• Powrót z wycieczki 1930 r.
    Powrót z wycieczki 1930 r.
  • Przed bramą obozu 1930 r.
    Przed bramą obozu 1930 r.
  • Drużyna wraca z defilady1933 r.
    Powrót z defilady 1933 r.

4 stycznia odbyła się pierwsza w tym roku zbiórka Drużyny, której celem było przygotowanie tradycyjnej Choinki. Zorganizowano ją dwa dni później, w niedzielę. A w następnym tygodniu Drużyna chłopców urządziła dla całej szkoły zabawę karnawałową w formie dyskoteki.

XXVI zimowisko Szczepu zostało zorganizowane w Małym Cichym koło Zakopanego, w autentycznej góralskiej chacie, bez żadnych praktycznie wygód. Trudne warunki bytowe, okraszone śnieżną zimą i naturalną „góralszczyzną", nadawały obozowi niepowtarzalny i niezapomniany klimat. Ponadto niezwykły był również sam sposób organizacji i długość zimowiska, bowiem trwało ono aż cztery tygodnie i składało się z dwóch oddzielnych turnusów. Właściwie powinno się uznać, że były to dwa kolejno po sobie następujące obozy zorganizowane w tej samej kwaterze.

Komendę pierwszego turnusu w terminie ferii szkół podstawowych (21 stycznia – 3 lutego) stanowili: pwd. Ryszard Kukuła – komendant, pwd. Lesław Kuczyński – oboźny i pwd. Marek Gajdziński – kwatermistrz. Poza komendą w zimowisku wzięło udział 16- stu harcerzy w 3-ech zastępach i jeden 5-cioosobowy zastęp harcerek:

  • Czarne Stopy – zastępowy Sławomir Papuć,
  • Komandosi – zastępowy Robert Barszczewski,
  • Wilkołaki – zastępowy Dariusz Wilkowski,
  • Alpinistki – zastępowa Katarzyna Chrabałowska.

Rywalizację między zastępami wygrały Czarne Stopy Sławka Papucia.

Na uwagę zasługuje również fakt, że było to pierwsze po wieloletniej przerwie zimowisko z programem narciarskim. Oczywiście nie było mowy o żadnych wyczynach. Białe szaleństwo miało formę żmudnych ćwiczeń na pobliskiej „oślej łączce", a większość czasu pochłaniało wyczerpujące „jodełkowanie" pod górę, jako że o najprostszym nawet wyciągu nie można było jeszcze marzyć. Ale to właśnie w Małym Cichym odżyła tradycja organizowania obozów narciarskich, które w późniejszych latach osiemdziesiątych cieszyły się ogromną popularnością w Drużynie. Tam też większość harcerzy po raz pierwszy w życiu przypięła narty i zaliczyła pierwsze, nieodzowne przy nauce jazdy, siniaki.

Ośniezony krajobraz, widok na góralską chatę ze stoku.

Styczeń 1980 r. I Turnus zimowiska w Małym Cichym. Zajęcia narciarskie na pobliskiej oślej łączce.

narciarz skacze na małej skoczni.

Styczeń 1980 r. I Turnus zimowiska w Małym Cichym.  Ćwiczenia narciarskie. Po opanowaniu podstawowych umiejętności, zawody w "skokach narciarskich" .

W terminie ferii szkół ponadpodstawowych (3 – 16 lutego ) zorganizowano obóz dla kadry szczepu i starszych harcerzy. Komendę stanowili: hm. Ewa Hołodowicz – komendantka, pwd. Lesław Kuczyński – instruktor programowy, org. Jerzy Wójtowicz – oboźny i hm. Marek Wronkowski – kwatermistrz.

W zimowisku poza komendą, wzięło udział 5-ciu harcerzy i 9 harcerek w 4-ech koedukacyjnych zastępach:

  • Kierdel – zastępowa org. Anna Kuczyńska
  • Harnasie – zastępowy org. Wojciech Iwan
  • Słoneczny Gerlach – zastępowa org. Joanna Wojtala
  • MAZEP-y – zastępowa trop. Alicja Pietrzak

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel - od tej chwili, na długie lata, zawsze w mundurach na "świeżym powietrzu". 

Raport zastępowych, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel - Zastępowi składają raport. Od lewej: Marek Gajdziński (kadra), Anna Kuczyńska (Kierdel), Joanna Wojtala (Gerlach), Alicja Pietrzak (MAZEP-y), Wojtek Iwan (Harnasie).

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel - Odczytanie rozkazu dziennego. Od lewej: Ewa Hołodowicz (komendantka), Jurek Wójtowicz (oboźny).

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel. Kadra - od lewej: Marek Gajdziński, Lesław Kuczyński. Dalej Anna Kuczyńska i Jacek Kajek z zastępu Kierdel.

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel. Zastęp Kierdel - od lewej: Anna Kuczyńska (zastępowa), Jacek Kajak, Artur Baczyński i Zbyszek Turliński. Dalej Joanna Wojtala z zastępu Gerlach.

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel. Zastęp Gerlach - Joanna Wojtala (zastępowa), Agnieszka Kalbarczyk, Marta Wronkowska, Małgorzta Deliś. Dalej Alicja Kuczyńska i NN z zastępu MAZEPy.

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel. Zastęp MAZEPy - Alicja Pietrzak (zastępowa), Beata Zaborska, Beata Zawadzka. Dalej Wojtek Iwan z zastępu Harnasie.

Zbiórka na apel, harcerze w samych mundurach na śniegu.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Apel. Zastęp Harnasie - Wojtek Iwan (zastępowy), Tomek Rokicki, NN.

Poza trzema harcerzami z Grunwaldu i trzema harcerkami z BCO, reszta uczestników pełniła funkcje instruktorskie w drużynach zuchowych bądź w różnych komórkach organizacyjnych działających przy Szczepie. Również i na tym zimowisku dominował program narciarski, a nauka odbywała się pod okiem wykwalifikowanego instruktora narciarskiego.

Szkolenie narciarskie na oślej łączce.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Ćwiczenia narciasrskie na "oślej łączce". Jodełką pod górę - od lewej: Małgosia Deliś, Joanna Wojtala, Rysiek Kukuła, NN. 

Szkolenie narciarskie na oślej łączce.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Pierwsze szusy Małgosi Deliś.

Szkolenie narciarskie na oślej łączce.

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Lesław Kuczyński walczy z nartami.

Było kilka powodów, dla których zdecydowano się na zorganizowanie drugiego turnusu. Po pierwsze, w Szczepie uzbierało się już sporo starszych harcerek i harcerzy, którzy pełnili najprzeróżniejsze instruktorskie funkcje. Absurdalny system organizacji ferii zimowych uniemożliwiał im wzięcie udziału w zimowisku razem z młodszymi harcerzami. Do tej pory wysyłano starszych chłopców i dziewczęta na kursy instruktorskie organizowane w drugim terminie ferii przez Komendę Hufca. Ale z roku na rok treść i forma tych kursów coraz bardziej oddalała się od tradycyjnie pojmowanego harcerstwa, aby wreszcie w ostatnich latach sięgnąć granic komunistycznego absurdu. Doświadczenia z ubiegłorocznego kursu instruktorskiego napawały jego uczestników autentycznym obrzydzeniem do tego typu przedsięwzięć organizowanych przez władze ZHP. Udział w nich nie mógł dostarczyć żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie - wiązał się z niebezpieczeństwem zarażenia się „dżumą politycznego oportunizmu". Harcerze po prostu odmówili uczestnictwa w tej komsomolskiej imprezie. Natomiast zorganizowanie własnego zimowiska pozwalało im na atrakcyjne spędzenie ferii i jednocześnie stwarzało szansę jeszcze większej konsolidacji kadry Szczepu. Szansa ta została doskonale wykorzystana. 

