podobozu Szesnastki był  phm. Jurek Marczak, oboźnym - Andrzej Marczak. Wzięło w nim udział zaledwie 20 harcerzy „Grunwaldu”.

raport zastępowych

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Raport zastępowych.

Oboźny składa raport komendantowi

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Oboźny - Andrzej Marczak, składa raport komendantowi - Jurkowi Marczakowi.

Sprawdzanie porządków w namiotach

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Inspekcja porządku w namiotach podczas apelu porannego.

harcerze na stołówce przy śniadaniu

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Śniadanie na stołówce. Jarek Kopaczewski - donosi z kuchni tacę z kanapkami.

Zgodnie z nową lansowaną przez władze ZHP modą, program zajęć na obozie miał być organizowany w formie zabawy tematycznej wokół jakiegoś dowolnie przez drużynę wybranego tematu np. Indianie, Słowianie, Rzymianie itp. Grunwald wybrał sobie zabawę w  korsarzy. Temu podporządkowane były nie tylko fabuły gier i zabaw, ale też zdobnictwo obozowe.

Dwaj harcerze przed namiotem

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Oboźny Andrzej Marczak. Przed namiotem widać element zdobnictwa korsarskiego - armatę.

Harcerze przechodzi koło suszącego się pontonu.

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Komendant obozu - Jurek Marczak przechodzi obok suszącej się na słońcu "fregaty korsarskiej".

elementy korsarskiego zdobnictwa obozowego

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. "Okręt korsarski" na placu apelowym.

elementy korsarskiego zdobnictwa obozowego

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Żagiel przy namiocie jednego z zastępów. 

Harcerzxe przebrani za korsarzy na pomoście w jeziorze

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Zabawa korsarska na pomoście.

Trudno nie odnieść wrażenia, że poprzez to zalecenie szukano sposobu na uatrakcyjnienie programu obozów. Robiono to jednak w dziwny sposób.  Zabawa tematyczna to wszak podstawowa forma zajęć wykorzystywana w  metodyce i programie drużyn zuchowych. Atrakcyjna, ale dla dzieci we wczesnym wieku szkolnym (7-10 lat). Czemu więc aplikowaną ją drużynom harcerskim i to jeszcze na obozach? Zgoda! Przeciętny wiek chłopców należących do drużyn harcerskich, znacząco się w ostatnich latach obniżył. Także w Szesnastce. Wskazują na to przytaczane w poprzednich latach statystyki. Nastąpił bardzo odczuwalny odpływ starszych chłopców z harcerstwa. Nadal jednak, poza kadrą, przeciętny wiek szeregowych uczestników obozów harcerskich zawierał się w przedziale od 11 do 14 lat. To nie są już dzieci. To nastolatkowie, dla których typowo dziecięce zabawy są, w ich własnym mniemaniu, infantylne. Również obiektywnie rzecz biorąc są rozwojowo wsteczne. Skąd ten pomysł? Wyprzedzając nieco fakty, ten sposób programowania obozów lansowano, a nawet siłą narzucano w harcerstwie przez wiele kolejnych lat, aż upowszechnił się w ZHP do tego stopnia, że samą tylko siłą bezwładności, pokutuje do czasów obecnych.  A może było odwrotnie. Zauważalny odpływ starszej młodzieży z drużyn harcerskich był właśnie skutkiem, stopniowo coraz większej infantylizacji pracy – obniżania wymagań na stopnie i sprawności, odchodzenia od puszczaństwa i technik harcerskich i w ogóle zastępowania gry, przygody, wyczynu i służby niezobowiązującą, dziecięcą zabawą?  

Wiele wskazuje na to, że w drugiej połowie lat sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych, proces infantylizacji pracy harcerskiej nie był  odpowiedzią na potrzebę uatrakcyjnienia pracy, w związku z obniżaniem się wieku członków drużyn, ale, że był to proces odgórnie zaprojektowany, zmierzający do wypchnięcie starszej młodzieży z harcerstwa. Nie brak dowodów na to, że władze ZHP zupełnie świadomie i planowo dążyły do upodobnienia związku do swojej poprzedniczki - dawnej, urządzonej na wzór pionierski OHPL. To była w założeniach organizacja przeznaczona dla młodzieży ze szkół podstawowych. W ZHP miało być podobnie – w założeniach władz partyjnych, to również miała być organizacja dziecięca. Wyjaśnienie źródła tej koncepcji znajduje się kilka akapitów niżej.

