Od nowego roku zawieszony został stan wojenny. W sytuacji Szesnastki niczego to zmieniło. Drużyna ograniczyła kontakty z władzami ZHP do niezbędnego minimum, starając się kontynuować linię ideową i metodyczną rozwiązanego KIHAM-u.
Zaraz po powrocie z zimowiska sylwestrowego na Jaszczurówce, AFS wykonała dokumentację co ciekawszych szopek znajdujących się w warszawskich kościołach. W większości przypadków zawierały one symboliczne odniesienia do tragedii stanu wojennego i sytuacji Polski pod butem komunistów. Później w harcówce urządzono wystawę tych fotogramów. Poniżej przykładowe dwa.

Styczeń 1983 r. Jeden z fotogramów wystawy warszawskich szopek urządzonej przez Agencję Fotograficzną Szesnastki.

Styczeń 1983 r. Inny z przykładowych fotogramów wystawy warszawskich szopek urządzonej przez Agencję Fotograficzną Szesnastki.
Na przełomie stycznia i lutego odbyło się w Chabówce (Zakopane) XXIX zimowisko męskiej Szesnastki. Komendę stanowili: phm. Lesław Kuczyński - komendant, phm. Marek Gajdziński - z-ca komendanta, ćw. Jacek Kajak - oboźny, pwd. Jerzy Wójtowicz - kwatermistrz. Poza komendą w zimowisku uczestniczyło 34 harcerzy w 9 zastępach. O jakości pracy zastępów świadczy fakt, że na zimowisku utrzymano ''warszawską'' strukturę organizacyjną Drużyny: wszystkie zastępy wyjechały na zimowisko, tylko niektóre w nieco mniejszych składach. Na zimowisku dominował program narciarski. Młodsi ćwiczyli szusy na wyciągach znajdujących się w Jaszczurówce, zaś starsi, ''rozjeżdżeni'' już na zimowisku sylwestrowym, wypróbowywali wszystkie zakopiańskie stoki: Nosal, Gubałówkę, Butorowy Wierch i oczywiście Kasprowy Wierch. Nie zabrakło też gier terenowych. Ze względu na dużą liczebność zimowiska mieszkano w dwóch sąsiadujących ze sobą góralskich chatach. Uczestnicy zimowiska otrzymali też specjalną plakietkę zaprojektowaną przez Janka Gutorskiego.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Jedna z położonych obok siebie kwater Szesnastki.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Drużyna wychodzi na apel poranny. Na czele oboźny - Jacek Kajak.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Apel poranny. Jacek Kajak (oboźny) przyjmuje raport zastępowych.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Apel poranny. Jacek Kajak (oboźny) odczytuje rozkaz dzienny.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Komendant - Lesław Kuczyński, oddaje NN zgubione przez niego mydło w płynie. Nie, przy tej pogodzie nie będzie menażki.

Luty 1983 r. Zimowisko w Chabówce. Marek Talacha na nartach. Gołym okiem widać postęp w technice jazdy w porównaniu z podobnym zdjęciem z przed miesiąca.
W lutym odbyła się tradycyjna Choinka. Wobec faktu rozwiązania Szczepu i podjęcia samodzielnej pracy przez Szesnastkę męską i żeńską, ustalono, że Choinki nadal odbywać się będą wspólnie. Tak też się stało. W trakcie Choinki pokazano między innymi krótki fabularny filmik ''Oddział Specjalny'', nakręcony wiosną przez AFS oraz filmy z obozu i zimowiska oraz wystawę warszawskich szopek. Dziadek Szymka Majewskiego, pan Ignacy Łyskanowski (w Powstaniu Warszawskim kpt. "Skiba", dowódca 1 kompani Batalionu "Bełt") , ofiarował Drużynie namalowany przez siebie obraz, przedstawiający ubiegłoroczny obóz IV Plutonu na palach z symbolicznym przesłaniem, które samo przychodzi do głowy. Od tego czasu wisiał on przez wiele lat w harcówce i z racji na swoje ogromne rozmiary, prezentował się w niej, jak Bitwa pod Grunwaldem w Muzeum Narodowym.

Luty 1983 r. Miniaturowy szkic do obrazu wykonany na płycie pilśniowej przez Ignacego Łyskanowskiego i ofiarowany drużynowemu wraz z przekazaniem dużego obrazu.
W marcu, podczas kolejnego Rajdu Arsenał organizowanego przez Hufiec Warszawa-Mokotów, nawiązane zostały kontakty z odtwarzającą się w konspiracji, tajną organizacją instruktorską, będącą kontynuacją rozwiązanych jesienią ubiegłego roku kręgów Małkowskiego. Szesnastka, podobnie jak kilkanaście najbardziej tradycyjnych drużyn w Warszawie, włączyła się w tajne przygotowania do służby podczas mającej odbyć się w czerwcu II Pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.
Jednym z elementów przygotowania do tej służby oraz okazją do odbudowania zerwanych przez stan wojenny kontaktów stał się zorganizowany w kwietniu zlot Św. Jerzego. Uczestniczyło w nim kilka męskich drużyn harcerskich z terenu Warszawy: 1WDH, 13WDH, 14WDH, 16WDH i 70WDH. Dla każdego, kto zna sytuację w warszawskim harcerstwie lat osiemdziesiątych, nie będzie zaskoczeniem, że zlot musiał zostać zorganizowany w głębokiej konspiracji. Uczestniczyły w nim bowiem wyłącznie drużyny tworzące, jak się wtedy mówiło, warszawską ''ekstremę''. Poza Szesnastką były to: Czarna Jedynka, otoczona nimbem KOR-u, Czarna Trzynastka im. J. Piłsudskiego, kultywująca tradycje Czarnej Trzynastki Wileńskiej oraz Błękitna Czternastka i Czarna Siedemdziesiątka, które odtworzyły się w ZHP po rozwiązaniu NRH. Przez okres kilku następnych lat drużyny te stanowiły grono najbliższych przyjaciół Szesnastki. W zorganizowanych na zlocie zawodach Drużyna odniosła spektakularny sukces, wygrywając w biegu patrolowym i grze nocnej.
30 kwietnia zakończył się popoborowy okres próbny dla kandydatów do Drużyny. Zaliczyło go 17 chłopców. Jesienią ubiegłego roku nie zorganizowano zwyczajowej akcji Grunwald, dlatego dopiero teraz nastąpiło przyznanie plakietek drużyny. Zdobyło je 3 harcerzy.
Na początku maja odbył się trzydniowy biwak całej Drużyny. Właściwie było to zgrupowanie biwaków wszystkich działających w Drużynie zastępów (z wyjątkiem Wydr, które nie zdołały dojechać z Tomaszowa). Ich biwaki zostały rozłożone wzdłuż rzeki Rawki w Puszczy Bolimowskiej. Pomiędzy zastępami została rozegrana wielka gra totemowa, w której wyróżnił się doświadczony zastęp Żubry.
Pod koniec maja Szesnastka wzięła udział w II Zlocie Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej, zorganizowanym przez 3 KDH w Tyńcu pod Krakowem. W zlocie wzięła udział również Rada żeńskiej Szesnastki. Wraz z dziewczętami Szesnastka tworzyła na zlocie najliczniejszą i najlepiej prezentującą się delegację.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Apel zlotowy. Tyłem do obiektywu obie Szesnastki - żeńska i męska.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Szesnastka na apelu zlotowym.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Odprawa przed grą zlotową.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Harcerki z Szesnastki żeńskiej szykują się gry. Na Zlocie, reprezentacją drużyny dowodzi Katarzyna Zbytniewska (odwraca się przodem do obiektywu).

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Zlotowy biwak Szesnastki męskiej.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Zbiórka na grę. Przed frontem drużyny przyboczny - Jacek Kajak

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Wymarsz na grę.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Szesnastka w drodze na Kopiec Marszałka Piłsudskiego.
W trakcie zlotu Unia powiększyła się o 3 nowoprzyjęte drużyny: 1WDH, 22WDH i 7KDH. Sformułowano szczegółowe warunki przyjęcia do Unii i powołano instytucję korespondentów Unii. W Szesnastce funkcję tę objął mł. Szymon Majewski.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Deklarację przystąpienia do UNDHR podpisują: drużynowy Warszawskiej Czarnej Jedynki - Andrzej Bafeltowski, drużynowy Krakowskiej Szarej Siódemki - Marcin Ślęzaki i drużynowy 22 WDH - Tomasz Sikorski. Deklaracje przyjmuje Andrzej Wysocki (Krakowska Zielona Trójka) - komendant zlotu.

