15 stycznia odbyła się wspólna Choinka Szesnastki męskiej i żeńskiej. Na spotkaniu pojawiła się liczniejsza niż zwykle grupa Zawiszaków. Wydano pojedynczy numer Sulimczyka.

XXXI obóz zimowy całej Drużyny zorganizowano w Zakopanem na Gubałówce w pierwszej połowie lutego. Komendę stanowili: pwd. Jacek Kajak – komendant, 1-wszy oboźny - ćw. Marek Talacha, 2-gi oboźny – wyw. Szymon Majewski i kwatermistrz wyw. Andrzej Karwan. Poza komendą w zimowisku uczestniczyło 21 harcerzy w 5 zastępach:

  • Dzików – zastępowy wyw. Adam Lenarcik
  • Rysiów – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz
  • Zbików – zastępowy mł. Robert Prędki
  • Orłów – zastępowy mł. Rafał Lipski
  • Żubrów – zastępowy wyw. Paweł Burakowski

We współzawodnictwie zwyciężyły Rysie Andrzeja Dasiewicza.

W odróżnieniu od zimowiska sylwestrowego, tym razem panowały bardzo dobre warunki śniegowe. Przez większość czasu oddawano się białemu szaleństwu. Umiejętność jazdy na nartach była już w Drużynie postawiona na przyzwoitym poziomie. Starsi szusowali na pobliskim stoku wzdłuż kolejki górskiej, młodsi na łagodniejszych łączkach z wyciągami orczykowymi. Intensywność zajęć sportowych nie pozostała bez wpływu na zdrowie narciarzy. Dwóch harcerzy wróciło do domu w gipsie. Nie zabrakło też wielu gier terenowych – zwłaszcza wieczornych i nocnych. Zdobyto wiele sprawności.

W tym samym czasie Szesnastka żeńska miała swoje zimowisko w Rabce; komendantką była pwd. Agnieszka Kalbarczyk (stan zimowiska: 20 harcerek i 10 zuchenek). U dziewcząt dało się zauważyć oznaki wyraźnego ożywienia i nowego ducha pracy. Wybicie się na samodzielność, pełna swoboda w kształtowaniu programu oraz praca i postawa Agnieszki przynosiły pierwsze owoce.

Wczesną wiosną na terenie Warszawy Szesnastka rozpoczęła ponowne poszukiwania drużyn spełniających warunki przystąpienia do Unii Najstarszych Drużyn Harcerskich Rzeczypospolitej. Badano szczepy posługujące się numerami od 1 do 40.

Poszczególne zastępy Szesnastki otrzymały zadania przeprowadzenia dyskretnych zwiadów na temat przydzielonych im środowisk. W efekcie, na podstawie zewnętrznych obserwacji i podpytywania harcerzy, wytypowano kilka szczepów, których obecny kształt odpowiadał przyjętej wizji drużyny unijnej. Dalsze prace prowadzono już jawnie, prosząc o przedstawienie historii wytypowanych drużyn. Niestety okazało się, że żadne z tych środowisk nie spełnia kryterium ciągłości, a większość w ogóle nie nawiązuje w swojej pracy do tradycji drużyn przedwojennych posiadających te same numery. Podobne działania wykonywane były również w innych miastach przez pozostałe drużyny należące już do UNDHR. W efekcie zaproponowano wstąpienie do Unii tylko 5 KDH (oczywiście z Krakowa). Przeprowadzone w całej Polsce zwiady nie przyczyniły się do znacznego powiększenia Unii. Okazało się bowiem, że drużyn spełniających ostre warunki uczestnictwa jest naprawdę bardzo niewiele. Ale nawiązane w ten sposób nowe kontakty wykorzystano do objęcia oddziaływaniem tajnego Ruchu tych środowisk, które w jakiś pozytywny sposób odróżniały się od ogólnozethapowskiego obrazu harcerstwa. W tym sensie wykonana praca nie została zmarnowana, a wręcz przeciwnie, przyczyniła się do rozszerzenia działań zmierzających do odrodzenia ZHP.

Wiosną tego roku doszło do nasilenia działań Ministerstwa Oświaty mających na celu zwiększenie stopnia ateizacji szkolnictwa. Jednym z bardziej widocznych przejawów tego planu było kategoryczne polecenie usunięcia wszystkich krzyży z klas i pomieszczeń szkolnych. Krzyże te, jako znak dążności do wychowania młodzieży w duchu wartości chrześcijańskich, znalazły się w szkołach po 1980 roku za sprawą silnej, nauczycielskiej Solidarności. Komunistów ogromnie to raziło. W stanie wojennym krzyż wiszący w klasie stał się dodatkowo symbolem antysocjalistycznej postawy uczącego w niej nauczyciela i samej młodzieży. Wykonane przez dyrekcje szkół polecenie usunięcia tych symboli spotkało się z bardzo żywą i emocjonalną reakcją młodzieży. W całej Polsce rozgorzała tzw. „wojna o krzyże". W liceum Kołłątaja wojnę tę prowadzili głównie harcerze IV Plutonu. Przygotowano dużą liczbę małych drewnianych krzyżyków, które następnie potajemnie wieszano w klasach szkolnych. Gdy woźni je zdejmowali, następnego dnia pojawiały się nowe. Zabawa ta trwała dość długo. Nigdy też władzom szkolnym nie udało się wykryć sprawców tych „antysocjalistycznych zamachów na świecki charakter szkoły". W końcu, w wyniku zmęczenia i osłabienia presji ze strony kuratorium, batalia ta zakończyła się kompromisem, który ukształtowany został przez samo życie. Krzyży nie wieszano w najbardziej eksponowanych miejscach: nad tablicą i nad wejściem. Natomiast te, które zawieszono gdzie indziej – pozostały.