Przebierańcy w tańcu góralskim

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Wieczorne przyjemności. Zastęp Kierdel w tańcu góralskim. Od lewej: Jacek Kajak, Ania Kuczyńska, Artur Baczyński, Zbyszek Turliński. 

Przebieraniec w roli starego bacy

Luty 1980 r. II Turnus zimowiska w Małym Cichym. Wieczorne przyjemności. Harnasie w skeczu góralskim - Wojtek Iwan i Tomek Rokicki.

W ocenie wszystkich uczestników zimowisko bardzo się udało. Wspaniała przyjacielska atmosfera scementowała przyjaźnie na długie lata. A nawet nie tylko przyjaźnie. Otóż już kilka lat później okazało się, że jednym z nieoczekiwanych owoców tego wyjazdu były dwa instruktorskie małżeństwa, a w dalszej perspektywie, to nawet trzy.

22 lutego odbył się Kominek kadry szczepu poświęcony pamięci Aleksandra Kamińskiego.

W Drużynie męskiej mianowano dwóch nowych przybocznych: odkr. Jacka Kajaka i odkr. Artura Baczyńskiego. Drużynowym 16WDZ został org. Wojciech Iwan. Jakościowy i ilościowy rozrost kadry był efektem wysokiego poziomu pracy Drużyny i przyczyniał się do jej dalszej stabilizacji. Nowi przyboczni byli w tym okresie bardzo potrzebni Drużynie. Okazało się bowiem, że drużynowy Marek Gajdziński, będąc na pierwszym roku Politechniki Warszawskiej, nie był w stanie poświęcać pracy w Drużynie tyle czasu, ile było potrzebne. To samo dotyczyło pierwszego przybocznego, Lesława Kuczyńskiego, którego już w maju czekały egzaminy maturalne. Z tego powodu intensywność pracy w Drużynie nieco osłabła, lecz dzięki licznej młodszej kadrze nadal utrzymywała się na przyzwoitym poziomie i nie mogło już być mowy o oznakach jakiegokolwiek kryzysu.

Odwrotnie działo się w drużynie żeńskiej. Nastąpiła tam kolejna zmiana kierownictwa. Z funkcji pełniącej obowiązki drużynowej odeszła Marzena Trzeciak. Niespełna 15 dziewcząt pozostało pod komendą dwóch mało doświadczonych przybocznych. Drużyna znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Faktyczne kierownictwo objęła 15-toletnia Alicja Pietrzak. Na szczęście Alicja okazała się dziewczyną niezmiernie ambitną i już wkrótce, dzięki jej poświęceniu i aktywności, dało się odczuć pierwsze pozytywne efekty pracy.

Dwie harcerki na korytarzu szkolnym

Marzec 1980 r. Korytarz SP nr 9. Od lewej: Iwonka Górzyńska, Alicja Kuczyńska  - przyboczna a wkrótce drużynowa i Beata Zaborska - przyboczna. 

Tymczasem kryzys dotknął pismo Szczepu. Tradycyjny "Sulimczyk", obniżał swoje loty z numeru na numer. Coraz mniej było chętnych do czytania i do pisania. Wreszcie komendantka szczepu zdecydowała się rozwiązać redakcję i zawiesić jego wydawanie. Próbę ratowania pisma podjęła Drużyna męska. Nowa redakcja, w której skład weszła cała Rada Drużyny, zdołała przygotować i wydać zaledwie numer marcowy. Okazało się, że zadanie to przerasta możliwości funkcyjnych aktywnie zaangażowanych w bieżącą pracę harcerską i po marcowym numerze nastąpiła długa przerwa.

Na początku marca, jeszcze nieformalnie, zebrała się grupa Zawiszaków w celu zaplanowania obchodów 70-lecia Drużyny, które przypadało jesienią 1981 roku. Zawiszacy zamierzali zorganizować z tej okazji wielki ogólnoświatowy zjazd byłych harcerzy Szesnastki i stąd spore wyprzedzenie podyktowane skalą planowanego przedsięwzięcia i chęcią bardzo dobrego przygotowania się do niego. W zebraniu tym uczestniczył także Marek Gajdziński, ówczesny Drużynowy Szesnastki, prezentując swoją koncepcję obchodów od strony harcerskiej. Przedstawiony pomysł zorganizowania zlotu najstarszych drużyn harcerskich był efektem odczuwanej od jakiegoś czasu silnej potrzeby wyprowadzenia Drużyny z jej dotychczasowej izolacji. W najbliższym, tj. hufcowym otoczeniu, jedynym w miarę podobnie funkcjonującym środowiskiem harcerskim był Szczep 168 WDH. Reszta drużyn praktykowała model masowego, bezideowego, nie stawiającego żadnych wymagań harcerstwa, propagowany przez władze ZHP. A i tak robione to było nieudolnie i powierzchownie. Dla instruktorów prowadzących te drużyny praca w harcerstwie była tylko pierwszym etapem i "trampoliną" do innych stanowisk objętych partyjną nomenklaturą. W drużynach tych działo się tylko to, co było politycznie opłacalne dla ich kadry. Praca sprowadzała się do realizacji akcji i zaleceń "płynących z góry" i mających najczęściej czysto polityczno-propagandowy charakter. Toteż większość drużyn, tak naprawdę istniało tylko na papierze. Młodzież wabiona corocznie mundurem i tradycyjnym etosem harcerskim uciekała stamtąd po paru miesiącach zniechęcona nudą i obrzydzona partyjną nowomową. Za to w sprawozdaniach kierowanych do hufca drużyny te prezentowały się imponująco, tworząc fikcję, która pomnożona przez tysiące komend hufców dawała w efekcie potężną, bo blisko trzymilionową młodzieżową przybudówkę PZPR. Władze ZHP miały doskonałą świadomość preparowanej w ten sposób fikcji. Jednak w niczym im to nie przeszkadzało. Wpisywało się bowiem w ogólną sytuację PRL-u, który był państwem od początku do końca opartym na fikcyjnych podstawach i bezczelnie fałszującym rzeczywistość na potrzeby partyjnej propagandy. Bliższe kontakty na płaszczyźnie harcerskiej z tego typu środowiskami nie miały żadnego sensu, a dodatkowo mogły stanowić poważne zagrożenie ze względu na możliwość przenikania niemoralnych praktyk.