Maj 1983 r. II Zlot UNDHR w Tyńcu. Zdjęcie zbiorowe szarż instruktorskich drużyn UNDHR obecnych na zlocie. Z lewej strony grupy Marek Gajdziński i Lesław Kuczyński. Centralnie Grzegorz Nowik (22 WDH) - jeden z ważniejszych instruktorów w ruchu odnowy harcerstwa.
W nowych warunkach działania harcerstwa, Unia nabrała dodatkowego sensu istnienia. Porozumienie KIHAM oraz kręgi KIHAM przestały istnieć. Tajna organizacja instruktorów, będąca ich kontynuacją, dopiero zaczynała się budować. W tej sytuacji legalna płaszczyzna kontaktów pomiędzy drużynami tworzącymi niegdyś trzon ruchu kihamowskiego w Warszawie, Krakowie i Łodzi dawała nieocenioną możliwość wymiany doświadczeń, wspierania się i planowania wspólnej pracy na rzecz kontynuacji odnowy harcerstwa. Z możliwości tej skwapliwe skorzystano, tym bardziej, że do pierwszej w stanie wojennym, wielkiej wspólnej akcji niezależnego harcerstwa pozostał niecały miesiąc, a wszystkie uczestniczące w zlocie drużyny brały czynny udział w organizacji Białej Służby. W ten sposób projekt, powstały w Szesnastce w 1979 roku, stał się ponownie niezwykle aktualny.
Pod koniec maja IV Pluton 16WDH zorganizował w Liceum Kołłątaja koncert legendarnych bardów solidarnościowego podziemia. Przemysław Gintrowski i Zbigniew Łapiński występowali ze swoim patriotycznym programem pt. ''Pamiątki'' raz w tygodniu w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej. Bardzo rzadko pozwalano im prezentować ich program poza murami kościelnymi. Jeżeli już zdobywali takie zezwolenie, grali w klubach studenckich na terenie całej Polski, wszędzie zdobywając wielką popularność. To, że dali się namówić Szesnastce na występ w Kołłątaju graniczyło z cudem. Było to ogromne wydarzenie artystyczne, które zgromadziło tłumy młodzieży i rodziców z całej Warszawy. Harcerze Szesnastki zapewnili całkowitą obsługę koncertu. Wykonali i rozlepili plakaty informacyjne, rozprowadzili bilety, obsługiwali koncert pod względem technicznym i porządkowym. Z wielką dyskrecją wykonano także nagranie koncertu na taśmach magnetofonowych, które następnie powielano i rozprowadzano wśród uczniów Kołłątaja. Muzycy nie mieli oczywiście nic przeciwko temu, choć oficjalnie musieli tego zabraniać. Zakaz dokonywania nagrań obowiązywał ze względu na warunki zezwolenia udzielonego przez cenzurę. Ze względu na bardzo licznie przybyłą publiczność, koncert przyniósł pokaźny dochód, który przekazano na fundusz pomocy internowanym.
W Boże Ciało harcerze z IV Plutonu oraz starsze dziewczęta z 16WDH-ek wzięli udział w spływie kajakowym organizowanym przez PTTK rzeką Rozpudą. Komendantem czterodniowej wspólnej wyprawy kajakowej był phm. Marek Gajdziński, a uczestniczyło w niej 8 harcerzy i 4 harcerki. Wyprawa nie należała do łatwych. Biwakowano w namiotach, a posiłki przyrządzano metodą polową. W tym sensie był to typowy, kilkudniowy biwak harcerski. Większość uczestników po raz pierwszy w życiu brała udział w spływie kajakowym. Powodowało to pewne problemy, nie tyle zresztą związane z techniką pływania, co z koniecznością naprawiania i remontowania kajaków. Na starcie uczestnicy losowali kajaki. Większość była uszkodzona i wymagała napraw. Awarie zdarzały się też w drodze, jako że Rozpuda na jednym z odcinków przypomina rwącą górską rzekę, najeżoną kamieniami. Brak doświadczenia był mocnym utrudnieniem. Ale wspaniała pogoda i przemiłe towarzystwo dziewcząt z nawiązką rekompensowały trudy wyprawy. Wszyscy uczestnicy spływu zdobyli sprawność kajakarza.

Czerwiec 1983 r. Spływ Rospudą. Początek spływu.

Czerwiec 1983 r. Spływ Rospudą. Dwie z sześciu załóg spływowych. Kasia Zbytniewska, NN, Piotr Żbikowski i Adam Lenarcik.

Czerwiec 1983 r. Spływ Rospudą. Rospuda ma miejscami charakter rwącej, górskiej rzeki. To nie był jednak jeszcze najtrudniejszy odcinek.

Czerwiec 1983 r. Spływ Rospudą. Stare drewniane kajaki po zderzeniu kamienie zaczynały przeciekać. Wszyscy musieli więc mieć przy sobie szpachle do ich uszczelniania. Na zdjęciu Marek Talacha naprawia swój kajak.
W dniach 16 – 23 czerwca odbywała się II Pielgrzymka Ojca Świętego do Polski. Władze ZHP, spodziewając się licznego udziału młodzieży w spotkaniach z papieżem, wydały bardzo kategoryczny zakaz organizacji w drużynach jakichkolwiek form uczestnictwa w tym religijno-patriotycznym wydarzeniu. Zwracano uwagę na statutowy zapis o świeckości organizacji. W rozumieniu komunistów zasada świeckości była równoznaczna z nakazem wychowania ateistycznego, wrogiego jakiejkolwiek religii, a zwłaszcza religii katolickiej. Zmuszając harcerzy do faktycznego bojkotu wizyty papieża, władze ZHP po raz kolejny przyznały publicznie, że kierowana przez nich organizacja nie ma nic wspólnego z ideałami harcerskimi oraz, że jej zadaniem jest służenie wrogiej Polakom idei socjalizmu. Rzeczywistość była jednak dla komunistów bardzo bolesna. Okazało się, że ich organizacja jest, delikatnie mówiąc, lekko niespójna. Oczom społeczeństwa polskiego ukazał się obraz setek i tysięcy harcerzy towarzyszących papieżowi na każdym niemal kroku, świadcząc dobitnie o przywiązaniu do ideałów, które z takim zacięciem starano się zniszczyć. Mało tego, harcerze zgodnie ze swoimi zasadami nie ograniczyli się tylko do biernego uczestnictwa w uroczystościach. Wszędzie widać ich było w szeregach służb porządkowych i medycznych. Swoją sprężystością, dyscypliną i poświęceniem w służbie dawali przykład innym, niosąc pomoc potrzebującym i przyczyniając się do utrzymania porządku w wielusettysięcznych i milionowych zgromadzeniach. Udział około 100 drużyn harcerskich w służbie kościelnej nie był przypadkowy. W całym kraju szczepy harcerskie, związane wcześniej z KIHAM-em, utworzyły zwarte oddziały służb porządkowych i sanitarnych funkcjonujące w ramach świeckiej służby kościelnej. Ryzykowano wiele łamiąc kategoryczny zakaz władz ZHP, ale zastosowanie się do niego nie mogło być w ogóle brane pod uwagę przez instruktorów, którzy chcieli faktycznie realizować najważniejszy, tradycyjny cel wychowania harcerskiego, jakim jest wychowanie w duchu służby Bogu i Polsce. Przy tej okazji, drużyny i szczepy kihamowskie odbudowywały zerwane kontakty. Przede wszystkim zaś przygotowanie i udział w Białej Służbie stały się okazją do zbudowania na nowo, tym razem w konspiracji, siatki organizacyjnej nowej, tajnej organizacji instruktorskiej będącej kontynuacją rozwiązanego KIHAM-u.
Począwszy od kwietnia i od zlotu św. Jerzego, Szesnastka brała aktywny udział w tych przygotowaniach. 16 czerwca, zgodnie ze swoim przydziałem, rozpoczęła Białą Służbę w okolicach bramy wyjazdowej z lotniska wojskowego na Okęciu. Dla wszystkich obecnych na służbie Zawiszaków niezwykle budującą była świadomość, że byli pierwszymi harcerzami, których miał okazję widzieć papież po zakończeniu oficjalnego powitania, w momencie wyjazdu na warszawskie ulice.

16 czerwca 1983 r. Drużyna w drodze na Białą Służbę.

16 czerwca 1983 r. Drużyna w Alei Żwirki i Wigury w drodze na wyznaczone jej miejsce. Obok Marka Gajdzińskiego - drużynowego Szesnastki, Jarek Janas drużynowy zaprzyjaźnionej Czarnej Trzynastki. W drugiej dwójce widoczny Szymon Majewski.