W połowie kwietnia patrol kwatermistrzowski Szesnastki udał się na rekonesans w poszukiwaniu miejsca na obóz. Na dworcu kolejowym w Gdyni, doszło do zupełnie przypadkowego spotkania z gdyńskimi harcerkami z 29 GDH-ek. Obie harcerskie grupy wpakowały się do tego samego pociągu jadącego w kierunku Pojezierza Kaszubskiego. Harcerki wybierały się właśnie na biwak. Po sposobie bycia i po umundurowaniu od razu dało się poznać, że tworzą bardzo porządną drużynę. To one wskazały kwatermistrzom Szesnastki kilka możliwych lokalizacji obozu. Okazało się, że Kaszuby znają jak własną kieszeń. Pierwsze wskazane przez nie miejsce w okolicach Dziemian okazało się strzałem w dziesiątkę. Załatwienie formalności poszło piorunem i już w sobotę wieczorem nasz zwiad kwatermistrzowski zameldował się w miejscu biwakowania dziewcząt –  w Tuszkowych - dwie stacje kolejowe dalej. W trakcie przyjacielskich rozmów podczas ogniska okazało się, że obie drużyny mają związek z konspiracyjnym Ruchem i łączy je bardzo wiele wspólnych pragnień i poglądów na temat harcerstwa. Pierwsze, odniesione jeszcze w pociągu wrażenie ogromnej serdeczności tych dziewcząt teraz potwierdziło się w całej rozciągłości. To były naprawdę wspaniałe harcerki. Uznano, że to przypadkowe spotkanie powinno być wstępem do bliższego poznania się obu drużyn i umówiono się jesienią na spotkanie całych drużyn w Warszawie.

Harcerki i harcerze pozują do zdjęcia.

Kwiecień 1984 r. Adam Lenarcik i Marek Gajdziński podczas zwiadu kwatermistrzowskiego w pooszukiwaniu miejsca na obóz. Pamiątkowe zdjęcie z harcerkami z 29 GDH-ek w Tuszkowych. 

Dziewczęta te w kilku następnych latach wywarły duży wpływ na pracę Szesnastki, a zwłaszcza jej starszego plutonu. W przypadku kilku harcerzy wpływ ten był jeszcze silniejszy, a w jednym przypadku, zapoczątkowana wtedy przyjaźń zaowocowała związkiem małżeńskim, zawartym, co prawda dopiero po 16 latach narzeczeństwa, ale jednak.  

25 kwietnia odbyła się uroczystość z okazji 80-tych urodzin Zyga –Zygmunta Wierzbowskiego, połączona z jubileuszem 60-ciolecia jego współpracy z Szesnastką. W spotkaniu wzięło udział ok. 80 Zawiszaków oraz delegacje obu drużyn. Właściwie, użyte w zaproszeniach określenie „współpraca" niezbyt dobrze oddawało charakter związków Zyga z Drużyną. Tak naprawdę należałoby raczej mówić o duchowym przywództwie, jako że począwszy od 1924 roku nie było w Szesnastce większego i uznawanego przez wszystkich Zawiszaków autorytetu. To, że w Drużynie, pomimo tak bardzo niesprzyjających okoliczności, kultywowane jednak były tradycje harcerskie i specyficzny zawiszacki duch, było zasługą bardzo dużej liczby byłych harcerzy i instruktorów Szesnastki. Ale to właśnie Zyg był ich przywódcą i to on inspirował pracę oraz tworzył atmosferę i spoistość tego środowiska. W 1984 roku, gdy Drużyna jeszcze nielegalnie, ale już zupełnie jawnie powróciła do zasad ideowych z 1924 roku, a także uporawszy się ze sobą, podjęła trud rozprzestrzenienia tych zasad na całe harcerstwo, postanowiono w sposób bardzo dobitny podziękować Zygowi za wszystkie te lata niezłomnej duchowej opieki i złożyć należny mu hołd.

W początkach maja IV Pluton zorganizował w liceum Kołłątaja koncert „Zespołu Reprezentacyjnego". Była to studencka formacja muzyków wykonujących pieśni, których wymowa i nastrój odzwierciedlały ówczesny stan ducha większości społeczeństwa polskiego tęskniącego za normalnym życiem w prawdzie. Zespół reprezentacyjny mieścił się w tym samym nurcie kultury niezależnej, do którego należeli Przemysław Gintrowski i Zbyszek Łapiński, koncertujący w Kołłątaju rok wcześniej. Zamierzeniem IV Plutonu było stworzenie pewnego szkolnego cyklu i zwyczaju organizowania wiosennych spotkań z kulturą tzw. drugiego obiegu. W ten sposób Drużyna pragnęła włączyć się na miarę swoich możliwości w ogólnonarodowe dzieło popularyzacji kultury pozostającej poza ideologicznymi wpływami komunistów.

Wiosna to jak zwykle sezon intensywnego wycieczkowania. Rozpoczęto go kolejnym już, 6-tym wielkanocnym obozem wędrownym Drużyny. Tym razem trasa wędrówki przebiegała przez Beskid Śląski. Komendantem wyprawy został jej główny organizator, wyw. Szymon Majewski, a oboźnym – ćw. Marek Talacha. W obozie uczestniczyło 8 harcerzy, głównie z IV Plutonu oraz gościnnie Lesław Kuczyński, już wtedy nie pełniący żadnych funkcji w Drużynie. Obóz jak zwykle zorganizowano bez wiedzy i zgody komendy hufca. 

Harcerz i cywil wyznaczają trasę z mapą

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Szymon Majewski (komendant) omawia trasę z Lesławem Kuczyńskim. 

Grupa harcerzy spożywa posiłek na postoju.

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Postój i posiłek na trasie.

Grupa harcerzy pozuje na schodach schroniska górskiego

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Uczestnicy obozu na schodach schroniska.

Harcerz wychodzi z jaskini

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Andrzej Karwan zakończył eksplorację jaskini.

Grupa harcerzy pozuje do zdjęcia na górskim szlaku.

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Uczestnicy wędrówki na szlaku.

Dwaj harcerze siedzą na kłodzie drzewa przy szlaku.

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Odpoczynek. Na zdjęciu: NN (kolega Szymka z poza Szesnastki)  i Andrzej Karwan.

Grupa harcerzy na szlaku.

Kwiecień 1984 r. Wędrowny obóz wielkanocny. Przystanek w drodze. Pojawia się śnieg, trzeba się przygotować.

Plakietka III Zlotu UNDHRPraktycznie cały maj upłynął pod znakiem przygotowań do III Zlotu UNDHR, który ponownie miał być przeprowadzony przez Szesnastkę. Na lokalizację zlotu wybrano stałe tereny wycieczkowe Drużyny, znajdujące się w Puszczy Bolimowskiej, a konkretnie miejsce nazywane „Skarpą" na brzegu Rawki. Wszystkie majowe weekendy zastępy, bądź cała Drużyna, spędzały na biwakach szykując miejsce, chrust i żerdzie do budowy zlotu oraz budując zawczasu niektóre urządzenia zlotowe. Przygotowywano też w terenie mające się odbyć gry. Kasia Zbytniewska zaprojektowała plakietkę zlotową. Wydany został specjalny, zlotowy numer Sulimczyka, zawierający program zlotu oraz wszystkie dotychczasowe dokumenty Unii.