Do tej pory, izolacja Szesnastki pragnącej zachować swój tradycyjny charakter miała swój głęboki sens i była w pełni uzasadniona. Dopóki Drużyna była słaba i borykała się z wieloma wewnętrznymi problemami, brak kontaktów zewnętrznych nie stanowił żadnego problemu. Sytuacja zmieniła się, gdy Drużyna okrzepła. Poszczególni harcerze i całe zastępy prezentowały wysoki poziom wyrobienia. Wewnętrzne mechanizmy rywalizacji w Drużynie przestały wystarczać. Harcerstwo jest przecież grą. Harcerska metoda wychowania wykorzystuje naturalną skłonność chłopców do ciągłego rywalizowania między sobą. Stwarzanie sytuacji prowokujących do konkurowania jest najlepszą metodą motywowania do pracy nad własnym charakterem. Uniwersalną płaszczyzną rywalizacji indywidualnej jest system stopni i sprawności harcerskich uzupełniany przez zdobywanie różnego rodzaju odznak i organizowanie najprzeróżniejszych indywidualnych zawodów. Zupełnie inne cechy charakteru pozwala wyrabiać współzawodnictwo zespołowe. Do pewnego etapu rozwoju zupełnie wystarcza rywalizacja między zastępami w obrębie samej drużyny. Jednak po przekroczeniu określonego poziomu wyrobienia, kiedy chłopcy zyskują uzasadnioną wiarę we własne siły, pojawia się pragnienie skonfrontowania własnej postawy, umiejętności i poziomu zgrania na szerszym polu. Chłopcy chcą się przekonać ile wart jest ich stopień harcerski, ich indywidualne wyrobienie w konfrontacji z harcerzami innych drużyn. Chcą wiedzieć jak wypadnie ich zastęp na tle innych. Także duma z przynależności do wspaniałej prężnej drużyny potrzebuje pożywki w postaci dowodów własnej klasy w konfrontacji z innymi środowiskami. Gdy konfrontacji tej brakuje, niemożliwe jest ustalenie poziomu odniesienia dla stopnia własnego wyrobienia, a duma z przynależności do drużyny staje się pustą, niczym nieuzasadnioną "manią wielkości".

Pod koniec lat siedemdziesiątych, kiedy praca Drużyny osiągnęła naprawdę wysoki poziom, chłopcom zaczęło brakować kontaktów z innymi drużynami. Instruktorzy zdali sobie sprawę z tego, że dalsza izolacja Drużyny stanowić będzie niemożliwą do pokonania barierę wzrostu i rozwoju. Problem polegał na tym, że środowiska hufca Ochota grały w zupełnie inną grę. Konfrontacja z nimi miałaby taki sam sens, jak udział drużyny piłkarskiej w konkursie krasomówczym. Przed kierownictwem Drużyny pojawiło się więc zadanie znalezienia środowisk mogących stanowić odpowiednią grupę odniesienia, tj. kultywujących ten sam model harcerstwa. Doświadczenie wskazywało, że największe szanse przetrwania w skrajnie niesprzyjającym otoczeniu stwarzanym przez władze ZHP miały drużyny o bogatych własnych tradycjach, a co ważniejsze - drużyny, które potrafiły gromadzić wokół siebie liczne grono dawnych przedwojennych harcerzy i instruktorów. Ich doświadczenie i pomoc stanowiły swoistą "odtrutkę" dla współczesnej kadry tumanionej przez machinę Związku. Na terenie Warszawy, poza Szesnastką, drużynami takimi były 1 WDH, 22 WDH i 23 WDH. Drużynowy postanowił zatem wykorzystać zbliżający się jubileusz Szesnastki do nawiązania ściślejszych kontaktów z tymi drużynami. Przygotowania do planowanego zlotu były do tego idealnym pretekstem. Poza tym, wiedziano o istnieniu tradycyjnych drużyn harcerskich w Krakowie. Podejrzewano ich istnienie również w innych dawnych ośrodkach harcerskich. Odnalezienie tych drużyn, nawiązanie kontaktów i namówienie do ściślejszej współpracy wydawało się być wielkim wyzwaniem i przygodą. Miał to być swoisty harcerski zwiad na wielką, bo ogólnokrajową skalę. Nie można było bowiem udać się do Głównej Kwatery i poprosić o odpowiedni wykaz. Drużyny te, żeby przetrwać, musiały przecież, tak jak Szesnastka, pozostawać w izolacji i stosować jakieś formy kamuflażu. Izolacja ta mogła im doskwierać tak samo, jak Szesnastce. Dlatego przygotowania do zlotu miały być tylko pierwszym etapem przyszłej stałej współpracy w ramach jakiegoś powołanego na zlocie porozumienia, któremu nadano roboczą nazwę Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich. Jej celem miało być:

  1. Stworzenie płaszczyzny współpracy i rywalizacji.
  2. Wzajemne wspieranie się wobec zdecydowanie wrogiego stosunku władz ZHP.
  3. Podjęcie wspólnych działań zmierzających do propagowania w ZHP zasad i metod pracy tradycyjnego harcerstwa.

Ten ambitnie nakreślony plan zyskał sobie uznanie Zawiszaków, którzy postanowili włączyć organizację zlotu w program obchodów 70-lecia, pozostawiając Drużynie pełną swobodę w prowadzeniu prac przygotowawczych.

Pierwszym etapem przygotowań było przydzielenie najstarszym harcerzom zadań wywiadowczych w poszczególnych ośrodkach harcerskich w kraju. W ich efekcie, do wakacji miała powstać lista Drużyn i Szczepów spełniających z góry określone kryteria zaproszenia na zlot. W ten sposób, równolegle do normalnej pracy Drużyny, ruszyły pierwsze przygotowania do obchodów 70-cio lecia i zlotu najstarszych drużyn.

12 marca odbył się kominek Szczepu prowadzony przez byłego drużynowego, Włodzimierza Dusiewicza, poświęcony historii piosenki harcerskiej. W jego efekcie do tak zwanego żelaznego repertuaru piosenek ogniskowych zostały włączone dawno nie śpiewane i zapomniane w Drużynie pieśni harcerskie, na przykład popularne przez wiele późniejszych lat „Szare Szeregi".

Z powodu zaabsorbowania kadry obowiązkami szkolnymi i uniwersyteckimi nie zorganizowano wiosenniska.

W kwietniu miało miejsce nieprawdopodobne wydarzenie. Przy okazji wspólnego sadzenia drzewek wokół Centrum Zdrowia Dziecka nastąpiło wielogodzinne spotkanie Szesnastki z drużyną skautów amerykańskich działającą przy warszawskiej ambasadzie USA. Wyjątkowość tego wydarzenia polegała na tym, że oficjalnie obie organizacje, tj. ZHP i Światowe Biuro Skautowe, nie utrzymywały żadnych stosunków. Dla komunistycznych władz ZHP skauting był wrogą imperialistyczną i zimnowojenną organizacją o charakterze kościelno – militarystycznym, uosabiającą wszystkie najgorsze cechy dawnego burżuazyjnego harcerstwa. Dla scout'ów, komunistyczne harcerstwo było niebezpieczną sowiecką hydrą, krzewiącą ideologię nienawiści. Mimo to doszło do tego „przypadkowego" spotkania. Dla harcerzy Szesnastki skauting zachodni był wyidealizowanym marzeniem znanym tylko z fragmentarycznych opowiadań i wiadomości docierających przez żelazną kurtynę. Spotkanie z drużyną skautów było niepowtarzalna okazją uzyskania niezbędnej wiedzy i skonfrontowania legendy z rzeczywistością. Mimo trudnej do pokonania bariery językowej wzajemne zainteresowanie skautów i harcerzy zaowocowało niekończącymi się opowieściami "jak to jest u was i u nas". W efekcie okazało się, że współczesny skauting daleko odszedł od swojego pierwowzoru. Skauci natomiast ze zdziwieniem ujrzeli zamiast ''komunistycznej bandy'', prawdziwa drużynę harcerską pracująca w oparciu o tradycyjne zasady skautingu.