16 czerwca 1983 r. Drużyna w oczekiwaniu na przejazd Papieża.
Następnego dnia blisko tysiąc harcerek i harcerzy z Warszawy i okolic w zwartym szyku wmaszerowało na bieżnię stadionu 10-lecia, na którym papież odprawił Mszę Świętą. Szesnastce męskiej przypadła służba porządkowa u wylotu tunelu wjazdowego na stadion, pod samym ołtarzem. Szesnastka żeńska pełniła tuż obok służbę sanitarną.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. W oczekiwaniu na przejazd Papieża. W służbie uczestniczą, od lewej: Andrzej Karwan, Piotr Zbikowski, Jacek Kajak, Szymon Majewski, Adam Lenarcik, Marek Gajdziński, Zbyszek Kołodziejek (nowy w drużynie - krajkę zdobył dopiero na obozie), Janek Gutorski (z obandażowanym kolanem), Jacek Doktór, Paweł Szadkowski, Marek Talacha.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. Żeńska Szesnastka w oczekiwaniu na przyjazd Papieża.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. Żeńska Szesnastka wita wjeżdżającego na stadion Papieża.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. Żeńska Szesnastka wita wjeżdżającego na stadion Papieża.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. Patrol sanitarny żeńskiej Szesnastki na służbie.

17 czerwca 1983 r. Stadion X-lecia. Harcerki uczestniczą w mszy świętej sprawowanej przez Papieża.
18 czerwca najstarsi harcerki i harcerze z obu Szesnastek przemieścili się do Częstochowy, aby wziąć udział w służbie podczas papieskiego spotkania z młodzieżą. U stóp Jasnej Góry zebrało się półtora tysiąca harcerek i harcerzy z całej Polski. Wieczorne spotkanie, w trakcie którego papież zwracał się do młodzieży, wywarło na wszystkich uczestnikach niezatarte wrażenie. Jego słowa dodawały otuchy i utwierdzały w przekonaniu wyboru właściwej drogi. Następnego dnia pełniono służbę podczas Mszy Świętej w odprawianej na murach klasztoru jasnogórskiego. Zadaniem harcerzy było utrzymanie przejścia sanitarnego i ewakuacyjnego wzdłuż Alei Najświętszej Marii Panny. Szesnastce przypadł najtrudniejszy odcinek, na początku parku na wysokości pierwszych drzew, w miejscu gdzie ogromne tłumy parły, aby znaleźć się na otwartej przestrzeni i móc na własne oczy zobaczyć papieża znajdującego się na murach. Kilkugodzinna służba wiązała się z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Trzeba było, trzymając się wzajemnie za paski, stawiać opór napierającemu tłumowi prącemu Aleją NMP w kierunku klasztoru. Rozerwanie tak utworzonego szpaleru oznaczałoby odcięcie jedynej drogi ewakuacji dla setek tysięcy ludzi znajdujących się na wałach i pod murami. Upał i nieprawdopodobny ścisk powodował liczne omdlenia i zawały. Patrole sanitarne złożone z harcerzy bez przerwy wynosiły na noszach osoby potrzebujące pomocy lekarza. Utrzymywane przez harcerzy przejście ewakuacyjne było jedyną drogą do znajdujących się na zewnątrz karetek pogotowia i punktów medycznych. Gdyby droga ta została odcięta, udzielenie pomocy lekarskiej osobom znajdującym się pod murami stałoby się niemożliwe. Mając tego świadomość, harcerze dokonywali cudów poświęcenia i wytrzymałości. Do końca mszy udało się utrzymać przejście sanitarne, choć zdarzało się, że kilkakrotnie szpaler bywał przerywany i trzeba było odbudowywać zatarasowane przejście. Kto choć raz spotkał się w swoim życiu z reakcjami i zachowaniami tłumu, ten zrozumie powagę opisanej sytuacji. W tym czasie harcerki z żeńskiej Szesnastki pełniły służbę sanitarną polegająca na roznoszeniu wody i lekarstw wśród zgromadzonych na mszy tłumów.

18 czerwca 1983 r. Aleja NMP obstawiona przez harcerki i harcerzy z BS (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Szesnastka na Alei NMP (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Papież przejeżdża wzdłuż harcerskiego szpaleru (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Kordon służby kościelnej załamuje się pod naporem tłumu (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Próba zapanowania na tłumem wiernych i utrzymania drogi ewakuacyjnej na Alei NMP (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Tego dnia służba polegała głównie na wynoszeniu chorych z placu celebry (fot. Marek Gajdziński).