Szesnastka na obozie w Wąsoszy po raz pierwszy uległa manierze obozowych zabaw tematycznych. Musiała, chociażby z tej racji, że obóz nie był samodzielny i przez to był poddany silnej kontroli ze strony komendy zgrupowania.  Ale też chciano po prostu wypróbować ten nowy styl obozowania. A nóż się sprawdzi? Wygląda na to, że owa nowinka w pewnym sensie się sprawdziła. Widać na zdjęciach z obozu. Harcerze mieli niezłą frajdę bawiąc się w korsarzy. Niestety na kolejnych obozach przestanie to być zabawne.

Harcerze jedzą arbuza

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Rarytas rzadko spotykany wtedy na obozach - arbuz.

harcerze piszą kartki do rodziców

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Pisanie kartek pocztowych do rodziców.

Harcerze na zbiórce do wymarszu

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Zbiórka do wymarszu na rajd pieszy.

harcerze gotowi do wymarszu na wędrówkę

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Oboźny - Andrzej Marczak melduje komendantowi Jurkowi Marczakowi, gotowość drużyny do wymarszu. 

Wymarsz harcerzy z obozu

1971 rok. Obóz w Wąsoszu. Wymarsz na rajd pieszy.

Po obozie drużynowym Grunwaldu został pwd. Maciek Korwin (syn Staszka), a jego przybocznymi Jarek Kopaczewski i Tadek Gacki.

Drużyna zdobyła pierwsze miejsce w biegu „z busolą na ty”. Również ze Zlotu Turystów Warszawskich przywiozła trofeum za zajęcie pierwszego miejsca na turystycznym torze przeszkód.

Tradycyjnie już starsi harcerze wzięli udział w Rajdzie Świetlików organizowanym tym razem w Puszczy Białej. Dwa patrole Szesnastki zdobyły pierwsze miejsca na różnych trasach.

Te trzy piękne i zasłużone sukcesy nie mogły jednak tchnąć nowego ducha w życie Drużyny. Coś ciągle szło nie tak, coś sprawiało, że Szesnastka kurczyła się z roku na rok.

Na jesieni władze hufca zaczęły naciskać na szczepowego, aby zakończyć fikcję z utrzymywaniem szczepo-drużyny, rozwiązać nieistniejący szczep i włączyć Szesnastkę do jednego ze szczepów działających w okolicznych szkołach. Wskazywano na Szczep 242 w najbliższej terytorialnie szkole nr 61 oddalonej od „dziewiątki” o 400 metrów. Teraz działały tam już dwie drużyny męska i żeńska o numerze 242. Skorzystanie z tej propozycji byłoby prawdopodobnie końcem Szesnastki, która utraciwszy swój tradycyjny numer i wszczepiona w zupełnie inne środowisko, prędzej czy później rozpłynęła by się w nim.

Innym wyjściem z tej sytuacji było powiększenie własnego szczepu o nowe drużyny. Ba! Tylko jak to zrobić skoro Grunwald był w tak słabej kondycji, że o wypączkowaniu z siebie nowej drużyny nie było mowy.  W tej sytuacji jedyną realną możliwością utrzymania się przy życiu było zaproszenie do własnego Szczepu instruktorów z zewnątrz i powierzenie im misji utworzenia nowych drużyn, które następnie stworzą wspólny szczep. Różnica w stosunku do opcji przyłączenia się do szczepu 242 polegała na tym, że w takiej sytuacji, drużyny te miałyby numer 16-ty i choć bez wątpienia instruktorzy z zewnątrz wnieśliby do Szczepu nowe zwyczaje i nowe przyzwyczajenia, to w przyszłości, być może, udało by się im nadać zawiszackiego ducha. Staszek Korwin, który sam w podobny sposób wszedł do Szesnastki widział taką możliwość jako bardzo realną i przekonał do tego Radę Drużyny.    