Polski instruktor harcerski otoczony młodymi skautami amerykańskimi przyglądającymi sie jego sprawnościom na rękawie munduru.

Kwiecień 1980 r. Spotkanie z amerykańskimi skautami. Skauci przyglądają się sprawnościom na rękawie munduru Marka Gajdzińskiego.

Niestety, z powodu zdecydowanej interwencji władz ZHP, jak również, prawdopodobnie, nacisków skautowej zwierzchności, spotkań tych nie można było kontynuować w przyszłości. Wszystko zakończyło się na tym jednym incydencie.

Następnego dnia w okolicach Wyszkowa Szesnastka już samotnie, bez udziału skautów, wykonała pracę polegająca na zalesieniu kilku hektarów nieużytków sadzonkami drzewek sprowadzonymi z Kanady.

Harcerze palą ogień na wielkim leśnym wyrębie.

Kwiecień 1980 r. Sadzenie lasu na terenie nadleśnictwa Wyszków. Przerwa na posiłek. 

Zdjęcie zbiorowe kilkudziesiu harcerek i harcerzy na wyrębie.

Kwiecień 1980 r. Sadzenie lasu na terenie nadleśnictwa Wyszków. Uczestnicy służby, w środku Staszek Korwin Szymanowski, inicjator tej akcji i leśniczy.

W kwietniu odbył się też kolejny rajd o tytuł najlepszego zastępu hufca. Ponownie Drużynę Grunwald reprezentował w nim zastęp Czarne Stopy. Chłopcy pod komendą Sławomira Papucia znów odnieśli widoczny sukces zajmując II miejsce w klasyfikacji ogólnej i I miejsce wśród zastępów męskich. W nagrodę otrzymali sprzęt biwakowy znacznej wartości. Z prawdziwa dumą można stwierdzić, że zastęp Czarnych Stóp w pełni zasłużył na ten sukces. Poziom wyrobienia chłopców, jak również stopień wzajemnego ich zgrania jako zastępu i autentycznej grupy przyjaciół, przywodził na myśl znane wszystkim wspomnienia o sławnych zastępach Szesnastki z lat trzydziestych. Gdyby charakter rajdu i stosowane tam kryteria oceny miały więcej wspólnego z tradycyjnie pojmowanym harcerstwem, to niewątpliwie okazałoby się, że Czarne Stopy nie mają sobie równych w Hufcu ZHP Warszawa Ochota.

Grupa harcerzy przy małym, turystycznym namiocie.

Kwiecień 1980 r. Czarne Stopy na Rajdzie o Tytuł Najlepszego zastępu Hufca. Jedyna przeszkoda rajdu o charakterze harcerskim - rozstawianie namiotu turystycznego, gdzie sędzią była Ewa Hołodowicz. W tej konkurencji Czarne Stopy były bezkonkurencyjne.

Chłopcy mieli tego pełną świadomość. Dlatego sklasyfikowanie ich dopiero na drugim miejscu odebrali jako straszną niesprawiedliwość. Trzeba było wielu zabiegów ze strony Drużynowego, aby przełamać powstałą w ten sposób atmosferę frustracji wśród ambitnych chłopców. Na szczęście w dużej mierze to się udało, ale nie do końca. Czarne Stopy jakby utraciły część swojej werwy, co znalazło wyraz w ich klęsce w drużynowej rywalizacji między zastępami, którą ukończyły dopiero na trzecim miejscu.

Wiosna to tradycyjny sezon wycieczkowania. Co prawda, z powodów, o których była już mowa, ich intensywność była nieco mniejsza niż w latach ubiegłych, nie mniej co najmniej dwa razy w miesiącu Drużyna wyjeżdżała na dwudniowe, sobotnio – niedzielne biwaki. Wiele z nich organizowanych było wspólnie z drużyną żeńską. Oficjalnym powodem była chęć pomocy dziewczętom, których drużyna przeżywała właśnie ogromny kryzys. Znając sekrety życia towarzyskiego nie trudno było się domyśleć jeszcze innych powodów tej zacieśnionej współpracy. Ale, że nie jest to kronika towarzyska, dajmy temu spokój i odnotujmy tylko, że biwaków takich obyło się w kwietniu, maju i czerwcu aż cztery – jeden w Lasach Nadarzyńskich i trzy w Puszczy Bolimowskiej nad rzeczką Grabinką. Jeden z nich zorganizowany w czerwcu, miał być w założeniu manewrami rozgrywanymi na zasadach z lat ubiegłych pomiędzy drużyną żeńską i męską. Nic z tego jednak nie wyszło, jako że chłopców opuścił nagle zapał wojenny, a jego miejsce zajęła szlachetna opiekuńczość będąca wyrazem troski o bezpieczeństwo kobiet pozostawionych samymi sobie w środku bolimowskiej głuszy. 

Harcerze na zbiórce na leśnej polanie.

Kwiecień 1980 r. Biwak Drużyny w Puszczy Bolimowskiej. Przed frontem przyboczny Jacek Kajak.

Harcerze na zbiórce w środku lasu.

Maj 1980 r. Na biwaku obu drużyn w Lasach Nadarzyńskich. Apel. NN przejmuję służbę wartowniczą na biwaku. Z tyłu: Lesław Kuczyński, Marek Gajdziński, Alicja Pietrzak. 

Harcerka gotuje na kuchni polowej

Maj 1980 r. Puszcza Bolimowska. Marek Gajdziński z kurtuazyjną wizytą na biwaku BCO, gdzie Alicja Pietrzak akurat szykuje herbatkę. 

1 czerwca kadra szczepu i najstarsi harcerze pełnili służbę podczas uroczystości odsłonięcia tablicy poświęconej pamięci „Cichociemnych", żołnierzy Armii Krajowej, która odbyła się w kościele św. Jacka na Nowym Mieście. Była to kontynuacja współpracy ze środowiskiem byłych żołnierzy AK, kontynuowanej przez ostatnie dwa lata przy okazji odsłonięcia tablic poświęconych ich legendarnym dowódcom. Szesnastka czuła się w obowiązku pomóc w organizacji tej uroczystości. Raz ze względu na miejsce, z którym była w sposób naturalny związana (tu znajduje się tablica poświęcona Szesnastce), dwa - dlatego, że jednym z głównych jej współorganizatorów był Staszek Korwin Szymanowski - mocno zaangażowany w środowisku żołnierzy AK i szczególnie Cichociemnych, a trzy - z powodu ideowej łączności z tym środowiskiem. Oczywiście, w trakcie tej wrogiej komunistycznym władzom uroczystości nie można było, ze względów bezpieczeństwa, afiszować się w mundurach harcerskich. Toteż podobnie, jak przy wcześniejszych okazjach, wystąpiono w samych tylko panterkach z AK-owskimi opaskami na rękawach.

Warta honorowa przy tablicy pamiątkowej w kościele.

1 czerwca 1980 r. Kościół św. Jacka. Warta Honorowa przy odsłoniętej tablicy poświęconej Cichociemnym. Na posterunku: Jurek Wójtowicz i Alicja Pietrzak.