18 czerwca 1983 r. Jasna Góra pod koniec spotkania papieża z młodzieżą (fot. Marek Gajdziński).
Udział w Białej Służbie był dla wszystkich ogromnym, wartościowym przeżyciem i wielką przygodą. Dał możliwość bardzo czytelnego zamanifestowania postaw harcerskich wobec opinii publicznej, kojarzącej mundury harcerskie jedynie z tłem tworzonym dla partyjnych notabli podczas komunistycznych świąt partyjno- państwowych. W tym znaczeniu, każdy miał świadomość spełnienia doniosłej roli w procesie zmiany tego podłego wizerunku harcerstwa. Harcerze Szesnastki osiągnęli ogromną satysfakcję, wynikającą ze świadomości dobrego wywiązania się z przydzielonych im zadań i udziału w wielkiej i bardzo ważnej misji. Niestety, jeżeli chodzi o przeżycia natury religijnej, to wykonywanie przydzielonych zadań w sposób całkowity je uniemożliwiły. Jedynie udział w spotkaniu z młodzieżą, który stanowił wytchnienie od służby, dostarczył wielu niepowtarzalnych wzruszeń.
Oczywiście nie obyło się bez formalnych konsekwencji spowodowanych złamaniem zakazu uczestnictwa w Białej Służbie. Ale o dziwo, nie były to represje jakoś bardzo dokuczliwe. Ograniczyły się do zakazania drużynowemu, Markowi Gajdzińskiemu, który dowodził Białą Służbą w Szesnastce, prowadzenia tegorocznego obozu. Nie miało to dla Drużyny większego znaczenia. Zezwolenie takie otrzymał bowiem Lesław Kuczyński, który przezornie nie angażował się w Białą Służbę, a który i tak byłby w tym roku komendantem obozu, co zostało ustalone w Drużynie znacznie wcześniej. Jedyną niedogodnością był brak możliwości zorganizowania oddzielnego starszoharcerskiego podobozu dla IV Plutonu. Nie specjalnie zresztą się przy tym upierano, jako że postanowiono wykorzystać obóz dla większej konsolidacji Drużyny. W ostatnim czasie dało się bowiem zauważyć pewne rozejście się dróg obu plutonów harcerskich. Wspólny obóz był okazją, by przeciwdziałać temu zjawisku.
30 czerwca kapituła stopnia Harcerza Orlego dla Warszawy i Mazowsza przyznała stopnie HO Markowi Gajdzińskiemu, Lesławowi Kuczyńskiemu i Jackowi Kajakowi. Działalność tej kapituły była kolejnym przejawem wspólnej aktywności środowisk postkihamowskich. Jeszcze w maju 1982 roku, za czasów legalnej działalności kręgu, seniorzy ruchu harcerskiego zweryfikowali pierwszą grupę instruktorów KIHAM-u i przyznali im stopnie HO. Ten znak kontynuacji zasad dawnego harcerstwa miał dla drużyn kihamowskich ogromne znaczenie ideowe. Podkreślał bowiem, że wprowadzony w życie własny system stopni harcerskich wywodzi się wprost z tradycji harcerstwa przedwojennego, będącego wzorem i natchnieniem dla ruchu odnowy ZHP. Z pośród pierwszych zweryfikowanych w ten sposób do stopnia HO instruktorów utworzono następnie regionalną kapitułę tego stopnia, która przystąpiła do weryfikacji dalszych instruktorów drużyn związanych z KIHAM-em. Rozwiązanie kręgów nie zahamowało tej pracy. Prowadzono ją jakby obok oficjalnego nurtu działalności ZHP, ale, co warte podkreślenia – zupełnie jawnie. Kolejni weryfikowani instruktorzy tworzyli w swoich szczepach własne kapituły HO. Specjalny biuletyn informacyjny, kolportowany we wszystkich warszawskich hufcach, wskazywał adresy działających na ich terenie kapituł. Na terenie Hufca Warszawa-Ochota jedyną taką kapitułą, która miała prawo weryfikacji instruktorów i prowadzenia harcerskich prób na stopień, według systemu kihamowskiego, była przez wiele lat kapituła przy 16WDH.
W lutym 1983 roku w bardzo podobny sposób zweryfikowano pierwsze stopnie Harcerza Rzeczypospolitej i utworzono odpowiednia Kapitułę HR dla Warszawy i Mazowsza. Utworzenie lokalnych kapituł HO i regionalnej kapituły HR miało ogromne znaczenie dla prawidłowego działania kihamowskiego sytemu stopni. Ich brak zahamowałby działanie metody na poziomie stopnia ćwika, który mogli przyznawać drużynowi. Innym jeszcze ważniejszym sensem istnienia kapituł było propagowanie w środowiskach niezwiązanych wcześniej z KIHAM-em, tradycyjnej metodyki i idei harcerskiej. Gdy rozwiązano kręgi, a w ich miejscu zaczęła tworzyć się konspiracyjna organizacja instruktorów używająca później nazwy „Ruch", lokalne kapituły HO i regionalne kapituły HR stały się bardzo ważnym ogniwem pracy tej organizacji. Za ich pośrednictwem, w sposób bardzo istotny, udawało się propagować zasady i ideały Ruchu oraz wydatnie rozszerzyć zasięg jego działania. Elitarny i powiązany z tradycją charakter „ruchowych" kapituł był dużą atrakcją dla wielu środowisk znajdujących się dotąd w sferze wpływów władz ZHP. Z biegiem lat coraz więcej drużyn i szczepów dostrzegało skuteczność kihamowskiego systemu stopni i przyjmowała go u siebie. Zmuszało to ich instruktorów do weryfikacji własnych stopni w kapitułach HO i HR. Tam też prowadzono próby dla harcerzy starszych z tych środowisk, którzy w ogromnej większości stawali się później instruktorami. Dawało to ogromne możliwości wychowawcze. Można śmiało powiedzieć, że przynajmniej na terenie Mazowsza kapituły HO i HR odegrały decydująca rolę w rozszerzeniu skali działania Ruchu. Bardzo dobre efekty udało się również uzyskać w Hufcu Warszawa-Ochota, gdzie działała kapituła Szesnastki. Do 1987 roku zweryfikowano stopnie 5 instruktorom i przeprowadzono 6 prób dla harcerzy spoza Szesnastki. W wyniku tego działania udało się włączyć w sferę bezpośredniego oddziaływania Ruchu dwa szczepy: 21 i 175 WDHiZ oraz wywrzeć wielki wpływ na pozytywne zmiany w całym hufcu.
LIV obóz letni zorganizowano w lipcu, tym razem nad jeziorem Dłużek, koło Jedwabna na Mazurach. Był to nareszcie samodzielny obóz męskiej Szesnastki. Markowi Gajdzińskiemu hufiec znowu odmówił mianowania na funkcję komendanta obozu. Dla Drużyny nie był to już jednak żaden problem. Nie było żadnych podstaw, by odmówić takiego mianowania Lesławowi Kuczyńskiemu. Zatem formalnie komendantem tego obozu był phm. Lesław Kuczyński, a phm. Marek Gajdziński – jego zastępcą. Ale faktycznie było odwrotnie, co dla wypróbowanych przyjaciół nie stanowiło problemu. Świetnie się uzupełniali. Oboźnym był pwd. Jacek Kajak, kwatermistrzem pwd. Jerzy Wójtowicz. Było jeszcze dwóch innych członków komendy: ćw. Jan Gutorski i przod. Zbigniew Turliński. Poza komendą w obozie uczestniczyło 39 harcerzy w 7 zastępach:
- Sokołów – zastępowy wyw. Sławomir Stefaniak,
- Żubrów – zastępowy mł. Paweł Burakowski,
- Rysiów – zastępowy mł. Andrzej Dasiewicz,
- Jastrzębi – zastępowy mł. Jacek Sobolewski,
- Orłów – zastępowy mł. Rafał Lipski,
- Dzików – zastępowy mł. Szymon Majewski,
- AFS – zastępowy ćw. Artur Baczyński.
W rywalizacji między zastępami zwyciężyły Dziki Szymka Majewskiego.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Trwa budowa obozu. Zdjęcie wykonane przez Artura Baczyńskiego podczas montowania masztu na najwyższej sośnie rosnącej na placu apelowym.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Drużyna na apelu otwierającym obóz, wyjątkowo przed bramą do obozu, którą na zdjęciu widać po prawej stronie.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Otwarcie obozu. Właśnie przecięto niebieską wstęgę na bramie i Drużyna po apelu wchodzi do otwartego obozu.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Raport zastępowych. Od lewej: Artur Baczyński (AFS), Szymon Majewski (Dziki), Andrzej Dasiewicz (Rysie), Sławek Stefaniak (Sokoły), Rafał Lipski (Orły), Jacek Sobolewski (Sokoły), Paweł Burakowski (Żubry). Oboźny - Jacek Kajak.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Oboźny Jacek Kajak składa raport komendantowi Markowi Gajdzińskiemu na piętrze bramy do obozu.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Drużyna na zbiórce. Zdjęcie wykonane z bramy obozowej. Ciekawostka - centralnie widać długi namiot, to dwie połączone ze sobą dychy przeznaczone dla Żubrów, które były tak liczne, że nie mogły pomieścić się w jednym namiocie.
To był obóz, który szczególnie obfitował w menażki. Może dlatego, że przez cały czas panował nieznośny wprost upał i ludzie szukali każdej okazji do ochłody? W każdym razie, w takich warunkach, menażka nie była niczym uciążliwym, a mundury schły w niecałą godzinę. Przy tej okazji może warto przypomnieć na czym ta tradycyjna kara polega. Jej początki sięgają 1926 roku. Wprowadził ją Zyg Wierzbowski na obozie w Meczyszczu, o czym opowiada śpiewana od tamtego czasu w Drużynie piosenka "U Mroza".
(...) W Meszczyszu Zygmunt srożył się, stosując straszne kary.
Menażki w kołnierz lał co dnia, znęcając się bez miary. (...).
Dawniej była to w Szesnastce kara podstawowa i uniwersalna - nakładano ją za wszelkie przewinienia wobec regulaminu obozowego. Obecnie stosuje się ją tylko za "gapiostwo", a konkretnie za zgubienie lub pozostawienie swoich osobistych rzeczy w miejscu do tego nieprzewidzianym np. ręcznika na kąpielisku, czy menażki na na stołówce. Jest więc menażka środkiem mobilizującym harcerzy do dbania o własne rzeczy. Obóz Szesnastki jest w takim układzie treningiem uważności, którego efekty niezmiennie doceniają rodzice po powrocie swoich synów do domu. Czy drużynowy faktycznie znęca się w ten sposób nad swoimi harcerzami? Czy rzeczywiście jest to straszna kara? Raczej nie. Słowa piosenki to typowa dla takiej obozowej twórczości mocno przerysowana ironia. Tajemnica tego, że jest to od lat kara akceptowana i przyjmowana z uśmiechem przez wszystkich w Szesnastce tkwi w pewnym, bardzo istotnym szczególe dotyczącym zasad i sposobu jej wymierzania. Widać to na poniższych zdjęciach z obozu w Dłużku.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Oboźny wlewa Pawłowi Karpińskiemu (szeregowy harcerz) menażkę wody za kołnierz bluzy mundurowej.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Oboźny wlewa menażkę Rafałowi Lipskiemu. Rafał jako zastępowy otrzyma jeszcze drugą porcję wody z przodu bluzy mundurowej.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Nie ma lekko. Tym samym rygorom poddany jest także sam oboźny. Z tym, że Jacek Kajak dostanie aż cztery porcje wody: za kołnierz bluzy mundurowej od tyłu i od przodu i w dwa rękawy.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Ten sam los może codziennie spotkać także komendanta, jeśli zawieruszy gdzieś swoje rzeczy. Ale menażka komendancka to, aż sześć porcji wody. Oprócz tego co czeka oboźnego/przybocznego, komendant dostaje jeszcze po jednej menażce w każdą z dwóch nogawek spodenek mundurowych.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Druga porcja menażki komendanckiej dla Marka Gajdzińskiego.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Trzecia i czwarta porcja menażki komendanckiej dla Marka Gajdzińskiego.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Piąta i szósta porcja menażki komendanckiej dla Marka Gajdzińskiego.
W Szesnastce nie ma świętych krów - nikogo, kto by stał ponad prawem. Mało tego! Zasada, że im wyższą masz funkcję, tym dotkliwsze ponosisz konsekwencje za najdrobniejsze nawet przewinienia, buduje w chłopcach, i to bez żadnej "mowy trawy", prawidłowy obraz zdrowej hierarchii społecznej, w której wyższa pozycja nakłada większe obowiązki, większe ciężary i większą odpowiedzialność. Poza tym świadomość, że nawet sam komendant i drużynowy może być, za to samo samo, surowiej potraktowany sprawia, że menażka przestaje być dla szeregowych harcerzy karą w tradycyjnym tego słowa rozumieniu. Jest czymś w rodzaju przyjacielskiego gestu upomnienia ze strony ważnej dla nich wspólnoty. Dlatego tak łatwo ją zaakceptować, a nawet świetnie się bawić podczas tej "egzekucji". Dodajmy jeszcze , że zaraz po wykonaniu kary, skazaniec ma 2 minuty czasu na przebranie się w suche, cywilne ciuchy i zameldowanie się oboźnemu. Nikomu więc menażka zdrowia nie odbierze.
Obóz miał opinię bardzo udanego. Obfitował w wiele gier i podchodów. Drużyna zaczęła używać lasek skautowych. Rajd pieszy zorganizowano zastępami, które różnymi drogami docierały do Grunwaldu, gdzie nastąpiło spotkanie całej Drużyny.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Spotkanie całej Drużyny na Polach Grunwaldzkich - celu rajdu pieszego odbywanego zastępami.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Przeprawa przez jezioro podczas jednej z wielu gier. Obóz rozbity był w miejscu, gdzie jezioro bardzo się zwężało i odległość do drugiego brzegu wynosiła ok. 150 metrów.
Były też, stojące na bardzo wysokim poziomie, Chatki Robinsona. Kilka dni okazało się naprawdę emocjonujących, a to za sprawą watahy wilków, które pojawiły się w okolicy. Na prośbę leśniczego wzmocniono warty nocne. Zaopatrzenie odbywało się w zasadzie przy pomocy starej Syrenki, którą kwatermistrz kupił przed obozem do tego właśnie celu. W zasadzie, bo ten mechaniczny wytwór socjalistycznej motoryzacji psuł się co chwila i częściej się przy niej grzebało niż nią jeździło, nie mówiąc już o zdobyciu paliwa, które było wtedy na kartki W rezultacie zaopatrzenie często wykonywał kwatermistrz z kimś z zastępu służbowego używając do tego rowerów i przyczepki. Wszystkie produkty dowożono z Dłużka (4km) lub Jedwabna (13km). Korzystając z tego, że sklep w Dłużku usytuowany był przy brzegu jeziora, czasem posługiwano się też łodzią wiosłową. W tym przypadku wyprawa po zaopatrzenie była pasjonującym ćwiczeniem. Do przepłynięcia był dystans około 6 km w dwie strony.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Nasza zaopatrzeniowa łódź wiosłowa. Teraz wykorzystana do przerzutu zwiadu rowerowego na druga stronę bardzo długiego (stąd jego nazwa) jeziora.