Zaproszono więc do współpracy troje instruktorów z hufca, którzy wcześniej byli w innych drużynach. Pierwszy z nich – pwd. Jacek Jaszczuk miał stworzyć nową drużynę męską w szkole na ulicy Barskiej. Magda Wrotnowska zgłosiła się do zorganizowania drużyny żeńskiej w szkole nr 9 – tam, gdzie działał Grunwald. Natomiast Małgorzata Szubert otrzymała misję stworzenia, na początek koedukacyjnej, drużyny zuchowej w tej samej szkole.  Niestety już pod koniec roku, było wiadomo, że żadna z tych prób nie zakończy się sukcesem. Obie harcerki się wycofały, natomiast Jacek Jaszczuk postanowił pozostać w Szczepie. W tej sytuacji, przyszłość Szesnastki ponownie stanęła pod wielkim znakiem zapytania.

Zimowiska nie organizowano.

Rok 1971 to przecież 60-ty rok istnienia Szesnastki. Jubileusz ten przeszedł by całkiem bez echa, gdyby nie Alek Bartnicki, który właśnie wtedy opracował „Krótkie streszczenie historii 16 WDH im. Zawiszy Czarnego. Najważniejsze wydarzenia  1911 – 1971”.  Wydano je w zaledwie sześciu ściśle ponumerowanych egzemplarzach do użytku wewnętrznego (czytaj poza cenzurą) w formie powielonego maszynopisu. Skromnie i bez zadęcia. Jednak trudno dziś przecenić znaczenie tego dokumentu. Przez co najmniej dziesięć, następnych, bardzo trudnych dla Szesnastki lat, było to dla kolejnego pokolenia Zawiszaków jedyne praktycznie źródło informacji o historii i dawanej chwale Drużyny.  Bez wątpienia nie udałoby się utrzymać tożsamości Szesnastki, gdyby nie jeden zaledwie egzemplarz „Streszczenia” jaki pozostał w rękach najmłodszych wtedy harcerzy i który był traktowany przez nich nieomal jak relikwia. Jeśli kilka lat później nastąpił renesans Drużyny, to Alek miał w nim swój wielki udział, bo to od niego dowiadywano się jaką wartość ma to, co inni chcieli zniszczyć. To była „biblia” Szesnastki. Jeśli od 1975 roku rozpoczął się etap kolejnego buntu najmłodszego zawiszackiego pokolenia, to był to już bunt konstruktywny i ukierunkowany na walkę o przywrócenie Szesnastce jej dawnego charakteru, tradycji, tożsamości i poszanowania dla Prawa Harcerskiego. Tak więc opatrzność, która teraz przygięła Drużynę do ziemi, zostawiła jej jednak jakiś maleńki, wydawałoby się, zupełnie wtedy niedoceniany punkt podparcia.

Szkoda tylko, że w dalszej pracy Szesnastki nie mógł już uczestniczyć sam autor streszczenia, był zmuszony wyjechać z Polski. W ten sposób, w ciągu niespełna roku Szesnastka, straciła kolejnego, świetnie zapowiadającego się instruktora. Ale o Szesnastce nie zapomniał, interesują go nadal wydarzenia w drużynie. 

***

Koniec 1971 roku stanowi pewnego rodzaju cezurę w historii Szesnastki. Zamknął się jakiś wyraźnie skończony cykl jej życia. Po reaktywowaniu działalności w 1957 roku i po nieprawdopodobnym wręcz rozkwicie, jaki miał miejsce w okresie nazywanym „erą Stoka”, zaczęły się lata stopniowego załamywania się pracy i kurczenia się Szczepu. Aż skurczył się do rozmiarów ledwie wegetującej drużyny młodszoharcerskiej. W tej kronice wskazywano na bieżąco wiele przyczynków pomocnych do zrozumienia tego, co wywołało kryzys w Szesnastce i jaka była jego natura. Spójrzmy na to jeszcze raz, bardziej syntetycznie, oczyma Wojtka Bogusławskiego nieocenionego kronikarza Szesnastki autora kroniki 75-lecia, który podsumowując ten okres pisze tak.  