Kilka dni później nastąpiło zakończenie roku szkolnego. Na ostatniej warszawskiej zbiórce Drużyny ogłoszone zostały wyniki drugich całorocznych zawodów między zastępami. Zwyciężył w nich zastęp Kajaki zdobywając prawo noszenia plakietki Drużyny na swoim proporczyku. Drugie miejsce zajęli Komandosi, a utytułowane Czarne Stopy zostały sklasyfikowane dopiero na miejscu trzecim, co było efektem zapaści jaka miała miejsce po wygranym, a według nich - przegranym rajdzie hufca. Sytuacja Czarnych Stóp było jeszcze jednym mocnym sygnałem potwierdzającym diagnozę drużynowego, że Szesnastka pilnie potrzebuje otwarcia i znalezienia środowisk kultywujących podobny model harcerstwa, z którymi możliwe będzie nawiązanie harcerskiej współpracy.

Na kilka dni przed wyjazdem na obóz specjalna ekspedycja Szesnastki dokonała udanego podejścia obozu 16 Poznańskiej Drużyny Harcerzy w okolicach Gniezna. Głównym powodem zorganizowania ekspedycji była chęć sprawdzenia sprzecznych doniesień dochodzących na temat tego środowiska. Z jednej strony, bardzo widoczne były publikacje historyczne na temat 16PDH, w świetle których jej historia wykazywała zaskakująco wiele podobieństw do historii 16WDH. Z drugiej strony, wywiad przeprowadzony w Poznaniu wskazywał, że jest to typowe środowisko HSPS. Urodził się pomysł, aby w warunkach obozowych, dyskretnie sprawdzić czy obecny „haespeesowski" kształt poznańskiej szesnastki jest jej autentycznym wizerunkiem, czy też elementem głębokiego kamuflażu. Na miejscu, w okolicach Gniezna, przeprowadzono wszechstronny i bardzo pomysłowy wywiad. Niestety obserwacja obozu potwierdziła złą opinię o drużynie. Po udanym nocnym podejściu obozu, członkowie ekspedycji złożyli w nim zwyczajową w takich sytuacjach wizytę. W wyniku wielo godzinnej rozmowy, która została przy tej okazji przeprowadzona z komendantem i kilkoma funkcyjnymi obozu, uznano, że 16PDH nie spełnia kryteriów zaproszenia na zlot najstarszych drużyn. Okazało się, że publikacje historyczne byłych harcerzy poznańskiej szesnastki są próbą zainteresowania obecnych harcerzy bogatą historią ich drużyny i wyrazem bezsilności wobec zastanej sytuacji. Ponieważ 16PDH spełniała jednak kryterium ciągłości, zdecydowano się, mimo wszystko, zaprosić tę drużynę na zlot, z nadzieją, że może to w czymś pomoże. Trzeba było widzieć miny członków ich komendy gdy przy okazji wręczania zaproszenia poznali prawdziwy cel tej dziwnej wizyty.

Kolejny LI obóz Szesnastki, zorganizowano nad jeziorem Kielskim w gminie Bytów w dniach od 22 lipca do 17 sierpnia.

Niestety, obóz został ponownie zorganizowany jako koedukacyjny. Powodem była zbyt mała liczba harcerek, które w żaden sposób nie mogły wystawić własnego podobozu. Niemniej obóz składał się z dwóch oddzielnych podobozów, młodszo- i starszoharceskiego. Komendę całości i obozu młodszoharcerskiego stanowili: hm. Ewa Hołodowicz – komendantka, pwd. Marek Gajdziński – oboźny, org. Wojciech Iwan – kwatermistrz, przod. Piotr Lipiński – ratownik wodny i instruktor sportowy oraz hm. Marek Wronkowski – tradycyjnie już w charakterze kierowcy. W obozie uczestniczyło 17 harcerzy i 8 harcerek w 5-ciu zastępach:

  • Czarne Stopy – zastępowy odkr. Sławomir Papuć,
  • Kajaki – zastępowy przod. Jacek Kajak,
  • Jastrzębie – zastępowy przod. Artur Baczyński,
  • Leśne Zawiszanki – zastępowa przod. Alicja Pietrzak,
  • Leśne Zjawy – zastępowa odkr. Beata Zaborska.

W rywalizacji między zastępami zwyciężył zastęp Czarnych Stóp Sławka Papucia.

Zastęp harcerski na zbiórce w lesie

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Zastęp Czarne Stopy - zwycięzcy punktacji obozowej. Od lewej: Sławek Papuć (zastępowy), Norman Matracki, Waldek Kulik, NN, NN, NN.

Dwoje instruktorów harcerskich

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Marek Gajdziński (boźny) i Ewa Hołodowicz (komendantka).

Harcerz i harcerka podczas ogniska

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Alicja Pietrzak i Jacek Kajak zasłuchani w gawędę przy ognisku. 

Okolica była zupełnie odludna. Do najbliższej miejscowości i do sklepu było ponad 12 kilometrów, co sprzyjało puszczańskiemu charakterowi zajęć. Obóz należał do udanych. Dużo gier terenowych, tradycyjna Chatka Robinsona, rajd przeprowadzony zastępami oraz bardzo trudny i wyczerpujący bieg na stopnie harcerskie pozostawiły uczestnikom niezapomniane wspomnienia. Na uwagę zasługuje zwłaszcza sposób przeprowadzenia biegu harcerskiego, który z roku na rok stawał się coraz trudniejszy. Teraz trwał już całą dobę. Jego 20-to kilometrowa trasa obfitowała w wiele sprawdzianów praktycznych. Jednym z ciekawszych była przeszkoda z pionierki usytuowana we wsi Stolkmany. W jej ramach harcerze wykazując się umiejętnościami posługiwania się piłą, saperką i siekierką zbudowali wiele ciekawych „urządzeń pionierskich" składających się na plac zabaw dla miejscowej dzieciarni. Plac ten, od nazwiska projektanta i instruktora odpowiedzialnego za przeszkodę zwany "Wójtowiczówką", przetrwał jeszcze kilka lat konserwowany i naprawiany przez mieszkańców wsi. Na obozie zdobyto stopnie ochotnika (6), tropiciela (3), odkrywcy (1), przodownika (3), odkrywczyni (1) i przodowniczki (1). 

Dwaj harcerze przy zbudowanym przez siebie szałasie

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Szałas zbudowany podczas Chatek Robinsona przez jeden z zastępów. 

instruktor przed szałasem

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Marek Gajdziński dokonuje inspekcji szałasu (chatki).

Harcerz nadaje depesze Alfabetem Morsea za pomcą choragiewek. Instruktorzy oceniają jego sprawność.

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Ćwiczenia sygnalizacyjne. Meldunek nadaje Darek Wilkowski. Obok Marek Gajdziński i Artur Baczyński. 

Instruktor harcerski przechodzi przez bród w rzece

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Marek Gajdziński w drodze na inspekcję chatek zastępów.

harcerze rozpalają ogień w zbudowanej przez siebie kuchni polowej.

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Zastęp Kajaki rozpala ogień przy swoim szałasie.

Zastęp harcerski odpoczywa po ćwiczeniach pod drzewem

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Zastęp Kajaki odpoczywa po posiłku ugotowanym na kuchni polowej w trakcie Chatek.