Lipiec 1983 r. Obóz nad jez. Dłużek. Mycie poranne na pomoście kąpielowym. To na tym obozie narodził się zwyczaj, że na pomost kąpielowy, w czasie przewidzianym na mycie się, można wejść tylko rozebranym do pasa. A zwyczaj ten ma głęboki sens. Jeśli już zdejmiesz z siebie ciuchy i staniesz nad wodą, to łatwiej ci będzie umyć się porządnie od pasa w górę. Dotąd, młodzi, niedoświadczeni harcerze, często okutani w swetry, bo poranki potrafią być chłodne nawet w lato, przecierali tylko wodą kąciki oczu i co najwyżej myli zęby. Po wprowadzeniu tego zwyczaju problem zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Na obozie zdobyto 15 stopni młodzika i 3 wywiadowcy. Na uwagę zasługuje nowowprowadzona formuła biegu na wywiadowcę. Do tej pory jego forma niczym nie różniła się od biegu na młodzika. Bieg był tylko znacznie dłuższy, a na przeszkodach sprawdzano umiejętności odpowiadające wymaganiom stopnia. O pomyślnym zaliczeniu biegu decydowała liczba uzyskanych punktów. Teraz zdecydowano się na znaczne utrudnienie i wprowadzenie zasady, że niezaliczenie jakiejkolwiek przeszkody powoduje automatyczne przerwanie próby. Na biegu trzeba było między innymi w praktyce wykazać się wieloma umiejętnościami, ale przede wszystkim ogromną odpornością na stres i trudy polowego życia. Wszystkie wskazówki dotyczące marszruty przekazywane były na odległość za pomocą różnych technik sygnalizacji alfabetem Morse'a: latarką, gwizdkiem i chorągiewkami. Od przeszkody do przeszkody należało trafić według opisu trasy, podanych azymutów i odległości, według szkicu drogi oraz na podstawie zapamiętanego wycinka mapy. Do zadań biegu należało między innymi: sporządzenie szkicu sytuacyjnego miejscowości, przeprawienie się przez jezioro wraz z całym ekwipunkiem w ten sposób, aby niczego nie zamoczyć, samodzielne rozstawienie namiotu dziesięcioosobowego w czasie krótszym od 20 minut (w późniejszych latach ,zredukowano limit do 15 minut), zbudowanie szałasu i przespanie w nim nocy, przyrządzenie sobie posiłków na kuchni polowej mając do dyspozycji tylko produkty podstawowe takie, jak mąka, tłuszcz, warzywa oraz wiele innych drobniejszych prób. W praktyce nieodebranie wiadomości nadanej alfabetem Morse'a lub pogubienie się w azymutach uniemożliwiało odnalezienie kolejnej przeszkody, co oznaczało wypadnięcie z biegu. Jasne kryteria oceny zadań na przeszkodach sprawiały, że sędziowanie stawało się bardzo obiektywne. Na przykład, nie zdążyłeś rozbić „dziesiątki" w limicie czasu albo zamoczyłeś cokolwiek podczas przeprawy przez jezioro – kończyłeś próbę. W przyszłości nowa formuła biegu ujawniła jeszcze jedną korzyść. Chłopcy wiedząc, z grubsza, co ich czeka, więcej czasu poświęcali na ćwiczenie wymaganych umiejętności. O młodzikach, którzy przeszli do końca tak trudny bieg można było z dumą powiedzieć, że są wywiadowcami „pełną gębą".
Na obozie przeprowadzono też pierwsze z prawdziwego zdarzenia próby końcowe na stopień ćwika. Niestety, żadna z dwóch otwartych prób nie zakończyła się sukcesem i Drużynie nie przybył żaden nowy ćwik.
W Życiu Warszawy ukazał się obszerny reportaż z obozu, opisujący jego budowę i styl pracy.
W połowie sierpnia kilku najstarszych harcerzy Szesnastki udało się autostopem, w dwu-trzy osobowych grupach, do Częstochowy, by tam w dniu 15 sierpnia brać udział w harcerskiej służbie porządkowej podczas wejść pielgrzymek pieszych na Jasną Górę. Na miejscu doszło do dwóch miłych spotkań. Pierwsze - z najstarszym zastępem żeńskiej Szesnastki, który przybył tu z trwającego właśnie w Borach Tucholskich obozu. Drugie - z przybyłymi do Częstochowy skautami francuskimi.

15 Sierpnia 1983 r. Częstochowa. Spotkanie ze skautami francuskimi na błonach pod Jasną Góra. Na zdjęciu Kasia Zbytniewska, Szymek Majewski i Alicja Gańko (fot. Marek Gajdziński).