Sam zlot odbył się w dniach 25-27 maja. Uczestniczyło w nim aż 12 drużyn. Do Unii przyjęto Krakowską Piątkę. Dzień pierwszy poświęcono na rozbijanie biwaków, zawody sportowe i ognisko. W drugim dniu zlotu odbył się bieg harcerski zastępów, dzienna gra terenowa, główne ognisko zlotowe i nocna gra terenowa. Trzeciego dnia, w niedzielę, zorganizowana została polowa msza święta i apel kończący zlot. Sprawne zorganizowanie tak dużego zlotu o tak bardzo napiętym programie zajęć było dla całej Drużyny ogromnym wysiłkiem i niewątpliwym osiągnięciem świadczącym o jej sprawności. Również w zawodach Szesnastka wypadła bardzo dobrze. Jako organizator zlotu wykazała zupełny brak taktu i zajęła pierwsze miejsce w biegu harcerskim i w grze nocnej.

Dwaj harcerze i harcerka podczas zlotu

Maj 1984 r. III Zlot UNDHR w Puszczy Bolimowskiej. Przyboczna z Pomarańczarni wyjaśnia nieporozumienie do jakiego doszło podczas gry. Za nią Marek Gajdziński (komendant zlotu) i Paweł Burakowski.

Msza święta polowa na skarpie

Maj 1984 r. III Zlot UNDHR w Puszczy Bolimowskiej. Polowa msza święta kończąca zlot odprawiona na skarpie nad Rawką. 

Harcerz na mszy polowej

Maj 1984 r. III Zlot UNDHR w Puszczy Bolimowskiej.  Polowa Masza Święta.

Drużyna harcerzy na zbiórce

Maj 1984 r. III Zlot UNDHR w Puszczy Bolimowskiej.  Szesnastka na apelu kończącym zlot.

Zdjęcie grupowe uczestników zlotu

Maj 1984 r. III Zlot UNDHR w Puszczy Bolimowskiej. Zdjęcie grupowe uczestników zlotu.

Pod koniec czerwca, wzorem roku ubiegłego, zorganizowano czterodniowy spływ kajakowy rzeką Rozpudą. Komendantem wyprawy był phm. Marek Gajdziński, a oboźnym ćw. Marek Talacha. W spływie wzięło udział 5 harcerzy z IV Plutonu 16WDH-y i 5 harcerek z 16WDH-ek. Zdobyte w poprzednim roku doświadczenie wioślarskie i szkutnicze pozwoliło na uniknięcie większych problemów ze sprzętem. Piękna pogoda i równie przyjacielska atmosfera sprawiły, że dla wszystkich uczestników było to niezapomniane przeżycie.

W dniach 11 – 19 lipca odbył się X wędrowny obóz górski kadry Drużyny. Komendantem wyprawy był pwd. Jacek Kajak, oboźnym – wyw. Szymon Majewski, a kwatermistrzem ćw. Artur Baczyński. Poza komendą w obozie wzięło udział 6 harcerzy w 2 zastępach:

  • Mądrale – zastępowy ćw. Marek Talacha
  • Trzy Kupce – zastępowy wyw. Waldek Kulik.

Trasa wędrówki prowadziła przez Beskid Wysoki i Tatry. Obóz zorganizowano bez wiedzy władz harcerskich. Była to spokojna wędrówka o charakterze krajoznawczym. 

Grupa harcerzy na szczycie góry

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Na zdjęciu od lewej: Paweł Szadkowski, Waldemar Kulik, Rafał Lipski, Paweł Burakowski, Jacek Kajak (komendant) i oboźny - Szymon Majewski (fot. Marek Talacha).

Trzej harcerz e schodzą z gór do schroniska

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Adam Lenarcik, Szymon Majewski, Jacek Kajak.

Dwaj harcerze odpoczywaja na szlaku, za ich plecami piekna panorama gór.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Szymon Majewski i Adam Lenarcik. Tego dnia ze względu na ponad 35. stopniowy upał, komendant zarządził marsz w cywilnych ubraniach. 

Ośmiu harcerzy stojąc w potoku, podaje sobie kamienie na zaporę aby spiętrzyć wodę.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Podczas wychodzenia ze schroniska termometr wskazywał 36 stopni w cieniu. Po przejściu paru kilometrów i napotkaniu potoku, nie można się nie zatrzymać i nie szukać ochłody. Tyle tylko, że aby się wykąpać, warto spiętrzyć wodę. Trwa transport kamieni i poodnoszenie zapory.  

Harcerze układają zaporę z kamieni na górskim potoku.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Trwa budowa zapory z kamieni aby podnieść poziom wody do kąpieli.

Sześciu harcerzy pozuje do zdjęcia na górskim szlaku.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Szymon Majewski, Artur Baczyński (dojechał), Jacek Kajak, Paweł Szadkowski, Adam Lenarcik, Marek Talacha (fot. Waldek Kulik).

Trzech harcerzy na górskim szlaku.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Jacek Kajak, Waldek Kulik, Szymon Majewski.

Dwaj harcerze poodchodzą pod strome podejście na szlaku.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Jacek kajak i Szymon Majewski.

Grupoa harcerzy w Tatrach porównuje panoramę gór z mapą.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Ostatni etap wędrówki - Tatry. Trwa porównywanie panoramy gór z mapą.

Dwóch harcerzy nad Czarnym Stawem w drodze na Rysy.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Jacek Kajak i Adam Lenarcik kontemplują widok na Czarny Staw w drodze na Rysy.

Grupa harcerzy na tatrzańskim szlaku.

Lipiec 1984 r. Obóz wędrowny w Beskidach i Tatrach. Zejście z Rys. To już koniec wędrówki. Ciężko żegnać się z górami.

LV obóz letni Drużyny zorganizowano w dniach 29 lipca – 26 sierpnia nad jeziorem Krępe, około 10 km od wsi Dziemiany na Pomorzu. Komendę stanowili: phm Marek Gajdziński – komendant, pwd. Jacek Kajak – z-ca komendanta, wyw. Andrzej Karwan – kwatermistrz i wyw. Sławomir Stefaniak - magazynier. Zajęcia odbywały się w dwóch podobozach.