Zastęp harcerski na zbiórce plecaki gotowy do wymarszu.

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim.  Zastęp Czarne Stopy na zbiórce do wymarszu na rajd pieszy do Chojnic.

Instruktor harcerski mierzy azymut na busoli

Sierpień 1980 r. Obóz nad jez. Kielskim. Marek Gajdziński wyznacza trasę biegu harcerskiego.

Drugi podobóz składał się z instruktorów pełniących funkcje w drużynach zuchowych oraz przy komendzie Szczepu. Komendantem podobozu był pwd. Lesław Kuczyński, a jego zastępcą - org. Jerzy Wójtowicz. Funkcja oboźnego pełniona była rotacyjnie przez wszystkich pozostałych uczestników podobozu, których było 9-ciu (w trzech zastępach).

Warto poświęcić kilka zdań zupełnemu novum w ówczesnej Szesnastce, czyli podobozowi kadrowemu. Szczep dysponował już dużą ilością kadry instruktorskiej. Praca kadry w drużynach zuchowych i w kwatermistrzostwie szczepu różniła się od pracy w drużynach harcerskich. Brak okazji do uczestnictwa w zajęciach typowo harcerskich powodował stopniowe oddalanie się ich od zachowań i nawyków obowiązujących w drużynach. Wiele widocznych tego symptomów, takich jak brak sprężystości uwidaczniający się w słabej musztrze, słabe wyrobienie polowe itp. zaczynało grozić załamaniem naturalnego porządku rzeczy w drużynach. Wszak byli to instruktorzy, którzy powinni byli świecić przykładem w tych najbardziej widocznych dla młodszych harcerzy sprawach. Zjawisko to zaczęło rodzić napięcia na linii kadra drużyn – kadra szczepu. Z drugiej strony nielogicznym było wtłaczanie, bądź co bądź, ludzi prawie dorosłych, posiadających w większości stopnie instruktorskie, w schemat pracy drużyn młodszoharcerskich i zmuszanie ich do uczestnictwa (na pokaz) w zajęciach przeznaczonych dla 12-14-latków, które w dodatku były przez nich kilka lat wcześniej wielokrotnie ćwiczone. Podjęto więc decyzję stworzenia oddzielnego podobozu i, co jeszcze ważniejsze, nowego programu, który w sposób harmonijny łączyłby potrzeby, aspiracje i zainteresowania instruktorów z wymogami harcerskiego stylu Szesnastki kultywowanego w drużynach harcerskich, a zwłaszcza w drużynie męskiej. Zadania podjął się Lesław Kuczyński. Program podobozu przewidywał wykonanie wielu zadań czysto harcerskich na potrzeby podobozu młodszoharcerskiego. Powiodło się to znakomicie. Efektem było kilka gier terenowych, bardzo dobrze przygotowana i przeprowadzona olimpiada sportowa i ogniskowe przedstawienie Muppet Show. Jednak największym sukcesem tego przedsięwzięcia było podtrzymanie w gronie kadry szczepu, a nawet dalsze wzmocnienie prawdziwie harcerskiej atmosfery i zaszczepienie nowego, bardziej dorosłego stylu dyscypliny i samoorganizacji, opartego nie tyle na wydawaniu i wykonywaniu komend, co na świadomości wspólnego celu i konieczności podporządkowania się wymogom jego realizacji. Jednym z tego przejawów była pełniona kolejno przez wszystkich uczestników funkcja oboźnego.

Do historii Szesnastki przeszło prawie całonocne ognisko z udziałem kadry szczepu oraz kadry drużyn harcerskich odbyte na trzy dni przed końcem obozu w nocy z 14 na 15 sierpnia. Była to porywająca ale trudna, czasem bardzo burzliwa, rozmowa na temat istoty i celów harcerstwa, sytuacji Szesnastki i planów na przyszłość. W bardzo szczery i kulturalny sposób oceniony został cały miniony okres działania Szczepu (po 1972 roku, czyli po utworzeniu drużyny żeńskiej). Wypowiedziano bez ogródek wszystkie żale i pretensje pod adresem narzuconego kierownictwa uosabianego przez Zofię Jasińską, której następczynią i w pewnym sensie kontynuatorką była obecna szczepowa. W efekcie tej dyskusji Ewa Hołodowicz została poproszona przez kadrę Szesnastki o przekazanie swojej funkcji w ręce Marka Gajdzińskiego. Z wielką klasą Ewa podporządkowała się woli większości instruktorów.

Już kilka dni później, po powrocie z obozu, oceniono ten fakt jako symboliczny znak czasu. Szesnastka dokonując u siebie małego, i co ważne pokojowego przewrotu, wyprzedziła o kilka dni to, co stało się udziałem wszystkich Polaków - sierpniowe strajki i powstanie Solidarności.

Koniec sierpnia i początek września 1980 roku to czas powszechnej euforii i nadziei na lepsze czasy. Po raz pierwszy od samego początku PRL-u, komunistyczne władze Polski okazały swoją słabość i uległy żądaniom narodu wyrażonym w postulatach strajkowych. Nagle pojawiła się nadzieja na odzyskanie niepodległości i całkowite uwolnienie się od władzy komunistycznych pachołków Moskwy. Sukces strajkujących robotników obudził wiarę we własne siły, nadzieja dodawała skrzydeł i potęgowała wolę dalszego działania. Spontanicznie podejmowano różnego rodzaju niezależne działania w celu odbudowy zniszczeń dokonanych przez komunistów we wszystkich niemal dziedzinach i aspektach życia społecznego. Proces ten nie mógł ominąć także i harcerstwa.

Już w pierwszych dniach września nowe kierownictwo Szesnastki opracowało i upubliczniło listę postulatów pod adresem władz ZHP, których realizacja miała przywrócić związkowi jego tradycyjny, harcerski charakter. Trzeba podkreślić, że był to pierwszy tego typu znany harcerski dokument, wyprzedzający o kilka dni późniejszy, historyczny już List Instruktorów Krakowskich do władz ZHP, który stał się podstawą działania Porozumienia Kręgów Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego i którego główne tezy w dużym stopniu pokrywały się z postulatami Szesnastki.

Na początku roku szkolnego, w Szczepie i w poszczególnych jego drużynach nastąpiły liczne zmiany będące konsekwencją wymiany na funkcji komendanta.

Przede wszystkim został opracowany i wydany drukiem bardzo szczegółowy regulamin działania Szczepu, porządkujący jego strukturę oraz określający cele i zadania poszczególnych jednostek organizacyjnych.

Powołano do życia Krąg Instruktorów Szesnastki „Zawrat", którego celem było konsolidowanie kadry, ciągłe doskonalenie umiejętności i wiedzy instruktorskiej, a nade wszystko kształtowanie postaw instruktorów.

Nastąpiły też liczne zmiany kadrowe i organizacyjne w Szczepie. Drużynowym 16WDH-y Grunwald został pwd. Lesław Kuczyński, a jego przybocznymi przod. Piotr Lipiński, przod. Jacek Kajak i przod. Artur Baczyński. Stan drużyny po jesiennym poborze wyniósł 57-miu harcerzy. Drużynową 16WDH-ek Bractwo Czarnego Orła została przod. Alicja Pietrzak, działając bez przybocznych, przy stanie ok. 20 harcerek.

