Wstałem jak zwykle wcześnie i poszedłem szybko do sklepu. W mundurze i z jedzeniem spakowanym w plecaku wskoczyłem do autobusu. Zdesantowałem się na przystanku Wawelska i pobiegłem pod kamień drużyny. Około 8:30 poszliśmy na tramwaj, który zawiózł nas na przystanek Warszawa-Rakowiec. Wysiedliśmy z pociągu na przystanku Czachówek Górny i marszem poszliśmy do remizy OSP w Uwielinach, gdzie nocowaliśmy.
Oprócz mojego zastępu były też dwa inne: Łosie i Gacki. W tym pierwszym składzie była tylko jedna osoba. Gdy się wypakowaliśmy, zabrali nas na tyły remizy, żeby objaśnić zasady gry. Był rok Pański 1492. Na statkach przybyliśmy na piaszczyste brzegi Ameryki. Naszym zadaniem było odnalezienie skarbów Nowego Świata. Mechanika gry była naprawdę zawiła i nie będę wnikać w szczegóły. Grę zdominował jednoosobowy zastęp Łosie. Tylko, że to zastępowy Gacków znalazł skarb, którym było ułatwienie w grze poobiedniej.

Przedpołudniowa gra.

Przepołudniowa gra - decydujące starcie.
Zastępowi dostali od kadry materiały na obiad: kiełbasy, cebule, jajka, cukier, olej i jabłka. Mój zastęp z tych składników upichcił kiełbasę z cebulą, jajecznicę i na deser placki z jabłkami. Sprawnie uwinęliśmy się z gotowaniem i po zmywaniu oraz zamaskowaniu ogniska mieliśmy chwilę odpoczynku.

Obiad własnoręcznie przyrządzony na kuchni polowej.

Na deser placki z jabłkami.
Po odpoczynku nastał czas na grę ekonomiczną. Na początku każdy zastęp musiał wylosować wynalazek, na którego elementy, żeby je kupić, będzie zbierać pieniądze. Pod koniec gry mój zastęp miał najwięcej waluty. We wnętrzu remizy odbyła się licytacja, na której za walutę można było kupić materiały do budowy wynalazków. Po zbudowaniu wynalazków i szybkiej prezentacji zjedliśmy kolację.

Prezentacja nosidła na butelki.
Ognisko, które odbyło się tego dnia, było pierwszym ogniskiem w całym roku. Po ognisku mogliśmy wejść do śpiworów i nieniepokojeni przez nikogo, zasnąć. Obudziłem się w nocy. Moim oczom ukazał się widok przybocznego skaczącego w swoim śpiworze wokół plecaka. Idąc formułą „im mniej wiesz, tym lepiej śpisz", położyłem się z powrotem do spania. Następnego dnia o 7:40 drużynę obudził alarm ciężki. Spakowane plecaki wystawiliśmy na zewnątrz. W mundurach zostaliśmy zaprowadzeni do kościoła na mszę.

Zastęp Wydry.

Zastęp Gacki.
Po mszy na boisku przy remizie odbył się apel. W czasie apelu ogłoszono rozwiązanie zastępu próbnego „Orły”. Ogłoszono również wyniki biwaku. Cały biwak wygrał zastęp „Wydry”. Potem marszem ruszyliśmy na pociąg, z dworca tramwajem pod kamień i odśpiewaliśmy „Bratniaka”. Tadek rozdał nam również niewykorzystane artykuły kulinarne. Chętnie te materiały przygarnąłem. Na biwak pojechałem z niczym, a wróciłem ze wszystkim.
Jerzy Drużdżel
Galeria zdjęć - fot. Tadek Rosłan