W podobozie II Plutonu „Grunwald" komendantem był pwd. Jacek Kajak, oboźnym wyw. Szymon Majewski, a instruktorem wyw. Waldemar Kulik. Podobóz składał się 5 zastępów, które grupowały 26 harcerzy:

  • Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski,
  • Sokoły – zastępowy mł. Hubert Drabik,
  • Orły – zastępowy mł. Rafał Lipski
  • Łosie – zastępowy mł. Waldemar Słupecki
  • Wilki – zastępowy mł. Tomasz Kubicki.

W rywalizacji między zastępami zwyciężyły Sokoły Huberta Drabika.

W podobozie IV Plutonu komendę stanowili: phm. Marek Gajdzińskli – komendant i ćw. Marek Talacha – oboźny. Podobóz składał się z 2 zastępów grupujących 9 starszych harcerzy:

  • Dziki – zastępowy wyw. Adam Lenarcik
  • Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz.

W podobozie nie prowadzono punktacji między zastępami. 

Drużyna na obozowym apelu

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Apel obu plutonów na otwarcie obozu.

Harcerze na apelu  - oboźny wlewa jednemu z nich menażkę.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Menażka podczas apelu II Plutonu - atrakcja warta sfilmowania. 

Oboźny  sprawdza porzadkii w namiotach podczas porannego apelu.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Szymon Majewski (oboźny) i Walek Kulik sprawdzają czystość menażek przed namiotem Żubrów Pawła Burakowskiego.

Umówiono się pomiędzy podobozami na stałą konwencję prowadzonych gier terenowych. Zgodnie z nią, II Pluton (młodszoharcerski) był Bandą Robin Hooda, a IV Pluton (starszoharcerski) – Strażą Szeryfa. Najprzeróżniejsze gry i podchody miały dzięki temu „barwną", działającą na wyobraźnię młodszych harcerzy oprawę. Oczywiście szeryf i jego zbiry byli w tej konwencji postaciami negatywnymi, stale nastającymi na wolność i majątek mieszkańców puszczy. W obronie sprawiedliwości i wolności występował dzielny, wyjęty spod prawa Robi Hood i jego drużyna. Częste i bardzo czytelne aluzje do ówczesnej sytuacji społecznej w Polsce były elementem świadomie prowadzonego wychowania obywatelskiego. Jednym z barwniejszych elementów tej uczącej zabawy była codzienna gazeta obozowa wydawana przez Straż Szeryfa pod tytułem „Nothingham Herald Trybune". Informowano w niej i komentowano codzienne obozowe zdarzenia, a robiono to, w taki sam perfidny i kłamliwy sposób, w jaki rzeczywistość w Polsce opisywała prasa partyjna z „Trybuną Ludu" na czele. Tyle tylko, że grubymi nićmi szyte kłamstwa zamieszczane w pisemku obozowym były łatwe do zweryfikowania. Na przykład. Zastęp służbowy przypalił ryż i obiad był okropny. Następnego dnia w w gazecie obozowej ukazywał się artykuł o tym, że nasz kochany szeryf sprowadził z Francji królewskiego kucharza i zaprosił na ucztę wszystkich mieszkańców miasta. Serwowano langustę z sosie andegaweńskim i inne specjały. Do tego zawsze dwa, trzy listy od czytelników z peanami na cześć szeryfa. W ten sposób uczono harcerzy czytania codziennej prasy, a zwłaszcza czytania „pomiędzy wierszami", co było jedną z najważniejszych umiejętności każdego obywatela PRL, któremu los jego Ojczyzny nie był obojętny.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pewnego rodzaju powrót do praktyk obozowych stosowanych 10 lat wcześniej przez żeńską kadrę Szczepu i tak bardzo w Drużynie krytykowanych. Podobieństwo było jednak tylko pozorne. Wcześniej zabawy obozowe miały służyć infantylizacji pracy harcerskiej. Teraz pomyślane były tak, aby pracę tę pogłębić i wzbogacić o elementy wychowania prospołecznego. Tegoroczny pomysł nawiązywał do doświadczeń Drużyny z ostatnich lat. Przypomnijmy klasyczną zabawę w 'U-Forces' z obozu w Mikaszówce w 1979 roku, czy choćby wprowadzenie stanu wojennego na obozie w Grotowie w 1982 roku. Wszystkie te „zabawy" dały się sprowadzić do wspólnego mianownika, jakim było przeniesienie trudnych do zrozumienia dla młodzieży mechanizmów funkcjonujących w ówczesnej komunistycznej Polsce na warunki obozowe i uczynienie ich przez to bardzo czytelnymi i pozwalającymi na zrozumienie ich prawdziwej natury.

Zaopatrzenie obozu miało się odbywać przy pomocy samochodu, tyle że znacznie bardziej nowoczesnego niż ubiegłoroczna, rozklekotana Syrenka. Dostawczakiem był polski Mały Fiat 126p. Jednak i ten produkt prl-owskiej motoryzacji, co chwila odmawiał posłuszeństwa, co w połączeniu z trudnościami w zdobyciu czegokolwiek do jedzenia dla tak dużej grupy ludzi, stwarzało nie lada problem. Kwatermistrzostwo i zaprzyjaźniony z nami cywilny kierowca wykazywali się ogromnym sprytem, by mimo wszystko dostarczyć do obozu produkty żywnościowe w odpowiednich ilościach. Szczęśliwie też Jacek Kajak posiadał cenną umiejętność dokonywania niezbędnych napraw w chlubie polskiej motoryzacji przy pomocy... toporka. To nie żart. Dowód jest na zdjęciu.

 Harcerz naprawi Małego Fiata siekierą

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Jacek Kajak naprawia "dostawczego" Małego Fiata 126p toporkiem. Dla wyjaśnienia, ten samochód miał silnik z tyłu, a z przoodu był bagażnik.

W połowie obozu wydarzył się wypadek. Jacek Kajak złamał nogę. Jednak nie wyobrażał sobie porzucenia swoich harcerzy i dzielnie trwał z gipsem na nodze do końca obozu.

Komendant z noga w gipsie na placu apelowym.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Jacek Kajak choć z nogą w gipsie szykuje się do apelu.  

Brzozowy stołeczek dla komendanta z nogą w gipsie.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Jacek Kajak otoczony troskliwą opieką Waldka Kulika, Marka Gajdzińskiego, Sławka Stefaniaka i Andrzeja Karwana. To chyba pierwszy w historii Szesnastki komendant, który będzie przyjmował raport na siedząco. 