Zmiany nastąpiły także w zuchach. Rozwiązana została koedukacyjna drużyna „Kleksiki", w której zresztą pozostali sami chłopcy. Włączono ich do męskiej drużyny „Zielonych Panter", która została przemianowana na „Gromadę Robin Hooda". W nowej drużynie znalazło się 32 zuchów. Jej drużynowym został org. Wojciech Iwan, a jego przybocznymi: org. Tomasz Rokicki i przod. Zbigniew Turliński. Bez zmian działała żeńska drużyna zuchowa „Różowe Puchomorki" z drużynową org. Małgorzatą Deliś i przybocznymi: Martą Wronkowska i Agnieszką Kalbarczyk, przy stanie 30 zuchen. Dotychczasowa drużynowa Kleksików, org. Joanna Wojtala, na kilka miesięcy, objęła funkcję z-cy komendanta szczepu ds. zuchowych z zadaniem kształcenia kadry zuchowej i koordynacji pracy drużyn. Kwatermistrzem Szczepu został org. Jerzy Wójtowicz.

W połowie września, Szesnastka aktywnie włączyła się w wewnątrz związkową kampanię wyborczą na poziomie hufca z zamiarem wprowadzenia jak największej liczby instruktorów do jego władz i na najbliższy Zjazd ZHP. Niestety, skończyło się tylko na prezentacji opracowanej wcześniej listy postulatów i wywołaniu pewnego fermentu myślowego wśród „betonowej" prokomunistycznej kadry instruktorskiej hufca. Realne efekty były mierne. Instruktorów Szesnastki od dawna uważano w tym gronie za „wariatów", a teraz przypięto im jeszcze łatkę forpoczty Solidarności w harcerstwie. W efekcie przegrano we wszystkich zorganizowanych wyborach. Mimo wszystko było to cenne doświadczenie wskazujące, że kadra ZHP w większości nie podziela posierpniowego entuzjazmu i że walka o odrodzenie Związku nie będzie łatwa. Trzeba będzie pokonać opór harcerskiego aparatu, który poczuł się zagrożony perspektywą utraty swoich pozycji i załamania obiecujących karier politycznych.

Pomimo tego niepowodzenia, Drużyny przystąpiły do pracy w zupełnie nowej atmosferze i z ogromnym zapałem, będącym efektem uświadomienia sobie na nowo roli harcerstwa w przygotowaniu młodzieży do odradzającego się właśnie życia społecznego. Nastąpiło bardzo wyraźne ożywienie pracy zuchowej. Drużyna harcerek nadal przeżywała kryzys, ale w drużynie męskiej ponownie wzrosła intensywność zbiórek i biwaków. Wprowadzono podział na trzy plutony, z których każdy składał się z dwóch zastępów. Plutonami dowodzili trzej przyboczni mający za zadanie pomoc podległym zastępowym w prowadzeniu zbiórek zastępów.

We wrześniu obie drużyny harcerskie wykonały prace polegająca na pielęgnacji drzewek posadzonych wiosną w okolicach Wyszkowa.

Także we wrześniu dotarło do nowego Komendanta Szczepu zaproszenie na spotkanie instruktorskie w harcówce Szczepu 208 WDHiZ z Mokotowa, w którym uczestniczyć mieli instruktorzy tradycyjnych środowisk harcerskich z terenu Warszawy i okolic. Jego celem miała być dyskusja nad podjęciem wspólnych działań zmierzających do odnowy harcerstwa. Spotkanie przerodziło się w zbiórkę założycielską warszawskiego Kręgu Instruktorów Harcerskich im. Andrzeja Małkowskiego. Za podstawę działania przyjęto dążenie do realizacji postulatów zawartych w Liście Otwartym Instruktorów Środowiska Krakowskiego do Władz ZHP.

Przy okazji wyszła na jaw niechlubna rola byłego żeńskiego kierownictwa Szczepu. Okazało się bowiem, że już od wielu lat, kilka warszawskich drużyn (1 WDH, 22 WDH, 70 WDH, 208 WDHiZ) tworzyło coś na kształt tajnego porozumienia zmierzającego do tych samych celów, które teraz miały być realizowane przy pomocy kręgu KIHAM. Początek tej współpracy sięgał roku 1976 i jubileuszu 22WDH, w którym i Szesnastka brała udział. Drużyny te spotykały się później na konspiracyjnych zlotach obozowych, starając się utrzymywać ze sobą jak najściślejsze kontakty po to, by wzajemnie się wspierać w kultywowaniu tradycyjnego modelu pracy harcerskiej. Szesnastka była regularnie zapraszana do tej współpracy. Zaproszenia trafiały jednak do rąk Komendantek Szczepu, najpierw Zośki, a potem Ewy, i nigdy żadna informacja na ten temat nie została przekazana reszcie kadry. Tymczasem męska Szesnastka tego właśnie potrzebowała. Gdyby zaproszenie dotarło do drużynowego, na pewno nie zostałoby zignorowane, a sama Szesnastka, jak i inne drużyny pozostające w porozumieniu, mogłyby tylko na tym skorzystać. Stało się inaczej. Zaproszenia te lądowały w koszu, a Szesnastka była skutecznie izolowana od wszelkich tego typu inicjatyw i wtłaczana w krąg oddziaływania komunistycznych władz hufca i całego ZHP. Gdyby nie zmiana w kierownictwie Szczepu dokonana w połowie sierpnia, prawdopodobnie także i to zaproszenie na historyczną już zbiórkę instruktorów mogło pozostać przemilczane. Na szczęście stało się inaczej i Szesnastka od samego początku wzięła udział w tworzeniu harcerskiej odnowy, wkładając w nią ogromny bagaż własnych doświadczeń i jednocześnie czerpiąc zeń pełnymi garściami.

Warto tu odnotować podobny sposób myślenia instruktorów tajnego porozumienia, którzy byli inspiratorami powstania KIHAMU i instruktorów izolowanej Szesnastki. Nie mając pojęcia o istnieniu tego porozumienia, projektowano w Szesnastce zawiązanie Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich, która miała spełniać te same cele i działać w bardzo podobnej formie. Obecnie przyjęty sposób działania w formie kręgu instruktorskiego był identyczny z powołanym dwa tygodnie wcześniej w Szesnastce, Kręgiem ''Zawrat''. Przyjęty przez KIHAM jako podstawa działania list krakowski, w wielu punktach nie różnił się od listy 15-tu postulatów opracowanych równolegle w Szesnastce. Zakres poruszanych w nim kwestii rozszerzony został tylko o żądanie przywrócenia tradycyjnego Prawa i Przyrzeczenia Harcerskiego. Oznacza to, że mimo braku wcześniejszych kontaktów kierunek dążeń Szesnastki i sposób myślenia jej instruktorów o sytuacji w ZHP i sposobach jej uzdrowienia był bardzo podobny do tego, jaki prezentowały środowiska tworzące tajne porozumienia w Warszawie i Krakowie. Pokazuje to, jak wielką szkodę Szesnastce i harcerstwu wyrządziła w poprzednich latach żeńska kadra Szczepu, izolując ją od środowisk, które kierując się podobnymi pragnieniami podjęły konkretne działania naprawcze, łącząc swoje wysiłki i możliwości.