15 Sierpnia 1983 r. Częstochowa. Harcerze uczestniczący w służbie na jasnej Górze. Z lewej strony: Paweł Szadkowski, Jacek Kajak, Adam Lenarcik, Szymon Majewski i Andrzej Karwan.
Po służbie harcerki z Szesnastki wyruszyły autostopem w dalszą podróż, tym razem do Gdańska. Ich zadaniem było spotkać się z Lechem Wałęsą, co im się nawiasem mówiąc udało. Harcerze zaś wrócili autostopem do Warszawy. Nie na długo jednak. Kilka dni później, w nieco innym składzie, wyruszyli z wizytą do obozu żeńskiej Szesnastki, by pomóc w jego likwidacji i pakowaniu sprzętu.
Dziewczęta obozowały wraz z 70 WDH-ek w okolicach Suszka, koło Chojnic. Ich wspólny podobóz wchodził w skład zgrupowania obozów Warszawskiej Czarnej Jedynki. Komendantką podobozu była Grażyna Ścisłowska z 70 WDH-ek, a oboźną Agnieszka Kalbarczyk z Szesnastki. Pomimo tego, że dziewcząt nie było jeszcze stać organizacyjnie na własny, samodzielny obóz, ani nawet na własny podobóz w czyimś zgrupowaniu, tego lata, na skutek kontaktów z dobrymi żeńskimi drużynami, udało się im mentalnie przygotować do samodzielnego obozu, który zorganizowały już rok później.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Harcerki i goście z Męskiej Szesnastki na apelu w trakcie raportu zastępowych.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Raport zastępowych, od lewej: Małgosia Ubysz, Kasia Zbytniewska, Justyna Majda i Marek Gajdziński meldujący gości. Raport przyjmuje Agnieszka Kalbarczyk (drużynowa).
Na miejscu okazało się że do tzw. "depionierki" czyli pracy przy rozmontowywaniu urządzeń i maskowania miejsca po obozie, został jeszcze jeden dzień. Komendantka obozu chcąc wykorzystać obecność silnej ekipy starszych harcerzy, poprosiła o włączenie się ich do organizacji ostatnich na tym obozie zajęć. Czemu nie? Ponieważ dziewczyny bawiły się na obozie w jakieś rusałki, czy inne leśne duszki, powstał pomysł gry polegającej na tym, że dzicy, leśni ludzie uprowadzą z obozu najmłodszego duszka (córkę komendantki), czym sprowokują pozostałe do ich poszukiwania i walki o uwolnienia porwanej. Nie wszystko poszło tak, jak zostało zaplanowane tzn. zgodnie z męską logiką tego scenariusza. Zaskoczenie było pełne, porwanie, owszem, się udało, dzicy zostali odnalezieni, ale do walki nie doszło. Dziewczęta znalazły inny sposób i przy użyciu typowych kobiecych sztuczek doprowadziły do negocjacji z dzikimi. A potem wszyscy się polubili, dzicy pojęli rusałki za żony i żyli długo i szczęśliwie. Takie to, dziewczęce widzenie świata.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Jedna z harcerek w swojej roli i w przebraniu leśnego duszka.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Dzicy ludzie lasu: Janek Gutorski, Andrzej Karwan, Adam Lenarcik i Marek Gajdziński wkraczają do akcji.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Dzicy porywają najmłodszą rusałkę.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Nie wszystkie druhny jednak przeraziły się na widok dzikusów. Wprost przeciwnie. Agnieszka Słupecka pęka ze śmiechu.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Po odnalezieniu porywaczy, sprawy przybrały niespodziewany obrót. Zamiast twardej walki, dziewczyny użyły swoich magicznych sztuczek i skłoniły dzikusów do negocjacji.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. Stanęło na tym, że jeśli dziewczyny okażę się silniejsze w przeciąganiu liny, dzikusy oddadzą im porwaną koleżankę. I cóż, jakimś cudem rusałkom to się udało.

Sierpień 1983 r. Obóz 16 WDH-ek koło Suszka. W końcu wszyscy się polubili i żyli długo i szczęśliwie. Marek Gajdziński, Alicja Gańko (Galicja) i uwolniona córeczka komendantki.
Potem, nastąpiły trzy dni pracy przy likwidacji obozu.
Po wakacjach władze ZHP uznały wreszcie oficjalnie fakt rozwiązania Szczepu. Umożliwiło to formalny podział sprzętu. Od tej chwili obie drużyny, męską i żeńską, przestały łączyć jakiekolwiek więzy organizacyjne. Być może właśnie dlatego zastąpiły je prawdziwe i głębokie więzy przyjaźni.
Na początku nowego roku szkolnego Lesław Kuczyński przekazał kierownictwo II Plutonu „Grunwald" w ręce pwd. Jacka Kajaka, a sam na klika lat wyłączył się z pracy w harcerstwie. Organizacja Drużyny wyglądała wówczas następująco: drużynowym nadal był phm. Marek Gajdziński, kwatermistrzem drużyny został wyw. Andrzej Karwan, II Plutonem dowodził pwd. Jacek Kajak z przybocznym wyw. Szymonem Majewskim; stan plutonu wymosił 45 harcerzy w 6 zastępach.
IV Plutonem dowodził phm. Marek Gajdziński z przybocznym ćw. Markiem Talachą. Stan plutonu wynosił 13 harcerzy w 2 zastępach.
Pracę I Plutonu, zuchowej Gromady Robin Hooda, niestety trzeba było zawiesić z powodu braku odpowiednio przygotowanej kadry. W Drużynie, a zwłaszcza w IV Plutonie, który mógłby być kopalnią kadry zuchowej, działo się tyle rzeczy poważnych i porywających, że nie udało się namówić żadnego harcerza do poddania się odpowiedniemu przeszkoleniu i do przejęcia gromady zuchowej od Zbyszka Turlińskiego. Wszystkim wydawało się, że wobec powagi podejmowanych w Drużynie zadań nie ma najmniejszego sensu tracenie czasu na infantylną zabawę z zuchami. Znaczenia pracy zuchowej po prostu w Drużynie nie doceniano. Z perspektywy lat trzeba to ocenić jako poważny błąd ówczesnego kierownictwa Szesnastki. Gdyby potrafiono utrzymać odpowiednią rangę zuchowej służby instruktorskiej, prawdopodobnie sytuacja mogłaby być inna. Drugim czynnikiem mającym wpływ na zaistniałą sytuację było przerwanie ciągłości kształcenia kadry instruktorskiej. Z powodu różnic ideowych między Szesnastką a czynnikami oficjalnymi Związku, unikano jak ognia wszelkich kontaktów z władzami ZHP. Sam pomysł, aby wysłać któregoś z harcerzy na hufcowy kurs instruktorski budził odrazę kierownictwa Drużyny. Zresztą trudno byłoby znaleźć chętnego do tak wielkiego poświęcenia. Jedynym wyjątkiem, który w tym czasie otrzymał stopień instruktorski, był Jacek Kajak. Z tym, że on został przeszkolony jeszcze w latach 1980-81 i obecnie wykonywał tylko próbę instruktorską, zresztą w całości dotyczącą pracy w Drużynie. Obecnie przepaść ideowa między Szesnastką a resztą hufca była tak ogromna, że żaden ze starszych harcerzy nie chciał dobrowolnie poddać się „bolszewickiemu praniu mózgu". Dopóki podziemna organizacja instruktorska nie okrzepła na tyle, by mogła sama podjąć zadanie kształcenia własnej kadry, sytuacja taka utrzymywała się, powodując liczne utrudnienia w pracy, nie tylko zresztą w Szesnastce. Pierwszym zatrutym owocem tego stanu rzeczy był brak kadry zuchowej. Ale w przyszłości wywołało to znacznie poważniejsze konsekwencje.
Tak więc jesienią 1983 roku praca zuchowa w Szesnastce całkowicie się załamała. Sama Drużyna miała się jednak bardzo dobrze. Całą jesień trwał bardzo intensywny sezon wycieczkowy. Do początków listopada poszczególne zastępy, a także całe plutony, nieomal co tydzień wybierały się na różnego typu wyprawy za miasto. Uruchomiono dwa kursy zastępowych. W IV Plutonie powołano na kurs 7, a w II Plutonie 8 harcerzy.
Pierwszym wystąpieniem 16 WDH-y, już jako formalnie samodzielnej drużyny, był udział w uroczystościach pod pomnikiem Barykada Września w dniu 8 września.

8 września 1983 r. Męska Szesnastka na zbiórce hufca w podczas corocznej uroczystość pod pomnikiem Barykada Wreśnia na ul. Grójeckiej przy Opaczewskiej (fot. Paweł Strzelecki).
Pod koniec września odbyło się II Jamboree Hufca Ochota. W punktacji igrze zlotowej Szesnastka znowu okazał się najlepsza. Jednocześnie, gołym okiem można było zauważyć, że coś się w hufcu zmienia na lepsze. Może nie w nastawieniu ideologicznym władz hufca, ale w samych w drużynach. Coraz bardziej, przynajmniej na zewnątrz, zaczęły one upodabniać się do tego, co zwykło się uważać za drużynę harcerską. Widać było coraz większą dbałość o umundurowanie i prezencję (zniknęły mundury HSPS) oraz wyższy poziom sprężystości. W Szesnastce witano to z ogromną radością, jako prognostyk dalszych zmian w kierunku szerszej odnowy harcerstwa. Nie bez dumy, przypisywano sobie niebagatelną rolę w tym procesie. Szesnastka przestała być uważana przez większość instruktorów hufca za jakieś dziwadło, które przez wraże siły wrogów socjalizmu wyciągnięte zostało ze śmietnika historii, by przeszkadzać w radosnym marszy ku świetlanej komunistycznej przyszłości. Teraz okazywano nam żywe zainteresowanie, a niekiedy nawet podziw, zwłaszcza u młodszej kadry hufcowych drużyn. Dobrze jest widzieć jak działa dobry przykład.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Apel rozpoczynający zlot. Drużyna ubrana w panterki, to nie Szesnastka. Moda wprowadzona przez nas zaczęła się upowszechniać, nie tylko w hufcu ale i w całym kraju.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Raport drużynowych. Szesnastkę męska melduje Marek Gajdziński, a żeńską Katarzyna Zbytniewska.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Dwie reprezentacje męskiej i żeńskiej Szesnastki na apelu rozpoczynającym zlot.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Jeden z patroli Szesnastki na grze zlotowej.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Fatalna organizacja sprawiała, że przed puntami gry tworzyły się korki. Chłopaki z Szesnastki nie mają w zwyczaju siedzieć i smętnie czekać na swojej kolei. Więc trzeba było sobie jakoś życie uprzyjemnić wymyślanymi ad hock aktywnościami.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Jeden z patroli Szesnastki na grze zlotowej. Szymon Majewski, Paweł Burakowski, Hubert Drabik i Jacek Doktór zwany Docentem.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. W biwaku Szesnastki, Paweł Burakowski towarzyszy wartownikowi ze swojego zastępu i razem układają na ziemi napis 16 WDH Jamboree.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Przygotowanie do własnego apelu porannego. Zwykła krzątanina i ostatni szlif porządków.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Druhny z 224 WDH-ek proszą o pozwolenie wejścia na teren biwaku.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Rozpoczyna się własny apel poranny na biwaku drużyny.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Własny apel poranny na biwaku drużyny. Od lewej: Szymon Majewski, Adam Lenarcik, Jacek Doktór (Docent), Leszek Sawicki (Napoleon), Andrzej Dasiewicz (Dasiek), Hubert Drabik, Radek Marciniak (Florian), Waldek Słupecki (Słupek), Krzysztof Zbytniewski (Zbytek), Arek Łagojda, Paweł Malinkiewicz (Malina) i Paweł Burakowski (Burak).