Nad jez. Krępe wystąpiły też oczywiście wszystkie elementy klasycznego obozu Szesnastki: pionierka, zwiady, Chatki Robinsona, Święto Obozu, rajd pieszy, biegi harcerskie, zawody sportowe, ogniska, warty, podchody, gry terenowe, służba kuchenna i wiele innych mniej lub bardziej uwielbianych przez harcerzy zajęć.

Zdjęcie grupowe z gośćmi święta obozu.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Pamiątkowe zdjęcie z gośćmi święta Obozu. Od lewej, stoją: Waldek Kulik, Pan Ignacy Łyskanowski - dziadek Szymka Majewskiego, Jacek Kajak z noga w gipsie, Andrzej Karwan, Alicja Pietrzak (była drużynowa BCO), Andrzej Dasiewicz, Zbyszek Turliński (b. instruktor zuchowy), Krzysztof Zbytniewski, Pani Zofia Karwan - Honorowy Zawiszak, dyrektorka SP 9 i mama Andrzeja,  Irena Rowecka - Mielczarska (córka gen. Stefana Grota Roweckiego, którego imię przybrała SP 9, gdzie działała Szesnastka), Marek Gajdziński. Siedzą: Adam Lenarcik, Paweł Burakowski, Lesław Kuczyński (b. drużynowy), Tomek Kubicki, Jan Gutorski, Waldek Słupecki, Sławek Stefaniak, Rafał Lipski.

W chwilach wolnych, choć tych było niewiele, IV Pluton zajmował się kręceniem niemej komedii będącej według scenariusza parodią słynnej w owym czasie „Walki o Ogień". Inspiracją było oczywiście wspomnienie ubiegłorocznej zabawy przeprowadzonej w gościnie u harcerek z żeńskiej Szesnastki. Zwłaszcza, jeśli chodzi o używane do filmu "kostiumy".

Scena z filmu - dzicy szykują się do walki

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Scena z filmu "Walka o Ogień"

Scena z filmu - walka dwóch dzikusów

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Scena z filmu "Walka o Ogień".

scena z filmu - dzikus pokonany

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Scena z filmu "Walka o Ogień" - w tej niedużej, drugoplanowej roli wystąpił Marek Talacha.

Prowadzono obozową listę przebojów ogniskowych. Rajd pieszy zorganizowano zastępami do Gdańska. Zakończył go apel Drużyny pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w czwartą rocznicę rozpoczęcia strajków sierpniowych. Zgrupowana w tym miejscu Drużyna, oddająca publicznie hołd robotnikom poległym w walce z „komuną", spowodowała zainteresowanie pilnujących porządku przy pomniku tajniaków. Ponieważ jednak nie wznoszono żadnych jawnie „antypaństwowych" haseł, a apel odbył się z wielką powagą i spokojem, po krótkich wyjaśnieniach złożonych przez Drużynowego, milicja postanowiła nie robić afery z faktu zorganizowania, jak twierdzili, zgromadzenia bez wymaganego zezwolenia.

Apel pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Rajd do Trójmiasta. Apel Drużyny pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w 4 rocznicę rozpoczęcia strajków. 

Apel pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Rajd do Trójmiasta. Apel Drużyny pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w 4 rocznicę rozpoczęcia strajków. 

Apel pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku - harcerze składają kwiaty.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Rajd do Trójmiasta. Apel Drużyny pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w 4 rocznicę rozpoczęcia strajków. 

Apel pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w Gdańsku.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Rajd do Trójmiasta. Apel Drużyny pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 w 4 rocznicę rozpoczęcia strajków. 

Bieg na stopień wywiadowcy przeprowadzono w tej samej, co rok wcześniej formule. Trwał jednak nieco dłużej, bo aż 2 dni i 2 noce.

Dwóch harcerzy w stacj nadawczej porzumiewa sie przez jezioro Alfabetem Morse'a przy pomocy chorągiewek.

Sierpień 1984 r. Obóz nad jez. Krępym. Przeszkoda z sygnalizacji podczas biegu na wywiadowcę. Trasa biegu prowadzi po drugiej stronie jeziora i stamtąd trzeba odebrać wiadomość z dalszymi instrukcjami.

Podczas obozu zorganizowano też pierwsze udane próby końcowe na stopień ćwika. W nowym systemie tryb zdobywania tego stopnia mocno różnił się od 2 pierwszych stopni. Był to już stopień o charakterze starszoharcerskim, którego zdobywanie oparto o bardzo zindywidualizowaną, wielomiesięczną próbę, złożoną z wielu zadań, mających na celu zdobycie odpowiedniej wiedzy i umiejętności oraz eliminację negatywnych, a rozwijanie pożądanych cech charakteru. Dopiero po pozytywnym zamknięciu tej podstawowej, długotrwałej próby na stopień, następowało dopuszczenie do kilkudniowej próby końcowej, która miała jedynie pokazać, czy stopień indywidualnej zaradności harcerza odpowiada poziomowi ćwika. Zadaniem tej ostatniej próby nie miało być już sprawdzanie jakiejkolwiek wiedzy, czy umiejętności, a tylko wypróbowanie pewnej postawy, stopnia zaradności i gotowości do mierzenia się z wyzwaniami, jakie niesie życie. Warto przytoczyć w tym miejscu, jako przykładowe, te odbyte na obozie i pozytywnie ukończone próby, gdyż ich charakter na długie lata wyznaczył obowiązujące w Szesnastce standardy zdobywania ćwika.