(…) dał się odczuć spadek nacisku na moralne wychowanie, jako konsekwencja zmiany Prawa Harcerskiego. Nie potrafiono, jak i przed wojną, właściwie rozwiązać pracy starszoharcerskiej oraz pogodzić zasad techniki harcerskiej z postępem, który przyniósł telewizję i muzykę pop. Sama turystyka, choć pożyteczna, nie była dostateczną atrakcją dla większości młodzieży. Zaważyło też ustąpienie w 1966 r. starszych instruktorów na tle różnic w metodach wychowawczych, propagowanych przez władze harcerskie (…)

Diagnoza o braku umiejętności stworzenia atrakcyjnych propozycji dla starszych harcerzy oraz konsekwencjach związanych z ich niedostateczną liczbą i poziomem wyrobienia, jest oczywiście bardzo trafna. Sęk w tym, że zarówno w Szesnastce, jak i całym ówczesnym ZHP, problem ten nie mógł znaleźć rozwiązania z powodów systemowych. Harcerstwo adresowane do starszych harcerzy musi być bardzo ideowe. Oni chcą widzieć głębszy sens tego co robią. Jednocześnie są w wieku, kiedy ich zainteresowania kierują się na sprawy społeczne. Widzą i rozumieją otaczającą ich rzeczywistość społeczną i polityczną. Jeśli ich harcerstwo ma mieć sens, musi być oparte na realnej służbie społecznej. Jeśli nawet nie używać tego górnolotnego wyrażenia, to na jakiejś działalności, która przynosi pożytek w skali większej niż tylko jednostkowa. Gdyby harcerze chcieli szukać głębszego sensu dla swojej służby harcerskiej na pewno by go znaleźli, tyle, że nie tam, gdzie wolno byłoby im działać.  Weszli by bowiem w obszar objęty całkowitym monopolem władzy politycznej. To ona decydowała, co może być uznane za problem społeczny, a co nie i tylko ona mogła go rozwiązywać. Na tym między innymi polegał sowiecki socjalizm. Na całkowitym monopolu władzy w każdej sferze społecznej. Ideowość w PRL mogła być tylko jedna – socjalistyczna, to znaczy oparta na uznaniu przewodniej roli PZPR i na całkowitej wierności partii i na podejmowaniu działań przez partię wskazywanych i kierowanych. Każda inna forma niezależnego zaangażowania społecznego była przez władzę torpedowana, zakazywana, a nieraz nawet srogo karana.

Jak już wspomniano, w tamtym okresie, komuniści dążyli do tego aby ZHP stał się organizacją o charakterze jak najbardziej dziecięcym. Miało to dotyczyć nie tylko drużyn zuchowych, co było zrozumiałe, ale też harcerskich, które  grupowały dzieci i młodzież od V do VIII klasy szkoły podstawowej. Nie życzono sobie, aby młodzież w harcerstwie interesowała tym, czym nie powinna, a zwłaszcza, aby się  w to nie angażowała.

W stosunku do młodzieży starszej komuniści mieli inne plany. Rozumiejąc, że młodzież taka zaczyna interesować się sprawami społecznymi, nie chciano pozostawiać jej w kręgu oddziaływania, niszczonej wprawdzie, ale ciągle jeszcze żywej, przedwojennej i wojennej tradycji harcerskiej. Harcerstwo mocą swojej własnej historii odwoływało się przecież do niebezpiecznych dla nich wzorców. Po co, wkraczającym w dorosłość młodym ludziom, miałyby przychodzić do głowy pomysły naśladowania ciągle jeszcze nie wyrugowanych wzorców walki o niepodległość i  wyzwolenie się spod komunistycznego jarzma. W ich obowiązującej wtedy wizji ruchu młodzieżowego, starsza młodzież powinna z harcerstwa odchodzić i trafiać do innej, pozbawionej tych wzorców organizacji - do Związku Młodzieży Socjalistycznej, działającego w szkołach ponadpodstawowych i otwartego na młodzież od 15-tego roku życia. Coraz częściej w podprogowych przekazach propagandowych ukazywano harcerstwo jako „infantylne bieganie po lesie w krótkich majtkach”. To również miało wspierać zaplanowany proces infantylizacji harcerstwa i zniechęcania do niego starszej młodzieży.   