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Szymon Majewski (przyboczny) składa raport Jackowi Kajakowi (plutonowemu).

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Adam Lenarcik wyznaczony do podniesienia flagi.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Harcerki są lekko zdziwione tymi ceregielami z własnym apelem. Po co oni to robią, zamiast leżeć i odpoczywać? Ale raczej widać, że im się u nas podoba. Pytanie tylko - Drużyna, czy jakieś konretne chłopaki?

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. W oczekiwaniu na zbiórkę na apel końcowy Jamboree. Sposób siedzenia na lasce skautowej został wymyślony przez Szynka Majewskiego znanego ze swoich nieszablonowych pomysłów.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Reprezentacja 16 WDH-y na apelu końcowym.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Reprezentacja 16 WDH-ek na apelu końcowym Jamboree. Agnieszka Kalbarczyk, Alicja Gańko, Dorota Serek, Agata Borkowska.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Raport drużynowych. Szesnastkę melduje Jacek Kajak.

Wrzesień 1983 r. Jamboree hufca. Radość ze zwycięstwa.
Wrzesień i październik to sezon jesiennych biwaków zastępów odbywanych najczęściej w Puszczy Bolimowskiej nad Rawką lub nad Korabiewką.

Wrzesień 1983 r. Biwak zastępu Dziki nad Rawką. Szymon Majewski próbuje, czy da się, inaczej niż wbród, przedostać na drugi brzeg rzeki, skacząc przez nią na linie z drzewa.

Wrzesień 1983 r. Biwak zastępu Dziki nad Rawką. Niestety, nie udało się w ten sposób dostać na drugi brzeg.
1 listopada, podobnie jak w roku ubiegłym, IV Pluton i Rada 16WDH-ek wystawiły wspólne warty honorowe w Dolince Katyńskiej na Powązkach. Tak jak rok temu, było to niezwykle wzruszające doświadczenie. Szeptana sława tego miejsca zataczała coraz szersze kręgi powodując, że w dniu Wszystkich Świętych gromadziły się tam tłumy warszawiaków, pragnących oddać hołd zamordowanym przez sowietów oficerom polskim. Zapalenie znicza w nielegalnym miejscu pamięci stało się także znaczącą formą zamanifestowania swojej antykomunistycznej i antyradzieckiej postawy. Przypomnijmy bowiem, że w tamtych latach władze PRL uznawały każdy przejaw zainteresowania się tą sprawą za działalność antypaństwową i z wielkim uporem podtrzymywały radziecką wersję wydarzeń, jakoby mordu tego dokonali Niemcy. Służba Bezpieczeństwa posunęła się nawet do wykradzenia z cmentarza pomnika pamięci wykonanego w całości ze składek warszawiaków. W tym roku w Dolince znalazły się ekipy niemal wszystkich zachodnich stacji telewizyjnych relacjonujących przebieg wydarzeń w Polsce. Szesnastka i Trzynastka – dwie drużyny harcerskie, które odważyły się wystawić w Dolince Katyńskiej stałe posterunki wartownicze, były obiektem szczególnego zainteresowania zagranicznych ekip telewizyjnych.

1 listopada 1983 r. Warty Honorowe w Dolince Katyńskiej.
W dniu 11 listopada, kiedy to w Warszawie, jak co roku, odbywała się nielegalna manifestacja z okazji przedwojennego Święta Niepodległości, IV Pluton wykonał przygotowaną przez AFS akcję o charakterze propagandowo-zarobkowym. Na ulicach Starego Miasta rozdawano, w zamian za dobrowolne datki na rzecz Drużyny, fotograficzne portrety marszałka Józefa Piłsudskiego. Efekt propagandowy tego przedsięwzięcia był dość znaczący. Rozdano ponad trzysta portretów, a trzeba wiedzieć, że przeciętny Polak po blisko czterdziestu latach konsekwentnego fałszowania i przemilczania przez komunistów prawdziwej historii Polski, nie za bardzo miał skąd zdobyć podobiznę legendarnego wodza. Efekt finansowy również był imponujący. Warszawiacy niezwykle hojnie rewanżowali się za otrzymane fotografie. Niestety. Cała akcja zakończyła się wpadką i zatrzymaniem przez tajniaków wszystkich jej uczestników. Na szczęście po kilkugodzinnym przesłuchaniu w komisariacie na ul. Jezuickiej (tym samym, gdzie zamordowano Grzegorza Przemyka) wszyscy zostali zwolnieni. Przepadła reszta zarekwirowanych zdjęć oraz oczywiście wszystkie zarobione pieniądze. Była to dość pokaźna, jak na owe czasy kwota. Prawdopodobnie ubecy podzielili się nią między sobą, a całą sprawę zatuszowali. Dzięki temu, nigdy nie było żadnych dalszych konsekwencji tego wydarzenia.
12 i 13 listopada zaplanowano w Puszczy Bolimowskiej dwudniowy bieg na wywiadowcę dla harcerzy, którzy z różnych powodów nie mogli być na obozie, albo nie zdobyli stopnia w przeprowadzonym wtedy biegu. Jednak, ze względu na gwałtowne pogorszenie się pogody, na zbiórkę w sobotę rano zgłosiło się tylko dwóch harcerzy - mł. Paweł Burakowski z Zubrów i Michał Sijka z Rysiów. Obaj zaliczyli u Andrzeja Karwana pierwszą przeszkodę zlokalizowaną na boisku szkolnym, gdzie musieli rozstawić "dychę" mieszcząc się w limicie czasu. Jednak potem Michała zatrzymali przerażeni pogodą rodzice i do Radziwiłowa Mazowieckiego wyruszył tylko Burak. Pomimo to bieg, przeprowadzono dla niego jednego. W trakcie biegu pogoda jeszcze bardziej się pogorszyła, nastał mróz i spadł pierwszy tego roku śnieg. Pomimo tak niesprzyjających warunków bieg nie został przerwany.

12 listopada 1983 r. Puszcza Bolimowska. mł. Paweł Burawski na biegu na wywiadowcę, dochodzi do wbitych w ziemię chorągiewki sygnalizacyjnych i rozgląda się szukając, gdzie jest stacja nadawcza. Będzie musiał odebrać wiadomość nadaną Alfabetem Morse'a, żeby wiedzieć, gdzie trzeba iść dalej.

12 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Marek Talacha przekazuje wiadomość z dalszymi instrukcjami.

12 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Paweł Burakowski musi wejść na wieżę triangulacyjną, żeby zobaczyć punkt, do którego ma dotrzeć.

12 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Paweł Burakowski znalazł sposobność i przechodzi na drugą stronę Korabiewki. Gdyby nie to, musiałby iść dwa kilometry do mostka, a następnie wrócić w to samo miejsce.

12 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Marek Gajdziński czeka na Pawła Burakowskiego z dobrą wiadomością. Paweł nie będzie musiał budować sobie szałasu, by spędzić w nim noc. Z uwagi na warunki atmosferyczne, noc spędzi w widocznym z dala stogu siana.

12 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Nie dotyczy to obsady biegu. Kadra spędzi tę noc w namiotach w miejscu, gdzie Paweł ma się zgłosić rano lub w nocy, jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego.

13 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. W niedzielny ranek, oczekiwanie na pojawienie się biegnącego Pawła Burakowskiego, który ma się zameldować w wyznaczonym miejscu o wyznaczonej godzinie.