Próba składała się z kilku zadań. Pierwszym było dotarcie z obozu do Warszawy w ciągu 10 godzin. Trudność polegała na tym, że harcerze wychodzili z obozu bez grosza przy duszy. Mieli do wyboru - zarobić gdzieś pieniądze i dojechać pociągiem lub próbować szczęścia autostopem. Kolejne zadanie musieli odebrać dokładnie 10 godzin po wyjściu z obozu od łącznika, który czekał tylko 15 minut przy grobie Michała Woynicz-Sianożęckiego na Powązkach. Kto nie wiedział gdzie znajduje się mogiła Drużynowego Szesnastki poległego w Powstaniu Warszawskim, musiał jeszcze znaleźć odpowiednią informację i trafić do właściwej kwatery. Działo się to 13 sierpnia, a więc dokładnie w 40 rocznicę żołnierskiej śmierci Michała. Dlatego jednym z elementów próby było sprzątnięcie mogiły, odpowiednie jej udekorowanie i wystawienie warty honorowej. Kolejnym zadaniem było, w przypadku Andrzeja Karwana - załatwienie formalności związanych z lokalizacją zimowiska gdzieś w okolicach Zakopanego, w przypadku Adama Lenarcika -znalezienie miejsca na przyszłoroczny obóz na ziemiach zachodnich i skompletowanie wszystkich niezbędnych pieczątek na specjalnym arkuszu lokalizacyjnym, a Szymon Majewski, który był korespondentem UNDHR, otrzymał zadanie odnalezienia gdzieś w Polsce, lecz poza Warszawą, Krakowem i Łodzią, jednej drużyny harcerskiej spełniającej wstępne wymagania przynależności do Unii, nawiązania kontaktu z jej drużynowym i wybadanie drużyny pod kontem wszelkich wymagań unijnych. Na wykonanie swoich zadań wszyscy otrzymali tylko 96 godzin. Jak widać próby nie były łatwe i wymagały od kandydatów do stopnia ćwika wykazania się nie lada zaradnością. Tym większa radość z tego, że wszystkie próby oceniono pozytywnie.

Ogółem na obozie zdobyto stopnie: 8 – młodzika, 3 – wywiadowcy i 3 – ćwika.

Obóz został odwiedzony przez najstarszy zastęp żeńskiej Szesnastki, która w tym samym czasie miała swój pierwszy w pełni samodzielny obóz stały na Mazurach, a konkretnie nad jeziorem Aszyrynis koło Sejn. Warto tu po raz kolejny podkreślić, że dzięki uzyskanej samodzielności drużyna dziewcząt systematycznie rosła w siłę. Po dwóch latach od rozwiązania Szczepu osiągnęła najwyższy poziom organizacji, którego wyznacznikiem dla każdej drużyny harcerskiej jest zdolność do organizowania samodzielnych obozów. W obozie, którego komendantką była pwd. Agnieszka Kalbarczyk, uczestniczyło już 24 harcerek i 10 zuchenek. W prowadzeniu obozu tylko nieznacznie pomógł pwd. Tomek Rokicki, który był kwatermistrzem i hm.PL Marek Wronkowski - tradycyjnie w roli kierowcy. Resztę funkcji pełniły już same harcerki, a nie była to sprawa prosta, gdyż z racji obecności zuchów wymagania kadrowe były znacznie podwyższone.

Po zakończeniu własnego obozu, kilku najstarszych harcerzy z IV Plutonu pojechało na Mazury pomóc dziewczętom w zwijaniu i likwidacji ich obozu.

Jesienią Drużyna działała w tej samej obsadzie kadrowej. W II Plutonie akcję poborową przeprowadzono już w pierwszych dniach września. W jej wyniku utworzono jeden zastęp poborowy „Kormoranów" złożony z uczniów V klasy szkoły podstawowej nr 9.

Już 16 września wycieczką do Pęcic rozpoczęła się w plutonie tradycyjna akcja Grunwald.

W tym samym czasie IV Pluton zorganizował w liceum Kołłątają lekcje wychowawcze dla klas pierwszych. W ich trakcie opowiadano uczniom o celach i formach pracy harcerskiej stosowanych w Szesnastce. Ale największym wydarzeniem tego sezonu była seria dwóch biwaków klasowych organizowanych przez IV Pluton dla wszystkich klas pierwszych. Odbyły się one 22 i 23 września oraz tydzień później, 29 i 30 września. W ich efekcie do Drużyny zgłosiło się kilkunastu kandydatów. Jednocześnie do pracy w Bractwie Czarnego Orła zgłosiła się liczna grupa dziewcząt, nie tyle może zafascynowana harcerstwem, co raczej towarzyskimi walorami środowiska. Niestety, ich zapał wygasł równie gwałtownie, jak się rozpalił i nie przyniosło to drużynie żeńskiej żadnych większych korzyści.

Natomiast w IV Plutonie 16WDH-y, po pierwszym okresie zamieszania i przejściowych stanów nieokreślonych, wykrystalizowała się grupa około 10-ciu kandydatów, z których utworzono dwa nowe zastępy poborowe - Piżmaków i Leszczy – ten ostatni o specjalności żeglarskiej.

7 października Szesnastkę odwiedziły harcerki z 29 Gdyńskiej Drużyny Harcerek.  Dziewczęta miały jakieś własne zadania do wykonania na mieście i nocowały w harcówce Szesnastki, gdzie odbył się wspólny kominek.

11 października miała miejsce zbiórka Drużyny. Zastępy rozjechały się na umówione spotkania z Zawiszakami. Tarpany odwiedziły Lesława Kuczyńskiego, by wysłuchać opowieści o ostatnich obozach Szesnastki. Dziki i Piżmaki udały się do Wojtka Bogusławskiego, by zapoznać się z jego pracą nad odtworzeniem archiwum Szesnastki.. Rysie pojechały do Wieśka Szeliskiego, który opowiadał im o czasach okupacji i działalności Drużyny w latach 1945-1949. Wilki i Żubry złożyły wizytę Zygowi Wierzbowskiemu, który wygłosił gawędę o przełomowym dla Szesnastki 1925 roku. Sokoły słuchały opowieści Zbyszka Klarnera o zlocie w Bulii. Wreszcie Orły i Byki odwiedziły Stefana Jedlińskiego, by poznać szczegóły na temat udziału Szesnastki w Jamboree w Gödöllö. Wszystkie wygłaszane przez Zawiszaków gawędy były nagrywane na taśmy magnetyczne, a zadaniem zastępów było sporządzenie odpowiednich pisemnych relacji.

Kilku męzczyzn w różnym wieku w salonie.

październik 1984 r. Spotkanie kilku Zawiszaków biorących udział w akcji Grunwald w celu podsumowania spotkań z zastępami. Salon w wilii Zyga. Od lewej:  Stefan Jedliński, Marek Gajdziński, Zygmunt Wierzbowski, Wiesław Szeliski (fot. Stanisław Korwin Szymanowski).