Współpraca z wieloma tradycyjnymi środowiskami KIHAM-u zapoczątkowana we wrześniu 1980 roku wywarła ogromny wpływ na kondycję Szesnastki i ukierunkowała jej pracę na całą dekadę lat osiemdziesiątych, przysparzając samej Drużynie wiele korzyści w sferze ideowej, metodycznej i programowej. Jednocześnie, dzięki tej współpracy wielu instruktorów Szesnastki wywarło duży wpływ na dalsze losy całego harcerstwa, uzupełniając proces jego odnowy o bogaty zasób doświadczeń i piętno harcerskiej tradycji, tak starannie pielęgnowanej w ich Drużynie.

Udział w działaniach zmierzających do odnowy harcerstwa nie spowodował zaniedbania bieżącej pracy Szczepu i drużyn.

W XXVII ogólnopolskim Rajdzie Świetlików PTTK w Górach Świętokrzyskich Szesnastka wystawiła dwa patrole, które zdobyły I i III miejsca na swoich trasach.

Krąg "Zawrat" wziął udział w Zlocie Rad Szczepów Hufca Ochota zorganizowanym z okazji X rocznicy nadania imienia płk. Cypriana Godebskiego. Na zlocie rozegrane zostały cztery konkurencje, w których Szesnastka uzyskała następujące wyniki:

  • w ocenie biwaku – I miejsce,
  • w biegu harcerskim – I miejsce,
  • w składance azymutowej – II miejsce,
  • w zawodach sportowych – I miejsce.

Bardzo dobre wyniki były nie tylko odzwierciedlaniem jakości pracy prowadzonej w Szczepie. Uwiarygadniały także wzmożoną aktywność instruktorów Szesnastki na terenie hufca. Udowadniały, że prezentowane przez nich postulaty naprawy Związku mają sens i sprawdzają się w konkretnym działaniu. Wysoki poziom Szesnastki wynikał właśnie ze stosowania w praktyce zasad, których upowszechnienia domagano się od władz ZHP.

Instruktorzy harcerscy w maskujących panterkach na zbiórce.

Październik 1980 r. Kadra męskiej Szesnastki na Zlocie Rad Szczepów Hufca Ochota. Od lewej: Marek Gajdziński, Lesław Kuczyński, Jurek Wójtowicz, Wojtek Iwan, Jacek Kajak.

Instruktorzy harcerscy w panterkach w trakcie odpoczynku na rajdzie.

Październik 1980 r. Kadra męskiej Szesnastki na Zlocie Rad Szczepów Hufca Ochota. Od lewej: Jacek Kajak, Jurek Wójtowicz, Wojtek Iwan, Marek Gajdziński.

W drugiej połowie października przeprowadzono kolejną  V akcję zarobkowa ''ZNICZ'', która znów przyniosła bardzo duże zyski.

1 listopada odbyła się wycieczka drużyny Grunwald do Milanówka na grób Jerzego Wądołkowskiego, założyciela Drużyny, a także do Pęcic na groby harcerzy poległych w Powstaniu Warszawskim. Był to początek kolejnej, tradycyjnej już, IV Akcji Grunwald.

10 grudnia zorganizowany został bieg na krajkę i kostki dla kandydatów do Drużyny i na plakietkę Drużyny dla harcerzy z co najmniej rocznym stażem w Szesnastce.

19 grudnia, odbyła się uroczysta zbiórka, na której przyjęto do Drużyny 16-tu kandydatów wręczając im krajki i kostki. Przyznano też 7 plakietek Grunwaldu oraz dwie honorowo – Tomkowi Rokickiemu i Jackowi Augustyniakowi.

Pod koniec roku wzmogła się także aktywność Zawiszackiego Komitetu Obchodów 70- lecia Szesnastki, w którego skład wchodzili: Zygmunt "Zyg" Wierzbowski (przewodniczący), Zbigniew Klarner, Musiek Łada, Włodzimierz Dusiewicz, Edward Salwerowicz, Stanisław Korwin - Szymanowski, Marek Wronkowski, Andrzej Pawłowski (sekretarz), oraz z ramienia KPH – płk. Tadeusz Kuczyński, zaś z ramienia Szczepu – phm. Marek Gajdziński. Koordynowano prace nad przygotowaniem zjazdu Zawiszaków i zlotu najstarszych drużyn. Postanowiono także, wydać drukiem historię Szesnastki. Jej opracowania podjął się Kazimierz Koźniewski - Stary Cietrzew, znany felietonista i autor historii ZHP pt. ''Ognie i Ogniska''. W prasie ukazały się ogłoszenia wzywające Zawiszaków na zjazd. Kazik Koźniewski opublikował w Płomyku artykuł pt. "Szesnastka – moja Drużyna". Był to początek zaplanowanej na szeroką skalę akcji informacyjnej, która miała być prowadzona w prasie, radiu i telewizji.

Grupa osób w prywatnym mieszkaniu

Jesień 1980 r. Zebranie Komitetu obchodów 70-lecia 16 WDH. Od lewej: Marek Gajdziński, Stanisław Korwin Szymanowski, Włodek Dusiewicz.

Te ambitne plany wydawnicze i medialne stały się możliwe dzięki znacznemu złagodzeniu cenzury państwowej, które było wynikiem nacisków ze strony Solidarności, a także działalności KIHAM-u wywierającego silną presję na władze ZHP. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie można było w ogóle marzyć o jakiejkolwiek popularyzacji prawdziwej historii harcerstwa, a w tym i Szesnastki. Przypomnijmy, że w 1979 roku, z ogromną pompą obchodzono rocznicę... 35-lecia ZHP sugerując jakoby harcerstwo powstało dopiero za sprawą komunistów. Z wielką pieczołowitością starano się zatuszować fakt istnienia przedwojennego i okupacyjnego harcerstwa. Jesienią 1980 nagle stało się to możliwe. Podjęto więc słuszną decyzję o wykorzystaniu szczęśliwie nadarzającej się okazji.

Marek Gajdziński

Stan Drużyny w dniu 31.12.1980 r.

  • Komendant Szczepu – phm. Marek Gajdziński
  • 16 WDH-y „Grunwald"
    • Drużynowy – pwd. Lesław Kuczyński
    • przyboczny – przod. Piotr Lipiński
    • przyboczny – przod. Jacek Kajak
    • przyboczny – przod. Artur Baczyński
    • adiutant – odkr. Maciej Rurarz
    • magazynier – trop. Jarosław Grajewski
    • instr. sportowy – trop. Tomasz Grajewski
    • Stan Drużyny – 57 harcerzy w 6-ciu zastępach:
      • I pluton – plutonowy przod. Piotr Lipiński
        • zastęp Kajaki – zastępowy trop. Dariusz Wilkowski – 11 harcerzy
        • zastęp Czarne Stopy – zastępowy och. Adrian Derwiński – 7 harcerzy
      • II pluton – plutonowy przod. Artur Baczyński
        • zastęp Komandosi – zastępowy trop. Waldemar Kulik – 8 harcerzy
        • zastęp Wikołaki – zastępowy och. Norman Matracki – 7 harcerzy
      • III pluton – plutonowy przod. Jacek Kajak
        • zastęp Wikingowie – zastępowy och. Andrzej Ruta – 9 harcerzy
        • zastęp Komańcze – zastępowy och. Michał Petrow – 8 harcerzy

Więcej...