13 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Paweł Burakowski zjawia się o oznaczonej porze i może teraz rozpalić ognisko, by się ogrzać i zjeść coś ciepłego.

13 listopada 1983 r. Bieg na wywiadowcę w Puszczy Bolimowskiej. Marek Gajdziński wskazuje Pawłowi Burakowskiemu kierunek, gdzie powinien szukać kolejnej przeszkody.
Paweł Burakowski okazał się dobrze wyszkolonym twardzielem, dzielnie dotarł do mety i zaliczył wszystkie przeszkody. Od tego dnia był już wywiadowcą. Będzie świetnym zastępowym, przybocznym, a po kilku następnych latach drużynowym, któremu Szesnstka wiele dobrego zawdzięcza.
W listopadzie w II Plutonie trwała tradycyjna już akcja Grunwald. Zakończono ją w początkach grudnia biegiem na krajki i kostki. W ten sposób zakończył się okres próbny dla kandydatów, którzy zgłosili się do jesiennego poboru. Przyznano też kolejne plakietki drużyny.
16 grudnia, w dniu święta Matki Boskiej Ostrobramskiej, Drużyna pełniła służbę porządkową i warty honorowe podczas odsłonięcia tablicy Bojowej Organizacji Wschód (BOW) w kościele św. Stanisława Kostki. Uroczystość odbywająca w kościele słynącym z comiesięcznych mszy w intencji Ojczyzny i msza odprawiana przez legendarnego już księdza Jerzego Popiełuszkę, miała charakter wielkiej religijno-patriotycznej manifestacji. Jej wydźwięk był jednoznaczny. Honorowano bowiem bohaterstwo i zasługi żołnierzy walczących o polskość kresów wschodnich Rzeczypospolitej, znajdujących się obecnie pod panowaniem ZSRR.
Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zorganizowano wspólny harcerski opłatek Szesnastki męskiej i żeńskiej. Przyjaźń łącząca obie drużyny była tak silna, że nie wyobrażano sobie organizacji oddzielnych wigilii.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Aktorzy występujący we wspólnie przygotowanych jasełkach.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Gospodyni Spotkania opłatkowego - Agnieszka Kalbarczyk (drużynowa), składa wszystkim życzenia. Obok stoi Janek Gutorski.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Jacek Kajak dzieli się opłatkiem z młodymi harcerzami.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Justyna Majda, Gosia Deliś i Janek Gutorski.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Marek Gajdziński dzieli się opłatkiem z Jackiem Kajakiem.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Świeżo upieczony wywiadowca Paweł Burakowski ma jak widać powodzenie u kobiet. Agata Borkowska próbuje zaprosić go na opłatkowy poczęstunek.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Marta Wronkowska i Alicja Gańko (Galicja) zapraszają harcerzy na poczęstunek. Obok Agata Borkowska.

Grudzień 1983 r. Opłatek Szesnastki. Agnieszka Kalbarczyk nakłada kawałek upieczonego przez harcerki ciasta do menażki Krzysia Zbytniewskiego (Zbytka).
W święta doszło do drugiego już, zawiszackiego ślubu. Związek małżeński zawarli Jurek Wójtowicz i Ania Kuczyńska.
W drugi dzień Świąt rozpoczęło się kolejne, XXX zimowisko sylwestrowe, zorganizowane przez IV Pluton. Tak jak w roku poprzednim nie starano się nawet na uzyskanie odpowiednich zezwoleń komendy hufca. W obozie obok 9 harcerzy starszych brało udział także 6 harcerek z żeńskiej Szesnastki. Komendę stanowili: phm. Marek Gajdziński – komendant, oboźni ćw. Marek Talacha i trop. Kasia Zbytniewska oraz wyw. Andrzej Karwan – kwatermistrz. Obóz zorganizowany został w załatwionej cudem kwaterze, znajdującej się dosłownie w połowie stoku na Butorowym Wierchu. Wystarczyło tylko przypiąć narty i można już było zjeżdżać do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego. Powrót na kwaterę również nie przedstawiał żadnego problemu. Wystarczyło po prostu zjechać na nartach wprost do sieni. Niestety, nie udało się wykorzystać żadnego z tych dobrodziejstw. Pogoda sprawiła bowiem fatalnego psikusa i śniegu było jak na lekarstwo. Większość czasu padał zwykły deszcz, a na stokach leżało błoto. Z programu narciarskiego nic nie wyszło. Za to, korzystając z dostępności górskich szlaków turystycznych, organizowano wyprawy w Tatry. W trakcie jednej z takich wycieczek, harcerze idący na Zawrat napotkali na szlaku turystkę, która właśnie złamała nogę. Dwaj harcerze szybkim marszobiegiem udali się do Murowańca wezwać GOPR. Reszta została i zaopiekowała się ranną. Helikopter ratowniczy pojawił się dopiero po dwóch godzinach. Wpakowano ranną do śmigłowca i dopiero wtedy można było ruszyć w dalszą drogę. Niestety na Zawrat nie było już szansy wejść i wrócić za dnia. Trzeba było wracać , a i tak sporą część drogi trzeba było pokonać po ciemku. Wycieczkę powtórzono następnego dnia i dopiero wtedy cel został osiągnięty.

29 grudnia 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Wyprawa na Zawrat. Od lewej stoją: Marek Gajdziński, Paweł Szadkowski, Krzysztof Brzeziński, Szymon Majewski, kucają: Marek Talacha, Andrzej Karwan, Jacek Doktór, Jacek Kajak, Adam Lenarcik.

29 grudnia 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Przygotowanie do przetransportowania rannej do helikoptera..

29 grudnia 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Uczestnicy wyprawy przenoszą ranną turystkę do helikoptera.

29 grudnia 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Powrót do Zakopanego. Na Zawrat wejdziemy następnego dnia.

29 grudnia 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Kto jutro idzie na Zawrat? Zgłosili się wszyscy. Na zdjęciu Szymon Majewski, Marek Talacha i Krzysiek Brzeziński.
Dzięki obecności dziewcząt, atmosfera na zimowisku była niezwykle miła, mimo, że spotykaliśmy się w zasadzie tylko wieczorem, na obiadokolacjach i kominkach harcerskich. Harcerki miały własny program wycieczkowy. Wspólnego Sylwestra spędzono w sposób bardzo huczny. W opuszczonej bacówce na zboczu Butorowego Wierchu urządzono wielkie przyjęcie i szalone tańce przy własnej muzyce, jako, że gitar było dość i większość obecnych całkiem dobrze potrafiła na nich grać. Zespół muzyczny więc był mocny i muzykanci mogli się zmieniać. Atmosfera panująca na zimowisku była tak udana, że wyprawa, która z powodu fatalnej pogody powinna zakończyć się kompletną klapą, przeszła do historii Drużyny jako jeden z bardziej udanych obozów zimowych.

Grudzień 1983 r. Zimowisko sylwestrowe. Kasia Zbytniewska i Jacek Kajak podczas kominka.
Marek Gajdziński
Stan Drużyny w dniu 31.12.1983 r.
- drużynowy – phm. Marek Gajdziński HO
- kwatermistrz – wyw. Andrzej Karwan
- II Pluton Grunwald
- plutonowy – pwd. Jacek Kajak
- przyboczny – wyw. Szymon Majewski
- przyboczny - wyw. Janek Gutorski
- przyboczny – wyw. Waldemar Kulik
- magazynier – wyw. Sławomir Stefaniak
- zastępy:
- Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski – stan 7 harcerzy
- Żbiki – zastępowy mł. Hubert Drabik – stan 5 harcerzy
- Sokoły – zastępowy wyw. Sławomir Stefaniak – stan 7 harcerzy
- Orły – zastępowy mł. Rafał Lipski – stan 13 harcerzy
- Łosie – zastępowy mł. Waldemar Słupecki – stan 7 harcerzy
- Wilki – zastępowy mł. Paweł Malinkiewicz – stan 8 harcerzy
- Wydry – zastępowy mł. Robert Turzyniecki – stan 6 harcerzy (zastęp działający jako filia Szesnastki w Tomaszowie Lubelskim)
- Stan ogólny II Plutonu wynosił: 1 instruktor i 55 harcerzy.
- IV Pluton
- plutonowy – phm. Marek Gajdziński HO
- przyboczny – ćw. Marek Talacha, pełniący jednocześnie funkcję szefa AFS
- zastępy:
- Dziki – zastępowy wyw. Adam Lenarcik – stan 7 harcerzy
- Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz – stan 6 harcerzy
- Stan ogólby IV Plutonu wynosił: 1 instruktor i 14 harcerzy.
- Stan Drużyny ogółem: 2 instruktorów i 70 harcerzy
Więcej...