13 i 14 października Rada Drużyny udała się do Skarżyska-Kamiennej, by odwiedzić tamtejszą 1 DH im. Stanisława Staszica. Drużyna ta została właśnie rozwiązana przez władze ZHP na skutek organizacji nielegalnej pielgrzymki do Częstochowy. Zadaniem Szesnastki było dodanie wyrzuconym z ZHP harcerzom otuchy oraz omówienie różnorodnych form pomocy w prowadzonej przez nich konspiracyjnej działalności. Podczas wspólnego biwaku otwarto kilka prób na stopnie ćwika i HO, które następnie przez kolejny rok były uczciwie prowadzone.

W dniach od 28 października do 1 listopada prowadzona była w Drużynie akcja zarobkowa, polegająca na sprzedaży chorągiewek nagrobkowych i chryzantem. Charakterystyczne, że większą część dochodu z tego przedsięwzięcia (100.000 złotych) przekazano następnie na społeczny fundusz budowy pomnika Prymasa Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W ten sposób Szesnastka przyczyniła się do uhonorowania tej wielkiej dla kościoła i współczesnej Polski postaci.

3 listopada Szesnastka, wraz kilkoma innymi drużynami Ruchu, pełniła służbę porządkową podczas wielkiej patriotycznej manifestacji, w jaką przerodził się pogrzeb zamordowanego przez komunistów księdza Jerzego Popiełuszki. Drużyna, poprzez opiekę nad tablicą Bojowej Organizacji Wschód, związała się ostatnio zarówno z samym księdzem Jerzym jak i z kościołem, w którym pełnił swoją posługę. Dlatego tragedia i związane z tym oburzenie szczególnie mocno dotknęło harcerzy Szesnastki. Wstrząs, który przeżyliśmy był tym większy, że jako jedni z nielicznych wiedzieliśmy, iż oprawcy, którzy dopuścili się tego morderstwa byli nie tylko oficerami Służby Bezpieczeństwa, ale także instruktorami ZHP, aktywnie uczestniczącymi w pracach kręgu instruktorskiego działającego przy MSW. A trzeba podkreślić, że akt zbrodni popełniony został przy dużym natężeniu motywacji o charakterze ideologicznym. Fakt ten w sposób dobitny świadczył o specyfice atmosfery ideowej panującej w oficjalnych kręgach Związku. Trudno się było z tym pogodzić, ale należeliśmy do tej samej, co mordercy organizacji, nosiliśmy ten sam Krzyż Harcerski, a drużynowy Szesnastki miał pod krzyżem tego samego koloru instruktorską podkładkę. Świadomość ta wywarła wielki wpływ na późniejsze postawy harcerzy Szesnastki i ich stosunek do zawłaszczonej przez komunistów organizacji, której, póki co, musieliśmy być członkami na równi z podobnymi mordercom kreaturami o duchowości bolszewickich siepaczy.

Trumna ks. Jerzego Popiełuszki

3 listopada 1984 r. Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki. Trumna na katafalku wystawiona u wejścia do kościoła św. Stanisława Kostki. 

Harcerze 16 WDH w służbie pożądkowej podczas pogrzebu ks. Jerzego Popieluszki

3 listopada 1984 r. Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki. Harcerze i Harcerki Szesnastki w służbie porządkowej polegającej na utrzymaniu przejścia do kościoła. Od lewej w panterkach: Jacek Kajak, Rafał Lipski, Paweł Szadkowski, Małgorzata Głódź, Agnieszka Słupecka. 

Marek Gajdziński podczas pogrzebu ks. Jerzego na tle transparentu :Solidarność Nowa Huta".

3 listopada 1984 r. Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki. Marek Gajdziński przechodzi przez tłum uczestników manifestacji.

Tłumy na uroczystościach pogrzebowych ks. Jerzego Popiełuszki.

3 listopada 1984 r. Pogrzeb ks. Jerzego Popiełuszki. Tłumy ludzi przybyłych na pogrzebową Mszę Świętą przed kościołem św. Stanisława Kostki .

7 listopada IV Pluton wykonał akcję oczyszczania Ochoty z czerwonych komunistycznych flag wywieszonych w dniu Święta Rewolucji Październikowej. Perfidia komunistów była posunięta do tego stopnia, że z okazji obcej nam rocznicy kazano dozorcom wywieszać czerwone i narodowe flagi, a następnie szybko je zdejmować tak, aby przypadkiem nie dotrwały na zewnątrz budynków do dnia 11 listopada – przedwojennego narodowego Święta Niepodległości. Za pozostawienie oflagowania dozorcy byli karani wysokimi mandatami. Ta dziwna logika, ujawniająca zresztą prawdziwe oblicze polskich komunistów, budziła od dawna sprzeciw społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży. Zawsze też na znak protestu przeciwko rządom komunistów czerwone flagi były w Polsce zrywane. Robiono to jednak na małą skalę i w wyniku indywidualnie podejmowanych akcji. W 1984 roku akcja ta po raz pierwszy miała bardziej zorganizowany przebieg. Zainicjowała ją jedna z podziemnych organizacji młodzieżowych. W Warszawie jej efekty były imponujące. Do wieczora nie dotrwała większość czerwonych flag, a na budynkach pozostały tylko flagi narodowe, świadcząc dobitnie o negatywnym stosunku Polaków do komunistów i do Związku Radzieckiego, ale także o przywiązaniu narodu do idei niepodległości. Harcerze Szesnastki mieli tego dnia wielką satysfakcję płynąca z faktu, że ich służba przyczyniła się do tak widocznego efektu końcowego. W wyniku dokonanego w Ruchu podziału pracy, Drużynie przypadł do „oczyszczenia" rejon Ochoty na wschód od linii ulic Banacha i Wery Kostrzewy (dzisiejsza ulica Bitwy Warszawskiej 1920 r.). Z zadania wywiązano się porządnie i na terenie tym trudno było dostrzec czerwoną flagę.

8 listopada, jeszcze w atmosferze szoku wywołanego niedawnym politycznym zabójstwem księdza, którego jedyną przewiną było to, że głosił zasady miłości bliźniego oraz wskazywał na potrzebę służby Bogu i Polsce, Szesnastka wraz ze swoim historycznym sztandarem wzięła udział w kolejnej zawiszackiej mszy świętej odprawianej corocznie w kościele św. Jacka, gdzie znajduje się tablica poświęcona Drużynie.