W tamtych czasach jedynym sposobem angażowania się w realne działania społeczne miało być zapisanie się do Związku Młodzieży Socjalistycznej, a następnie  do partii komunistycznej i robienie tego, co akurat odpowiada władzy, pod ścisłą jej kontrolą. Każdy inny przejaw zaangażowania społecznego oznaczał wejście w konflikt z władzą, co w pewnych przypadkach kończyło się bardzo niewesoło. W 1971 roku, świadomość tych konsekwencji była bardzo żywa, na skutek trudnych doświadczeń z Marca’68. Dodajmy jednak, że dla większości młodych ludzi, wychowanych w poszanowaniu dawnych wartości, wejście w orbitę „czerwonych krawatów” było nie do przyjęcia. W harcerstwie już się nie odnajdywali, a do ZMS brzydzili się wstępować. Trafiali więc w pustkę. W takim błędnym kole znajdowało się harcerstwo, a z nim Szesnastka.  

Próby skierowania się w stronę uprawiania turystyki, nie mogły zaspokoić prawdziwych aspiracji młodych ludzi. Nie mogła ich zaspokoić nawet działalność muzyczna, która była przecież skrupulatnie kontrolowana. Kto chciał być artystą niezależnym mógł śpiewać tylko o przysłowiowej „dziurze w desce”, ale na dłuższą metę, to nie zaspakajało aspiracji, zwłaszcza tej bardziej wyrobionej młodzieży. Tak więc i turystyka „Zawratu” i kabaret „Synkopy” nie mogły być tym, czego potrzebowała Szesnastka dla swoich starszych chłopców. Nie przypadkowo zakończyło się to klęską obu starszych drużyn.

Wypada przywołać jeszcze pewną kontrowersję, która była przedmiotem sporów wśród harcerzy i Zawiszaków przez kolejne lata. Jaki był wpływ otwarcia się na zewnątrz oraz nowych prądów i zwyczajów przyniesionych do Szesnastki przez Staszka Korwina? Jedni twierdzą, że te nowinki nie mogły przyjąć się w tradycyjnej Szesnastce, że wyraźnie stały w sprzeczności z jej dawnym, twardym, wojskowym stylem. Próby ich wprowadzenia powodowały napięcia i  właśnie to doprowadziło do załamania się pracy. Inni z  kolei argumentują, że próba utrzymania twardego stylu w dobie kontrkultury, pacyfizmu spowodowała by, nie tyle kryzys, co całkowitą katastrofę i że Staszek ze swoim łagodnym i empatycznym podejściem do harcerstwa pojawił się w Szesnastce w samą porę, by tej katastrofie zapobiec. A kryzys był i tak nieunikniony ze względu na zewnętrzne otoczenie Szesnastki - poczynania władzy komunistycznej i popkulturę - dwie siły, które z dwóch różnych stron negowały dawne wartości. Ta kontrowersja nie zostanie chyba nigdy rozstrzygnięta, tak jak nie da się precyzyjnie przewidzieć, co by  się wydarzyło, gdyby sprawy potoczyły się inaczej, niż się potoczyły.     

Tak więc z końcem 1971 roku zakończył się pewien cykl życia Szesnastki. Na szczęście nie był to jej grób. Drużyna choć straszliwie osłabiona rozpoczęła nowy cykl życia usiłując odbić się od dna, podnieść się i stanąć na nogi o własnych siłach. Należy przy tym pamiętać, że wszystkie wymienione tu zewnętrzne przyczyny kryzysu nie zniknęły. Wręcz przeciwnie, będą się w kolejnych latach jeszcze bardziej nasilać, co nie będzie sprzyjało podnoszeniu się Drużyny na nogi.

Marek Gajdziński (2026 r.)

Stan Szczepu w dniu 31 grudnia 1971 r.

  • Szczepowy hm. Stanisław Korwin Szymanowski, instruktor szczepu pwd. Jacek Jaszczuk (z zewnątrz)
  • Drużynowy 16 WDH Grunwald pwd. Maciek Korwin, przyboczni Jarek Kopaczewski i Tadek Gacki. Stan ok. 20 harcerzy w 3 zastępach.

Źródła:

Więcej...