W dniu 11 listopada Jacek Kajak wziął udział w służbie podczas nielegalnego, patriotycznego Święta Niepodległości w Krakowie. Służba organizowana była przez tamtejsze drużyny ruchowe, należące jednocześnie do UNDHR. Podczas uroczystości na Wawelu harcerze, obok służb porządkowych, pełnili też honorową wartę przy grobie Marszałka Józefa Piłsudskiego. Zaszczytem tym wyróżnieni zostali m.in. dwaj harcerze przybyli z dalekiej Warszawy, wśród nich Jacek Kajak. 

Harcerze na warcie honorowej  przy trumnie Józefa Piłsudskiego

11 listopada 1984 r. Jacek Kajak na warcie honorowej w krypcie Marszałka Józefa Piłsudskiego na Wawelu. Obok Krzysztof Baranowski z 44 WDH.

22 listopada odbyła się kolejna zbiórka Drużyny w ramach akcji Grunwald. W specjalnie zorganizowanym kominku wzięli udział zawiszacy: Zyg Wierzbowski, Zbyszek Klarner i Wiesiek Szeliski, którzy miesiąc wcześniej gościli u siebie poszczególne zastępy. Tym razem to oni przysłuchiwali się relacjom harcerzy, których zadaniem było podzielenie się z innymi wiedzą uzyskaną podczas tych spotkań. Kominek przebiegał we wspaniałej, prawdziwie przyjacielskiej atmosferze, jaką między tak odległymi od siebie w czasie pokoleniami harcerzy zdolna była wytworzyć Szesnastka.

16 grudnia, w dniu NMP Ostrobramskiej, w kościele św. Stanisława Kostki, IV Pluton ponownie pełnił wartę honorową przy tablicy poświęconej harcerzom BOW, którzy oddali swoje życie w walkach o kresy wschodnie Rzeczypospolitej.

Bezpośrednio po zakończeniu tej rocznicowej uroczystości w szkole nr 9 odbyła się wspólna Wigilia męskiej i żeńskiej Szesnastki z udziałem zaproszonej Warszawskiej Czarnej Trzynastki i kilku harcerek z 29 GDH-ek.

W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia IV Pluton wyjechał na kolejne zorganizowane bez wiedzy władz hufca, zimowisko sylwestrowe będące jednocześnie XXXII obozem zimowym Szesnastki. Komendę zimowiska tworzyli: phm. Marek Gajdziński – komendant, gościnnie trop. Katarzyna Zbytniewska, jako oboźna i mł. Krzysztof Zbytniewski – kwatermistrz. Poza komendą w zimowisku wzięło udział 8 harcerzy starszych i 3 harcerki z 16WDH-ek. Obóz zorganizowano w tej samej, co rok wcześniej kwaterze, w połowie stoku narciarskiego na Butorowym Wierchu (Zakopane). Tym razem warunki śniegowe były po prostu idealne. Korzystając z doskonałego położenia kwatery, oddawano się białemu szaleństwu przez całe dnie - od śniadania do kolacji. Była to wspaniała narciarska wyprawa, w trakcie której, korzystając z doskonałych warunków, szlifowano umiejętności zjazdowe. Ciekawym elementem zimowiska był specyficzny jednolity ubiór sportowy ponad połowy uczestników. Były to czerwone odblaskowe kamizelki uszyte przez dziadków Krzysia Zbytniewskiego z materiału pochodzącego z komunistycznych flag zrywanych przez IV Pluton w ramach akcji Oczyszczania Miasta, przeprowadzonej w dniu Święta Rewolucji Październikowej.

Harcerka na nartach na stoku.

Grudzień 1984 r. Zimowisko Sylwestrowe na Butorowym Wierchu. Kasia Zbytniewska na stoku, w czerwonej kamizelce z sowieckich flag. W tle kwatera zimowiska.

Instruktor harcerski na stoku na nartach

Grudzień 1984 r. Zimowisko Sylwestrowe na Butorowym Wierchu. Marek Gajdziński w kamizelce z ze zdartych, sowieckich flag.

Harcerze myją się na śniegu.

Grudzień 1984 r. Zimowisko Sylwestrowe na Butorowym Wierchu. Warunki na kwaterze były iście spartańskie. Adam Lenarcik (w mundurze) pomaga w myciu Markowi Gajdzińskiemu.

Harcerz i harcerka na kwaterze siedzą pod ścianą z belek.

Grudzień 1984 r. Zimowisko Sylwestrowe na Butorowym Wierchu. Kasia Zbytniewska i Jacek Kajak podczas sylwestrowego wieczoru.

Marek Gajdziński

Stan Drużyny w dniu 31.12.1984 r.

  • drużynowy – phm. Marek Gajdziński HR
  • kwatermistrz – ćw. Andrzej Karwan
  • II Pluton Grunwald
    • plutonowy – pwd. Jacek Kajak HO
    • przyboczny – ćw. Szymon Majewski
    • przyboczny – wyw. Waldemar Kulik
    • magazynier – wyw. Sławomir Stefaniak
    • zastępy:
      • Żubry – zastępowy wyw. Paweł Burakowski – stan 9 harcerzy
      • Sokoły – zastępowy wyw. Hubert Drabik – stan 9 harcerzy
      • Orły – zastępowy wyw. Rafał Lipski – stan 12 harcerzy
      • Byki – zastępowy mł. Krzysztof Zbytniewski – stan 7 harcerzy
      • Wilki – zastępowy mł. Paweł Malinkiewicz – stan 6 harcerzy
      • Kormorany – zastępowy mł. Piotr Kaleta – stan 9 harcerzy
      • Wydry – zastępowy mł. Robert Turzyniecki – stan 10 harcerzy (zastęp działający jako filia Szesnastki w Tomaszowie Lubelskim)
    • Stan ogólny II Plutonu wynosił: 1 instruktor i 65 harcerzy.
  • IV Pluton
    • plutonowy – phm. Marek Gajdziński HR
    • przyboczny – ćw. Marek Talacha, pełniący jednocześnie funkcję szefa AFS
    • zastępy:
      • Dziki – zastępowy wyw. Paweł Szadkowski – stan 7 harcerzy
      • Rysie – zastępowy wyw. Andrzej Dasiewicz – stan 6 harcerzy
      • Piżmaki – zastępowy ćw. Szymon Majewski – stan 7 harcerzy
      • Leszcze – zastępowy ćw. Adam Lenarcik – stan 6 harcerzy (zastęp o specjalności żeglarskiej)
    • Stan ogólny IV Plutonu wynosił: 1 instruktor i 26 harcerzy.
  • Stan Drużyny ogółem: 2 instruktorów i 91 harcerzy

Więcej...